środa, 2 września 2015

Descender vol. 1: Tin Stars (Jeff Lemire/Dustin Nguyen)

Powyżej widzicie okładkę wydania zbiorczego. Recenzja powstała w oparciu o lekturę wersji zeszytowej.

Chyba pierwszy raz zdarza mi się pisać recenzję czegoś, co tak naprawdę jeszcze nawet nie ukazało się w wersji zbiorczej. Pierwszy tom ”Descender”, czyli historii która zaraz się zajmę, ukaże się dokładnie za tydzień. Dlaczego więc będę opiniować ten komiks już dziś? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części tego tekstu.

Już w momencie pierwszych zapowiedzi ”Descender” trafił na listę moich zakupów. Ponieważ zestaw twórców tego komiksu należy do ścisłej czołówki tych lubianych przeze mnie, a niedługo potem ujawnione przykładowe plansze spodobały mi się niebywale, szybko podjęta została decyzja o inwestowaniu w zeszyty. Jeff Lemire to twórca kilka komiksów, które po prostu uwielbiam. I nie mam tu na myśli tylko tych autorskich rzeczy spod jego ręki. ”Animal Man” autorstwa tego scenarzysty to w mojej ocenie chyba najlepszy komiks z całej linii New 52 od DC Comics. Dustin Nguyen również kojarzy mi się głównie z domem Batmana, którego zresztą rysował na łamach, nie zawaham się użyć tego słowa, FENOMENALNEJ serii ”Batman: Li’l Gotham”. Teraz obaj ci twórcy zapowiedzieli serię, w której widać było czerpanie z tego, co najlepsze w dorobku ich obu. Czy to mogło się nie udać?

Descender” fabularnie prezentuje się następująco. Głównym bohaterem komiksu jest TIM-21 – mały android, który obudził się kilkadziesiąt lat po tym, gdy przedstawiciele jego gatunku wymordowali miliardy istnień. Chłopiec nie zdaje sobie z tego sprawy, ale szybko znajduje się na celowniku grupy łowców androidów, zaś w jego kodzie zapisane jest rozwiązanie największego sekretu w dziejach – powodów, przez które maszyny zbuntowały się przeciwko ludziom.

Tyle wystarczyło bym oszalał. Naprawdę. Ogromnym fanem tej serii stałem się jeszcze przed jej publikacją i byłbym niesamowicie zawiedziony, gdyby ”Descender” się twórcom nie udał. Dziś, po lekturze sześciu zeszytów mogę powiedzieć krótko – odstawcie swoje Batmany, Avengersów i innych Lobo, a następnie kupcie sobie ten właśnie komiks, bo po prostu warto. No dobra, ale tak właściwie to dlaczego?

Bardzo często i nieprzypadkowo zresztą, fabułę ”Descender” porównuje się do innego komiksu Lemire’a, a konkretnie ”Sweet Tooth” ze stajni DC Vertigo. W obu przypadkach głównym bohaterem jest dziecko (no, TIM-21 to maszyna o mentalności dziecka), którego niewinność zostaje zderzona z realiami brutalnego świata, nadszarpniętego przez pewien ogromny kataklizm. Znając oba te komiksy trudno nie dostrzec, że faktycznie pod wieloma względami są one do siebie podobne. Nie ukrywam, że jestem dużym fanem ”Sweet Tooth” i trochę się początkowo obawiałem, że ”Descender” może stać się odgrzewanym kotletem. Tak się jednak nie stało i to z kilku powodów.

Przede wszystkim Lemire stworzył postać TIM-21 zupełnie inaczej, niż głównego bohatera przywoływanej już niejednokrotnie serii z DC Vertigo. Android jest pełen radości, optymizmu oraz dobrych chęci. W momencie gdy ”Sweet Tooth” bardzo rzadko wychodził poza ramy historii niebywale dołującej, przy ”Descender” czytelnik niejednokrotnie się uśmiechnie. Zawdzięczamy to głównie temu, że scenarzysta stara się prowadzić historię z punktu widzenia osoby młodej i mimo tajemniczej przeszłości, niewinnej. TIM-21 jest, paradoksalnie, postacią bardzo żywą i urzekającą właściwie od pierwszego swojego pojawienia się na kartach komiksu. Wspierany jest dodatkowo przez nie mniej barwną galerię postaci drugoplanowych, których interakcje od samego początku prezentują się wyśmienicie. Całość dopełnia bardzo przyjemnie zaprojektowany świat, którego w pierwszym tomie tak naprawdę zobaczymy dopiero wycinek. Tak naprawdę jednak za tym, że ”Descender” jestem gotów polecić absolutnie każdemu, najmocniej przemawia storytelling zastosowany prze Lemire’a. Scenarzysta umiejętnie wyważył klimat historii i dlatego przejścia pomiędzy bardziej zabawnymi scenami, a tymi, które mają być poważne jest płynny i właściwie niezauważalny. Tu od samego początku właściwie wszystko ze sobą współgra, nie czuć poważniejszych zgrzytów, zaś powoli lecz konsekwentnie rozwijana fabuła potrafi wkręcić w lekturę już od samego początku.

Lecz czym byłby ”Descender” bez rysunków Dustina Nguyena? Na pewno to nie byłby aż tak chwalony przeze mnie komiks. Fabularnie jest to bardzo solidna i z pewnością wyróżniająca się na tle wielu innych dostępnych na rynku, ale czy za 20-30 lat będziemy o niej pamiętać? Sądzę że tak, ale w równej mierze dzięki Jeffowi jak i Dustinowi. Nguyen wykorzystuje tutaj tak rzadko spotykaną obecnie technikę i każdą stronę komiksu maluje farbami akwarelowymi. Podobnie jak w przypadku ”Batman: Li’l Gotham” efekt jest zachwycający. ”Descender” wolny jest od krzykliwych, komputerowych kolorów i taniego efekciarstwa. Na każdym kadrze dostrzec możemy pojedyncze pociągnięcia pędzla i chociaż może się to komuś nie spodobać, to jednak naprawdę ciężko nie docenić kunsztu artysty.

W chwili obecnej nie jestem w stanie napisać Wam jak będzie wyglądać wydanie zbiorcze. Sądząc po ilości stron, która pojawia się w zapowiedziach, dodatków nie będzie zbyt wiele. Przypuszczam, że znajdzie się tam tylko zaprezentowany w pierwszym zeszycie opis planet składających się na świat przedstawiony w ”Descender”. Cena tomiku to oczywiście dziesięć dolarów.

Omawiany dziś komiks nie stanie się być może klasykiem gatunku, ale z całą pewnością jest solidną, wciągającą i dobrze zrealizowaną pozycją, którą zdecydowanie warto mieć w swojej kolekcji. Pierwszy tom ”Descender” oceniam wysoko nie tylko ze względu na fabułę, ale także świetną warstwę graficzną. Trudno jest się tu do czegoś przyczepić, ale jak już wspomniałem, jestem dużym fanem obu twórców komiksu. Dlatego też przesiejcie tę opinię przez pryzmat mojego bycia fanem i sprawdźcie te pozycję sami. Moja ocena to 5/6

Descender vol. 1: Tin Stars” do kupienia w ATOM Comics

1 komentarz:

  1. Kapitalna pozycja i z każdym kolejnym numerem coraz mocniej wciąga.

    OdpowiedzUsuń