I stało się. Jedna z najstarszych rubryk tego bloga dziś dobiega do swojego końca, ponieważ Image Comics nie ma już postaci z na tyle rozbudowaną historią, by wyliczać komiksy z jej udziałem. Dziękuję wszystkim osobom, które zaglądały do "Śladami herosów" i mam nadzieję, że te wyliczanki do czegoś się przydały. Uwierzcie mi, niemal każda odsłona powstawała w bólach i zabierała mnóstwo czasu. Ale myślę że było warto.
Tymczasem już nie przedłużam i zapraszam do rozwinięcia posta. Tam poznacie tytuły, w którym pojawiał się pewien znany i popularny artefakt...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śladami herosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śladami herosów. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 grudnia 2014
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Śladami herosów #12 (z 13)
Dzisiejsza,
przedostatnia odsłona „Śladami herosów” kosztowała mnie właściwie najmniej
wysiłku z dotychczasowych. Wszystko z powodu tego, że nie przeczytałem niemal ani
jednego komiksu, które dziś wymieniłem. Wiem jednak, że Rob Liefeld jest
zarówno nienawidzony jak i uwielbiany, dlatego też jego sztandarowemu dziełu
należy się wspomnienie. Dziś zrobię krótką wyliczankę komiksów, w których
pojawiali się członkowie tej grupy, lecz tym razem bez opisów, oczywiście racji
tego, że większości z nich nie znam wcale. Warto także zwrócić uwagę, jak Rob
Liefeld traktował stworzoną przez siebie markę.
poniedziałek, 24 listopada 2014
Śladami herosów #11 (z 13)
Blisko półtora miesiąca minęło od premiery ostatniej odsłony tej rubryki, więc najwyższa pora to zmienić. Dzisiaj ponownie wymieszamy ze sobą nieistniejące od dawna uniwersum Image oraz również zamknięte uniwersum DC WildStorm, by przyjrzeć się niebywale popularnym i kontrowersyjnym niegdyś przygodom grupy młodych herosów z "Gen13".
niedziela, 19 października 2014
Śladami herosów #10 (z 13)
To już dziesiąta odsłona tej rubryki, ale dopiero druga poświęcona bohaterowi ze studia Top Cow. Po tym jak starałem się nieco przybliżyć Wam losy grupy Cyber Force, dziś przychodzi czas na największą ikonę imprintu założonego przez Marca Silvestriego. Panie i panowie, przed Wami Sara Pezzini, znana dużo lepiej jako Witchblade.
SERIE GŁÓWNE
SERIE GŁÓWNE
Witchblade
(listopad 1995 - trwa) – jedyna, nigdy nie restartowana seria z udziałem Sary Pezzini. To na jej
łamach dzieją się niemal wszystkie najważniejsze wątki związane z dzierżonym
przez kobietę artefaktem. Seria ta doczekała się już ponad 175 numerów i jak
każda miewała rózne okresy w swoim istnieniu. Dość powszechne jest zdanie, że
najlepiej zacząć czytać od pierwszego numeru pisanego przez Rona Marza.
Niekoniecznie się z tym zgadzam, ponieważ bez znajomości wcześniejszych przygód
Sary nie zauważymy, jak mocno zwiększył się poziom tego tytułu.
MINISERIE
I ONE-SHOTY
Altered
Image (kwiecień – wrzesień 1998) – zabawna miniseria przedstawiająca nieco na luzie bohaterów
uniwersum Image, które wówczas zbliżało się do swojego końca. Jedyną żeńską
bohaterką jest tu Witchblade i możecie się spodziewać, czego w dużej mierze
dotyczą dowcipy z nią związane.
Broken
Trinity (lipiec – listopad 2008) – po wielkim sukcesie ”First Born” duet Marz/Sejic
tworzy kolejny niewielki crossover, skupiający się na Witchblade, The Darkness
oraz Angelus. Kolejny spory sukces i bardzo dobra lektura, o czym możecie
przekonać się TUTAJ.
First
Born (wrzesień – listopad 2007) – pierwszy z niedużych ale bardzo ważnych crossoverów pisanych
przez Rona Marza. Na jego łamach przychodzi na świat dziecko Sary Pezzini oraz
Jackiego Estacado, które staje się celem zarówno sił Nieba jak i Piekła. Bardzo
przyjemna lektura, która uczyniła ze Stjepana Sejica gwiazdę Top Cow.
Mediewal
Spawn/Witchblade (maj – lipiec 1996) – historia dziś już niekanoniczna, ponieważ pierwszy z
tytułowych bohaterów został z Image zabrany. Podobnie jak większość tytułów z
wczesnego Image, tak i ten to kupa mięśni i mało sensu, lecz mimo wszystko nie
skreślałbym od razu tej miniserii. Można się przy niej solidnie pośmiać :)
Overkill
(listopad 1999 – kwiecień 2000) – wydany także i w Polsce crossover pomiędzy dwiema ikonami
Top Cow a Alienem i Predatorem. Historia którą bardzo mocno odradzam że względu
na beznadziejną i miałką fabułę.
Shattered
Image (wrzesień – grudzień 1996) – miniseria rozbijająca w pył i kończąca istnienie wspólnego
uniwersum Image. Witchblade odgrywa tam jedną z głównych ról, ale ponieważ cała
historia jest raczej średnia, można potraktować to raczej jedynie jako
ciekawostkę.
Tales of
the Witchblade (listopad 1996 – styczeń 2001) – jak widzicie, tytuł ten ukazywał się
ponad cztery lata. Ile numerów wyszło? Dziewięć :P Była to próba zarobienia na
sukcesie głównej serii, co oczywiście nie udało się z powodu częstotliwości
wydawania kolejnych numerów tego cyklu. I chyba tylko dzięki temu tytuł ten ma
szansę zostać zapamiętanym, bo na pewno nie z powodu poziomu przedstawianych
historii.
Trinity:
Blood on the Sands (lipiec 2009) – pojedynczy zeszyt opowiadający o przygodach wcześniejszych nosicieli
artefaktów. Rozbudowuje historię uniwersum, ale nie zapada zbytnio w pamięć.
Plus za fajnie oddany klimat Arabii.
Witchblade:
Bearers of the Blade (lipiec 2006) – antologia na łamach której poznajemy liczne osoby, które
miały okazję dzierżyć Witchblade. Chociaż lubię tego typu publikacje, ta w
niczym mnie nie ruszyła.
Witchblade:
Day of the Outlaws (kwiecień 2013) – one-shot pokazujący nosicielkę artefaktu z czasów dzikiego
zachodu. Po scenarzyście można było spodziewać się czegoś znacznie lepszego, a
tak otrzymujemy krótką strzelaninę, w dodatku nie wartą lektury.
Witchblade:
Demon (styczeń 2003) – jedna z ciekawszych pozycji w dzisiejszym zestawieniu. Scenarzysta Mark
Millar wykazuje się dobrym piórem i niezłym czuciem postaci, a niezwykle klimatyczne
rysunki Jae Lee sprawiają, że one-shot ten chce się czytać. Dla fanów postaci
rzecz obowiązkowa.
Witchblade:
Demon Reborn (wrzesień – listopad 2012) – wydana nie wiedzieć dlaczego przez Dynamite
Entertainment miniseria jest tylko bladym cieniem bardzo fajnej historii
autorstwa Marka Millera z rysunkami Jae Lee, której jest kontynuacją. Mimo to,
jest to i tak lepsza opowieść niż 3/4 tych, które możecie znaleźć w regularnej
serii. Rysunkowo mogłoby być nieco lepiej, ale to akurat najmniejszy kłopot.
Witchblade:
Destiny Child (czerwiec – sierpień 2000) – z tą miniserią problem jest taki, że nie do końca
wiadomo czy jest osadzona w oficjalnym kontinuum? Pojawia się w niej kilka
ważnych scen, jak np. origin Iana Notthingama, ale później istnienie tego
tytułu zostało jakby zapomniane. Niemniej, lektura całkiem przyjemna.
Witchblade:
Due Process (wrzesień 2010) – ciekawy one-shot ukazujący Sarę Pezzini także jeszcze sprzed
czasów Witchblade. Historia opowiada o mężczyźnie, którego główna bohaterka
wsadziła do więzienia. Dziś Sara dowiaduje się, że człowiek ten jest niewinny i
próbuje wydostać go zza krat. Oczywiście w tle czają się nadnaturalne moce.
Mimo to jest to całkiem przyjemna historia z równie udanymi rysunkami.
Witchblade:
Obakemono (styczeń 2002) – kolejna z pojedynczych historii z wcześniejszymi nosicielkami
Witchblade. Ta przenosi nas w klimaty honorowych samurajów i prezentuje nam
kobietę, która w zabijaniu była nie gorsza od nich. Klimatyczne, ale nic
ponadto.
Witchblade/Red
Sonja (luty – lipiec 2012) – jedna z wielu kolaboracji między studiem Top Cow I
wydawnictwem Dynamite. I chyba najsłabsza z nich wszystkich. Niezbyt ciekawa
fabuła stanowi pretekst do pokazania jak największej ilości scen z obiema
półnagimi bohaterkami, przy czym znacznie częściej Red Sonję, która wydaje się
być ”ważniejszą” postacią w tym komiksie.
Witchblade:
Shades of Grey (marzec – listopad 2007) – i kolejna wspólna miniseria Top Cow oraz Dynamite
doprowadza do spotkania Sary Pezzini z Dorianem Grey’em. Jak zwykle to bywa,
fabuła jest jedynie pretekstem do ukazania obojga bohaterów w ciągłej akcji, a
Witchblade dodatkowo w możliwie jak najmniejszej ilości odzienia. Nic wartego
uwagi, do szybkiego zapomnienia.
Witchblade
Takeru Manga (luty 2007 – marzec 2008) – wspominałem już kiedyś na łamach bloga, że Top Cow
próbowało zawojować rynek Japoński, co ostatecznie się nie udało. Naturalnym
pomysłem była publikacja mangi zarówno w Japonii jak i USA. I w obu przypadkach
efekt jest podobny – brak sukcesu i szybka kasacja.
WYSTĘPY
GOŚCINNE
Artifacts – tak, wiem że w pierwszych trzynastu numerach tej serii
Witchblade była właściwie główną bohaterką, ale w kolejnych nie pojawia się
niemal wcale, dlatego też ostatecznie cykl ten ląduje tu. Nie dajcie się jednak
zwieść, ponieważ jest to jedna z najważniejszych historii z udziałem Sary
Pezzini, w której doprowadzono do aktualnego po dziś dzień restartu uniwersum
Top Cow.
Image
United (listopad 2009 - niedokończona) – jako iż miał to być tytuł ukazujący wszystkich
bohaterów dawnego uniwersum Image, znalazło się tu także miejsce dla Witchblade.
Monster
War #3 (wrzesień 2005) – głupia jak but miniseria, na łamach której herosi z Top Cow ścierali się
z monstrami z opowieści. Witchblade przypadł pojedynek z Frankensteinem i
komiks ten nie tylko można, ale wręcz trzeba zapomnieć.
Serie
”The Darkness” – dwie
największe ikony studia Top Cow nieustannie przecinały swoje drogi. Nie dziwi
więc fakt, że Sara Pezzini dość często pojawiała się na łamach wszystkich
woluminów przygód Jackiego Estakado. Niekiedy nie były to tylko mało ważne
team-upy.
The
Magdalena vol. 2 #10-12 (grudzień 2011 – maj 2012) – końcówka solowej serii Magdaleny to
jej jedyna wspólna przygoda z bohaterką innej serii Top Cow. Scenarzystą jest
Ron Marz, co gwarantuje porządny poziom i kawałek dobrej zabawy. Generalnie
bardzo lubiłem tę serię, więc i końcowe trzy numery z przyjemnością polecam.
Tomb
Raider #25-28 – gdy
przygody Lary Croft wydawało Top Cow, dość logicznym wydawało się skrzyżowanie
jej drogi z Witchblade, co w końcu nastąpiło. Nie wiem czy kiedykolwiek
czytałem komiks z tak duża ilością zbliżeń na pupy głównych bohaterek? Numery
te opublikował także niegdyś TM-Semic.
NIEPRZECZYTANE
W tej
kolumnie wypiszę wszystkie tytuły, do których nie dotarłem lub też po prostu
nie chciałem przeczytać. W przeważającej większości są to wszelkiego rodzaju
one-shoty i zarazem crossovery między Witchblade, a różnymi innymi postaciami.
Battle of the Planets/Witchblade
Dark Crossing (crossover wewnętrzny Top Cow,
niedokończony)
Darkminds/Witchblade
Devi/Witchblade oraz Witchblade/Devi
JLA/Witchblade
Lady Death/Medieval Witchblade
Tomoe/Witchblade
Unholy Union
Vampirella/Witchblade (3 one-shoty)
Weasel Guy/Witchblade
Witchblade:
Blood Oath (którego okładka sugeruje komiks erotyczny :D )
Witchblade/Elektra
Witchblade/Lady Death
Witchblade/The Punisher
Witchblade/Vampirella/Magdalena/Tomb
Raider (tak, było coś takiego)
Witchblade/Wolverine
piątek, 19 września 2014
Śladami herosów #9 (z 13)
Dzisiejsza
odsłona ”Śladami herosów” powstała bardzo małym nakładem sił, ponieważ znacząca
większość tekstu pochodzi z napisanej już edycji poświęconej WildCats plus
kilka dodatków o których wcześniej nie wspominałem. Dlaczego tak się stało?
Ponieważ bohaterem dzisiejszej odsłony tej rubryki jest Grifter, nierozerwalnie
związany z komiksami, o których już pisałem. Chociaż uważne oko wypatrzy kilka
miniserii, o których wcześniej nie wspominałem. Przejdźmy zatem do konkretów.
SERIE
GŁÓWNE
Grifter
vol. 1 (Image, maj 1995-marzec 1996) – Najbardziej rozpoznawalny członek WildCats prędko dorobił
się własnej serii, która jak się zaczęła, tak równie szybko i niespodziewanie
zniknęła. Bo trudno oczekiwać, by Image Comics nastawiło się jedynie na 10
numerów. Tytuł opowiada o przygodach Cole’a Casha po tymczasowym opuszczeniu
grupy WildC.A.T.S. Dużo bijatyki oraz strzelania, sensu już znacznie mniej.
Grifter
vol. 2 (Image, lipiec 1996-wrzesień 1997) – Po ogólno WildStormowym crossoverze ”Fire From
Heaven” Grifter ponownie ruszył na indywidualne przygody. Tym razem seria z
jego udziałem przetrwała 14 numerów, być może dlatego bo scenarzyści
postanowili rozwinąć nieco warstwę fabularną. Bohater bowiem zmagał się z
kryzysem egzystencjalnym, spowodowanym tym, że pierwszy raz w życiu nie miał z
kim walczyć. Na pewno ciekawsza pozycja o pierwszego woluminu.
Grifter
vol. 3 (DC Comics, wrzesień 2011-styczeń 2013) – Na kolejny solowy tytuł Cole Cash
czekał czternaście lat i otrzymał go w momencie wymazania istnienia grupy WildCats.
Grifter stał się częścią inicjatywy DC New 52, na łamach której zaliczył nowy
origin oraz przetrwał nowe przygody. Pierwszych kilka numerów jest jeszcze
zjadliwych, ale potem stery serii przejmuje Rob Liefeld i robi to, w czym jest
najlepszy, a więc zarzyna serię, która ostatecznie pada po 17 numerach.
WildC.A.T.S.
vol. 1 (Image, wrzesień 1992-czerwiec 1998) – Historycznie pierwsza i jednocześnie najdłuższa
seria z przygodami Dzikich Kotów. Początkowo tworzona przez Jima Lee i Brandona
Choia przypominała większość ówczesnych dokonań wydawnictwa Image, a więc
próżno było szukać tam czegoś więcej, niż taniego efekciarstwa w fabule i
solidnej warstwy graficznej. Z czasem zespoły twórców się zmieniały i pomimo
angażu Alana Moore’a czy Jamesa Robinsona, do dziś największym wygranym tamtej
serii jest Travis Charest. Lektura nie najwyższych lotów, ale obowiązkowa.
WildCats
vol. 2 (WildStorm, marzec 1999-październik 2001) – Tytuł wydawany był już przez
WildStorm i zaliczył 28 numerów, z czego pierwsze 7 stworzył duet Scott
Lodbell/Travis Charest, a pałeczkę po nich przejęli Joe Casey i Sean Phillips.
Seria tak bardzo różni się od swojej poprzedniczki, jak tylko jest to możliwe.
Zwłaszcza Casey pokazał, że poszczególni członkowie grupy to nie tylko kupa
mięśni i da się z nimi stworzyć naprawdę interesujące historie. Seria jednak
nie cieszyła się już tak dużym wzięciem jak w czasach Image, co jednak nie
przeszkodziło osiągać spore sukcesy na comiesięcznych listach popularności. Na
tyle, że Casey odpowiadał za jej reinkarnację. Lektura obowiązkowa.
WildCats
version 3.0 (WildStorm, październik 2002-październik 2004) – absolutnie najlepszy tytuł z
udziałem WildCats. Możecie mi wierzyć lub nie, ale prawdopodobnie już nic nigdy
nie przebije tych przygód grupy. Odpowiedzialny za to jest nie kto inny jak Joe
Casey, który wzbił się na wyżyny swoich umiejętności. Całość świetnie
zilustrował Dustin Nguyen. Polecam każdemu czytelnikowi i pragnę przypomnieć,
że niedawno seria ta została zebrana w dwóch wydaniach zbiorczych.
WildCats
vol. 4 (WildStorm, grudzień 2006) – Największe kuriozum w tym zestawieniu. Seria, która
miała być okrętem flagowym wydarzenia znanego jako Worldstorm, najbardziej
przyczyniła się do jego porażki. A miało być tak pięknie: Grant Morrison i Jim
Lee łączą siły, by stworzyć coś, co pobije nawet wcześniejsze wyczyny Casey'a.
Ostatecznie jednak obaj twórcy nie potrafią dojść ze sobą do porozumienia.
Szkota denerwują ciągłe ingerencje Lee w jego scenariusz i notoryczne
opóźnienia, więc zrywa kontrakt i seria zdycha po ukazaniu się jednego numeru.
Można zajrzeć z czystej ciekawości.
WildCats
vol. 5 (WildStorm, wrzesień 2008-grudzień 2010) – I wreszcie ostatni (jak na razie)
rozdział w historii grupy bohaterów znanych jako WildCats z udziałem Griftera.
Po wydarzeniach z World’s End bohaterowie walczą o przetrwanie swojego świata,
który stanął na krawędzi upadku. A istnieje wiele złych sił, które cieszą się z
zastanego stanu rzeczy. Tworzą Christos Gage (#1-17) i Adam Beechen (#18-30),
którzy odwalili kawał naprawdę niezłej roboty. Zwłaszcza brawa należą się temu
drugiemu, gdyż potrafił stworzyć wielowątkową historię dysponując nie tylko
postaciami z WildCats, ale też i innych serii, a które upchnięto do tego
jednego tytułu. Oczywiście pozycja obowiązkowa.
SERIE POBOCZNE
Team7
vol. 2 (DC Comics, grudzień 2012-lipiec 2013) – Nieudana niestety próba przywrócenia
tej marki w barwach wydawnictwa DC. Była z tego całkiem fajna seria, lecz
niestety zupełnie nie przypadła do gust ani czytelnikom regularnego DC, ani
najbardziej zatwardziałym fanom zlikwidowanego WildStormu. Nie za bardzo wiem
dlaczego.
The New
52: Future’s End (DC Comics, lipiec 2014-trwa) – Po zlikwidowaniu jego solowej serii
Grifter trafia do tego tytuł, który wedle wszystkich zapowiedzi miał być ważny
dla przyszłości uniwersum DC. No może i jest, ale na razie czytelnicy narzekają
na ślimacze tempo opowiadanej historii. Jest to prawda, a niestety wątek z
udziałem Cole’a Casha należy do najgorszych z nich wszystkich. Dla lubiących
męki.
MINISERIE
I ONE-SHOTY
Flashpoint:
Lois Lane and the Resistance (DC, sierpień-październik 2011) – Grifter jest tu dowódcą tytułowego
ruchu oporu i – obok Lois Lane – kluczową postacią miniserii. Tytuł ten nie ma
jednak żadnych odniesień do uniwersum WildStorm.
Grifter
and the Mask (Image, wrzesień-październik 1996) – jednym z crossoverów w który
wplątany został Grifter jest spotkanie z wydawaną wówczas przez Dark Horse
Maską. Wyszło tak jak powinniście się spodziewać – śmiesznie, ale zupełnie
niezobowiązująco.
Grifter/Badrock
(Image, październik-listopad 1995) – WildStorm miał swojego Griftera, Extreme miało Badrocka.
Wniosek? Czas na totalnie bezsensowny i nie mający żadnego wpływu kompletnie na
nic crossover.
Grifter/Midnighter
(WildStorm, maj 2007-październik 2007) – Aż do 2007 roku przyszło czekać fanom na spotkanie dwóch
największych ikon wydawnictwa WildStorm. Szkoda tylko, że scenarzyści nie
wysilili się zbyt bardzo i skupili się na pokazywaniu tego, jak bardzo obaj są
„awesome”. W rezultacie dostajemy składającą się z sześciu numerów bijatykę na
kilku planetach. Można, lecz nie trzeba.
Grifter/Shi
(Image, marzec-maj 1996) – Był taki krótki okres, gdy wydawnictwo Crusade chciało za wszelką cenę
rozpropagować postać Shi. I za wszelką cenę przecinali jej drogę spotkaniami z
innymi komiksowymi postaciami. Oczywiście Grifter stał się jedną z nich. Czego
efektem jest dwuczęściowa miniseria. Cieniutka i słaba, do zapomnienia.
Point
Blank (WildStorm, sierpień 2002-grudzień 2002) - Udana miniseria autorstwa Eda
Brubakera, w której znaleźć można sporo nawiązań do WildCats. Głównym bohaterem
jest tu Grifter szuka sprawcy ataku na swego dawnego szefa - Johna Lyncha. Jak
się okazuje, za atak odpowiada Tao... ale nie do końca. Nie czytałem tego
tytułu, jednak za namowa Mr. M napiszę, iż warto do niej zajrzeć.
Spawn/WildC.A.T.S.
(Image, styczeń-kwiecień 1996) – długo fani zmuszeni byli czekać na spotkanie dwóch najlepiej
sprzedających się marek ówczesnego Image Comics. Gdy w końcu do niego doszło,
okazało się to sporym nieporozumieniem. Spawn w towarzystwie Dzikich Kotów
trafia do alternatywnej wersji przyszłości, gdzie stoi na czele piekielnych
sił, a ludzkość stoi na progu zagłady. Historia jest potwornie kiepska, a jej
czytanie boli tym bardziej, że za scenariusz odpowiedzialny był sam Alan Moore.
Nic dziwnego, że scenarzysta ten chciałby wyprzeć z pamięci okres współpracy z
Image.
Team7
(Image Comics, październik 1994-luty 1995) – pierwsza miniseria z udziałem Team7 przynosi nam
niezbyt zapadający w pamięć występ późniejszego członka WildCats. Jak każdy
członek drużyny siedem jest on młody i narwany, przez co także dochodzi do
starć z innymi członkami grupy. Ostatecznie jednak miniseria ta to standardowa
rąbanina wypełniona niemożliwie umięśnionymi facetami.
Team7:
Objective – Hell (Image Comics, maj-lipiec 1995) – wstęp do crossoveru “WildStorm
Rising” to kolejna przygoda grupy z Colem Cashem na pierwszym planie.
Naturalnie doprowadziło to tylko do kolejnego, trwającego tym razem tylko trzy
zeszyty, konfliktu zbrojnego, podczas którego wiele naboi zostało
wystrzelonych, a wiele sensu zaginęło w akcji.
Team7:
Dead Reckoning (Image Comics, styczeń-kwiecień 1996) – ostatnia miniseria z tą ekipą w
historii Image Comics nie wyróżnia się niczym szczególnym. Grifter nadal
odgrywa jedną z ważniejszych ról, a całość sprowadza się do rąbaniny,
strzelaniny, testosteronu i napinania mięsni do granic wyobraźni rysownika.
Team
X/Team7 (Image Comics, listopad 1996) – mało pamiętany już crossover z udziałem bohaterów Image
oraz Marvela. W nim ponownie swoje rękawice krzyżują Wolverine oraz Deathblow,
lecz tym razem w towarzystwie swoich towarzyszy z wczesnych lat kariery, a więc
także i Griftera. I ponownie nie jest to historia, która zapada w pamięć.
The
Kindred (Image Comics, marzec-czerwiec 1994) – Nieco uwspółcześniona przygoda
części składu Team7. W niej Backlash, Lynch oraz Grifter trafiają na wyspę, na
której mieszkają efekty eksperymentów na czymś, co swego czasu zdobyło Team7.
Bohaterowie muszą pokonać osobiste niesnaski jeśli chcą dożyć kolejnego dnia.
Nie jest to historia porywająca, ale także kończy się równie szybko jak
zaczyna.
The
Kindred II (WildStorm, marzec-czerwiec 2002) – Po ośmiu latach ktoś wpadł na to, by
wyżej opisana miniseria otrzymała kontynuacje głównie po to, by przypomnieć
czytelnikom o nieco zakurzonej wówczas już postaci Backlasha. Co tu dużo mówić,
jest kompletnie do niczego i nie powinniście za nią się brać.
WildC.A.T.S./Aliens
(Image, wrzesień 1998) – Dziwna sprawa, ponieważ tytuł ten jest ważny, ale dla... fanów grupy
StormWatch! Dlaczego? Otóż podczas spotkania Dzikich Kotów z Xenomorphami giną
Winter, Hellstrike, Fuji i Fahrenheit, co doprowadza do zlikwidowania grupy w
StormWatch v2 #11. Oprócz tego drobnego szczegółu, tytuł absolutnie
nieobowiązkowy.
WildCats:
Nemesis (WildStorm, listopad 2005-lipiec 2006) – Po zakończeniu trzeciej serii z
członkami WildCats w roli głównej, długo zastanawiano się nad kolejnym krokiem.
W końcu ogłoszono powstanie nowej miniserii pisanej przez Robbiego Morrisona,
która jest istotna z jednego, zasadniczego powodu. Wprowadza ona bowiem do
świata WildStormu tytułową bohaterkę, czyli Nemesis. W przyszłości odegra ona
spory udział, Grifter odgrywa tu ważną rolę, a i komiks nie jest najgorszy.
Dlatego też polecam zapoznanie się z nim.
WildCats
Special (Image, listopad 1993) – One-shot, który równie dobrze mógłby mieć w nazwie słówko
„annual”. Słabizna, bez wpływu na dalsze przygody WildCats. Omijać!
WildCats
Trilogy (Image, czerwiec 1993-grudzień 1993) – Miniseria powstała na fali sukcesu powyższego
ongoingu. Podpisał się pod nią duet Choi/Lee. Dodam jednak, że chodzi mi o Jae
Lee. W 1993 roku artysta ten charakteryzował się jeszcze tym, że rysował...
fatalnie. I to niestety widać także i tutaj. W regularnej (ha! Dobry żart) serii
brak scenariusza przykrywały przynajmniej rysunki. Tu nawet tego atutu brak.
Nie polecam, nie zachęcam. Zwłaszcza, że nie jest to obowiązkowa lektura.
WildC.A.T.S./X-Men – Seria czterech one-shotów
prezentujących spotkania najsłynniejszych grup bohaterów Image i Marvela. Nie
są kanoniczne, ale zebrały całkiem niezłych twórców (m.in. Warren Ellis) i
można się z nimi zapoznać, chociaż absolutnie nie ma takiej konieczności.
Wild
Times: Grifter (WildStorm, sierpień 1999) – one-shot z cyklu komiksów przenoszących bohaterów
WildStormu do innych czasów. Dla Griftera wybrano pulpowe lata 30 XX wieku i
zaskakująco dobrze odnalazł się w tym okresie. Można zajrzeć z ciekawości.
WYSTĘPY
GOŚCINNE
Flashpoint
#3-5 (DC) – W
historii wieńczącej stare uniwersum DC pojawiają się postacie z WildStormu z
których tylko Grifter ma rolę większą niż czwartoplanową.
Sleeper:
Season Two #5, 9-12 (WildStorm) – Pierwsza z głośnych serii autorstwa duetu Ed Brubaker/Sean
Philips była mocno osadzona w regularnym uniwersum WildStormu, więc z czasem
nie mogło zabraknąć gościnnego, chociaż nieźle uzasadnionego fabularnie,
występu Griftera. Ten pojawił się z pięciu numerach serii, chociaż w jednym
jedynie mocno epizodycznie.
środa, 20 sierpnia 2014
Śladami herosów #8 (z 13)
To już ósma
odsłona cyklu ”Śladami herosów” i zarazem kolejna poświęcona grupie bohaterów,
która pomimo sporej popularności nigdy niestety nie wyszła poza własną serię, a
z czasem popadła z kompletne zapomnienie. W przeciwieństwie do opisywanych w
zeszłym miesiącu członków Cyber Force, nasi dzisiejsi bohaterowie przepadli
kompletnie wraz ze zlikwidowaniem przez DC Comics imprintu WildStorm. O kim
mowa? O tych, którzy dbali o to, by wampiry nigdy nie dawały się zbyt mocno we
znaki ludzkości, a dokonywali tego dzięki własnym ciałom, które opanowane
zostały przez niezwykłe symbioty. Panie i panowie, oto Wetworks.
SERIE GŁÓWNE
Wetworks
vol. 1 (Image Comics, lipiec 1994-sierpień 1998) – pierwsza I najdłuższa seria opublikowana
przez raczkujące wówczas Image. Zaliczyła ona 43 numery i przez długi czas była
jednym z najlepiej sprzedających się komiksów wydawnictwa. Spora w tym zasługa
Whilce’a Portacio, dla którego był to debiut w Image i powrót po sporych
problemach zdrowotnych. Tytuł będący połączeniem superhero z wątkami
militarnymi nie stoi na najwyższym poziomie, lecz sami Wetworks są jedną z
najlepiej skonstruowanych drużyn nie tylko w starym WildStormie, ale także w
klasycznym Image w ogóle.
Wetworks
vol. 2 (DC WildStorm, listopad 2006-styczeń 2008) – drugie podejście pod solowy tytuł
dla tej grupy zakończone zostało już na 15 numerze, chociaż za scenariusz
odpowiadały same pisarskie tuzy – pierwszych dziewięć zeszytów napisał Mike
Carey, a kolejnych sześć J. M. DeMatteis. Nowe postacie, nowe wątki i odcięcie
się od starej ekipy nie spodobało się czytelnikom, a gdy oryginalni członkowie
Wetworks powrócili na jej łamy, było już za późno. Szkoda, bo to najlepszy
tytuł w skromnym dorobku grupy. Początkowe numery zilustrował Wilce Portacio.
MINISERIE
I ONE-SHOTY
Eye of
the Storm Annual (DC WildStorm, wrzesień 2003) – annual wydany głównie po to, by
przypomnieć wówczas czytelnikom iż Wetworks dalej należy do uniwersum
WildStorm. Zrobiono to za pomocą krótkiej i niezbyt istotnej historyjki, która
miała być wstępem do nowej serii z grupą herosów. Z tej ostatecznie nic nie
wyszło, a jako ciekawostkę dodam, że tytuł ten miał pisać Mike Carey.
Wetworks:
Armageddon (DC WildStorm, styczeń 2008) – gdy jasnowidzące Void widzi upadek świata, rozpoczyna
poszukiwania herosa, który da radę go powstrzymać. Jednym z jej wyborów jest
Jackson Dane, który w komiksie tym wychodzi na idiotę, a i sam one-shot jest
delikatnie mówiąc, niezbyt trzymający się kupy. Na pewno jedna z najsłabszych
odsłona całego crossa, który rozegrał się na łamach kilku one-shotów.
Wetworks:
Mutation (DC WildStorm, listopad 2010) – pod sam koniec istnienia uniwersum WildStormu,
Wetworks otrzymali one-shot umiejscawiający ich w wydarzeniu znanym jako
WildStorm: World’s End. Generalnie jest to próba posprzątania po drugim
woluminie serii – na jej łamach herosi stworzeni przez Mike’a Carey’a giną i
pozostają jedynie członkowie oryginalnego składu. I to wszystko, co powinniście
wiedzieć o tym komiksie.
Wetworks/Vampirella
(Image Comics, lipiec 1997) – jednym z efektów bliższej współpracy Image Comics z
wydawnictwem Harris było pojawienie się Vampirelli w kilku one-shotach, w
których krzyżowała ona rękawice z bohaterami Image. Całkiem logiczne wydaje się
więc nasłanie na nią czołowych łowców wampirów wydawnictwa, co zaowocowało
komiksem raczej słabym, ale za to z dość niezłą warstwą graficzną. Był to także
jeden z niewielu występów grupy Wetworks, w którym na czele pojawiała się
Pilgrim – jedyna kobieta w drużynie.
WYSTĘPY
GOŚCINNE
Backlash
#3-5 (Image Comics, styczeń-marzec 1995) – już na samym początku swojej solowej przygody, Marc
Slayton łączy siły z Jacksonem Dane – byłym kolegą z Team7. Rysunkowo wypada to
nieźle, fabularnie... no, nie warto tracić na to więcej czasu niż przeczytanie
tego akapitu.
Ballistic (Image Comics, wrzesień-listopad
1995) – jedna z członkiń Cyber Force udaje się na solową przygodę.
Czy aby na pewno? Nie, ponieważ bardzo szybko wpada na członków WildStormowych
Wetworks i u ich boku spędza wszystkie trzy numery. Szybka lektura, do
zapomnienia.
DC/WildStorm: Dreamwar (DC Comics,
czerwiec-listopad 2008) – miniseria, która doprowadziła do
starcia między herosami z regularnego uniwersum DC oraz największych ikon
WildStormu. jak większość tego typu historii, tak i ta skończyła się jednym,
wielkim team-upem w celu pokonania tego złego. Tym okazał się pewien nastolatek,
co i tak nie uratowało historii. Nie ma ona większego wpływu na któreś z
uniwersów, a sami członkowie Wetworks odgrywają tu trzecioplanową rolę.
Deathblow vol. 1 #10-12 oraz #22-29
(Image Comics) – Jackson Dane pojawia się także jako
częsty gość w solowej serii z przygodami Michaela Clay’a, jako jeden z jego
najlepszych przyjaciół z czasów spędzonych wspólnie w Team7. Jako że ogólnie
lubię tę serię, także i te wyszczególnione zeszyty polecam z czystym sumieniem.
Gen12 (Image Comics, luty-czerwiec
1998) – grupa herosów o nazwie Gen13 odziedziczyła swoje moce po
rodzicach, z których większość należała do Team7. Ale nie wszyscy i właśnie
dlatego miniseria ta nosi taki, a nie inny tytuł. W historii pojawiają się pierwszy
Backlash, Grifter, Deathblow oraz Jackson Dane i podobnie jak wszystkie występy
tej ekipy, tak i tutaj mamy do czynienia z jedną, naprawdę ogromną strzelaniną.
Mars Attack Image (Image Comics,
grudzień 1996-kwiecień 1997) – na łamach tej
czteroczęściowej miniserii przewinęła się chyba każda możliwa postać z
uniwersum Image. Także więc i członkowie Wetworks, ale nie jest to nic wartego
pamięci.
Shattered Image (Image Comics, sierpień-grudzień
1996) – miniseria wydana po to, aby wyjść z twarzą przy rozpadzie
uniwersum Image Comics. Najwięksi herosi tego świata spotykają się by wspólnie
stawić czoła zagrożeniu. Koniec końców wszyscy giną i odradzają się... na
osobnych światach. W ten sposób zakończyła się zaledwie czteroletnia historia
uniwersum tego wydawnictwa i jeśli brzmi to dla Was dość głupio to nie martwcie
się – komiks również taki jest. Nie polecam.
Team7 (Image Comics, październik
1994-luty 1995) – pierwsza miniseria z udziałem Team7
przynosi nam niezbyt zapadający w pamięć występ późniejszego założyciela
Wetworks. Jak każdy członek drużyny siedem jest on młody i narwany, przez co
także dochodzi do starć z innymi członkami grupy. ostatecznie jednak miniseria
ta to standardowa rąbanina wypełniona niemożliwie umięśnionymi facetami.
Team7: Objective – Hell (Image Comics,
maj-lipiec 1995) – wstęp do crossoveru “WildStorm
Rising” to kolejna przygoda grupy z Jacksonem Dane na pierwszym planie.
Naturalnie doprowadziło to tylko do kolejnego, trwającego tym razem tylko trzy
zeszyty, konfliktu zbrojnego, podczas którego wiele naboi zostało
wystrzelonych, a wiele sensu zaginęło w akcji.
Team7: Dead Reckoning (Image Comics,
styczeń-kwiecień 1996) – ostatnia miniseria z tą ekipą w
historii Image Comics nie wyróżnia się niczym szczególnym. Dane nadal odgrywa
jedną z ważniejszych ról, a całość sprowadza się do rąbaniny, strzelaniny,
testosteronu i napinania mięsni do granic wyobraźni rysownika.
Team X/Team7 (Image Comics, listopad
1996) – ostatni już crossover z udziałem bohaterów Image oraz
Marvela. Ponownie swoje rękawice krzyżują Wolverine oraz Deathblow, lecz tym
razem w towarzystwie swoich towarzyszy z wczesnych lat kariery. I ponownie nie
jest to historia, która zapada w pamięć.
wtorek, 15 lipca 2014
Śladami herosów #7 (z 13)
Studio Top
Cow jak żadne inne w Image stawiało na projekty solowe. Paradoksalnie jednak,
pierwszym komiksem z tego imprintu był tytuł grupowy. Ekipa ta nazywała się
Cyber Force i chociaż to oni właściwie zapoczątkowali istnienie dziecka
Michaela Silvestriego, to jednak z czasem stali się najmniej potrzebnym
członkiem rodziny. Gdy uniwersum Top Cow stawało się miejscem coraz bardziej
mistycznym i magicznym, „nowocześni” bohaterowie zaczęli zajmować coraz niższą
pozycję w studiu. Mimo to, doczekali się kilku tytułów grupowych i solowych,
które dziś właśnie wymienię.
TYTUŁY
GŁÓWNE
Aphrodite
IX/Cyber Force (lipiec 2014) – one-shot przywracający współczesną wersję Cyber Force I stanowiący
wstęp do nowej serii, która będzie publikowana w 2015 roku. Jak dotąd nie
czytałem i raczej nie mam zamiaru.
Cyber
Force vol. 1 (październik 1992-lipiec 1993) – pierwszy komiksu z uniwersum Top Cow
i spory sukces. Nie z powodu super fabuły, tylko dzięki rysunkom Silvestriego. Tytuł
zakończony na czterech numerach, ale za to z obietnicą kontynuacji, która
ukazała się już po czterech miesiącach.
Cyber
Force vol. 2 (listopad 1993-sierpień 1997) – zdecydowanie najdłuższa seria z udziałem tej ekipy
herosów. Zaczyna się od crossoveru „Killer Instinct” z ekipą WildC.A.T.S., a
później już przez trzy kolejne lata dostarcza czytelnikowi rozrywki na średnim
poziomie. Warto odnotować, że na tym tytule wybił się David Finch, ponieważ
zastąpił on Michaela Silvestriego, a mimo to warstwa graficzna serii właściwie
nie ucierpiała.
Cyber
Force vol. 3 (kwiecień-listopad 2006) – po latach zapomnienia postanowiono odświeżyć nieco tę markę
i zrobiono to w najgorszy możliwy sposób. Sześcioczęściowa miniseria jest słaba
i bez polotu, a więc tym bardziej niegodna polecenia.
Cyber
Force vol. 4 (październik 2012-trwa?) – aktualna odsłona przygód ekipy to kompletny relaunch i
przeniesienie akcji kilkadziesiąt lat do przodu. Seria zasłynęła tym, że
pierwsze pięć numerów było rozdawanych za darmo, a także tym, że każdy z nich
stał na żenująco słabym poziomie i zaliczał mocne opóźnienia. Obecnie opublikowano
minicrossover z serią „Aphrodite IX”, a przyszłość tytułu pozostaje
nieznana (zapowiedziano do #12).
Cyber
Force/Hunter Killer (lipiec 2009-kwiecień 2010) – kolejna próba odświeżenia marki
polegała na połączeniu jej losów z inną, nieco świeższą. Efekt nie jest
najlepszy. Komiks nie zachwycił, nie doczekał się kontynuacji, a dla marki ”Hunter-Killer”
oznaczał koniec istnienia.
Cyber
Force/Strykeforce (wrzesień-październik 1995) – obie grupy dowodzone przez Strykera
dowiadują się o swoim istnieniu. Efekt? Chyba łatwy do przewidzenia. Łubudu,
zgoda i rozstanie. Nic wartego Waszej uwagi.
TYTUŁY
POBOCZNE
Ballistic
(wrzesień-listopad 1995) – jedna z członkiń Cyber Force udaje się na solową przygodę. Czy aby na
pewno? Nie, ponieważ bardzo szybko wpada na członków WildStormowych Wetworks i
u ich boku spędza wszystkie trzy numery. Szybka lektura, do zapomnienia.
Codename:
Strykeforce (styczeń 1994-sierpień 1995) – grupa dowodzona przez Strykera (także i lidera Cyber
Force) to kolejna próba Top Cow na stworzenie tytułu grupowego. Średnio udana,
bo chociaż seria dotrwała do 14 numeru oraz po latach doczekała się drugiego
woluminu, to jednak inicjatywę szybko porzucono. Fabularnie i rysunkowo był to
typowy przedstawiciel początkowego okresu istnienia Image.
Cyblade
(październik 2008-marzec 2009) – jeden z nielicznych efektów inicjatywy Pilot Season 2007.
Miniseria poświęcona kolejnej członkini Cyber Force nie jest związana z żadną
inną fabuła i w gruncie rzeczy miała pokazać tylko, że bohaterka ta jest fajna.
Efekt? Całkiem niezły komiks, lecz czytelnikom nie przypadł do gustu i po czterech
numerach został zakończony.
Ripclaw
vol. 1 (kwiecień-lipiec 1995) – studio Top Cow chciało uszczknąć coś z popularności
Ripclawa i dało mu solowy tytuł. Licząca trzy części miniseria składała się z
ciachania, napinania mięśni, polowania i zabijania. I chyba tylko dlatego
doczekała się kontynuacji. Fabuły brak. Bliższy kontakt niewskazany.
Ripclaw vol.
2 (grudzień 1995-czerwiec 1996) – druga solowa historia z najpopularniejszym członkiem Cyber
Force, podobnie jak pierwsza przeszła bez zanotowania większego sukcesu i
chociaż planowana była jako ongoing, to jednak doczekała się jedynie sześciu
numerów. Nie warto tracić czasu.
Ripclaw
vol. 3 (maj 2007) – one-shot
rywalizujący w Pilot Season 2007. Nie zdobył odpowiedniej liczby głosów i
przepadł w limbo. Dziś można uznać to za historię niedokończoną.
Strykeforce
(maj-październik 2004) – zupełnie nieudana próba zrewitalizowania pomysłu na drugi tytuł grupowy
w ofercie Top Cow. Ukazało się pięć numerów i słuch po tytule zaginął. Jest to
dla mnie dziwne, ponieważ fabularnie komiks stał na przyzwoicie wysokim
poziomie.
Top Cow
Pilot Season 2007 – inicjatywa
polegała na puszczaniu przez Top Cow kilku one-shotów, głosowaniu przez
czytelników oraz kontynuowaniu tytułu najpopularniejszego. Edycja z 2007 roku
różniła się od innych tym, że każdy z zeszytów na które można było głosować,
poświęcony był postaci z uniwersum Top Cow. Oprócz zwycięzców, a więc Velocity
i Cyblade, można było głosować jeszcze na one-shot z Ripclawem, Angelus,
Aphrodite IX oraz Neuromancer.
Velocity
vol. 1 (listopad 1995-styczeń 1996) – pomysł na solową serię żeńskiej wersji Flasha kłębił się w
głowach szefów Top Cow od samego początku istnienia marki Cyber Force. W końcu
spróbowali i... tytuł wytrwał trzy numery.
Velocity
vol. 2 (czerwiec 2010-kwiecień 2011) – drugi solowy tytuł z tą bohaterką nie był zły, lecz ubiły go
megaopóźnienia. Cztery numery wychodziły przez 11 miesięcy. Na wyróżnienie
zasługiwała bardzo przyjemna dla oka warstwa graficzna. Efekt inicjatywy Pilot
Seaosn 2007.
WYSTĘPY
GOŚCINNE
Artifacts
#5-9 (styczeń-sierpień 2011) – bohaterowie z Cyber Force zostali wrzuceni do tej historii
właściwie tylko po to, by przypomnieć że należą do uniwersum Top Cow. Zresztą
możecie przeczytać to w moich recenzjach drugiego i trzeciego
woluminu serii.
Broken
Trinity: Prelude (kwiecień 2008) – jak tytuł wskazuje, jest to wstęp do właściwej historii.
Członkowie Cyber Force znaleźli się w niej na dwóch stronach, tak dla
przypomnienia czytelnikom że wciąż istnieją.
Image
United (listopad 2009-nie dokończony) – jak większość bohaterów ze starego uniwersum Image, tak i
Cyber Force mieli swój udział w tej niedokończonej miniserii. Z tym tylkoż robili
tam raczej za mało ważne tło.
Freak
Force vol. 1 #8-9 (sierpień-wrzesień 1994) – gościnny udział Cyber Force w tytule to standardowa
nawalanka zakończona połączeniem sił przeciw wspólnemu wrogowi. Zieeeeeew.
Fusion (maj-lipiec
2009) – miniseria na
łamach której swoje siły łączą herosi z Top Cow i Marvela. Ważna rola Cyber
Force, ale całość to zaledwie średnio udany tytuł, który warto potraktować
raczej tylko jako ciekawostkę.
Shattered
Image (sierpień-grudzień 1996) – miniseria dzieląca uniwersum Image na kilka oddzielnych. Udział
Cyber Force niewielki, ale całkiem logiczny.
The
Darkness vol. 1 #34-38 (październik 2000-kwiecień 2001) – team-up Jackiego Estakado z
Ripclawem. Zaplanowany głównie po to, by przygotować i rozgrzać czytelników
przed startem drugiego woluminu przygód Cyber Force, który ostatecznie... nie
zostałopublikowany. Zaskakująco udana historia.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Śladami herosów #6 (z 13)
Ci z Was
którzy przeczytali ukazującą się niegdyś na blogu „Historię Image Comics”
wiedzą, że okrętem flagowym studia Shadowline miał być heros o pseudonimie
ShadowHawk. Stworzony przez Jima Valentino bohater był czymś, co w rodzącym się
Image Comics nie znalazło uznania w oczach czytelników. Być może dlatego, że
komiks z herosem tym był dość ambitny i średnio podobał się rzeszom czytelników
zakochanych w mięśniakach czy nieforemnych kobietach, których losy z reguły nie
miały większego sensu. Osobiście uważam, że swoje trzy grosze dołożył sam
Valentino, który ciągłymi restartami i manewrowaniem numeracji zabił ostatnie
oznaki entuzjazmu. Mimo wszystko ShadowHawk pojawił się w blisko 150 komiksach,
które dziś postaram się wymienić.
GŁÓWNE
HISTORIE
ShadowHawk
vol. 1 (wrzesień 1992-maj 1995) – pierwsza seria stworzona przez Jima Valentino liczyła
jedenaście numerów. Najpierw ukazały się zeszyty #1-3, a potem... #12-18. Gdzie
są brakujące numery? Otóż składają się na nie te wchodzące w skład drugiej i
trzeciej miniserii. Dlaczego? Bo tak! Właśnie mieszanie z numeracją i
przeskakiwanie z woluminu na wolumin prawdopodobnie zabiło tę serię, która mimo
wszystko stała na naprawdę wysokim poziomie.
ShadowHawk
II (maj-wrzesień 1993) – druga solowa seria z herosem stała jeszcze na bardzo wysokim poziomie.
Liczyła zaledwie trzy numery, ale każdy z nich zawierał w sobie wszystko, co
można było wymagać od rozrywkowego komiksu na wysokim poziomie. Ewentualnie
można się przyczepić do nie najlepszych tym razem efektów prac inkera Chance’a
Wolfa. Mimo wszystko tytuł wciąż godny polecenia.
ShadowHawk
III (listopad 1993-październik 1994) – trzeci solowy tytuł z ShadowHawkiem wyróżniał się
atrakcyjnymi okładkami, lecz uważam iż fabularnie stał już na nieco niższym
poziomie. Można tu już zauważyć pierwsze symptomy tego, że Valentino zaczęło
brakować dobrych pomysłów na dalszy rozwój postaci.
The New
ShadowHawk (czerwiec 1995-marzec 1996) – cykl, który ostatecznie posłał bohatera do piachu na
długie lata. W ostatnim numerze pierwszej serii, która została dokończona po
opublikowaniu trzeciej i kontynuowała z niej wątki (uff...) główny bohater
czasowo ginie, a w mieście pojawia się nowy ShadowHawk. Teoretycznie czytelnik
powinien się zastanawiać kim on jest, ale niestety – siedmioczęściowa seria
była po prostu nudna. Jest to o tyle druzgoczące, ponieważ za scenariusz
odpowiadał Kurt Busiek, wspomagany pomysłami Valentino.
ShadowHawk
vol. 4 (maj 2005-wrzesień 2006) – po tym jak studio Shadowline powróciło do żywych, jedną z
pierwszych decyzji Jima Valentino było oczywiście przywrócenie do łask
stworzonego przez niego herosa. Ta wytrzymała zaskakująco długo, ponieważ
utrzymała się na rynku aż piętnaście numerów i jest to do dziś rekord długości
serii z tym bohaterem. Jej lektura zainteresowała mnie do sięgnięcia po
wcześniejsze woluminy i musze przyznać, że jest to godny ich następca.
ShadowHawk
vol. 5 (maj-grudzień 2010) – ostatnia obecnie seria z przygodami herosa stworzonego przez
Jima Valentino i chyba jedyna rzecz, która naprawdę wyniknęła z nieudanego
projektu pod tytułem „Image United”. Miniseria nie zdobyła jednak serc
czytelników, ponieważ zakończyła się na piątym zeszycie, a o kontynuacji ani
widu ani słychu. Czy zasłużenie? Chyba tak, ponieważ nie była to porywająca
historia.
WAŻNIEJSZE
HISTORIE POBOCZNE
Brigade
vol. 1 #17-21 (luty-czerwiec 1995) – w pewnym momencie Valentino uznał, że aby ratować spadające
słupki sprzedaży warto umieścić ShadowHawka w jakimś komiksie drużynowym. Padło
na popularny wówczas team stworzony przez Roba Liefelda, który w tamtym
momencie pisany był przez Marva Wolfmana. Niech Was to nazwisko nie zwiedzie –
komiks nadal był, delikatnie pisząc, nie warty wydawania na niego pieniędzy.
Image
United (listopad 2009-niedokończono) – jak reszta herosów Image, tak i ShadowHawk pojawił się w tej
nieskończonej historii, oczywiście rysowany przez samego Jima Valentino.
Zaznaczam tytuł ten jako ważny, ponieważ był on przyczyną publikacji kolejnej,
szóstej już solowej serii z jego udziałem.
Images
of ShadowHawk (wrzesień 1993-syczeń 1994) – miniseria autorstwa Alana Granta oraz Keitha Giffena
to trzyczęściowy pojedynek pomiędzy herosem stworzonym przez Jima Valentino i
niejakim Trencherem. Na uwagę z pewnością zasługuje ciekawa i niekonwencjonalna
warstwa graficzna, chociaż i fabuła nie należy do tych szczególnie
odpychających.
ShadowHawk
Galery (kwiecień 1994) – one-shot którego niestety nie miałem okazji czytać. Dowiedziałem się
jedynie, że stanowił wypełniacz czasu pomiędzy dwiema historiami z trzeciej
serii i w jego tworzenie zamieszany był Mark Texeira.
ShadowHawk
One-Shot (lipiec 2006) – u schyłku istnienia czwartej serii, bohater otrzymał coś na kształt
annuala, który w rzeczywistości był przedrukiem historii z jednej z antologii.
Jim Valentino pisze w nim historię o tym, co oznacza bycie ShadowHawkiem dla
Eddiego Collinsa, a także jego ojca. Lekka, przyjemna lektura.
ShadowHawk
Special (grudzień 1994) – i kolejny tak jakby annual. W rzeczywistości to kolejna antologia, która
można było czytać od dowolnej strony, ponieważ komiks posiadał dwie okładki (z
przodu i odwróconą z tyłu) i każda zapraszała do lektury określonej historii. Interesujący
pomysł, ale chyba tylko tym komiks ten wyróżniał się na tle innych historii z
udziałem ShadowHawka.
ShadowHawks
of Legend (grudzień 1995) – antologia prezentująca krótkie historie z poprzednimi
wcieleniami ShadowHawka. Ładnie wydany, nieźle zrealizowany, ale jednak momentami
wciąż bardzo średni komiks. Na uwagę zasługuje część stworzona przez Stana
Sakai, naturalnie poświęcona wcieleniu pochodzącemu z Japonii.
Shadowhunt
Special (maj 1996) – i
niestety jest to kolejny komiks, o istnieniu którego nie miałem pojęcia.
Najprawdopodobniej jest to historia na łamach której ShadowHawk ściera się z
członkami Youngblood.
Shattered
Image (sierpień-grudzień 1996) – miniseria ważna, bo demontująca jedno spójne uniwersum Image
na kilka mniejszych, osobnych dla każdego studia. Naturalnie w historii wziął
udział ShadowHawk i nawet miał w niej całkiem sporą rolę.
The
Return of ShadowHawk (grudzień 2004) – wstęp do czwartego woluminu serii i wielki powrót Valentino
do tworzenia przygód herosa, któremu nadał życie. Byłoby jednak dużo lepiej,
gdyby ShadowHawk powrócił w znacznie lepszym stylu, ponieważ one-shot ten w
żaden sposób nie zaskakiwał. Ot, kolejny komiks z bohaterem w obcisłych
rajtuzach.
MNIEJ
WAŻNE HISTORIE POBOCZNE
Altered
Image (kwiecień-sierpień 1998) – tytuł z którym nie miałem żadnej styczności. Wygląda na to,
że jest to wspólna przygoda kilku postaci z Image w alternatywnym świecie, a w
ekipie znalazł się ShadowHawk.
Cykl
„Bomb Queen” – sama
historia nie ma wiele wspólnego z opisywanym dziś herosem. W zasadzie tylko
tyle, że także jest publikowana przez Shadowline i jej twórcy co jakiś czas
umieszczają w swoim komiksie ShadowHawka. Podejrzewam że tylko po to, by
mocniej przypodobać się Jimowi Valentino.
Mars
Attack Image (grudzień 1996-kwiecień 1997) – crossover pomiędzy wydawnictwem Image i Topos.
Historia wydana właściwie tylko po to, by czytelnik mógł się nieco pośmiać. Bez
większego wpływu na jakąkolwiek postać, lecz odnotować trzeba pojawienie się w
niej ShadowHawka, który miał swoje pięć minut w każdym z numerów.
The Pact
(kwiecień 2005-styczeń 2006) – miniseria na łamach której wspólne przygody przeżywały
cztery postacie znane z komiksów Image. Każdy z numerów powstawał dzięki
twórcom danych postaci, a więc za jeden z nich odpowiadał osobiście Valentino.
Sama historia nie miała wielkiego wpływu na żadną z postaci, która w niej się
pojawiała.
Vampirella/ShadowHawk
(marzec 1995) – crossover
pomiędzy Image a wydawnictwem Harris, które wówczas publikowało przygody
Vampirelli. Są to dwa wydane w ciągu jednego miesiąca one-shoty, oba w zasadzie
nadające się jedynie do szybkiego zapomnienia.
War of
the Independents (Red Anvil Comics, październik 2011-maj 2012) – idiotyczna miniseria, na łamach
której spotyka się blisko 200 postaci z komiksów niezależnych i nawala się
między sobą. Wśród tych których umiem nazwać znalazła się czwórka: ShadowHawk,
Tick, The Pro oraz Madman. Zalecam omijać szerokim łukiem.
poniedziałek, 26 maja 2014
Śladami herosów #5
W niedawno
opublikowanej, pierwszej odsłonie „Z archiwum Image” wziąłem na tapetę komiks z postacią, która dziś stanie się głównym bohaterem dzisiejszej
edycji kolejnej rubryki. Michael Cray, alias Deathblow, miał być swego czasu
jedną z najpopularniejszych postaci uniwersum WildStorm. Nie wyszło to do końca
i dziś heros ten tkwi w zapomnieniu, w odmętach nowego świata DC Comics. W
swojej historii doczekał się jednak kilku komiksów, które dziś wymienię i
pokrótce opiszę. Tak więc zaczynajmy.
SERIE
REGULARNE
Deathblow
vol. 1 (Image Comics, kwiecień 1993-sierpień 1996) – to właśnie fragment tej serii
opisywałem w podlinkowanym powyżej artykule. Seria rozpoczęta przez trio
Lee/Choi/Sale wyróżniała się na tle innych tytułów ze studia WildStorm, lecz
wraz z odejściem większości ekipy, jej poziom drastycznie spadł, raz jeszcze
udowadniając iż Brandon Choi scenarzystą był miernym, by nie rzec fatalnym. Liczby
sprzedanych egzemplarzy spadały, aż w końcu serię zamknięto na 29 numerze,
zabijając głównego bohatera.
Deathblow
vol. 2 (DC WildStorm, grudzień 2006-kwiecień 2008) – tyle czasu zajęło studiu WildStorm
opublikowanie zaledwie dziewięciu numerów serii, na której niemal wszyscy fani
postaci Michaela Cray’a wieszają psy. Jest to zaskakujące, ponieważ za
scenariusz zabrał się Brian Azzarello, lecz jego wizja ogłupionego,
rozmawiającego z psami i walczącymi z atomowymi szczurami oraz dziećmi-agentami
nie spodobała się czytelnikom. Dodatkowo seria cierpiała na potężne opóźnienia,
za które odpowiadał Carlom D’Anda. Podobnie jak w przypadku pierwszego
woluminu, tak i na koncu tego Deathblow umiera :)
MINISERIE
I ONE-SHOTY
Batman/Deathblow:
After the Fire (DC Comics, styczeń 2003) – jeden z trzech crossoverów Deatblowa z postaciami z
innego uniwersum. Ten komiks, co ciekawe, okazał się kawałkiem bardzo dobrej
historii, w której Michael Cray był równorzędnym partnerem dla Mrocznego
Rycerza. Także i od tego komiksu zaczęła się wieloletnia współpraca Briana
Azzarello oraz utalentowanego artysty Lee Bermejo. Komiks niedawno wznowiono i
stosunkowo łatwo go dostać, a do jego lektury serdecznie Was zachęcam.
Deathblow/
Wolverine (Image Comics, wrzesień 1996-luty 1997) – drugi, a historycznie pierwszy, wspomniany
już crossover okazał się znacząco gorszy od spotkania Cray’a z Brucem Wayne. Właściwie
mamy tu do czynienia z pojedynkiem dwóch dzikusów, bez większego ładu i składu.
Nic wartego większej uwagi.
Gen12
(Image Comics, luty-czerwiec 1998) – grupa herosów o nazwie Gen13 odziedziczyła swoje moce po
rodzicach, z których większość należała do Team7. Ale nie wszyscy i właśnie
dlatego miniseria ta nosi taki, a nie inny tytuł. W historii pojawiają się
pierwszy Backlash, Grifter oraz właśnie Deathblow i podobnie jak wszystkie
występy tej ekipy, tak i tutaj mamy do czynienia z jedną, naprawdę ogromną
strzelaniną.
Team7
(Image Comics, październik 1994-luty 1995) – pierwsza miniseria z udziałem Team7 to już pierwsza
duża rola Deathblowa, który jako jedyny pozbawiony mocy członek grupy nie chce
z niej odchodzić, ponieważ jako zwykły heros byłby bezwartościowy. Przez to
także dochodzi do starć z innymi członkami grupy. ostatecznie jednak miniseria
ta to standardowa rąbanina wypełniona niemożliwie umięśnionymi facetami.
Team7:
Objective – Hell (Image Comics, maj-lipiec 1995) – wstęp do crossoveru “WildStorm
Rising” to kolejna przygoda grupy z Deathblowem na pierwszym planie.
Naturalnie doprowadziło to tylko do kolejnego, trwającego tym razem tylko trzy
zeszyty, konfliktu zbrojnego, podczas którego wiele naboi zostało
wystrzelonych, a wiele sensu zaginęło w akcji.
Team7:
Dead Reckoning (Image Comics, styczeń-kwiecień 1996) – ostatnia miniseria z tą ekipą w
historii Image Comics nie wyróżnia się niczym szczególnym. Deathblow nadal
odgrywa jedną z ważniejszych ról, a całość sprowadza się do rąbaniny,
strzelaniny, testosteronu i napinania mięsni do granic wyobraźni rysownika.
Team
X/Team7 (Image Comics, listopad 1996) – ostatni już crossover z udziałem bohaterów Image oraz
Marvela. Ponownie swoje rękawice krzyżują Wolverine oraz Deathblow, lecz tym
razem w towarzystwie swoich towarzyszy z wczesnych lat kariery. I ponownie nie
jest to historia, która zapada w pamięć.
Team
Zero (DC WildStorm, luty-lipiec 2006) – miniseria, która dość mocno namieszała w uniwersum
WildStormu, głównie z tego powodu że ujawniono na jej łamach, iż Deathblow,
Grifter oraz Backlash byli już żołnierzami podczas pierwszej wojny światowej. Trochę
gryzło się to z ich originami, które pośpiesznie dostosowano do tej historii i
tym samym ujawniono, że poprzednie rewelacje na temat Teamów od 1 do 6 nie do
końca są zgodne z prawdą. Po latach historia właściwie została zapomniana, pewnie
dlatego iż zbyt mocno kojarzyła się ze starym Image.
Wild
Times: Deathblow (DC WildStorm, sierpień 1999) – na początku istnienia studia
WildStorm w szeregach grupy DC Comics, pojawiło się kilka one-shotów z
bohaterami imprintu, którzy na moment przenieśli się w realia dzikiego zachodu.
Jeden z nich otrzymał także Deathblow, lecz komiks ten powinien być traktowany
jedynie jako ciekawostka.
WAŻNIEJSZE
WYSTĘPY
Darker
Image #1 (Image Comics 1993) – jedyna w zasadzie antologia, która faktycznie miała jakiś
wpływ na postać Deathblowa. To na łamach tego tytułu wyrusza on w pościg za
człowiekiem, który zabił jego partnera. Od komiksu może nieco odrzucać warstwa
graficzna, lecz mimo wszystko warto się z nim zapoznać, chociaż UWAGA: jest to
tytuł nigdy nie dokończony.
Grifter
vol. 3 #9-12 (DC Comics 2012) – istnienie tych czterech zeszytów zaznaczam jako „ważne”
tylko ze względu na debiut Deathblowa w nowym uniwersum DC Comics. Jest to
dzieło Roba Liefelda, więc sami rozumiecie jaki musi mieć to poziom fabularny.
Sugeruję unikać tego komiksu szerokim łukiem, do czego zapewne nie musze Was
zbytnio namawiać.
StormWatch
P.H.D. #13-24 (DC WildStorm 2008-2009) – jako aftermatch po crossoverze WildStorm World End’s
ponownie zmartwychwstały Deathblow dołączył do ekipy Jacksona Kinga. Seria nie
cieszyła się zbyt dużym powodzeniem, a akurat stała na naprawdę przyzwoitym
poziomie, chociaż sam Cray nie odgrywał w niej najważniejszej roli.
The
Authority vol. 5 #18-29 (DC WildStorm 2009-2010) - pod sam koniec istnienia studia
WildStorm, Deathblowa przerzucono ze StormWatch do składu Authority. Cray wraz
z resztą ekipy przemierzali kosmos w poszukiwaniu miejsca, na którym mogły
zamieszkać resztki ludzkości i tym samym dać nowy świt całej populacji.
Ostatecznie ograniczało się to do wpadania w coraz to gorsze kłopoty,
zakończone powrotem na zniszczoną Ziemię. Na uwagę w komiksie zasługiwały
zwłaszcza interakcje Deathblowa z Grifterem.
WildCats
vol. 5 #13-18 (DC WildStorm 2009) – kolejny komiks powiązany z crossoverem World End’s. Na jego
łamach Dzikie Koty łączą siły z odtworzonym Team7, by wspólnie odnaleźć Maxa
Faraday’a, być może ostatnią nadzieję ludzkości na przetrwanie. Warte
zapamiętania głównie z powodu tego, iż to tutaj po raz pierwszy Deathblow
wyjawia wszystkim istnienie swoich mocy.
WildStorm:
After the Fall (DC WildStorm 2010) – zebrane w jednym miejscu krótkie historie publikowane jako
dodatki do zeszytów z głównego nurtu. Ważne z tego powodu, że na jego łamach wyjaśniono
wreszcie na czym polegają moce Deathblowa.
WildStorm
Annual 2000 (DC WildStorm 2000) – końcowa część crossoveru “Devil’s Night” w którym trochę
miejsca otrzymuje między innymi Michael Cray. Z czasem okazuje się, że on i
jego towarzysze odegrali niemałą rolę w całym wydarzeniu.
MNIEJ
WAŻNE WYSTĘPY
Backlash
vol. 1 #14 (Image Comics 1995) – pojedynczy numerze wspólną akcją Deathblowa oraz Marca Slaytona
z kontynuacją w jednym z numerów pierwszego woluminu solowej serii z przygodami
Michaela Cray’a.
Brass #2
(Image Comics 1996) – na łamach tego komiksu tytułowy bohater spotyka Team7 i przeżywa z nimi
wspólną przygdę.
DC/WildStorm:
Dreamwar (DC Comics, czerwiec-listopad 2008) – miniseria, która doprowadziła do
starcia między herosami z regularnego uniwersum DC oraz największych ikon
WildStormu. jak większość tego typu historii, tak i ta skończyła się jednym,
wielkim team-upem w celu pokonania tego złego. Tym okazał się pewien
nastolatek, co i tak nie uratowało historii. Nie ma ona większego wpływu na któreś
z uniwersów, a sam Deathblow odgrywa tu trzecioplanową rolę.
Gen-Active
(DC WildStorm, maj 2000-wrzesień 2001) – na początku swojego istnienia w strukturach
wydawnictwa DC, WildStorm opublikował antologię w której występowali herosi
zawdzięczający swoje moce Gen-Factorowi. Deathblow pojawia się w numerach 3
oraz 4 i nie jest to nic wartego zapamiętania.
Wildstorm!
(Image Comics, sierpień-grudzień 1995) – antologia skupiająca się na postaciach ze studia założonego
przez Jima Lee. Deathblow w dwóch numerach dostał krótkie historyjki, właściwie
nie warte zapamiętania.
WildStorm
Presents #1 (DC WildStorm, listopad 2010) – gdy upadek studia WildStorm był już faktem, z
czytelnikami postanowiono pożegnać się publikując jednoczęściową antologię. Bohaterem
jednej z opowieści jest Deathblow i chociaż nie jest to przełomowa historia, to
jednak nazwiska twórców zebranych na potrzeby tego komiksu są naprawdę
interesujące.
WildStorm
Winter Special (DC WildStorm, styczeń 2005) – ostatnia dziś opisywana pozycja to
kolejna antologia, która zaprezentowała pojedyncze historie z poszczególnymi
herosami uniwersum WildStorm. Jak niemal każda poprzednia, tak i ta nie jest
warta zapamiętania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















