sobota, 26 grudnia 2015

Low vol. 2: Before the Dawn Burns Us (Rick Remender/Greg Tocchini)

Na dobry początek przypomnę Wam o czymś teoretycznie oczywistym. Czytajcie przynajmniej częściowo zapowiedzi kupowanych komiksów. Dlaczego piszę o tym akurat teraz? Otóż pierwszy tom ”Low” kosztował promocyjne dziesięć dolarów i spodobał mi się na tyle, że gdy tylko pojawiła się zapowiedź drugiego, bez namysłu go sobie zamówiłem. Nie zwróciłem niestety uwagi na jeden mały szkopuł.

Otóż dzisiaj oceniana pozycja zawiera cztery zeszyty i kosztuje dolarów piętnaście. Jest to zatem jeden z tych smutnych, nielicznych przypadków, gdy kupienie zeszytów osobno oznaczałoby mniejszy wydatek, niż zainwestowanie w wydanie zbiorcze. Jak prawidłowo podejść do tego typu sytuacji pokazali niedawno Jason Aaron oraz Jason Latour, którzy identyczny objętościowo drugi tom ”Southern Bastards” wycenili na trzynaście dolarów, by potem jeszcze obniżyć tę kwotę do dziesięciu. Trochę wstyd, że Remender nie poszedł tą drogą. W efekcie, już zaczynając lekturę tego komiksu, byłem nastawiony trochę negatywnie, ze względu na towarzyszące mi uczucie lekkiego przepłacenia.

Pierwszy tom ”Low” oceniłem stosunkowo wysoko, lecz przede wszystkim z powodu rysunków jednego z moich ulubionych rysowników, nie zaś dzięki wysiłkom scenarzysty. I w przypadku dzisiaj ocenianego komiksu mógłbym napisać dokładnie to samo. Rick Remender nadal nie sprawił, bym przewracał strony tego komiksu z jakimś ogromnym zainteresowaniem. Właściwie to odniosłem wrażenie, że cały ten skrócony nieco tom stanowi tak naprawdę rozstawienie pionków przed konkretnymi wydarzeniami, które będą mieć miejsce w tomie trzecim. ”Before the Dawn Burns Us” składa się z dwóch prowadzonych wymiennie wątków. Pierwszy i trzeci rozdział skupia się na zaginionej córce Stel Taine, którą ostatnio widzieliśmy w premierowym zeszycie ”Low” i przedstawia wspominane już w komiksie Second City. Ciężko jest mi napisać cokolwiek pozytywnego o tym wątku, ponieważ praktycznie od początku do końca prowadzony jest w sposób przewidywalny, mało zaskakujący oraz, pomimo naprawdę świetnego klimatu tajemniczego miasta, oklepany. Niejednokrotnie widzieliśmy już podobny motyw, a w pewnym sensie Rick Remender powtarza nawet to, co widzieliśmy w ”Delirium of Hope”. Ot, po raz kolejny widzimy dobrą osobę po praniu mózgu, w działania której co prawda zaczynają wkradać się kiełkujące wątpliwości, lecz na chwilę obecną nadal wierna jest reżimowi w którym dorastała. Trudno nie spodziewać się tego, że to właśnie Della Taine w przyszłości będzie stanowić główny problem swojej matki i w żaden sposób nie potrafię emocjonalnie zaangażować się w ten wątek. Zwłaszcza, że Rick Remender włożył sporo wysiłku, i moim zdaniem udało mu się to doskonale, byśmy postaci tej za żadne skarby nie polubili.

Główny wątek całości ”Low” także niestety osiadł na mieliźnie, co tylko dodatkowo smuci. Drugi oraz ostatni rozdział dzisiaj ocenianego tomu skupia się już na samej Stel Taine i tak naprawdę ograniczają się one do tego, że jesteśmy świadkami odzyskiwania przez kobietę utraconej nadziei, która tak napędzała ją od początku trwania jej misji. Tu również brak jakichkolwiek zaskoczeń. Oba zeszyty prowadzą przez nieuniknione i kończą się w totalnie spodziewanym momencie. Odrobinę irytujący jest fakt, że pomimo wydarzeń z poprzedniego tomu, główna bohaterka nadal jest zaskakująco naiwna, co prowadzi do najbardziej niezrozumiałych wydarzeń w tomie. Pamiętajcie drodzy czytelnicy: jeśli coś chce wypić Waszą krew, to raczej nie ma dobrych zamiarów.

Właściwie jedyne, co w moich oczach ratuje drugi tom ”Low”, to nic innego jak warstwa graficzna. Greg Tocchini ponownie stanął na wysokości zadania i zaprezentował nam pełnię swoich niebagatelnych umiejętności. Praktycznie każda kolejna strona to uczta dla oczu i gdyby chociaż jeden rozdział tej serii znalazłby się w cyklu ”Artist’s Proof”, nie wahałbym się nawet przez moment. Rysownik świetnie operuje kreską: tam gdzie trzeba, umieszcza grube, wyraźne linie, by po chwili ilustracje zdominowały cienkie i idealnie pasujące do danej sceny pociągnięcia. Tocchini odpowiedzialny jest także za kolory w pierwszym rozdziale opisywanego dziś tomu, zaś w kolejnych wyręcza go Dave McCaig. Wymiana ta jest odczuwalna i widoczna już na pierwszy rzut oka, lecz nie uważam jej za zmianę na lepsze lub gorsze. McCaig operuje nieco żywszymi i bardziej jaskrawymi kolorami, jednakże doskonale pasującymi do kreski Tocchiniego. Jeśli chodzi o warstwę graficzną, nie tylko absolutnie nie mam się do czego przyczepić, to jeszcze dość znacząco wpłyną one na końcową ocenę.

Nawiązując jeszcze do początku tego tekstu, szukałem brakującego dolara w dodatkach. Gdyby było ich dość dużo, zapewne nie narzekałbym tyle. No ale niestety, w opisywanym dzisiaj tomie otrzymaliśmy ich raptem siedem stron. Jedna z nich to okładka wariantowa autorstwa Rafaela Albuquerque (a gdzie reszta?), zaś sześć kolejny stanowią szkice oraz próby z doborem odpowiednich kolorów autorstwa Tocchiniego. Oczywiście wszystko to jest równie dobre jak cała reszta jest prac. Niemniej to nadal raptem kilka stron (w pierwszym tomie było nawet więcej dodatków), które nie tłumaczą ceny całości.

Drugi tom ”Low” rozczarował pod wieloma względami. Nie licząc rysunków Tocchiniego, do wszystkiego mam jakieś zastrzeżenia. Historia nie porwała, pełna była uproszczeń i schematów. Dodatkowo, scenarzysta doprowadził do sytuacji, w której praktycznie totalnie nie interesuje mnie to, co stanie się dalej z głównymi bohaterami i bardzo poważnie zastanowię się nad tym, czy sięgnę po kolejny tom. Stąd też taka, a nie inna ocena: 3-/6

"Low vol. 2: Before the Dawn Burns Us" do kupienia w ATOM Comics

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz