niedziela, 24 maja 2015

Gościniec: Tommysaurus Rex vol. 1 (Doug TenNapel)

Dawno nie było na Image Comics Journal tekstu gościnnego. Jakież było moje zdziwienie gdy takowy na swojej skrzynce mailowej znalazłem. Paweł Gregorczyk z bloga Thousand Hi-Fives pokusił się o recenzję komiksu tyleż niezwykłego, co wydaje mi się że dziś zapomnianego. Tak więc Paweł przypomni :)
Do czytania tego komiksu będziesz potrzebować:
- komiksu
- cebuli
- noża
- opcjonalnie chusteczek

Tommysaurus Rex to w zasadzie komiks familijny. Czyta się to szybko, rześko i z humorem, na końcu zaś czeka morał. Jeżeli miałbym przytoczyć jakieś inne popkulturowe powiązania to powiedziałbym, że to takie swoiste połączenie Lessie z Beethoven. Okraszone Jurajskim Parkiem.  W końcu nie spodziewałbym się niczego innego po Dougu TenNapelu.

Gwoli wyjaśnienia i jednocześnie zaprezentowania sylwetki autora. Jestem przekonany, że jeżeli nie przespałeś lat 1994-1996 i byłeś w tym czasie świadomą osobą (tj. nie w pieluchach) to na pewno miałeś styczność z dziełami TenNapela. Dodatkowe plusy, jeżeli jego twórczość w jakiś sposób na Ciebie wpłynęła i np. ukształtowała Twoje zamiłowanie do pokręconych, surrealistycznych kreskówek i gier z dużymi pokładami pokręconego, surrealistycznego humoru. Jeżeli słysząc zwrot „Groovy” na myśl przychodzi Ci pokraczna dżdżownica wystająca z uberprzypakowanego kosmicznego skafandra to miałeś dobre dzieciństwo. Doug TenNapel jest człowiekiem, który powołał Earthworm Jima do życia – w formie dwóch udanych platformówek (i jednej o której świat powinien zapomnieć) oraz serialu telewizyjnego, którego opening do dzisiaj dźwięczy mi w głowie (Jeżeli właśnie otworzyłeś link, to zwróć uwagę jaką morową galerię łotrów miała ta mężna pierścienica. I jego sidekick - mistrz).  Ehh, Dżdżownica Jim i te katapultowane krowy, to były czasy…
TenNapel przyłożył też rękę do zwariowanej przygotówki tworzonej techniką poklatkową z wykorzystaniem plastelinowym modeli postaci. Przygodę Klaymena, lekko gapowatego, ale dość „elastycznego” typa cechowały dwie rzeczy. Przede wszystkim humor, który złapał mnie na tym, że był niewymuszony i tym samym prawdziwie zabawny (w zasadzie to cecha starych przygodówek, nie wiem co się teraz stało bo to na pewno nie wina tego, że jestem teraz poważny jak zawał) oraz ścieżka dźwiękowa, którą magazyn GMR okrzyknął najlepszym soundtrackiem z gry i się temu wcale nie dziwię. Na dobrą sprawę to pewnie popełnię o tym jakiś tekst w przyszłości, ale teraz przypomniawszy sobie już sobie kim jest Doug mogę spokojnie przejść do Tommysaurusa Rexa.

Co do komiksów autora – pod szyldem Image Comics pojawiło się 7 tytułów, z czego TR był pierwszym, wydanym w 2004 roku. Miałem przyjemność czytać jego Creature Tech (dla Top Shelf), przejrzeć Iron West i śledzić na bieżąco webcomics – Ratfist (w którym cameo zaliczył Jim). I choć kreska TenNapela jest bardzo charakterystyczna i jednocześnie bardzo kreskówkowa , tak fabularnie przedstawiony przeze mnie dzisiaj komiks jest najbardziej przystępny – przynajmniej z punktu widzenia młodszego czytelnika.

Historia zaczyna się przygnębiająco. Młody chłopiec Eli jest świadkiem wypadku, w którym ginie jego najlepszy przyjaciel – pies Tommy. Każdy kto miał jakiegoś zwierzaka, wie co to za uczucie i Doug swoimi czarno-białymi planszami daje temu wyraz. Rodzice wysyłają Eli’ego na farmę dziadka, by tam zajął głowę czymś innym. Cóż, nikt nie przypuszczał, że chłopak znajdzie w pobliskiej jaskini żyjącego, gigantycznego Tyranozaura. Pomysł tak zadziwiający, że jeszcze fajnie wyegzekwowany – dinozaur szybo się zadomawia, ku konsternacji mieszkańców pobliskiego miasteczka, którzy raczej z wielkim dystansem i powątpiewaniem patrzą na jego wybryki (choć zdemolowany dom raczej ciężko nazwać wybrykiem). Oczywiście burmistrz widzi w gadzie atrakcję turystyczną i złoty bilet w nadchodzących wyborach. Eli dostaje ultimatum – jeżeli udowodni, że Tommysaurus nie stanowi zagrożenia dla mieszkańców będzie mógł go zatrzymać. A nie będzie to łatwym zadaniem, gdy trzeba jeszcze użerać się z tutejszym łobuzem, który zachodzi chłopakowi za skórę.
Komiks czyta się szybko. To zaledwie 110 stron. Nie wliczam dodatków, gdyż takowych nie ma. Możliwe, że Image nie publikował wtedy w wydaniach zbiorczych niczego, poza samą treścią komiksów (wydanie 2005 rok). Niemniej, lektura przynosi dużo refleksji, postacie od razu wzbudzają sympatię, a morał jest dość oczywisty, jednak ciężko zauważyć, by ktoś obecnie o nim pamiętał i się doń stosował. Oprawa graficzna TenNapela jest bardzo charakterystyczna. Rysowane postaci, jak wspomniałem, są karykaturalne i bardzo kreskówkowe – wzbudzają tym samym sympatię, natomiast gigantyczny t-rex to jeden z lepiej narysowanych gadów jakie widziałem w komiksie (przepraszam Devil Dinosaur, ale wracasz na ławkę rezerwowych) – narysowany z większą dbałością o szczegóły wyróżnia się na tle pozostałych bohaterów. I z charakteru przypomina trochę Lessie i każdego innego udomowionego zwierzaka. Sam mając na przestrzeni kilkunastu lat kilka psów wiem o czym mówię. Ogólnie czytając komiks warto mieć pod ręką te podane na wstępie przyrządy. Sam czytałem TR w miejscach publicznych więc zwyczajnie nie wypadało mi „wymiękać”, choć czułem jak niewidzialni ninja kroili mi cebulę pod nosem. 

Sięgnij po ten komiks, jeżeli masz możliwość go gdzieś znaleźć - ja nabyłem go na Komiksowej Warszawie i to z dużym szczęściem, bo został wygrzebany spomiędzy półek nieposegregowanych tytułów - mimo wszystko to dobra historia, może nie tak wciągająca jak chociażby Creature Tech, ale zdecydowanie bardziej grająca na uczuciach. No i kto nie chciałby mieć za czworonożnego kompana prehistorycznego tyranozaura?

Paweł Gregorczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz