niedziela, 11 grudnia 2016

Żywe Trupy #24: Życie i śmierć (Robert Kirkman/Charlie Adlard)

Nieco ponad rok. Tyle właśnie przyszło nam czekać na zakończenie problemów na linii wydawnictwo Taurus Media-studio Skybound, przez które dwudziesty czwarty tom ”Żywych Trupów” nie mógł ukazać się w naszym kraju. Ale w końcu jest i przynosi znaczne rozwinięcie wątku tajemniczych Szeptaczy. To także pierwsza odsłona tej serii, której wcześniej nie wyspoilerowałem sobie lekturą wydań zeszytowych i… zapraszam do rozwinięcia posta.

Rok czasu przerwy to sporo, dlatego zanim zasiadłem do lektury najnowszej odsłony tego cyklu, postanowiłem przy okazji odświeżyć sobie tomy 22-23 i raz jeszcze przekonać się na własne oczy, że Robert Kirkman cały czas potrafi zaskoczyć i na nowo rozpalić wyobraźnię odbiorcy tej trupiej telenoweli. Twórca ten ma też niezwykły dar tworzenia interesujących złoczyńców i tajemniczy Szeptacie również zapowiadają się intrygująco. ”Życie i śmierć” dostarcza nam całą masę nowych informacji na ich temat, ale po kolei. Gdy do obsady komiksu powraca Michonne, osada kierowana przez Ricka przygotowuje się do festynu, który ma dać ludziom pozory normalnego życia. Grimes dowiaduje się jednak od Maggie, że Carl podążył za Lydią i zniknął na terytorium Alfy. Zdesperowany podąża za synem nie spodziewając się, z jak niebezpiecznym przeciwnikiem przyjdzie mu się zmierzyć. Tymczasem ktoś nie domyka klatki, w której przetrzymywany jest Negan.

Jak zapewne wszyscy doskonale pamiętacie, kolejne odsłony ”Żywych Trupów” odznaczają się mocną sinusoidą – jedne tomy obfitują w akcję i nieoczekiwane zwroty akcji, inne zaś ciągną się niebywale, delikatnie tylko popychając akcję do przodu. Omawianemu dzisiaj komiksowi znacznie bliżej do tego drugiego grona, chociaż skłamałbym pisząc, że ”Życie i śmierć” nie oferuje czytelnikowi niczego ciekawego. Tom ten przede wszystkim stawia czytelnikowi całą masę pytań i tak naprawdę trudno wskazać te, które wydają się być najbardziej intrygujące.

Najwięcej miejsca poświęcono oczywiście Szeptaczom. Otrzymujemy mały wgląd w ich społeczność, poznajemy więcej szczegółów na temat ich zwyczajów, lecz nadal nie mamy pojęcia co właściwie planuje zrobić ta grupa. Przez większą część tomu nie czuć, by dążyli oni do bezpośredniego starcia, a potem następuje kolejna w historii tego cyklu scena, która z pewnością zostanie zapamiętana na bardzo długi okres czasu. Kolejny raz Robertowi Kirkmanowi udało się tak poprowadzić fabułę, by kulminacyjna scena okazała się być dla mnie totalnym zaskoczeniem, pomimo dyskretnych wskazówek, które pojawiały się na poszczególnych stronach tomu. To kolejny z tych momentów, które zmuszają odbiorcę do długiego zastanawiania się nad tym, co w przyszłości zrobią poszczególni bohaterowie. Uwielbiam momenty, w których tytuł ten potrafi dostarczyć mi takiego ładunku emocjonalnego i uważam, że jest to wielkie osiągnięcie, że po dwudziestu czterech tomach twórca scenariusza wciąż to potrafi zrobić.

To jednak nie wszystkie pytania, jakie zostają zaznaczone w omawianym dziś komiksie. Równie intrygująca jest postawa Negana, która jest… dość nieoczekiwana. Co prawda o postaci tej zdecydowanie nie można powiedzieć, że da się przewidzieć jej kolejne ruchy, lecz tym razem jego nieoczekiwane decyzje zastanawiają nawet mocniej. No a przecież to nie wszystko – ”Życie i śmierć” mocno wpływa na takie postacie jak Carl, Maggie, Gregory, Michonne i Ezekiel czy Rosita oraz Eugene. Pod płaszczykiem pozornego spokoju, w tomie tym dzieje się naprawdę dużo. Jedynie do pewnego momentu, nie jest to ubrane w wybuchowe i dodatkowo zajmujące opakowanie. Słowem – Robert Kirkman w swoim żywiole.

Warstwa graficzna także na plus. ”Życie i śmierć” to pierwszy tom cyklu, w którym faktycznie mocno widać wpływ Stefano Gaudiano na rysunki Charliego Adlarda. Poszczególne odcienie szarości są nieco bardziej stonowane, ilustracje nieco wyraźniejsze i zdecydowanie bardziej konsekwentne. Nieco zluzowany Adlard na przykład nie zmienia fryzur bohaterom z kadru na kadr, co było jednym z jego popisowych numerów i chociaż jest to oczywiście drobnostka, to jednak ucieszyło mnie naprawienie tego problemu. W komiksie jest też jakby nieco więcej niż zazwyczaj podwójnych stron i za każdą z nich należy pochwalić twórców warstwy graficznej.

Niestety do polskiej wersji komiksu wkradł się pewien błąd. Zarówno mój egzemplarz, jak i ten zamówiony przez znajomego, zawiera trzy źle wydrukowane strony. Są one delikatnie przesunięte w dół oraz w lewo i na jednej z nich zaowocowało to obcięciem części tekstów z dymków. Na szczęście wydawca został poinformowany o tej usterce i planuje coś z tym zrobić. Oprócz tego otrzymujemy dokładnie to samo co w przypadku poprzednich tomów. Także cena została utrzymana i nadal wynosi okładkowo 43zł.

Cieszy fakt powrotu ”Żywych Trupów” do oferty wydawnictwa Taurus. Tym bardziej, że tom zatytułowany ”Życie i śmierć” okazał się być bardzo przyjemną, chociaż z pewnością nie do końca przęłomową lekturą, która ponownie rozpala wyobraźnię i sprawia, że czytelnik chciałby otrzymać kolejną odsłonę. Ta, na szczęście, pojawi się już pod koniec stycznia. Dwudziesty czwarty tom cyklu oceniam na solidne 4/6 

Dziękuję wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
"Żywe Trupy #24: Życie i śmierć" do kupienia w sklepie Centrum Komiksu oraz ATOM Comics.

1 komentarz:

  1. Och nie, strony 48, 90 i 91, u mnie to samo. Smuteczek.

    OdpowiedzUsuń