wtorek, 12 maja 2015

Deadly Class vol. 1: Reagan Youth (Rick Remender/Wesley Craig)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości załogi Klubokawiarni Allboom, która wypożyczyła mi egzemplarz do lektury.

Rick Remender jest dla mnie scenarzystą bardzo nierównym. Poznałem go nieco lepiej w czasach, gdy czytałem jeszcze komiksy Marvela, a gdy zapowiedział start aż trzech swoich tytułów w barwach Image Comics byłem dość sceptycznie nastawiony. Na początku, nie sięgałem po żaden z jego komiksów. To wszystko zmieniło się wraz z premierą pierwszego zeszytu ”Low”. Następnie dałem się skusić wydawnictwu Taurus, które opublikowało ”Black Science”. Tymczasem wiele osób zgodnie powtarza, że to właśnie ”Deadly Class” jest spośród obecnych komiksów Ricka Remendera tym najlepszym. Korzystając ze współpracy z Klubokawiarnią Allboom, postanowiłem to sprawdzić.

Tym razem nieco złamię standardowa kolejność rzeczy, które poruszam w swoich recenzjach i już na samym początku wspomnę o jakości wydania komiksu. Tom ten jest naturalnie niemal identyczny jak pozostałe tytuły Ricka Remendera. Wita nas więc okładka z lakierowanymi wstawkami, a już parę stron później wstęp autorstwa Davida Laphama. Z kolei gdy już przeczytacie całość historii, swoich kilka zdań chce przekazać Wam w posłowiu scenarzysta komiksu. nie są to może teksty niebywale odkrywcze, ale czyta się je bez większego bólu. Bardzo miłym dodatkiem jest piętnaście stron prezentujących wszystkie główne alternatywne okładki początkowych sześciu numerów ”Deadly Class”. Tu swoje popisy daje przede wszystkim Wesley Craig, ale część coverów stworzona została także przez innych artystów. Ogólnie rzecz ujmując, za jedyne dziesięć dolarów dostajecie kawałek naprawdę solidnie wydanego komiksu. Pytanie tylko, czy historia również dała radę?

Już na początkowych stronach przenosimy się do 1987 roku i poznajemy Marcusa, błąkającego się po ulicach dzieciaka, który przybył wraz z rodzicami z Nikaragui. Ci niestety zginęli tragicznie a chłopak trafił do domu opieki. Nie czuł się tam zbyt dobrze, więc postanowił zakosztować życia na ulicy. Pewnego dnia jego życie ulega drastycznym zmianom, ponieważ wskutek niezwykłych okoliczności trafia on do sekretnej szkoły dla przyszłych morderców. Tam zawiera pierwsze przyjaźnie, odżywają w nim uczucia i wraca sens życia. Zaraz, zaraz... w szkole dla morderców?

Ocenę pierwszego tomu ”Deadly Class” należy podzielić na dwie części. Pierwsza z nich zarezerwowana jest wyłącznie dla premierowego zeszytu cyklu, który wyraźnie odstaje od reszty. Gdybyście sięgnęli jedynie po tę część komiksu, moglibyście srogo się zawieść. Oto bowiem komiks ten przypomina nieco miks znanych nam już wątków i sporo odwołań. Historia Markusa bardzo mocno kojarzyć może się z Harrym Potterem, a sekretna szkoła dla ludzi z pewnymi talentami... w sumie też. Albo z X-Men lub także z wieloma innymi tytułami. Pierwszy rozdział nie potrafi zainteresować czytelnika właściwie niczym z głównej fabuły, co sprytnie wykorzystuje Wesley Craig, tworząc niesamowite i działające na wyobraźnię rysunki. Bardzo podobał mi się pomysł, polegający na celowym wykrzywianiu kadrów w momentach, gdy akcja gwałtownie przyspiesza i naprawdę nie rozumiem, dlaczego w kolejnych zeszytach artysta zrezygnował z tego typu zagrywek.

Pomijając ten jeden niuans, całość ”Deadly Class” to popis Craiga oraz kolorysty Lee Loughridge’a. Rick Remender ma niesamowicie dobrą rękę w dobieraniu sobie współpracowników, ponieważ wszystkie trzy jego obecne serie dla Image to pod względem artystycznym ścisła czołówka nie tylko oferty tego wydawnictwa, ale pokuszę się o stwierdzenie, że także i na całym rynku w USA. Wróćmy jednak do recenzowanego komiksu. Craig posiada cienką, ale zarazem bardzo wyrazistą kreskę. Stosuje on na kartach ”Deadly Class” mnóstwo kreskówkowych rozwiązań, lecz są one na tyle fajnie wkomponowane poszczególne kadry, że nie przeszkadzają w lekturze. Loughridge z kolei zastosował w komiksie dość ograniczoną paletę barw i to również świetnie się sprawdza, ponieważ już po kilkudziesięciu stronach zauważamy zależność między dominującym na stronach kolorem, a nastrojem panującym w danej scenie. To jak świetnie dogadują się obaj panowie najlepiej widać w scenach z Marcusem przeżywającym swój narkotyczny odlot. Zarówno rysownik jak i kolorysta świetnie oddali klimat tego wydarzenia i sprawili, że zapadnie mi w pamięci na bardzo długo.

Na szczęście od drugiego zeszytu wchodzącego w skład wydania zbiorczego, także i Rick Remender znacząco się poprawił. Mocno zaskakuje fakt, że wspomniana już wcześniej szkoła dla przyszłych zabójców bardzo szybko staje się tłem, a na pierwszy plan wysuwają się wątki obyczajowe. Tak, dobrze czytacie. ”Deadly Class” to tak naprawdę opowieść o chłopcu zagubionym i potrzebującym bliskości oraz akceptacji, a tę znajduje właśnie w tak nietypowej szkole. Co prawda komiks prowadzi jednocześnie wiele wątków, ale chyba najważniejszym jest przedstawiony powolnie ale konsekwentnie proces odżywania Marcusa. Chłopak nie jest ani bardzo inteligentny, popełnia także mnóstwo błędów oraz podejmuje co najmniej nieprzemyślane decyzje, ale któż z nas taki nie jest? Młodzieniec szybko zdobył moją sympatię swoją, nazwijmy to, naturalnością. Jest szczery, dość prawdziwy i jedyne co mi w Marcusie przeszkadza, to że posiada znacznie więcej krwi niż powinno znajdować się w tak bardzo wątłym ciele. Ale to już raczej czepianie się dla samego faktu, w końcu wątki związane z nauką w szkole dla zabójców wymaga utraty krwawicy podczas ćwiczeń.

To nie była zbyt mądra decyzja z mojej strony, gdy postanowiłem przestać kupować ”Deadly Class” w zeszytach. Teraz, gdy jestem już po lekturze pierwszego tomu, jak najszybciej chciałbym sięgnąć po kolejny. Komiks ten to świetna i niegłupia rozrywka, oferująca znacznie więcej niż początkowo się wydawało. I zdecydowanie najlepszy komiks Ricka Remendera w barwach Image Comics, nawet pomimo raczej kiepskiego pierwszego numeru. Jeśli macie gdzieś na boku dziesięć dolarów, nie zastanawiajcie się nawet przez chwilę. Moja ocena to 5/6

"Deadly Class vol. 1: Reagan Youth" do nabycia w ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz