Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marc silvestri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marc silvestri. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lipca 2021

Ogłoszono twórców nowej serii "The Darkness"

O tym, że powstanie w końcu nowa seria "The Darkness", studio Top Cow przebąkiwało już od jakiegoś czasu. Teraz wiadomo już kto zajmie się tworzeniem nowych przygód Jackiego Estacado.

Jak zostało ogłoszone, za nową serię "The Darkness" odpowiedzialny będzie sam Marc Silvestrii w roli scenarzysty, zaś rysunkami zajmie się Christopher Mitten. Nowa serial ma wystartować w styczniu przyszłego roku i uczcić dwudziestopięciolecie stworzenia postaci. Swoisty wstęp do nowego cyklu ma stanowić zeszyt "The Darkness #1/2", który jednak dostępny będzie wyłącznie jako nagroda dla wspierających zbiórkę na drugi tom "The Complete The Darkness" na Kickstarterze (czyli o TUTAJ). Zeszyt ten zostanie wydrukowany w nakładzie wynoszącym dokładną ilość osób, które wybiorą dany próg, zaś Top Cow nie zamierza dystrybuować go w żaden inny sposób, włącznie z cyfrówkami.

Osobiście jednak powstrzymałbym optymizm związany ze styczniową datą premiery wspomnianego komiksu. W grudniu ubiegłego roku bowiem ogłoszono, że w 2021 roku z nową serią powróci też Sarah Pezzini, za którą odpowiedzialne miały być Marguerite Bennett oraz Ariel Kristantina i jak dotąd ani widu, ani słychu, a znamy już zapowiedzi Image oraz Top Cow do września włącznie.

Źródło: 1

niedziela, 19 lipca 2020

The Complete Witchblade vol. 1 (David Wohl i Christina Z./Michael Turner)

Chyba każde z nas ma swoje komiksowe ”guilty pleasure”, a więc jakiś tytuł, który obiektywnie jest beznadziejny, ale nas z jakiegoś nie do końca zrozumiałego powodu cieszy. U mnie jest takich kilka, o czym zresztą niejednokrotnie pisałem na blogu w ramach rubryki ”Z archiwum Image”. Nigdy nie było mi szkoda pieniędzy (co prawda, najczęściej i tak niewielkich) na to, by zobaczyć co ten nasz mistrzunio Rob Liefeld potrafił nawymyślać w latach dziewięćdziesiątych. Chyba też ze dwa razy już brałem ”rozwód” z serią ”Savage Dragon”, a teraz znowu rozważam powrót do czytania przy okazji jubileuszowego numeru. Nie pamiętam czy był to rok 2000 czy 2001, Internet podpowiada, że ten drugi, lecz właśnie wtedy upadający TM-Semic, wówczas już pod nazwą Fun Media, zaprezentował czytelnikom komiks, w którym dwoje bohaterów z Image Comics tłuką się z Alienami i Predatorami. I chociaż wówczas powody były… mało godne naśladowania, to jednak od tego czasu ta cholerna Witchblade mi utkwiła w głowie na tyle mocno, by tom zbierający 25 zeszytów czystego paździerza kupić bez wahania.

wtorek, 7 lipca 2020

Z archiwum Image #78 - Weapon Zero

Studio Top Cow na początku swojego istnienia miało jeden projekt sztandarowy i było to oczywiście ”Cyber Force” Marca Silvestriego. Dopiero później do głosu doszły takie marki jak ”Witchblade” czy ”The Darkness”, z którymi studio to po dziś dzień jest zdecydowanie najmocniej kojarzone. Jasne, dorzućmy jeszcze do tego ówczesną inkarnację ”Tomb Raider”. Ale jednak oprócz tych czterech wymienionych serii, no i może jeszcze ”Rising Stars” Straczynskiego, Top Cow w szalonych latach dziewięćdziesiątych praktycznie nie wydało na świat niczego, co dałoby radę utrzymać się na rynku dłużej, niż przez kilka miesięcy. Takim swoistym, chlubnym wyjątkiem (i chyba jednym z raptem… dwóch) okazała się miniseria ”Weapon Zero”, która spodobała się czytelnikom na tyle mocno, że doczekała się liczącej piętnaście numerów kontynuacji. I właśnie o niej, chociaż pierwszy numer gdzieś mi się kurde zapodział, dzisiaj co nieco Wam napiszę.

czwartek, 19 grudnia 2019

"Stealth" powraca i ma szanse na ekranizację

W 2014 roku w ramach akcji "Pilot Season" w barwach Top Cow pojawił się one-shot autorstwa Roberta Kirkmana i Marca Silvestriego, zatytułowany "Stealth". Nie wygrał wówczas głosowania, ale okazuje się, że nie oznacza to końca życia tytułu. W marcu pojawi się komiksowy reboot tego tytułu, zaś w tle pojawiła się szansa na ekranizację.
"Stealth" opowiada o bohaterze, który od lat działa na terenie miasta Detroit. Ostatnio jego działania są jednak wyraźnie bardziej brutalne oraz nierozważne i tylko lokalny reporter Tony Barber wie dlaczego tak się dzieje. Za maską skrywa się bowiem człowiek, który musi mierzyć się nie tylko ze złoczyńcami, ale także chorobą Alzheimera, która dotknęła jego ojca.

Za nową wersję komiksu "Stealth" odpowiedzialni zostali Mike Costa jako scenarzysta oraz Nate Bellegarde w roli rysownika. Komiks pojawi się na sklepowych półkach w marcu i nie jest to pierwszy tytuł Kirkmana, który zostaje w ten sposób odświeżony. Jakiś czas temu bowiem przywrócono do życia "Hardcore", który jako one-shot w Top Cow pojawił się w 2012 roku.

Fabuła komiksu ma posłużyć także za materiał filmowej adaptacji. Studio Skybound poinformowało, że zatrudniło do tego celu Lee Danielsa ("Kamerdyner"), zaś za scenariusz odpowiedzialni zostali Mark Fergus oraz Hawk Ostby ("Iron Man"). Produkcją zajmie się studio Universal Pictures. Naturalnie żadna przybliżona data premiery nie została podana.

Źródło: 1

wtorek, 20 marca 2018

Kirkman odkopuje swój komiks sprzed ośmiu lat

W 2010 roku odbyła się kolejna edycja akcji Top Cow, zatytułowanej Pilot Season - prezentowano wówczas kilka one-shotów z nowymi historiami, zaś czytelnicy głosowali który z nich ma się doczekać kontynuacji. Akcja z różnych powodów nie była wielkim sukcesem, ale ja dziś nie o tym. Otóż Robert Kirkman ogłosił, że jego one-shot "Stellar", który przepadł w głosowaniu w 2010 roku, doczeka się kontynuacji z nowymi autorami.
"Stellar" opowiada o młodej kobiecie, która jako dziecko została uprowadzona przez przedstawicieli obcej rasy i przemieniona w obdarzoną boskimi mocami istotę. Walczyła w wielkiej wojnie o przetrwanie wszechświata i chociaż jej misja zakończyła się sukcesem, to jednak ona i jej towarzysze zapłacili ogromną cenę. Dziś podróżuje ona jako łowca nagród w poszukiwaniu odkupienia. Niestety, jej byli partnerzy nadal o niej pamiętają i są wyjątkowo niebezpieczni.

Oryginalny one-shot wyszedł spod ręki Kirkmana, Marca Silvestriego i Bernarda Changa. Debiutującą w czerwcu serią zajmą się z kolei Joe Keatinge oraz Bret Blevins, oczywiście na podstawie pomysłu oryginalnych twórców. Tytuł ukazywać ma się z logiem studia Skybound na okładce.

Źródło: CBR

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Z archiwum Image #42

Niejednokrotnie powtarzałem przy różnych okazjach na blogu, że na początku istnienia wydawnictwa Image, praktycznie każdy kolejny komiks pojawiający się na sklepowych półkach z miejsca stawał się bestsellerem. Taka sytuacja doprowadzała do tego, że twórcy-założyciele, a przynajmniej ich część, szybko nabierała przekonania, że jest w stanie sprzedać każdy crap z ich nazwiskiem na okładce. Efektem była zafundowana przez WildStorm, Extreme Studios oraz Top Cow istna powódź tytułów, które negatywnie wyróżniały się nawet na tle tych tytułów, których jakość można poddawać w ogromną wątpliwość. Większość z nich szybko umierała, uderzając po kieszeni włodarzy wydawnictwa. Dzisiejsza odsłona ”Z archiwum Image” skupi się na tytule, którego pierwszy numer wpadł w moje ręce niedawno (dzięki, Joachim!), a jego lektura sprawiła, że śmiałem się do rozpuku z powodu nagromadzonych tu idiotyzmów. Panie i panowie, przed Wami kilka zdań na temat <jak sądzę> miniserii ”21” Marca Silvestriego i żywej legendy komiksowego rynku – Lena Weina.

sobota, 21 listopada 2015

Twórcy postaci Witchblade o powstawaniu serii

W najbliższą środę studio Top Cow opublikuje ostatni już numer serii "Witchblade". Co prawda tytuł ten zadebiutował w trzecim roku istnienia wydawnictwa Image, do dziś jest uważany - razem ze "Spawnem" oraz "Savage Dragonem" - za ostatnich przedstawicieli pierwszej fali tytułów od tego wydawnictwa. Z racji tego, że seria dobiegnie końca, twórcy postaci Sary Pezzini postanowili opowiedzieć o niej nieco serwisowi Newsarama.
Twórcy zaznaczają, że od samego początku chcieli stworzyć serię utrzymaną w stylu popularnych wówczas cykli "Lady Death" czy "Shi". Oznaczało to kobietę w roli głównej oraz sporą dawkę mistycyzmu w fabule. Długo szukali inspiracji, ponieważ chcieli, by "Witchblade" zdecydowanie odróżniało się od dziesiątek pozycji Marvela czy DC. Jest jednak coś, co zaczerpnięto chociażby ze Spider-Mana. Otóż Silvestri chciał, by w serii było dużo wątków obyczajowych. Mieliśmy więc nie tylko śledzić walkę głównej bohaterki ze złem, lecz także jej zmagania z codziennymi problemami.

Jak się okazuje, nazwa "Witchblade" bardzo nie podobała się Silvestriemu, lecz został do niej przekonany przez Haberlina. Okazało się, że ten drugi miał rację i tytuł przyjął się znakomicie.

Ron Marz z kolei przyznał, że przyszedł do Top Cow pisać przygody Sary Pezzini, ponieważ uważał iż to właśnie ta bohaterka niknie nieco przy popularności "The Darkness", a w jego ocenie jest znacznie ciekawsza. Wiedział, że zaproponowane przez niego zmiany są ryzykowne - tu może wspomnę, że to Marz był orędownikiem "ubrania" Witchblade w coś, co zakrywa niemal całe ciało - ale czuł ogromną satysfakcję, gdy okazało się że jego historie zbierają bardzo wysokie oceny.

Na koniec jeszcze jednak postanowię odnieść się do tego, czego w danym wywiadzie niestety nie ma. Otóż Marc Silvestrii oraz Brian Haberlin rozwodzą się nad powodami sukcesu stworzonej przez nich postaci, niestety niemal kompletnie ignorując wkład ludzi, bez których "Witchblade" prawdopodobnie nigdy nie osiągnęłaby tak dużego sukcesu - nieżyjącego już Michaela Turnera (ledwo w wywiadzie wspomniany) oraz Davida Wohla (niewymienionego zupełnie). Nie jest to może aż tak szokujące, wszak obaj ci panowie odeszli z Top Cow wraz ze swoimi postaciami i założyli wydawnictwo Aspen MLT, lecz mimo to ignorancja Silvestriego i Haberlina powoduje niesmak.

Źródło: Newsarama

wtorek, 15 września 2015

Co kombinuje Marc Silvestri?

Pamiętacie jak parę razy napisałem już że Marc Silvestri tak mocno wycofał się z Top Cow, że wydaję się iż rządzi i dzieli tam Matt Hawkins? Od jakiegoś czasu zastanawiałem się dlaczego tak jest. Otóż okazuje się, że jeden z założycieli wydawnictwa Image pracuje nad pewnym tajemniczym projektem. Artysta co jakiś czas na Facebooku publikuje strony, zaś jego fani zastanawiają się nad tym, co to może być? Kilka plansz w rozwinięciu.

piątek, 4 września 2015

"Cyber Force" zmierza na daleki wschód

Pierwszy raz od naprawdę dłuższego czasu to Marc Silvestrii, a nie Matt Hawkins, ogłosił coś ważnego dla studia Top Cow. Otóż studio to podpisało umowę z serwisem Line Webtoon, dzięki której w jego ofercie znajdą się dwa wydania zbiorcze najnowszej serii "Cyber Force".
Na pierwszy rzut oka ruch ten wydaje się być mało spektakularny, ponieważ Line Webtoon działa na terenie USA dopiero od kilku miesięcy i jak dotąd nie cieszy się wielkim zainteresowaniem. Sensowność tego ruchu widać dopiero przy spojrzeniu bardziej globalnym. Otóż wspomniane "Cyber Force" dostępne będzie także dla odbiorców z Azji, a tych Line Webtoon szacuje na 6,2 miliona dziennie.

Przy okazji Silvestrii ujawnił plany wobec kontynuacji komiksu, ponieważ stwierdził, że kolejne jego numeru będą przygotowywane z myślą o natychmiastowym umieszczeniu ich w zasobach serwisu.

Jeśli nie wiecie czym jest Line Webtoon, koniecznie kliknijcie TUTAJ

Źródło: Comic Alliance

piątek, 17 lipca 2015

Z archiwum Image #17

Ostatnio na blogu pojawiało się dość sporo materiału na temat studia Top Cow. Generalnie strasznie psioczyłem na dziecko Marca Silvestriego za to, że obecna władza pod postacią Matta Hawkinsa doprowadziła do upadku to, co kiedyś całkiem sprawnie funkcjonowało pod postacią uniwersum Top Cow. W dzisiejszej odsłonie ”Z archiwum Image” chciałbym poświęcić kilka słów zeszytowi, od którego studio to rozpoczęło publikację komiksów. Jak widzicie powyżej, mam na myśli pierwszą odsłonę cyklu ”Cyber Force” autorstwa nie jednego, ale aż dwóch panów o nazwisku Silvestri.

środa, 2 kwietnia 2014

Marc Silvestri krótko o sobie i najnowszym projekcie

Ostatnimi czasy studio Top Cow postanowiło się nieco obudzić z letargu. Najwyraźniej ktoś wreszcie zauważył, że obecnie publikowane serie zostają kasowane, a nowe nie odnoszą spodziewanego sukcesu. Szansę na wstanie z kolan Marc Silvestrii upatruje w "Tales of Honor", o którym już dwukrotnie wspominałem na tym blogu, a także w drugim tytule - "Rise of the Magi". Z okazji zbliżającej się premiery tego drugiego, założyciel studia Top Cow udzielił krótkiego wywiadu serwisowi CBR.
Na początek ciekawostka - Silvestrii był ministrantem. Pochodził z mocno wierzącej rodziny i uczęszczał nawet do katolickiej szkoły. Już tam uwielbiał sporo rysować, co tak naprawdę przysparzało mu sporo kłopotów. Artysta nie jest w stanie stwierdzić ile razy jego rodzice byli z tego powodu wzywani do szkoły. Tam też jednak jego talent eksplodował. Gdy w trzeciej klasie (jakkolwiek liczy się to w amerykańskim systemie oświatowym) narysował bukiet kwiatów i... został posądzony o to, że samodzielnie tego rysunku nie wykonał.

Silvestri wspomina swoją pierwszą pracę dla DC Comics. Krótko po podpisaniu kontraktu otrzymał juz skrypt do narysowania. Problem polegał na tym, że artysta wówczas nie wiedział jeszcze ani na jakim papierze na wykonywać plansze, ani także jak dostarczyć je do wydawnictwa. Było to problematyczne, ponieważ edytor tytułu nad którym pracował nie chciał mu pomagać.

To co wyróżnia Marca Silvestriego od innych twórców to... ilość marnowanego papieru. Artysta "wini" za to Chrisa Claremonta, który uczył go pisać scenariusze do komiksów. Dziś wygląda to tak, że gdyby postawić skrypt Silvestriego do pierwszego numeru "Rise of the Magi" obok scenariusza Matta Hawkinsa do "Aphrodite IX", to plik papieru zapisany przez twórcę studia Top Cow jest dwa razy grubszy, a z obu powstanie liczący 22 strony komiks.

Twórca opisuje "Rise of the Magi" jako połączenie "Harry'ego Pottera" z "Siedmioma Samurajami", chociaż uważne oko wyłapie także odniesienia do wielu innych znanych utworów. Tytuł ten nie jest częścią uniwersum Top Cow, a opowiadać ma o Asie - chłopaku specjalizującym się w magicznych sztuczkach. Marzy on o tym, aby któregoś dnia wyruszyć na wielką przygodę i nie spodziewa się tego, że gdy się to stanie, bardzo mocno pożałuje on spełnienia tego pragnienia.

"Rise of the Magi" zadebiutuje 21 maja.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Historia Image Comics część piąta: Top Cow Productions



Kolejny rozdział historii wydawnictwa Image rozpocznę od przytoczenia anegdoty. Jako że dziś skupię się na studiu Top Cow Productions, trzeba odwołać się do żelaznej logiki. Jak już wspomniałem przy okazji poprzednich odsłon, ta część wydawnictwa Image została założona w 1992 roku przez Marca Silvestriego. Od razu też napiszę, że w tym samym roku ukazało się „Cyber Force v1 #1”, które dało prawdziwy początek studiu Top Cow. Tyle tylko, że zeszyt ten został wydany przez... studio WildStorm.
Zastanawiacie się pewnie dlaczego tak się stało, prawda? Powód jest bardzo prozaiczny. Spośród wszystkich ojców-założycieli wydawnictwa Image, to właśnie Marc Silvestri był tym, który nie miał zielonego pojęcia o biznesie. Rysownik cieszył się opinią niezwykle pomysłowego i utalentowanego twórcy, co jednak nie zmieniało nic w kwestii tego, że wypełnianie faktur i innych dokumentów zdecydowanie go przerastało. Silvestri koniecznie chciał posiadać własny zakątek w wydawnictwie Image, dlatego na początek połączył siły ze swoim dobrym przyjacielem Jimem Lee i u jego boku uczył się podstaw prowadzenia własnego biznesu. Najwyraźniej poszło mu to całkiem nieźle, ponieważ Top Cow Productions istnieje do dziś, a więc liczy sobie już dwadzieścia jeden wiosen. Powiązania z WildStormem Jima Lee widać było dość wyraźnie już na samym początku istnienia studia Silvestriego. Chociaż dotknęła go także inna przypadłość typowa raczej dla jego kolegi po fachu.

Naturalnie chodzi o opóźnienia. Pierwsza seria, albo raczej miniseria, „Cyber Force” liczyła zaledwie cztery numery, a mimo to Silvestri opublikował je w 10 miesięcy. Dokładnie ten sam problem dotyczył początkowych zeszytów „WildC.A.T.S. v1” z rysunkami Jima Lee, więc naturalnym wręcz pomysłem okazało się... zrobienie crossoveru z udziałem tych dwóch serii. Historia nosi nazwę „Killer Instinct” i zawiera się w sześciu zeszytach, które powinny zostać opublikowane w ciągu trzech miesięcy. Silvestri nie wyrabia się w terminach i ostatecznie pomiędzy początkiem a końcem crossovera upływa tych miesięcy pięć. Zapamiętajcie więc aż do grobowej deski – to że klasyczne Image cierpiało na ogromne opóźnienia wydawnicze, to choroba zapoczątkowana przez Jima Lee oraz Marca Silvestriego, która następnie przelała się na znaczną część reszty twórców pracujących w tymże wydawnictwie.

Wróćmy jednak do Top Cow Productions. Gdy Silvestri nauczył się już podstaw biznesu, studio ruszyło z kopyta. Silvestri nigdy jednak nie planował budowy szerokiej oferty komiksowej i dlatego ograniczyła się ona do wspomnianego już kilka razy „Cyber Force v2”, premierowego „Codename: Strykeforce” oraz okazyjnych spin-offów tego drugiego. W zasadzie jedynie dwóch, jeśli mam być dokładny. Komiksy z Top Cow nie podbijały list sprzedaży, a z czasem czytelnikom zaczęły przeszkadzać nie tylko notoryczne opóźnienia, ale także niski poziom fabularny. Ostatecznie Silvestri odpuszcza rysowanie swojego pierwszego dzieła, kasuje na czternastym numerze „Codename: Strykeforce” i rozpoczyna prace nad tchnięciem drugiego życia we własne studio. Szansę na to upatruje w zatrudnieniu młodych, zdolnych twórców. Byli to David Finch, Joe Benitez oraz Michael Turner. Pierwszy z nich przejął obowiązki rysownika w „Cyber Force v2”, dwaj kolejni rozpoczęli prace nad seriami, dzięki którym Top Cow istnieje do dziś. Znacie je doskonale, ponieważ są to „Witchblade” oraz „The Darkness”.
Sara Pezzini debiutuje na kartach komiksów w 1995 roku. Prowokacyjny wygląd bohaterki, połączony z pracami niesamowicie utalentowanego Michaela Turnera i nienajgorszą fabułę Marca Silvestriego daje studiu pierwszy komiks, który rozchodzi się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy i wspina się na sam szczyt comiesięcznych list sprzedaży. Rok później, w dziesiątym numerze „Witchblade”, swój debiut zalicza Jackie Estakado. Już po kilku miesiącach i on otrzymuje swój tytuł, który także okazuje się najchętniej kupowanym komiksem miesiąca. Image Comics ma kolejne hity? Nie. Wszystko dzięki Robowi Liefeldowi.

Jak już wiecie z poprzednich odsłon Historii Image Comics, jegomość ten nie tylko był założycielem studia Extreme, niezależnego wydawnictwa Maximum Press, ale także redaktorem naczelnym całości Image Comics. Zachwycony talentem Michaela Turnera, Liefeld postanowił podebrać go z Top Cow i zaczął namawiać do zerwania umowy z Silvestrim. Rysownik nie tylko się nie zgodził, ale także poinformował swojego szefa o nieuczciwych praktykach ze strony twórcy „Youngblood”. Ten wściekł się tak bardzo, że w 1996 roku postanowił odłączyć studio Top Cow, wraz z dwoma najbardziej dochodowymi wówczas tytułami Image, ze struktur wydawnictwa. Rozbrat ten trwał jedynie kilka miesięcy, ponieważ ostatecznie to Liefeld zrezygnował z zajmowanej posady i odszedł, zabierając również wszystkich wymyślonych przez siebie bohaterów. Nikt szczególnie za nim nie płakał, ponieważ w zamian do Image wróciły te marki, które przynosiły znacznie większe zyski. Silvestri tak bardzo zadowolony był z lojalności Turnera, że pozwolił mu odejść z „Witchblade” i stworzyć autorski projekt. Tym okazał się kolejny hit wydawnictwa – rozpoczęty w 1998 roku „Fathom”, do którego w 2000 roku dołączyło jeszcze „Soulfire”. Komiksy te ukazywały się aż do 2002 roku, gdy Turner postanowił odejść z Top Cow i założyć własne wydawnictwo – Aspen MLT.
Rok 1997 przynosi kolejną zaskakującą decyzję Silvestriego. Wtedy właśnie studio Top Cow nabywa prawa do komiksowej adaptacji gry „Tomb Raider”, tym samym jako pierwsze w historii Image zaczynając publikować tytuł nie będący autorskim pomysłem jednego z twórców. Co jeszcze ciekawsze, Lara Croft staje się częścią uniwersum studia i na porządku dziennym są jej spotkania z Witchblade, The Darkness, Magdaleną czy Aphrodite IX. Seria odnosi sukces, znów windując wyniki sprzedaży studia i dożywa aż 50 numerów. Ostatni numer ukazuje się w 2005 roku, a dwa lata później umowa pomiędzy Eidos i Top Cow wygasa. W 2014 roku Lara Croft powróci na karty komiksów, lecz tym razem już dzięki wydawnictwu Dark Horse.

„Fathom” nie jest jedynym autorskim hitem studia w 1998 roku. Swój własny imprint otrzymuje także Joe Michael Straczynski i zaczyna wydawać „Rising Stars”. O studiu Joe’s Comics powstanie jednak osobna notka.

Top Cow było także zdecydowanie najbardziej aktywnym studiem Image Comics na polu filmów i animacji. Niestety, nie mogę tu teraz o tym napisać, ponieważ na ten temat także powstanie osobny wpis.

Początek XXI wieku przyniósł duży kryzys dla studia założonego przez Marca Silvestriego. W 2001 roku Straczynski rozpoczął współpracę z Marvel Comics, jednocześnie stopniowo zamykał swoje projekty dla Joe’s Comics. W tym samym roku ze względu na słabą sprzedaż zamknięty zostaje pierwszy wolumin „The Darkness”. W 2002 roku Michael Turner odchodzi i zakłada własne wydawnictwo, pozbawiając Top Cow dwóch mocno dochodowych marek. Silvestri dowiaduje się także, że w 2005 roku końca dobiegnie „Tomb Raider”, a swoje ostatnie tchnienie wyda imprint Straczynskiego. Twórca stara się postawić wszystko na jedną kartę i próbuje odświeżyć uniwersum studia. To udaje się tylko częściowo, ponieważ nowa marka „Hunter-Killer” nie odnosi sukcesu i szybko zostaje skasowana. Ten sam los czeka drugi wolumin „The Darkness”. Na szczęście jedna decyzja okazuje się być bardzo trafna.
Jest nią zatrudnienie w 2004 roku Rona Marza, który przejmuje pisanie scenariuszy serii „Witchblade”. Twórca ten nie tylko odrestaurował zakurzoną już nieco bohaterkę, ale także w ciągu kolejnych lat rozbudował uniwersum Top Cow o kolejne pozycje (zalążek fabuły trzeciej serii „The Darkness”, drugi wolumin „Magdaleny”, cykl „Artifacts”, miniserie „Angelus”, „First Born” oraz „Broken Trinity”) i śmiem zaryzykować stwierdzenie, że tym samym ocalił je od solidnego restartu lub wręcz całkowitego zamknięcia. Marz do dziś decyduje o tym, co dzieje się w głównym uniwersum Top Cow i robi to tak mocno, że niezbyt pasujące do mistycznego wyglądu świata marki „Cyber Force” oraz „Aphrodite IX” przeniesie zostały do alternatywnych przyszłości.

Rok 2006 przynosi umowę studia Top Cow z Marvel Comics, które polega na okresowej wymianie pracujących dla obu edytorów twórców. Okres ten przypada na lata 2007-2008 i de facto kończy się tym, że kilku spośród rysowników pracujących dla studia tworzy raczej drugoligowe miniserie dla Domu Pomysłów. Wyjątkiem jest jedynie udział Silvestriego w głośnym crossoverze „X-Men: Messiah Complex”, którego narysował pierwszą część. Późniejsze prace założyciela Top Cow dla Marvela nie wynikały już z zawartego porozumienia.

Następnego roku Silvestri ogłasza, że jego studio jako pierwsze spośród oddziałów Image Comics zacznie publikować cyfrowe wersje swoich komiksów. Oprócz nowości, do dystrybucji trafiają wkrótce całe serie „Tomb Raider”, „The Darkness v1” oraz pierwszych 50 numerów „Witchblade”. Także w 2007 rusza inicjatywa Pilot Season. Założenia są ambitne – każdego roku Top Cow publikuje pięć one-shotów. Ten z nich, który wygra w późniejszym głosowaniu czytelników, zostaje przekształcony w miniserię. Rzeczywistość jest jednak brutalna, ponieważ czytelnicy muszą czekać na publikacje tych tytułów po dwa-trzy lata. W chwili gdy piszę te słowa jest końcówka 2013 roku, a na wydanie wciąż czeka zwycięzca sprzed trzech lat.
W 2011 roku pojawia się zaniepokojenie coraz niższymi wynikami sprzedaży topowych. Silvestri i Marz decydują się wówczas na restart uniwersum. Nie przynosi to spodziewanych efektów, ponieważ z czasem kolejna kasacja dotyka „The Darkness v3”. Także kompletny reboot marki „Cyber Force” nie można uznać za sukces. Pierwsze pięć numerów czytelnicy mogli otrzymać za darmo w sklepach komiksowych, lecz cykl nie tylko dotykały potężne opóźnienia, ale także przedstawiona historia nie należałą do zbyt ciekawych. Efekt? Szósty numer z żałośnie niskimi wynikami sprzedaży. Nic dobrego nie można także powiedzieć o współpracy z firmą Heroes and Villains Entertaiment, która dostarczyła studiu dwie miniserie o poziomie na wysokości wypracowań z wczesnego gimnazjum.

Obecnie zdaje się, że studio Top Cow musi poszukać kolejnych sposobów na przyciągnięcie nowych czytelników, ponieważ liczby są nieubłagane i jeśli w najbliższym czasie nic się nie zmieni, być może przyjdzie nam dowiedzieć się zamknięciu studia liczącego sobie już ponad 21 lat.

wtorek, 5 listopada 2013

Historia Image Comics część pierwsza


Na początku było... wydawnictwo Marvel Comics. Rzecz dzieje się w 1991 roku. Do biura Terry’ego Stewarda – ówczesnego prezydenta tego wydawnictwa, przychodzi grupka twórców niezadowolonych z tego, w jaki sposób są traktowani przez Dom Pomysłów. W większości rysownicy mają pretensje o to, że ich prace traktowane są jako taśmowy wyrób, nie mają żadnego wpływu na proces twórczy, a także nie posiadają praw autorskich na stworzone przez siebie postacie. Grupa domagała się zasadniczych zmian w funkcjonowaniu Marvela, lecz uzyskali odpowiedź odmowną. Na czele grupy stali Todd McFarlane oraz Rob Liefeld. Po tym jak odmówiono spełnienia ich żądań, ci dwaj panowie odeszli z Domu Pomysłów, zabierając ze sobą jeszcze Jima Lee, Erika Larsena, Marca Silvestriego, Jima Valentino, Whilce’a Portacio oraz Chrisa Claremonta. Na początku 1992 roku, ósemka „uciekinierów” ogłosiła stworzenie wydawnictwa Image Comics.

Już na samym początku ujawniono jasne zasady działania wydawnictwa. Przede wszystkim, Image nie miało najmniejszego zamiaru ingerować w prace poszczególnych twórców, ani także posiadać praw autorskich na którąkolwiek z wymyślonych przez nich postaci. Drugą zasadą był brak ingerencji wewnętrznych, co oznaczało np. że Jim Lee nie mógł mieć wpływu na to, co działo się na łamach serii tworzonej przez Jima Valentino i na odwrót. Jedyną „częścią” wydawnictwa będącą jego własnością okazało się znane już od dwudziestu lat logo, stworzone przez Hanka Kanalza.
Od początku głównym założeniem twórców Image Comics było stworzenie osobnego studia dla każdego z nich. Chris Claremont wycofał się z tej umowy i pozostał freelancerem, natomiast Whilce Portacio przeżywał zawirowania rodzinne i z braku dostatecznej ilości wolnego czasu także nie zdecydował się na stworzenie swojego studia. Tak więc w 1992 roku Image Comics podzieliło się na sześć części:

Extreme Studios – Założone przez Roba Liefelda. Tu publikowano takie tytuły jak „Youngblood”, „Prophet” czy „Supreme”.
Highbrow Entertainment – Którego twórcą był Erik Larsen, twórca „The Savage Dragon” oraz „Freak Force”.
Shadowline – Stworzone przez Jima Valentino. Na początku największym hitem studia była seria „Shadowhawk”.
Todd McFarlane Productions – Tu raczej nie trzeba pisać kto był założycielem, prawda? W tym studiu powstał „Spawn”.
Top Cow Productions – „Dziecko” Marca Silvestriego i dom takich serii jak „Witchblade” czy „The Darkness”
Wildstorm Productions – Gdzie swój dom znalazły wszystkie pomysły Jima Lee, na czele z „WildC.A.T.S.” oraz „StormWatch”.

Tu może wspomnę, że o każdym z wymienionych wyżej studiów, a także o tych które powstały w późniejszym okresie, napiszę osobną notkę. Niewykluczone że więcej niż jedną.

Wróćmy jednak do Image Comics. Na samym początku swojego funkcjonowania, nowy gracz na rynku podczepił się pod wydawnictwo Malibu Comics i korzystał z jego kanałów dystrybucji, marketingu oraz administracji. Trwało to jedynie do 1993, ponieważ Image stało się szybko poważnym graczem na rynku i mogło się już ostatecznie usamodzielnić. Jak do tego doszło? Niemal każdy z opublikowanych przez nowe wydawnictwo komiksów stawał się wydawniczym hitem. Tak było z historycznie pierwszą pozycją od Image – „Youngblood #1”, a także z każdym kolejnym komiksem. Przykładowo, „Spawn #1” sprzedał się w wysokości 1.7 miliona egzemplarzy, co do dziś jest rekordem wśród komiksów spoza Marvela i DC. Część spośród ojców założycieli uznało, że warto stworzyć coś na kształt uniwersum Image i, przy zachowaniu swobody twórczej, niektóre serie zaczęły się przenikać. Dzięki temu czytelnicy mogli być świadkami team-upu Spawna z Youngblood czy WildC.A.T.S. z Savage Dragonem. Erik Larsen oraz Jim Valentino obawiali się, że doprowadzi to do przekształcenia Image w korporację podobną do tej, którą z hukiem opuścili i z czasem zaczęli się wycofywać ze wspólnego uniwersum.
Jednak Image nie było tylko wydawcą dość specyficznych komiksów z napakowanymi do granic rozsądku superbohaterami. Wyżej wspomniane zasady działania firmy zaczęły stopniowo przyciągać kolejnych twórców, którzy chcieli stworzyć coś całkowicie po swojemu. I tak wkrótce Image zaczęło publikować takie tytuły jak „The Maxx” Sama Kietha, „Pitt” Dale’a Keowna czy „Astro City” Kurta Busieka oraz Alexa Rossa.

Pierwsze kłopoty Image Comics pojawiły się w połowie lat 90-tych, gdy sklepy komiksowe dość mocno okroiły ilość zamawianych u wydawcy komiksów. Wszystko ze względu na dość niekorzystne dla nich zasad współpracy z Image, przez które na koniec sklepy zostawały z ogromną ilością komiksów Image, których nikt nie chciał kupować. To zabolało poszczególne studia, zwłaszcza pod względem finansowym. Rozwiązaniem okazało się zatrudnienie Larry’ego Mardera, który nawiązał nowe kontakty z poszczególnymi dostawcami komiksów i ustalił zasady jasne, klarowne oraz korzystne dla obu stron. Po jakimś czasie zamówienia na komiksy od Image znów zaczęły wzrastać, zupełnie nowe serie pokroju „Witchblade” czy „Gen13” stawały się wydawniczymi hitami, a Image Comics wyprzedziło upadające już Malibu Comics oraz Valiant Comics i stało się trzecią siłą na rynku.

Niestety, gdzie kucharek sześć tam... spore kłopoty. Sukces najwyraźniej podzielił założycieli Image, ponieważ zaczęły pojawiać się pomiędzy nimi spięcia. Rob Liefeld został naczelnym całości wydawnictwa i zaczął wykorzystywać swoją pozycję do promowania Maximum Press – autorskiego edytora komiksowego, którego nie włączył w struktury Image. Jako pierwszy zaprotestował Marc Silvestri, któremu nie podobały się próby podkupienia Michaela Turnera, których dopuścił się Liefeld i postanowił odłączyć Top Cow od wydawnictwa. To zadziałało na wyobraźnię reszty założycieli i po wielu naradach w 1996 roku postanowiono wyrzucić twórcę „Youngblood” z Image Comics. Ten zabrał ze sobą całość studia Extreme, połączył z Maximum Press i przekształcił w wydawnictwo Awesome Comics. Silvestri w reakcji na te wydarzenie powrócił z Top Cow w struktury Image. Gdy wydawało się, że nastały spokojniejsze czasy, w 1998 roku prawdziwą bombę zrzucił Jim Lee gdy postanowił sprzedać WildStorm wydawnictwu DC. W tym momencie nastąpił faktyczny koniec „uniwersum Image”, co przyniosło sporo kłopotów poszczególnym twórcom. Już odejście Liefelda sprawiło, że Todd McFarlane musiał dość poważnie zmienić origin Spawna, lecz zniknięcie WildStormu wpłynęło na takie serie jak „Cyber Force”, „Hunter Killer”, a także ponownie na miesięcznik, którego bohaterem był Al Simmons.
Wraz z odejściem Lee, poszczególne studia zmieniły nieco taktykę wydawniczą. Komiksy z Top Cow stały się praktycznie osobnym uniwersum, podobnie jak wspomniane już prace McFarlane’a. Erik Larsen skupił się wyłącznie na „The Savage Dragon”, co zresztą robi do dziś, a Shadowline zostało zamknięte. W 1999 roku z pracy odszedł Larry Marder, a zastąpił go Jim Valentino. Od tego czasu Image postanowiło zdywersyfikować swoją ofertę i skupić się na publikowaniu komiksów określanych jako „non-studio”, oczywiście nie zabraniając poszczególnym twórcom publikować pod własnym szyldem. Valentino ustąpił w 2004 roku, zastąpiony przez Erika Larsena. Ten nie wsławił się niczym, ponieważ kontynuował dzieło swojego poprzednika. Nie był to najlepszy okres dla Image, które osiągało coraz gorsze wyniki sprzedaży i musiało rywalizować z Dark Horse Comics oraz IDW Publishing o miano trzeciej siły na rynku. Wiele zmieniło się w 2008 roku.

Wtedy też w Image pojawił się Eric Stephenson. Nie tylko namówił on Jima Valentino do wskrzeszenia Shadowline, ale także znacząco zwiększył rolę w wydawnictwie młodego zdolnego Roberta Kirkmana, który dał Image hity pokroju „The Walking Dead” oraz „Invincible”. Znów wzrosła rola poszczególnych studiów, lecz komiksy „non-studio” nie straciły na swojej ważności. Dziś można śmiało powiedzieć, że aktualna oferta Image to w połowie pozycje studyjne, a w połowie komiksy wydawane pod wspólnym szyldem. W połowie 2010 roku Kirkman zakłada własny imprint Skybound, a w 2012 roku John Michael Straczynski reaktywuje Joe’s Comics. Wcześniej była to mała część Top Cow, dziś pełnoprawne studio Image.

Wspomnieć należy także, że w 2007 roku do Image wraca Rob Liefeld. Próbuje on reanimować markę „Youngblood”, a w 2012 roku ze średnim skutkiem przywraca do życia studio Extreme.

Pomimo tego, rok 2012 ogólnie był pasmem sukcesów wydawnictwa. Z okazji dwudziestolecia istnienia Image, nie tylko przyciągnięto masę uznanych twórców, ale także ruszono ze sporą ilością nowych pozycji. Wśród nich „Saga”, „The Manhattan Project” czy „Fatale”. Image odzyskało pozycję trzeciej siły na rynku, a rok 2013 pokazał, że na tym wydawnictwo nie ma zamiaru poprzestać.