Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okładka tygodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okładka tygodnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2016

Ruszyła nowa "Okładka tygodnia"!

Dotychczas to za pośrednictwem linków na Facebooku trafialiście na bloga, lecz dziś chciałbym, abyście wykonali odwrotną drogę. Otóż na fan-page'u Image Comics Journal dzisiaj ruszyła zasygnalizowana wcześniej, pierwsza odsłona nowej "Okładki tygodnia". Jej losy zależą od Waszego odzewu, dlatego zachęcam do klikania i zostawiania komentarzy :)

niedziela, 1 marca 2015

Okładka tygodnia #60

60 odsłon to wynik, którego żadna rubryka na Image Comics Journal jeszcze długo nie powinna pobić. Teoretycznie, najbliżej jest "Top 5", ale nie oszukujmy się - największe szanse i tak ma "Image na ekranie". Zgodnie z zapowiedzią z zeszłej niedzieli, dzisiejsza "Okładka tygodnia" kończy żywot tej rubryki. I w sumie dobrze się dzieje, ponieważ spośród komiksów wydanych w minioną środę, znów trudno było wybrać trzy covery, które mocniej wyróżniałyby się na plus.
3. Graveyard Shift #3
Już od samego początku miniseria ta zwracała moją uwagę nie tylko dzięki cenionemu przeze mnie duetowi twórców, ale także z powodu okładek. Te są wyraźnie inspirowane twórczością cenionego przeze mnie Jae Lee i opierają się na prostocie przekazu, przy zachowaniu jednocześnie ogromnej dbałości o nieliczne detale. Tak samo jest i tym razem, lecz jedna rzecz mi strasznie przeszkadza. Sprawiła ona, że cover ten spadł z drugiego miejsca i jest nią wyraz twarzy widocznego na nim wampira - tak bardzo niepasujący do nienagannej reszty okładki.
2. Low #6
Paradoksalnie, nawet najgorsza z dotychczasowych okładek do serii "Low" i tak jest godna umieszczenia w zestawieniu. Greg Tocchini jakby nieco spuścił z tonu, o czym świadczą chociażby opóźnienia ostatnich dwóch numerów. Niemniej wciąż jest to cover, na który można patrzeć z nieskrywaną przyjemnością. Wykonany nieco inną techniką obrazek sprawia wrażenie nieco niedbałego, lecz tak naprawdę można czerpać sporo radości z podziwiania każdego pociągnięcia pędzlem. Zapewniam, że okładka w dużej rozdzielczości wygląda kapitalnie.
1. Cyber Force #11 (cover B - Silvestri sketch)
Właściwie każda tego typu okładka autorstwa Silvestriego była przeze mnie wyróżniana. Tak jak miałem sporo radości z podziwiania malarskiego kunsztu Tocchiniego, tak podziwianie kolejnych pociągnięć ołówkiem przez Marca Silvestriego było dla mnie jeszcze ciekawszym doświadczeniem. Lata upływają, a szef studia Top Cow nadal udowadnia, że jak mu się chce i nie gonią go terminy, to nadal potrafi wykrzesać z siebie te umiejętności, które wyniosły go swego czasu na szczyt. Aż dziw bierze człowieka gdy spojrzy na wersję z kolorami, gdyż traci ona mnóstwo ze swojego uroku.

Pożegnalna odsłona "Okładki tygodnia" musiała zawierać jakiś bonus. Tym razem musiałem, po prostu musiałem wrzucić tu jeden z najbardziej paskudnych coverów jakie widziałem w ostatnim czasie. Autor - Shawn Martinbrought.
Dziękuję tym nielicznym osobom, które regularnie zaglądały do "Okładki tygodnia". Mam nadzieję że nie macie mi za złe decyzji o zakończeniu rubryki i jednocześnie zapraszam Was tu w niedzielę, 29 marca. Wtedy też zadebiutuje "Okładka miesiąca".

niedziela, 22 lutego 2015

Okładka tygodnia #59

Numerek pojawiający się przy kolejnych odsłonach tek rubryki rośnie w zastraszającym tempie. Już niemal dobiliśmy do sześćdziesiątej odsłony. Zapewniam, że nie sądziłem, iż dam radę pociągnąć to w miarę regularnie aż tak długo. Jednakże muszę zdobyć się na chwilę szczerości. "Okładka tygodnia" już od dłuższego czasu jest zdecydowanie najmniej popularną rubryką na blogu, ilość wyświetleń poprzedniej odsłony była po prostu tragiczna, a i ja muszę się przyznać do tego, że w kolejne niedziele zasiadam do pisania właściwie z obowiązku, a nie z przyjemności. I sądzę że widać to po poziomie moich argumentów. Podjąłem więc pewną decyzję.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Okładka tygodnia #58

Zgodnie z wcześniejszą obietnicą, po powrocie z weekendowego wypoczynku wracam do postowania i zaczynam od zaległej "Okładki tygodnia". Zajmę się oczywiście komiksami z minionej środy, których było całkiem sporo, lecz wśród nich nie znalazło się zbyt wiele okładek, które przypadłyby mi do gustu jakoś mocniej. Dlatego też zacznę od tej, która została dołożona nieco na siłę.
3. Witchblade #180 (cover B - Stjepan Sejic)
Napiszę Wam zupełnie szczerze - ta okładka wcale mi się jakoś szczególnie nie podoba. W dzisiejszym zestawieniu znalazła się tylko dlatego, ponieważ formuła tej rubryki wymaga przeze mnie wyboru trzech coverów. Rysunek Stjepana Sejica wybrałem dlatego, ponieważ spośród pozostałych okładek, które aspirowały do trzeciego miejsca na podium, ta była po prostu jedyną, która przyciągnęła mój wzrok na dłużej niż sekundę. I to raczej z powodu historii, jaka kryję się za tym komiksem - czy ktoś jeszcze pamięta, że opowieść ta miała się ukazać ponad rok temu jako osobna miniseria?
2. Elephantmen #62
Większość okładek wyżej wymienionej serii mogłyby spokojnie funkcjonować jako plakaty. Tak samo jest w przypadku tej, która być może nie roi się od szczegółów i wieloznaczności, jak sporo spośród poprzednich, ale potrafi przykuć wzrok i zainteresować. Kreska jak zwykle jest ostra i dokładna, a zarazem niepozbawiona znaków zapytania. Bardzo ciekawe jest widoczne podłoże i jedyne co nieco przeszkadza, to wklejone w ilustracje logo. Trochę zbyt mocno widoczny photoshop, wydaję mi się, że można było zrobić w sposób delikatniejszy.
1. Southern Bastards #7
Przy tak kiepskiej konkurencji Jason Latour nie musiał się nawet zbytnio wysilać, by jego praca zwyciężyła w dzisiejszym zestawieniu. Tymczasem ponownie nie zawiódł on moich oczekiwać i stworzył cover całkiem interesujący i z pewnością nieco zaskakujący dla czytelników serii. Widzimy bowiem na niej nieco młodszego Eulessa Bossa, wyraźnie nie będącego jeszcze zbirem numer 1, za to zafascynowanego futbolem w każdej chwili. W połączeniu z typowymi dla tego komiksu, czerwono-żółtymi barwami okładek, dało to fajny efekt, jeszcze bardziej zachęcający do kupienia komiksu. Tak więc podstawowa funkcja coveru została spełniona. W tym dość kiepskim tygodniu, jest to moim zdaniem najlepsza okładka.

niedziela, 8 lutego 2015

Okładka tygodnia #57

Spośród komiksów wydanych w minioną środę naprawdę można było wybierać trzy najlepsze okładki. Miałem z tym spory problem, ale ostatecznie udało mi się wybrać trzy covery, moim zdaniem naprawdę warte wyróżnienia. Oto i one:
3. Wytches #4
Jock raz za razem robi coś niesamowitego. Tworzy on okładki naprawdę przerażające, a wszystko to dzięki prostym zabiegom. Spójrzcie na powyższy cover, przecież tak naprawdę nie ma na nim nic niezwykłego - ot, fragment lasu. Ale gdy przyjrzycie się dokładniej, dostrzeżecie na niej wiedźmę, co w połączeniu ze świetnie dobranymi kolorami tworzy zestaw już idealny do filmowego plakatu ciekawie zapowiadającego się horroru. Chwila, moment, przecież "Wytches" będzie ekranizowane! Panie i panowie filmowcy, nie szukajcie speców od plakatów, po prostu sięgnijcie po Jocka.
2. Spawn #250 (cover C - Skottie Young)
Nie mogło być inaczej i ponownie w zestawieniu ląduje okładka autorstwa Skottiego Younga. Wiele nietypowych rzeczy działo się już ze "Spawnem", włącznie z raczej kiepską próbą stworzenia z nim komiksu dla młodszego czytelnika, ale dopiero Young, jak zwykle zresztą, pokazał jak tego typu wymysł mógłby wyglądać ciekawie. Jego cover właściwie nie zaskakuje, jest po prostu, nie bójmy się tego słowa, słodki i trudno nie uśmiechnąć się na jego widok. Za każdym razem gdy na niego patrzę, jestem coraz bardziej niecierpliwy i wyczekuję momentu, w którym dostanę go w łapy.
1. Saga #25
I kolejna rzecz, którą z radością powiesiłbym sobie pod postacią plakatu na ścianie. Fiona Staples w zachwycający sposób przedstawia na podwójnym coverze wszystkich najważniejszych bohaterów serii (zauważyliście kogo brakuje?), płynnie przechodząc między poszczególnymi "frakcjami", urzekając użytą paletą barw, lekkością kreski, zarazem świetnie pokazując rozmach historii prezentowanej w środku komiksu. Wyczuwam bardzo dobry wynik sprzedaży. Moim zdaniem zdecydowanie jest to najlepsza, najmocniej i najdłużej przykuwająca wzrok okładka tego tygodnia.

UWAGA: ze względu na mały wyjazd wypoczynkowy (czytajcie: bez dostępu do neta), kolejna "Okładka tygodnia" pojawi się w poniedziałek, 16 lutego.

niedziela, 1 lutego 2015

Okładka tygodnia #56

Tegoroczny luty rozpoczyna się od niedzieli, więc pierwszą rubryką, która w tym miesiącu zaliczy swoją odsłonę po prostu musiała być "Okładka tygodnia". Pięćdziesiąta szósta już edycja tego cyklu weźmie na tapetę komiksy wydane w minioną środę, wśród których znalazło się miejsce dla kilku naprawdę ciekawych coverów. Niestety, wybrać mogłem tylko trzy z nich, ale dwie z nich łączą podobne motywy, co zresztą zaraz sami zauważycie.
3. Rasputin #4
Moja totalna bezkrytyczność wobec rysunków Riley'a Rossmo znów zwyciężyła. Na pierwszy rzut oka okładka do czwartego już zeszytu nie wyróżnia się niczym szczególnym, no może za wyjątkiem kolorystyki. Jeśli powiększycie rysunek i przyjrzycie się bliżej, zauważycie z pewnością kilka ciekawych zagrywek. Widzicie delikatnie narysowaną aureolę przy głowie Rasputina? A czy jego cień przypadkiem nie przypomina Wam postaci anioła? To właśnie takie smaczki jak te i wynikająca z nich niejednoznaczność sprawiają, że rysunek przykuwa uwagę i intryguje. Tak więc spełnia całkowicie swoje zadanie. I za to właśnie należy się miejsce na dzisiejszym podium.
2. Revival #27
I znowu mamy do czynienia z wyraźnie dostrzegalnymi wątkami kojarzącymi się z religią, albo także moja gigantyczną nadinterpretacją. Wyżej widzieliśmy motywy anielskie, tu twórcy jadą już po bandzie i tworzą wariację na tematy Maryjne (?). Przynajmniej ja tak odbieram ilustrację, na której widać jedną z bohaterek serii w wodzie, otoczoną przez wskrzeszone, ale w dość makabryczny sposób, ryby. Wydaje mi się, że Mike Norton nieprzypadkowo rysuje postać tą w taki sposób, by jej ubiór nieco przypominał znany nam wizerunek postaci biblijnych (moje pierwsze skojarzenie). Daje to świetny efekt, który bardzo mocno zapada w pamięć.
1. Punks the Comic #4 (cover A - Kody Chamberlain)
Nie jestem szczególnym zwolennikiem tworzenia okładek będących bardziej lub mniej ordynarną zrzynką z innych, nierzadko legendarnych już coverów. Ale są wyjątki i widoczna powyżej ilustracja, oparta na bardzo znanej pracy Todda McFarlane'a, jest jednym z nich. Głównie z racji tego, że bohaterowie "Punks the Comic" wyglądają niesamowicie komicznie, a i całkiem moim zdaniem zabawny pomysł artysty polegający na zasugerowaniu iż widoczna na okładce postać woła psa do jego miski sprawia, że trudno powstrzymać się od uśmiechu. Zaczynam się nieco bać, co twórcy tej serii wymyślą następnym razem i szkoda tylko, że covery są najlepszym elementem tego komiksu.

niedziela, 25 stycznia 2015

Okładka tygodnia #55

Jak każdej niedzieli tak i dzisiaj na Image Comics Journal pojawia się nowa odsłona "Okładki tygodnia". Tym razem bierzemy na tapetę komiksy opublikowane w minioną środę i muszę przyznać, że pierwszy raz od dłuższego czasu miałem kłopot z wyborem finałowej trójki. Nie załapał się variant A trzeciego numeru "The Autumnlands: Tooth & Claw", lecz nie oznacza to, że serii tej zabraknie w zestawieniu.
3. Rise of the Magi #5 (cover B - Stjepan Sejic)
Już publikacja "Ravine" dała nam jasno do zrozumienia, że co jak co, ale smoki Stjepan Sejic rysować lubi i z pewnością umie. Udowadnia to właśnie na tej okładce, przedstawiając nam jedynie łeb stworzenia tak niebywałego, że trudno oderwać od niego wzrok. Sama ilustracja nie składa się z wielu elementów, ale te które są, dopracowano w każdym detalu. Jedyne co moim zdaniem nieco psuje okładkę i w sumie stąd też daje zaledwie trzecie miejsce, to zupełnie niepotrzebny dymek z tekstem. Oprócz tego, nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń.
2. Intersect #3 (cover A - Ray Fawkes)
Jest w twórczości Ray'a Fawkesa coś, co sprawia że chce się na nią patrzeć. Przy okazji przypomnę, że o ile za scenarzystę nadal mam go marnego, to jednak szczerze przyznaję, że "Intersect" jest komiksem nadzwyczaj ciekawym. Największy efekt robi na mnie niezwykła szata graficzna komiksu, której bardzo przyjemną próbkę macie powyżej. Okładka po prostu mi się podoba, nawet tak do końca nie potrafię napisać Wam dlaczego. I zaręczam, w środku jest jeszcze lepiej, dlatego warto przezwyciężyć ewentualne uprzedzenia i sięgnąć po ten komiks.
1. The Autumnlands: Tooth & Claw #3 (varian B - Skottie Young)
Przychodzi Skottie Young do Image i... robi to co umie najlepiej. Wariantowa okładka do nowej serii Kurta Busieka jest kwintesencją twórczości tego artysty - jest przeraźliwie słodka, bajkowa, a mimo to nie można oderwać od niej wzroku i nie uśmiechać się podczas podziwiania każdego jej szczegółu. Nie wiem jakie moce przerobowe ma ten niesamowity rysownik, ale nie obrażę się, jeśli będzie częściej robić warianty dla Image, nawet kosztem Marvela.

niedziela, 18 stycznia 2015

Okładka tygodnia #54

I znowu niedziela :) Nie oznacza to nic innego jak kolejną odsłonę "Okładki tygodnia", która tym razem skupi się na komiksach wydanych w minioną środę. Pierwotnie dzisiejsze zestawienie miało wyglądać nieco inaczej, ale gdy pewien komiks wpadł mi w łapy, po prostu musiałem nieco zmienić zdanie. Który to z nich? Sprawdźcie sami, odpowiedź poniżej.
3. Rat Queens Special: Braga #1 (cover A - Tess Fowler)
Z racji tego, że w mijającym tygodniu nie było za dużo naprawdę udanych okładek, wyróżnić trzeba było też te przeciętne. Właśnie taką jest ta widoczna powyżej, lecz ze wszystkich i tak wyróżniła się mocną, charakterystyczną kreską, lecz zarazem jakże inną od tego, co dotychczas prezentował Roc Upchurch. Moim zdaniem wypada napisać, że oglądanie tej okładki przynosi mi na myśl to, co jakiś czas temu prezentowano na łamach serii "Glory", to jednak nie mam zamiaru traktować tego jako zarzut. Cover jest solidny, niczym nie zachwyca, ale także nie odrzuca.
2. Lazarus #14
Tej okładki z kolei w dzisiejszym zestawieniu miało nie być. Dopiero gdy dostałem ostatnią przesyłkę z ATOM Comics i bliżej przyjrzałem się temu komiksowi, zmieniłem zdanie. Początkowo sądziłem, że Michael Lark nie przyłożyć się zbytnio do pracy, "ucinając" nogi rysowanej przez siebie postaci. Mając ten komiks kilkadziesiąt centymetrów przed twarzą, wiedziałem już w jak dużym błędzie byłem. Co prawda brak kończyn u Forever nadal mi przeszkadza, jednak wysiłek Larka jest doskonale widoczny. Idealna gra światła i cieni, mnóstwo widocznych szczegółów, świetnie przedstawiona wodna toń - tę okładkę po prostu trzeba było wyróżnić.
1. Ghosted #16
Dziś moim zdaniem na zwycięstwo zasłużyła okładka autorstwa Dana Panosiana, której największą siłą jest bardzo nietypowy dobór kolorów i jednocześnie bardzo prosty przekaz. Seria "Ghosted" niejednokrotnie była już przeze mnie wyróżniana, ale nie jestem pewien, czy pomimo ogólnej prostoty ta nie jest z nich wszystkich najlepsza. Podoba mi się także fakt dość swobodnego operowania przez twórców logiem komiksu, które w każdym kolejnym numerze jest w jakiś sposób zmodyfikowane. I można tylko żałować, że scenariusz nie dorównuje poziomowi warstwy graficznej.

niedziela, 11 stycznia 2015

Okładka tygodnia #53

Po dwutygodniowej przerwie powracam do regularnego oceniania okładek komiksów, które ukazały się w mijającym tygodniu. Dziś na tapecie lądują pozycje z ostatniej środy, wśród których znajdował się jeden murowany faworyt do zwycięstwa i co tu dużo pisać - w żaden sposób mnie nie zawiódł. Zapewne już się domyślacie o jaki tytuł może mi chodzić? Sądzę że tak, ale i tak zapraszam do lektury posta. Wszystkie szczegóły znajdziecie poniżej.
3. Birthright #4
Nie jestem wielkim fanem tej serii pod żadnym względem, ale muszę uczciwie przyznać, że ta okładka jest na tyle przyjemna dla oka, że postanowiłem ją wyróżnić. Andrei Bressan pokazuje na niej rodzinny piknik nieco innego kalibru i właśnie to jest w coverze tym najfajniejsze - zderzenie dwóch różnych rzeczywistości. Ciężko się nie uśmiechnąć widząc ogromnego, umięśnionego wojownika piekącego pianki w ognisku. Całość fajnie dopełnia zwiastun niebezpieczeństwa, który pojawia się w płomieniach. Okładka wykonana starannie, bardzo fajnie pokolorowana - zdecydowanie jedna z przyjemniejszych dla oczu prac Bressana.
2. The Humans #3
Kolejna seria, która jakoś niespecjalnie mnie kupiła. Ale trudno nie docenić pomysłowości Toma Neely'ego. Numer ten zapewne przenosi czytelnika w przeszłość, gdy jeden z bohaterów serii walczył w Wietnamie i pomysł, by ukazać mieszkańców tego kraju jako małpy występujące jedynie w tamtej części świata uważam jednocześnie za oczywisty jak i genialny w swej prostocie. Rysownik dodatkowo każdą z nich przyozdobił w strój, dzięki któremu nie można pomylić się z rejonami świata, a całość narysował z ogromną dbałością o detale, których jest tu naprawdę sporo. Myślę że niezłą zabawą jest już sama próba zliczenia małp, które widać chociaż częściowo na rysunku. Ja nie dałem rady, ale może Wy spróbujecie?
1. Trees #8
To już tradycja - gdy pojawia się kolejny numer "Trees", to jego okładka po prostu musi wylądować na szczycie zestawienia. Nie inaczej jest tym razem, chociaż ponownie Jason Howard nie napracował się zbytnio, reinterpretując pewien plakat namawiający do ochrony środowiska. Także na nim widać było osobę ścinającą drzewo, które krwawi. Co zrobił więc Howard? Dodał duuuużo więcej posoki, mocno zmienił kadrowanie, dorzucił kilka znaków dobitnie świadczących o pozaziemskim pochodzeniu drzewa i całość pokolorował trzema barwami. Jak zwykle daje to piorunujący efekt, ponieważ pomimo ogólnej prostoty wykonania, okładka jest na tyle przykuwająca uwagę i pomysłowa, że trudno się oderwać. Stąd też kolejny raz dzieło rysownika trafia na sam szczyt zestawienia.

niedziela, 28 grudnia 2014

Okładka tygodnia #52

To już ostatnia odsłona "Okładki tygodnia" w tym roku. UWAGA: następna pojawi się dopiero za dwa tygodnie. Spowodowane jest to tym, że w najbliższą środę ukaże się tylko jeden komiks. Co prawda w siedmiu wariantach, ale jak już swego czasu wspominałem, będzie to jeden obrazek podzielony na dokładnie tyle części. Nie widzę żadnego sensu w wyróżnianiu tego, który fragment ilustracji udał się Nickowi Dragottcie bardziej, dlatego też postanowiłem, że za tydzień odpoczniemy od tej rubryki. Wszystko wróci do normy 11 stycznia, gdy na blogu pojawi się "Okładka tygodnia" numer 53. Dziś za to na tapecie lądują okładki z komiksów, które ukazały się cztery dni temu.
3. Graveyard Shift #1
Początkowo byłem przekonany, że gościnnie okładkę tę wykonał Jae Lee. Dopiero gdy się mocniej przyjrzałem, zauważyłem kilka istotnych różnic. Niemniej klimatycznie jest bardzo podobnie i strasznie mi to pasuje. Fran Bueno zaprezentował mroczną oraz surową ilustrację, z której po prostu nastrój grozy, pomimo tego iż nie widać na niej żadnych upiorów czy zjaw. Wszystko dzięki bardzo umiejętnemu wykorzystaniu niedużej palety kolorów oraz idealnemu rozłożeniu najważniejszych akcentów. Żaden fragment okładki nie wyróżnia się ponad inne, a całość nie sprawia wrażenia źle skomponowanej czy wyważonej. Solidna, przykuwająca wzrok robota.
2. Rasputin #3
Drugi dziś przykład świetnego użycia mroku i czerni, by stworzyć bardzo udana okładkę. Teoretycznie widzimy na ilustracji Rasputina po, nazwijmy to, bardzo imprezowej nocy. Trudno jednak nie zauważyć kilku szczegółów. Jasnym dla mnie jest, że ogromna, czarna kołdra symbolizuje ciemność coraz mocniej pochłaniającą tytułowego bohatera, a wystarczy lekko odwrócić głowę by zauważyć, że plama po winie przybrała kształt trupiej czaszki. Riley Rossmo nie po raz pierwszy użył naprawdę prostych i oczywistych symboli w nietypowy sposób, dzięki czemu doczekał się kolejnego wyróżnienia w tej rubryce.
1. C.O.W.L. #7
Okładka autorstwa Trevora McCarthy'ego to kolejny dziś już przykład na to, że wcale nie trzeba wielu środków, by stworzyć ilustrację sugestywną, wpadającą w oko, zarazem dużo ciekawszą od dokonań Roda Reisa, ale utrzymaną w klimacie tego, co dotychczas on stworzył. Okładka spokojnie mogłaby posłużyć za plakat. Pomimo tego, iż do jej wykonania użyto minimum środków, trudno nie domyślać się o czym myśli widoczna na obrazku postać i kim jest. Dobry efekt robi też tło oraz "podłoga", oba jakby oderwane od rzeczywistości, a zarazem idealnie komponujące się z pozostałymi elementami okładki. Jak dla mnie ewidentna uczta dla oczu.

Pamiętajcie, następna "Okładka tygodnia" pojawi się nie za tydzień, a za czternaście dni.

niedziela, 21 grudnia 2014

Okładka tygodnia #51

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że jubileuszowa odsłona "Okładki tygodnia" wypadła tydzień temu, a nie dziś. Dlaczego? Ponieważ spośród komiksów wydanych w minioną środę, tylko jedna, podkreślam JEDNA, okładka naprawdę przypadła mi do gustu. Tymczasem musiałem wybrać trzy, co samo w sobie było trudne, a potem jeszcze to jakoś uzasadnić. I to było jeszcze trudniejsze.

3. Wayward #5 (cover A - Steven Cummings)
Nie, po prostu nie potrafię uzasadnić dlaczego ta okładka doczekała się wyróżnienia, ponieważ wcale mi się nie podoba. Po prostu spośród tych z którymi rywalizowała, odepchnęła mnie najmniej. Seria ta bardzo mocno czerpie inspiracje w kultury dalekiego wschodu i raz za razem Steve Cummings chwali się tym, że całkiem nieźle odnajduje się w tej konwencji. Natomiast jakbyście o tym nie wiedzieli, to może Wam pomóc flaga Japonii ukryta w tle. To jednak nie jest okładka, która krzyczy do mnie "kup mnie", podobnie zresztą jak sama seria.
2. Wytches #3
Wyróżnienie za to, że mi się podoba? Nie do końca. Plus idzie na konto Jocka dlatego, bo wykazał się sporą odwagą. Okładka ta nie jest zbyt typowym dziełem umieszczanym na froncie komiksu. Jest dość przerażająca, ale nie umiem pozbyć się wrażenia, że artysta przeszarżował i przez to cover, składający się w gruncie rzeczy z mieszaniny trzech barw, jest nieczytelny. To, że są na nim widoczne dwie postacie, albo przynajmniej tak mi się wydaje, nie rzuciło mi się w oczy ani za pierwszym ani za drugim razem. Drugie miejsce tylko i wyłącznie za pomysł, nie za wykonanie.
1. Intersect #2 (cover A - Ray Fawkes)
Jedyna okładka tego tygodnia, która naprawdę przypadła mi do gustu. Ray Fawkes w DC nie dał się poznać ani jako dobry scenarzysta, ani tym bardziej utalentowany grafik. Pierwszy numer "Intersect" był dla mnie strzałem w ciemno, ale opłacił się. Historia może nie jest wybitna, ale te rysunki... <zachwyt> I tak samo przypadł mi do gustu cover drugiego numeru. Jest wykonany dosyć skromnie, nie zdradza zbyt wiele, ale wrażenie robią niekonwencjonalne techniki użyte przez Fawkesa oraz sam efekt końcowy, któremu niewiele można zarzucić. Właściwie tylko te motyle mi jakoś tak nie współgrają najlepiej. Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem jest to najlepsza okładka mijającego tygodnia.

niedziela, 14 grudnia 2014

Okładka tygodnia #50

Uwierzcie mi, nie byłem przekonany co do racji bytu tej rubryki. Cała idea tego bloga polegała na tym, że piszę o tym co chcę i na kiedy chcę, a tymczasem zgodziłem się w każdą niedzielę wybierać po kilka okładek z komiksów Image, które najbardziej mi się podobają. Co prawda trzy razy nie zmieściłem się w terminie, ale faktem jest, że dziś pojawia się rozszerzona, pięćdziesiąta edycja "Okładki tygodnia". Z tej okazji, postanowiłem wyróżnić nie trzy, ale aż sześć coverów spośród komiksów wydanych w minioną środę. Ponadto poświęciłem trochę czasu i wyciągnąłem kilka ciekawostek. Wszystko to znajdziecie poniżej.
5. Magdalena: Seventh Testament #1
Zawsze miło jest zobaczyć komiks z tą postacią na sklepowych półkach, a jeszcze lepiej, gdy ozdobiony jest on przyzwoitą okładką. Powyższą stworzył artysta o pseudonimie ROM, którego Top Cow promuje ostatnimi czasy dość mocno jako "nowego Stjepana Sejica". Osobiście uważam, że jest on o trzy klasy gorszy, ale ta okładka całkiem nieźle mu wyszła. Całość utrzymana została w mrocznej konwencji pasującej do typowego horroru, lecz jednocześnie nie zdradza zbyt wiele z fabuły. ROM dobrze dobrał kolory i odpowiednio oddzielił pierwszy plan od drugiego. Nie jest to może oryginalna koncepcja, ale wykonana solidnie i całkiem przyjemnie dla oczu.
4. Copperhead #4
Tu także trudno posądzać Scotta Godlewskiego o oryginalność. Tak jak i ROM, artysta otrzymuje wyróżnienie za jakość wykonania. Do tej nie mam najmniejszych zarzutów, ponieważ rysownik wykadrował okładkę doskonale. Widzimy niemal wszystkie najważniejsze szczegóły, a komputerowy efekt rozmycia broni widocznej na pierwszym planie zupełnie nie przeszkadza i wydaje się dość naturalny. Całość utrzymano w jednorodnej kolorystyce, ale wykorzystano tyle odcieni niebieskiego, że zupełnie nic się nie zlewa. Nie umiem znaleźć jakichkolwiek wad tej okładki i tylko brak efektu "wow" sprawia, że nie zajmuje ona miejsca na podium.
3. Punks the Comic #3
Dzisiejsze podium otwiera cover, który po prostu mnie zaskoczył. Sama seria nie jest warta jakiejś większej uwagi, ale mocno niekonwencjonalne postacie zwracają uwagę. Tak jak miesiąc temu wyróżniłem psa w garniturze, tak teraz na podium umieszczam mężczyznę z pięścią zamiast głowy, ponieważ po prostu dałem się zaskoczyć. Ponadto podoba mi się technika, jakiej używa twórca ilustracji... czy jak to właściwie nazwać. I jedyne nad czym można ubolewać, to że historia zawarta w komiksie nie sprawia zbytnio, bym chciał sięgać po kolejne numery.
2. Savage Dragon #200 (cover B - Kirby & Larsen)
Niech Was nie zwiedzie nazwisko Jacka Kirby'ego, ponieważ za całość okładki odpowiedzialny jest tylko i wyłącznie Erik Larsen. Przy jej tworzeniu skopiował on styl legendarnego twórcy i muszę przyznać, że zrobił to idealnie. Widać, że jeden z założycieli wydawnictwa postarał się znacznie bardziej niż chociażby przy tworzeniu wariantu A. Udało mu się uchwycić wszystkie typowe cechy Jacka Kirby'ego, takie jak twarze postaci, perspektywa czy efekty, a jednocześnie samemu nadając okładce tyle cech typowych dla samego siebie, że trudno nie zauważyć, iż jest to po prostu hołd. Bardzo udany moim zdaniem.
1. Southern Bastards #6
Ta okładka oddaje całego ducha serii. Widzimy na niej gracza lokalnej drużyny futbolowej, prawdopodobnie pobitego, z bronią w ręku i nietęgą miną. Każdy kto czyta tę serię, rozumie dlaczego tak dobrze pasuje ona do jej zawartości. Styl Jasona Latoura jakoś wyjątkowo mi nie leży, lecz od tej okładki nie umiem oderwać oczu. Charakterystyczna, czerwona barwa tym razem idealnie zagrała z pozorną niedbałością o szczegóły, taką jak naprędce narysowane szafki za widoczna na okładce postacią. Z racji czasu poświęconego na oglądanie detali oraz pozytywnych odczuć, to właśnie ten cover jest w mojej opinii najlepszy.
GNIOT TYGODNIA
Shutter #7 (cover B - Frank Cho)
Pierwszy dzisiejszy bonus. Z żalem obserwuję jak Frank Cho - specjalista od rysowania pięknych kobiet - spartolił ten cover. Koszmar zaczyna się już gdy przyjrzymy się widocznej na pierwszym planie kobiecie. Krzywe i chyba trochę zbyt krótkie nogi, ewidentna wada kręgosłupa, bardzo mocno nieforemna lewa ręka i wreszcie nienaturalnie długa szyja. W tle z kolei dziwaczny stwór oraz akwarium, które narysowane zostało tak, jakby obraz na ścianie. Frank Cho nawet nie pokusił się o nadanie wrażenia głębi i znając inne prace tego rysownika trudno nie odnieść wrażenia, że tu postanowił zrobić coś na szybko.

GARŚĆ STATYSTYK
  • W dotychczasowych pięćdziesięciu odsłonach "Okładki tygodnia" zdecydowanie najczęściej wyróżnianym tytułem było "Trees" - siedem razy. Na drugim miejscu kilka serii, które wyróżniałem po pięć razy. Są to: "Lazarus", "Witchblade", "Mice Templar", "Ghosted" oraz "Drumhellar".
  • Przy okazji warto wspomnieć, że "Trees" doczekało się wyróżnienia przy każdym z dotychczas opublikowanych numerów.
  • Natomiast jakich artystów wyróżniałem najczęściej? Jak już wiecie, siedem wyróżnień doczekał się Jason Howard - twórca okładek do "Trees", ale nie on jeden. Tyle samo mają na swoim koncie Riley Rossmo oraz Stjepan Sejic. Kolejny w zestawieniu - Michael Lark - wyróżniony był pięć razy.
To już koniec specjalnej, jubileuszowej odsłony "Okładki tygodnia". Za tydzień wracam już do normalnej, cotygodniowej formy tej rubryki.

niedziela, 7 grudnia 2014

Okładka tygodnia #49

Za oknem szaro i ponuro, więc najwyższa pora na najnowszą odsłonę "Okładki tygodnia", która przyniesie kilka kolorowych rysunków, które mam nadzieję, spodobają się Wam w równie dużym stopniu co mnie. Tymczasem już za tydzień pojawi się jubileuszowa, rozszerzona edycja tej rubryki. Już teraz mogę zdradzić, że pojawią się tam nie trzy, a znacznie więcej coverów. Teraz jednak wróćmy do komiksów, które miały premierę w minioną środę. Dzisiejszą "Okładkę" sponsoruje literka B.
3. God Hates Astronauts #4 (cover B - Paolo Rivera)Ryan Browne w wymyślaniu bardzo nietypowych postaci właściwie nie ma sobie obecnie równych. Każdy jednak miewa gorsze dni i dlatego tym razem wyróżniam wariant autorstwa Paolo Riviery. Udało mu się bowiem stworzyć coś niełatwego. Z jednej strony widoczna na rysunku postać wygląda przezabawnie, a z drugiej - gołym okiem widać złowrogie zamiary tajemniczego osobnika. Niezależnie od tego, co otrzymamy w komiksie, okładka Riviery sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Jest na niej sporo szczegółów, a całość pokolorowano z wyczuciem. Zdecydowanie lepsza wersja coveru od tej, którą zaproponował czytelnikom sam Browne.
2. '68: Homefront #4 (cover B - Christopher Shy)
O ile cały cykl komiksów pod tytułem "'68" jest dla mnie co najwyżej mierny i nie przedstawia sobą żadnej wartości, o tyle zawsze z przyjemnością spoglądam na jego okładki. Bardziej lub mniej pomysłowe wariacje na temat zombie przykuwają uwagę, a Christopher Shy staje się swego rodzaju specjalistą od zaskakiwania mnie in plus. Tym razem nie poszedł w kierunku jakiegoś bardzo nietypowego pomysłu, a stworzył po prostu mroczną okładkę z pojedynczym truposzem. Całość jednak wykonana jest z niebywałym wyczuciem i w świetnym klimacie. Nie przeszkadza nawet brak drugiego planu, który w przypadku tej okładki uważam wręcz za plus.
1. The Autumnlands: Tooth and Claw #2 (cover B - Alex Ross)
Już ze zmienioną nazwą, ale z tą samą, zapowiedzianą już dwa miesiące temu okładką. Co tu dużo mówić? Alex Ross, proszę państwa. Zdecydowanie jeden z najlepszych ilustratorów komiksów w historii w przerwie między robieniem kolejnych wariantów dla Dynamite i Marvela znalazł też czas dla swojego starego kumpla i stworzył okładkę, która wyprzedziła w tym tygodniu konkurencję o kilka długości. Ilustracja wykonana jest ze standardową dla Rossa dbałością o detale, z idealnymi światłocieniami i dużą dozą realizmu, pomimo widocznych na okładce postaci. Świetna robota i jedna ze zdecydowanie najlepszych okładek mijającego roku. Ross robi różnicę.

Osoby zaskoczone brakiem w zestawieniu okładki do "Low #5" uspokajam. Nie pominąłem jej, po prostu tym razem z powodu zamieszania z okładkami postanowiłem nie wyróżniać.

niedziela, 30 listopada 2014

Okładka tygodnia #48

Odliczanie do pięćdziesiątej odsłony "Okładki tygodnia" trwa w najlepsze i trzymam mocno kciuki, by było z czego wybierać, ponieważ już wybrałem formę, jaką przybierze ten mały, blogowy jubileusz. Ale to za dwa tygodnie. Dziś wezmę na tapetę komiksy wydane w minioną środę, wśród których znalazła się jedna perełka. Czytajcie dalej.
3. Lazarus #13 - wyróżnienie to nie ma nic wspólnego z tym, że wczoraj wdałem się w dyskusję na forum Avalonu, która dotyczy sposobu wydawania tej serii ;) To po prostu dobra okładka jest. Michael Lark przedstawił na niej dwie nieznajome postacie i umiejętnie stworzył klimat niepokoju. Nic tu nie wiemy na pewno. Nawet tego czy osoba z nożem chce zabić postać przy oknie czy też ją chroni. Małym, dodatkowym plusem jest fakt, że chociaż na okładce jest postać kobieca, to rysownik nie przedstawił jej jako symbolu mokrych snów nastoletnich chłopców, ale to akurat jest reguła, jeśli chodzi o Michaela Larka. Wyróżnienie za niepokój i mnóstwo pytań, jakie zadaje rysunek.
American Legends #5 - kolejną, cotygodniową miniserię od Image porzuciłem już po pierwszym numerze. Jest to tematycznie podobne do "Manifest Destiny", lecz nieporównywalnie słabsze. Podczas lektury przestałem się dziwić, że studio Top Cow jakoś mocno nie przyłożyło się do promocji tego tytułu. No ale akurat ta okładka wyszła twórcom rysunków całkiem fajnie. Stwór przedstawiony na niej jest intrygujący, nieźle zagrały światłocienie, logo wreszcie nie gryzie się z resztą coveru, a całość jest dobrze narysowana i pokolorowana. Szkoda tylko, że do końca nie wiadomo kogo wyróżniam, ponieważ jako autorów rysunków wypisano tylko lakonicznie Studio Hive.
1. Trees #7 - będę musiał kiedyś podliczyć ile razy już wyróżniałem tę serię w "Okładce tygodnia", ale na pewno nie mam najmniejszych wątpliwości - w tym tygodniu Jason Howard znowu jest zwycięzcą. Bardzo lubię gdy okładki komiksów do czegoś nawiązują. Ta oparta jest na jednym z najsłynniejszych zdjęć świata i nie można odmówić artyście tego, że nie ma on wyczucia. Minimum użytych przy rysunku środków także dał świetny efekt - chociaż na coverze nie ma właściwie nic, trudno oderwać od niej oczy. I chyba właśnie tak powinny działać okładki.

niedziela, 23 listopada 2014

Okładka tygodnia #47

Powoli możemy już zaczynać odliczanie do pięćdziesiątej edycji "Okładki tygodnia", która z pewnością będzie nieco różnić się od tego, co widzicie na blogu każdej niedzieli już od niemal roku. Tymczasem dziś przyjrzyjmy się okładkom komiksów, które ukazały się w minioną środę. Konkurencji dużej nie było, ale jakoś udało mi się wybrać trzy, które chciałbym wyróżnić.
3. Witchblade #179 (cover B - Stjepan Sejic) - Na pierwszy rzut oka okładka ta zupełnie niczym nie wskazuje na to, że stworzył ją wielokrotnie wyróżniany już Chorwat. Na drugi i trzeci zresztą też. I w tym właśnie tkwi siła tego coveru. Sam muszę przyznać, że ilustracja jakoś szczególnie mnie nie przekonała. Po prostu nie jest zbyt ładna. Okładkę wyróżniam za to, że Sejicowi po raz kolejny udało się znacząco zmienić styl, a także zastosować pewnie co prawda dość oklepane techniki - wszak stylizacja na klasyczny plakat filmowy to nic nowego - ale chyba po raz pierwszy w swoim dorobku. Plusik za świeżość w działaniu.
2. Protectors Inc. #10 (cover B - Ben Templesmith) - Tu muszę od razu się przyznać, chociaż część z Was pewnie o tym od dawna wie. Wobec Templesmitha jestem właściwie bezkrytyczny i uwielbiam jego prace zawsze i wszędzie. Wyobraźcie więc sobie mój żal, gdy narysował variant cover do serii, którą zbieram, a ja to przegapiłem i kupiłem okładkę mdłego i słabego Gordona Purcella. Wspominam o nim nieprzypadkowo, ponieważ dla mnie cover Templesmitha ma w sobie więcej uroku, niż całe dziesięć numerów regularnego artysty serii, którą uważam za spory zawód. Chociaż gdyby tak bliżej się przyjrzeć, to grafika ta pasowałaby także i do "Ten Grand" ;)
1. Deadly Class #9 - Bezkonkurencyjny numer jeden wśród okładek tego tygodnia. Wes Craig wystylizował cover na szkolna twórczość, którą chyba każdy z nas ma na swoim koncie, ale całość stworzył bardzo pasującą do zawartości komiksu. Spodobało mi się to, że gdy pierwszy raz rzuciłem okiem na tę okładkę, to nie byłem do końca pewien czy nie jest to jakieś zdjęcie. Mnóstwo szczegółów, fajny dobór kolorów i świetne wykonanie całości sprawiło, że jak dla mnie nie było innego kandydata do zwycięstwa w dzisiejszym zestawieniu.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Okładka tygodnia #46

Wybaczcie to niezaplanowane opóźnienie, ale ostatecznie kolejna odsłona "Okładki tygodnia" ląduje na blogu. Spośród komiksów opublikowanych w minioną środę wybrałem trzy mające okładki, które najmocniej przypadły mi do gustu.
3. Drifter #1 (cover B - Esad Ribic) - Nie oszukujmy się bo to nie jest wybitna okładka. Jej zaletą jest to, że spośród kilkunastu innych z minionego tygodnia ta jeszcze jako tako mi się spodobała. Jej główna zaletą jest zastosowany, intrygujący efekt pionowych pasków, które zapewne mają jakąś fachową nazwę, ale jej nie znam ;) Rysunki Esada Ribica bardzo lubię, lecz nawet ja muszę przyznać, że nie jest to mistrzostwo świata w jego wykonaniu. Jest poprawna i nic ponadto. Ale i tak okazała się moim zdaniem lepsza od konkurencji.
2. The Fade Out #3 - Najnowsza seria duetu Ed Brubaker/Sean Phillips urzeka mnie pod każdym względem. Tak samo rzecz ma się z okładkami, co jest dość znaczące zwłaszcza, że dotychczas tylko raz nominowałem okładkę Phillipsa w tej rubryce. "The Fade Out" charakteryzuje się tym, że artysta wydaje się znacznie bardziej przykładać się do rysowanych ilustracji okładkowych. Znacznie większa ilość detali i szczegółów oraz duża praca kolorysty sprawia, że chociaż seria ma dość proste covery, to jednak niemal za każdym razem bardzo przypadają mi do gustu.
1. Wytches #2 (cover A - Jock) - W tym tygodniu zwycięża okładka nie tylko poprawnie wykonana, ale co najmniej niepokojąca, a wręcz nawet straszna. Jock zastosował bardzo prosty zabieg, który okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ kojarzy się z najlepszymi horrorami, a nie bezmyślnymi slasherami, które od jakiegoś czasu zalewają kina. I przede wszystkim udowodnił, że wcale nie trzeba stosować mrocznych barw, by wzbudzić odrobinę strachu. Szczerze Wam piszę, pierwszy raz widząc tę okładkę miałem nieprzyjemny dreszcz na całym ciele i głównie za to pierwsze miejsce.

niedziela, 9 listopada 2014

Okładka tygodnia #45

Jeśli rzucicie okiem na listę komiksów, którą Image opublikowało w minioną środę, możecie dojść do wniosku, że na pozostałą część listopada już niewiele pozostało. Nic bardziej mylnego :) Na szczęście nie to jest dziś powodem do zmartwień, a raczej fakt bogactwa pozycji, z których trzeba było wybrać zaledwie trzy. Łatwo nie było, ale udało się i dzisiejsze zestawienie powstało bez większych bólów. Co zatem wybrałem? Sprawdźcie sami.
3. Tooth & Claw #1 (cover A - Ben Dewey) - teoretycznie na pierwszy rzut oka okładka ta nie wyróżnia się niczym szczególnym. Gdy jednak mocniej się jej przyjrzałem, musiałem ją wyróżnić za kunszt całego zespołu twórców. Zaczną od dołu - bardzo podoba mi się logo serii. Jest wyraziste i zapadające w pamięć na tyle, że chciałbym mieć taką czcionkę w edytorze tekstu :) Reszta ilustracji wyróżnia się z kolei zarówno prostotą jak i dbałością o szczegóły. Ben Dewey nie narysował za wiele, właściwie całkowicie pominął drugi plan. Ale to co jest wykonano z dbałością o każdą kreskę, a całość przyozdobiona została pozornie nie pasującymi do siebie kolorami, które tylko wzmocniły efekt zapadania w pamięć.
2. God Hates Astronauts #3 (cover A - Ryan Browne) - no więc na okładce tej widzimy... eee... hm... chaos :) Z reguły jest tak, że gdy widzę okładkę mówiącą do mnie "autor tego komiksu ma naprawdę zryty beret", to niemal z automatu mi się ona zaczyna podobać. Tak jest i tym razem, ponieważ patrzę na powyższy obrazek i nie tylko nie wiem co właściwie prezentuje cover, ale także jaki to ma sens i czy ma go w ogóle? I właśnie to sprawia, że chcę sięgnąć po kolejny numer tej totalnie powalonej serii. I nie przeszkadza mi nawet wszechobecny róż, cukierkowe gwiazdki czy duszki równie przerażające co Casper, ta okładka mówi mi "kup mnie" i totalnie daję się złapać.
1. Punks the Comic #2 (cover A - Kody Chamberlain) - i znowu może się wydawać, że okładka jest prosta jak konstrukcja cepa. Ot, mamy do czynienia raptem ze stosunkowo nietrudnym do wykonania kolażem. Mnie jednak przekonał pomysł na cover. O ile w przypadku dzisiejszego miejsca drugiego mogę przewidywać, że będę mieć do czynienia z komiksem absurdalnym i niepoważnym, o tyle w przypadku "Punks the Comic" totalnie nie jestem tego taki pewien. Nie czytałem jeszcze pierwszego numeru, więc nie wiem w jakich klimatach utrzymana jest seria, a powyższa okładka nie ułatwia mi zadania. Bardzo za to podoba mi się niecodzienny pomysł - zdecydowanie najbardziej oryginalny spośród komiksów z tego tygodnia.

niedziela, 2 listopada 2014

Okładka tygodnia #44

Siedem kolejnych dni minęło jak z bicza trzasnął i oto nastała niedziela. To oznacza, że na łamach Image Comics Journal pojawia się kolejna odsłona "Okładki tygodnia", tym razem napisana wyjątkowo ciężko. Być może nie do końca najlepsza pogoda za oknem sprawiła, że spośród pozycji wydanych w tym tygodniu właściwie żaden cover nie podobał mi się za bardzo, co znajdzie swoje odzwierciedlenie poniżej. Oto moje typy.
3. Cutter #4 - Chris Dibari uchodzi za specjalistę w rysowaniu komiksowych horrorów, a przynajmniej tak widnieje w oficjalnym opisie tej miniserii. Tymczasem dopiero ostatni jej numer posiadał okładkę, która w jakikolwiek sposób zainteresowała mnie na tyle, by sprawdzić o czym w ogóle jest ten komiks. Przerażająco zniekształcona ludzka twarz widoczna na niej jest creepy i z pewnością mogę napisać, że została wykonana poprawnie. Niestety, gdyby w tym tygodniu ukazałby się też kolejny numer "Wytches", dzieło Dibariego prawdopodobnie wyleciałoby z zestawienia. Jest poprawne, klimatyczne, ale nie urywa żadnej części ciała.
2. Rasputin #1 (cover B - Ryan Stegman) - gdyby ktoś kilka dni temu stwierdziłby, że bardziej spodoba mi się ta okładka tego komiksu, której nie narysował tak bardzo lubiany przeze mnie Riley Rossmo, śmiałbym się do rozpuku przez dobrych kilka minut. Dziś to właśnie wariant autorstwa Ryana Stegmana ląduje na drugim miejscu dzisiejszej "Okładki tygodnia". Artysta demoniczną postać z kart historii postanowił ukazać właśnie w sposób nadnaturalny. Mamy więc nietypową mimikę, niezadbaną dłoń, odbicie czaszki w kieliszku i bardzo sugestywne, krwistoczerwone tło. Całość doskonale ze sobą współgra, pomimo tego iż widać wyraźnie, że twórca nie przesadził z pracą. Niespodziewanie, Stegman okazał się lepszy niż Rossmo.
1. Low #4 - w tym tygodniu nie mogło być inaczej. Dotychczasowe numery fabularnie nie rzucały na kolana, ale do warstwy graficznej nikt nie ma najmniejszych zastrzeżeń. Miesiąc temu nad okładką trzeciego numery zachwycała się moja lepsza połowa, dziś przyszedł czas na mnie. Tocchini nie miał w tym tygodniu zbyt dużej konkurencji, więc tym mocniej doceniam to, co zaprezentował. Tym jest dokładna kreska, pełna nie do końca oczywistych elementów, pokolorowana pełną paletą barw, lecz jednocześnie idealnie do siebie pasujących. "Low" od samego początku zachwyca swoimi okładkami i chociaż ta nie jest lepsza od tych, które ozdabiały numery #1-3, to jednak pokonał konkurencję o kilka długości.