Jest rok 1992 i na rynku komiksowym w USA pojawia się nowy gracz – Image Comics. Za wydawnictwem stoją ogromne jak na ówczesne standardy nazwiska. Twórcy ci postanowili zbuntować się przeciwko panującym w Marvelu zasadom i gdy nie udało im się wynegocjować zmian na swoją korzyść, odeszli i założyli wydawnictwo, które obiektywnie mówiąc stanowiło coś nowego. Image rozpoczęło kuszenie twórców obietnicami całkowitej kontroli prawnej nad ich dziełami, a zapowiadane jeden z drugim tytuły stawały się przebojami rynku. Image nie było jednym tworem, lecz zbiorem studiów i od samego początku nie stanowiło monolitu. Dlatego też nie wszyscy założyciele okazali zainteresowanie oraz chęć udziału w naszym dzisiejszym bohaterze – crossoverze między dwoma wydawnictwami, a konkretniej Image Comics oraz Valiant Comics. I z perspektywy czasu można powiedzieć, że mieli rację, ponieważ ”Deathmate” okazało się pierwszą, naprawdę wielką porażką wydawcy w historii. Paradoksalnie jednak można śmiało powiedzieć, że Rob Liefeld i Jim Lee częściowo własnoręcznie zaorali drugą firmę, która zdecydowała się na współpracę z nimi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rob liefeld. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rob liefeld. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 marca 2021
piątek, 5 czerwca 2020
Z archiwum Image #77 - Cyberpunx
Gwoli kronikarskiej skrupulatności –
powyżej widzicie okładkę C niniejszego komiksu, która jest zdecydowanie
najgorsza spośród wszystkich czterech, które przyozdabiały ten komiks. ”Cyberpunx”, jak w sumie chyba nietrudno
się domyśleć, to tytuł wykreowany przez Roba Liefelda i w 1996 roku jego
zadaniem było podbić listy sprzedaży dzięki temu, że podjęto w nim wówczas stosunkowo
świeżą sprawę, a więc zagrożenia płynące z użytkowania Internetu. Tyle tylko,
że oczywiście podkręcone do odpowiednio ekstremalnych rozmiarów. Zapewniam,
jest zabawnie.
wtorek, 25 lutego 2020
"Savage Dragon #250" z wariantami Younga i Liefelda
20 maja do sprzedaży trafi jubileuszowy, 250 numer serii "Savage Dragon". Erik Larsen ujawnił już wygląd dwóch okładek wariantowych. Ich autorami są Skottie Young oraz sam mistrzunio - Rob Liefeld. Jeśli strach Was nie obleciał, okładki znajdują się poniżej.
Źródło: 1
sobota, 4 stycznia 2020
Brace yourselves - Liefeld is coming!
"Mistrz" nad "mistrzami", król uczciwych transakcji na Kickstarterze, totalnie jedyny człowiek w swoim rodzaju - Rob Liefeld zapowiedział powrót do serii "Prophet".
I oczywiście zrobił to w swoim stylu, ponieważ zapowiedział, iż w tym roku John Prophet wróci na sklepowe półki i doczeka się 50 zeszytu swoich przygód. Liefeld najwyraźniej zapomniał, że co prawda seria "Prophet" Brandona Grahama zakończyła się na numerze 45, ale potem cykl otrzymał jeszcze sześciozeszytową kontynuację pod postacią miniserii "Prophet: Earth War". No ale kto by się takimi detalami przejmował, prawda?
Czujcie się ostrzeżeni.
Źródło: 1
sobota, 9 listopada 2019
Z archiwum Image #70 - Team Youngblood
W jednej z początkowych odsłon tej
rubryki, dokładnie we wrześniu 2014 roku, pastwiłem się nad pierwszym numerem
legendarnej serii ”Youngblood”.
Wspomniałem tam, że cykl ten z wielkimi trudami (jak to zwykle w tamtych
czasach bywało) dotarł do dziesiątego numeru (między zeszytami 5 i 6 było na
przykład jedenaście miesięcy przerwy), a w pewnym momencie ukazywał się
równolegle z ”Team Youngblood” (i
wrócę jeszcze do tego wątku trochę później). O tej za dużo wtedy nie mogłem
powiedzieć, ponieważ byłem zaznajomiony z całą jedną jej odsłoną – posiadałem
wówczas w zbiorach zeszyt numer 16. Minęło jednak pięć lat, a ponieważ nigdy
nie przestałem szperać na festiwalach komiksowych, w odmętach Allegro i w
innych miejscach, dziś mogę powiedzieć, że posiadam całym siedem numerów owego
cyklu. Podczas tegorocznego MFKiG znalazłem także ten najważniejszy zeszyt,
oznaczony oczywiście jedynką. No i co tu dużo mówić, czas się nieco pośmiać.
czwartek, 5 września 2019
Kolejny miesiąc z życia Liefelda, czyli kto olał "Image United" i co tam u już nie jego "Youngblood"?
Miesiąc bez posta o mistrzu Liefeldzie jest miesiącem straconym. Na szczęście zawsze dostarczy nam on lub ktoś z jego otoczenia kolejnych powodów do kręcenia beki. Tym razem oskarżył on Todda McFarlane o to, że przez niego "Image United" zostało zawieszone.
Otóż podczas kolejnej sesji Q&A z fanami, Liefeld zapytany o dokończenie "Image United" odpowiedział, że on i reszta twórców w pocie czoła pracowała nad swoją częścią rysunków, ale całość poszła w łeb, bo Todd McFarlane stwierdził, iż mu się już nie chce i miniserię olał. Dodał też, że były plany dokończenia tego crossovera, ale teraz jest już to na 100% nierealne, po tym jak Liefeld utracił prawa do bohaterów z "Youngblood". Jako iż mistrz Rob jak mało kto zna się na niedokańczaniu własnych projektów, wierzę mu totalnie.
Właśnie, skoro już o tym mowa. Nowy właściciel praw marki komiksów "Youngblood" kontynuuje pokazywanie się z możliwie jak najgorszej strony. Tym razem nie dość, że zrobił na Twitterze wielką reklamę serwisowi Spotify, to jeszcze kontynuuje żenujący trend zaczepiania twórców w sieci i otwartego pytania ich o chęć pracy u niego.
A jakby było tego mało, tym razem padło na Briana Wooda, który niecały tydzień temu został kolejny raz oskarżony o napastowanie seksualne.
Komedia trwa, tylko jakoś nikt się nie śmieje.
wtorek, 13 sierpnia 2019
Z archiwum Image #67 - Brigade vol. 2
Wierzcie w to lub nie, ale Rob
Liefeld swego czasu mógł naprawdę być numerem jeden na amerykańskim rynku
komiksowym. Współtwórca wszystkiego tego, co najgorsze w komiksach z lat
dziewięćdziesiątych miał taki moment w swoim życiu, w którym mógł zrobić absolutnie
wszystko i wygrać znacznie więcej niż wygrał, gdyby tylko podszedł do
wszystkiego z rozmysłem i trzeźwą głową. Był rok 1992, wydawnictwo Image
startuje, Liefeld sprzedaje ponad milion kopii ”Youngblood”, każdy kolejny jego projekt spotyka się z ciepłymi
reakcjami, sprzedaż dopisuje… Przenosimy się do roku 2019. Liefeld dla wielu to
zwyczajne pośmiewisko – stracił prawa do wykreowanych przez siebie postaci bo
nie przeczytał podpisanej umowy, ma na swoim koncie dziesiątki nieskończonych
projektów komiksowych, oszukał ludzi na Kickstarterze i nieustannie kąpie się w
świetle współtworzonego przez siebie Deadpoola, którego dzisiejsza ogromna
popularność to w żadnym stopniu jego zasługa. Jasne, znajdzie się zaraz ktoś,
kto powie że ”ale hajsu ma jak lodu i co rusz ktoś go zatrudnia”. Odpowiadam za
to, że Uwe Boll też nieustannie kręci filmy i jest obrzydliwie bogaty, ale
jakoś mało kto chciałby iść jego drogą. Dziś przyjrzę się nieco komiksowi, który
rozpoczyna jedną ze sztandarowych produkcji Liefelda, a więc głupiej jak but i
ostatecznie utopionej w komiksowym limbo.
sobota, 10 sierpnia 2019
Liefeld zapowiada "nowe Youngblood', Rev planuje "powrót starego" xD
Jak dzieci w przedszkolu - tak mniej więcej można podsumować to, co dzieje się obecnie na linii Rob Liefeld-Andrew Rev. Przypomnę, iż kilka dni temu ten pierwszy ogłosił, że wskutek niekorzystnych dla siebie umów stracił prawa do marki "Youngblood" na rzecz drugiego. Pisałem o tym TUTAJ. Od tego czasu obaj panowie wzajemnie obrzucają się przyjemnościami w mediach społecznościowych, ale nie tylko. Prześledźmy co się działo :)
Najpierw wspomnę o tym, że Liefeld ujawnił na swoim Facebooku, że utracił prawa łącznie do ośmiu wykreowanych przez siebie marek. Wśród nich za te "istotne" uznał oczywiście Youngblood, zaś obok nich wymienił Supreme oraz Diehard. Ten ostatni to członek "Młodej Krwi", ale miał także kilka występów w innych seriach (na przykład w "Prophet" Brandona Grahama).
W tym czasie Andrew Rev zaczął mocniej pojawiać się w mediach, udzielił między innymi wywiadu serwisowi Bleeding Cool, w którym kilkukrotnie odnosił się do kreacji Liefelda, lecz ani razu nie wymienił ich z nazwy. Niedługo potem założone przez niego Terrific Productions pojawiło się na Twitterze i od tego momentu Rev zaczął mi się kojarzyć... no, niezbyt pozytywnie.
Otóż w jednym z twittów Rev napisał, "każdy kretyn może zatrudnić McFarlane'a do pracy, ale wyszukiwać młodych i zdolnych muszą tacy jak on". Nie byłoby w tym nic w sumie dziwnego, gdyby nie to, że Rev dzień wcześniej na Twitterze namawiał do pracy w jego wydawnictwie Ryana Stegmana ("Absolute Carnage", przy okazji - odmówił) oraz ujawnił, że podpisał umowę z Tonym Danielem. Przy okazji, Rev kompletnie nie wyczuł żartów, które robił sobie z niego Donny Cates.
A Liefeld? Ten zaczął pokazywać na swoim Instagramie postacie, które mają stanowić trzon "nowej grupy", która zastąpi w jego portfolio Youngblood. Widzicie je powyżej.
W pewnym momencie obaj panowie zaczęli wymieniać się uprzejmościami. Najpierw Rev napisał prowokująco, że Liefeld jeśli chce to może pracować nad nową wersją przygód Youngblood, co ten skwitował, że jest to zwykły absurd. Rev odpowiedział, że absurdem jest podpisywanie umów bez konsultacji z prawnikiem i tak oto przedszkolna przepychanka obu panów trwa w najlepsze.
I wszystko to dotyczy marki i bohaterów, które dosłownie #nikogo.
sobota, 3 sierpnia 2019
Rob Liefeld utracił prawa do marki "Youngblood" xD
Jak ujawnił na swoich mediach społecznościowych rekin biznesu, jakim bez wątpienia jest Rob Liefeld, wskutek "niekorzystnych umów" utracił on kontrolę na marką "Youngblood", której ostatnia inkarnacja wydawana była przez Image Comics.
Jak wynika z opublikowanego przez Liefelda oświadczenia, gdy w 1997 roku podpisywał umowę na mocy której miało powstać wydawnictwo Awesome Comics, do którego autor przeniósł swoje twory wydawane dotąd przez Image, wszedł on we współpracę ze Scottem Rosenbergiem z upadłego niewiele wcześniej Malibu Comics. Gdy ich biznes jednak nie wypalił, podzielili między siebie prawa do poszczególnych marek, lecz Liefeld sądził iż nie chodziło o kwestie komiksowe, a dotyczących jedynie ekranizacji oraz wszelakich gadżetów. W 2018 roku Rosenberg musiał sprzedaż swoje prawa i te trafiły do niejakiego Andrew Reva, który wczytał się w posiadane papiery i wynikało z nich, że zyskał znacznie większą kontrolę nad marką "Youngblood" niż wszyscy się spodziewali.
Efekt jest taki, że Liefeld w chwili obecnej ma, cytuję, "możliwy do podważenia" dostęp do stworzonych przez siebie postaci, co oznacza iż każde ich użycie może dla Liefelda skończyć się w sądzie. Dlatego też zapowiadana od miesięcy kontynuacja najnowszej serii nie ukaże się.
Liefeld dodał jednak, że sprawa dotyczy tylko "Youngblood". Czyli w najbliższym czasie może nas masakrować innymi swoimi dziełami, czego sobie i Wam szczerze nie życzę.
Jako ciekawostkę należy dodać, że podczas tegorocznego SDCC Andrew Rev był obecny podczas akcji zbierania portfolio od debiutujących artystów. Legitymował się jako przedstawiciel nowego wydawnictwa, które jesienią ma się pojawić na rynku, a jego nazwa to Terrific Production.
piątek, 26 lipca 2019
Top 5 #77 - Komiksy Roba Liefelda, które chciałbym zobaczyć w Polsce
No dobra, jak powiedziało się A, to
czas i na B. Nadszedł czas na zestawienie komiksów Roba Liefelda, które z
chęcią widziałbym w naszym kraju!
piątek, 14 czerwca 2019
Rob Liefeld krytykuje DC i... ujawnia crossover z Image?
Poprztykał się ostatnio Rob z wydawnictwem DC, czemu dał upust niedawno w swoich mediach społecznościowych. O ile o powodach pisać tu nie będę, bo nie dotyczy bezpośrednio Image, o tyle jednak warte odnotowania wydają się być słowa o ewentualnym crossoverze między dwoma wydawnictwami.
W swoim wylaniu żali na DC Comics, nasza komiksowa legenda wspomniała, że kilka tygodni temu odezwał się do niego Jim Lee i zapytał o możliwość udostępnienia postaci z Extreme Studios do planowanego na koniec roku crossovera pomiędzy Image i DC. Dodał jednak, że gdy odpowiedział iż musi to przemyśleć, kontakt między nim a Lee się urwał.
Kwestia tego, czy DC faktycznie planuje jakiś crossover z postaciami z Image zapewne wyjaśni się już wkrótce.
Robowi Liefeldowi życzę równie dużej pasji w rysowaniu Kickstarterowego "Brigade" co w panoszeniu się po mediach.
Źródło: Bleeding Cool
niedziela, 12 maja 2019
Liefeld chce dokończyć "Image United"
W 2009 roku ruszyło "Image United" - ambitny projekt inny od czegokolwiek, co dotychczas widzieliśmy. Oto bowiem założyciele wydawnictwa Image ponownie połączyli siły i wraz z Robertem Kirkmanem (scenariusz) przedstawili komiks, w którym każdy z nich... rysował swoje postacie. Sześcioczęściowa miniseria została jednak zawieszona po raptem trzech zeszytach i od tego czasu pozostaje w wydawniczym limbo. Jednakże raz na jakiś czas ktoś sobie o nim przypomina i ostatnio był to Rob Liefeld.
Znany z niestandardowego podejścia do anatomii oraz wywiązywania się ze swoich własnych Kickstarterowych zobowiązań (przypomnę, pięć lat po zbiórce na restart "Brigade" w temacie nadal cisza) rysownik napisał na Instagramie, że "jest zdeterminowany", by dokończyć ten projekt w najbliższej przyszłości. Przypomniał przy tym, że niemal dekadę temu udało się stworzyć w szalonych warunkach 70 stron historii i liczy na to, że reszta twórców dołączy do niego, by dokończyć "Image United".
Sęk w tym, że to najprawdopodobniej tylko czcze gadanie, które gryzie się nieco z tym, co wiemy od Erika Larsena. Twórca "Savage Dragona" przyznał jakiś czas temu, że ma gotowe szkice do swojej części numerów #4 i #5, lecz bez aktywnego zaangażowania wszystkich pozostałych twórców, nie uda się dokończyć miniserii. Nawet zakładając, że Liefeld i Larsen faktycznie mają zapał i chęci, sprawa wciąż rozbija się o udział McFarlane'a, Silvestriego, Valentino i Portacio, którzy raczej nie palą się powrotu.
Źródło: CBR
wtorek, 29 stycznia 2019
Rob Liefeld zerwał umowę z Netflixem
Jakiś czas temu świat obiegła informacja, że część wytworów umysłu Roba Liefelda, która znajdowała się w Extreme Studios, ma szansę doczekać się swoich telewizyjnych debiutów dzięki Netflixowi. Od jakiegoś czasu jednak w tej sprawie nastała tajemnicza cisza i popularny twórca w końcu postawił sprawę jasno - umowy z medialnym gigantem już nie ma.
Liefeld napisał na swoim Twitterowym koncie, że nie podobały mu się plany Netflixa dotyczące jego postaci i jeszcze latem ubiegłego roku postanowił zerwać umowę. Jak twierdzi Liefeld, "jego obowiązkiem jest chronić własne postacie", a także "zabrał Extreme do innego miejsca, gdzie otrzymał lepsze warunki". Dodał jednak, że w chwili obecnej nie może więcej zdradzić.
Jakiś czas później Liefeld dopisał jeszcze, że kinowy film "Prophet", nad którym pracuje Studio 8, nie został w żaden sposób dotknięty zamieszaniem wokół Netflixa.
Źródło: 1
środa, 23 stycznia 2019
Rob Liefeld dokończy "Image United"?
Ale byłyby jajca, gdyby okazało się to czymś więcej niż luźno rzuconymi dwoma zdaniami. Podczas jednego z wywiadów, Rob Liefeld odpowiadał na pytania fanów. Jeden z nich dowcipnie wypomniał twórcy udział w "Image United", na co scenarzysta i zarazem rysownik wypalił, być może również w formie żartu, że właśnie tego dnia pracował nad kontynuacją tego projektu.
Przypomnę iż "Image United" to pochodząca z 2009 roku ambitna próba zebrania postaci z klasycznego Image ponownie w jednej historii. Całość miała wyróżniać się tym, że każdy z twórców oraz założycieli wydawnictwa miał rysować "swoich" bohaterów. Udało się w bólach doprowadzić do wydania trzech z zaplanowanych pięciu numerów oraz wypuścić tie-inowy numer zerowy. Od 2010 roku projekt jednak jest w limbo i co jakiś czas wraca jedynie jako branżowy żarcik.
Liefeld twierdzi, że jego część pracy nad numerami 4 i 5 jest już zakończona i z tego co słyszał, inni powoli również dziubią przy tym projekcie. Jak jednak podkreśliłem powyżej, nie wiadomo na ile poważnie mówił twórca.
Źródło: Comic Book
sobota, 4 sierpnia 2018
I kolejne serie idą do piachu!
Podejrzanie często ostatnio przychodzi mi informować o kolejnych tytułach, które opuszczają ofertę wydawniczą Image Comics. W ostatnich dniach wspomniałem o skasowaniu "Scales & Scoundrels" i z komentarzy dowiedziałem się, że także i inna seria dobiegła końca. Dziś zaś pojawiło się ogłoszenie dotyczące kolejnej takiej kasacji. O jakie tytuły chodzi?
Pierwszym z nich jest obecna inkarnacja "Youngblood". Rob Liefeld poinformował fanów za pośrednictwem swoich nieregularnych filmików na Instagramie, że zaplanowany obecnie na październik, dwunasty zeszyt cyklu będzie zarazem jego finałem. Zapowiedziane wcześniej odsłony #13-14, które miały rozpoczynać minicrossover z Brigade, zostają zarazem usunięte z planów wydawnictwa Image. Liefeld zapewnił jednak, że prace nad tą opowieścią trwają i ukażą się w bliżej nieokreślonej przyszłości jako osobny tytuł.
Tym samym "Youngblood" doczeka się tuzina zeszytów i dwóch wydań zbiorczych, które jednak nie będą zawierać #12. Przynajmniej na podstawie obecnych opisów.
Po cichu końca dobiegło także "Elsewhere" Jaya Faerbera i Sumeyye Kesgina. W posłowiu do ósmego zeszytu cyklu scenarzysta poinformował, iż ze względu na niską sprzedaż, tytuł ten nie będzie kontynuowany.
"Elsewhere" również doczeka się dwóch wydań zbiorczych.
Źródło: Comic Watch
wtorek, 15 maja 2018
Z archiwum Image #53 - Brigade
Obliczenia nie mogą się
mylić, od mojego ostatniego nabijania się z komiksów Roba Liefelda na łamach
tej rubryki minął niemal dokładnie rok, gdy 8 maja 2017 robiłem sobie jaja z
tego, co ten legendarny twórca wyczyniał na łamach pierwszego numeru solowej serii
”Glory”. Dziś co nieco o komiksie,
który co roku wala się w sporych ilościach w pudłach ze starymi zeszytówkami na
kolejnych odsłonach MFKiG i jakoś mało kto jest zainteresowany jego kupnem.
Panie i panowie, oto ”Brigade #1”.
Czy kogoś brak zainteresowania w zasadzie dziwi? No nie powinien, ale i tak nie
ma co się krępować i zajrzyjmy do tego, co oferuje ten komiks.
sobota, 31 marca 2018
Michel Fiffe o "Bloodstrike: Brutalists"
W czerwcu dokona się to, o czym Rob Liefeld mówił już od jakiegoś czasu - Michel Fiffe wskrzesi serię "Bloodstrike". Twórca ten zdobył całkiem duże uznanie tworząc niezależny, superbohaterski komiks "Copra". W rozmowie z serwisem CBR, twórca ten zdradził kilka informacji na temat tego, jak będzie wyglądać seria pod jego ręką.
Na czerwiec zapowiedziano dwa numery serii "Bloodstrike: Brutalists". Będą one nosiły numery, a jakże, #0 oraz #23. Dlaczego takie? Otóż Fiffe tłumaczy, że jego run ma być zarówno przystępny dla nowych czytelników (tych wprowadzi nieco bardziej "zerówka"), jak i dla zatwardziałych fanów postaci (dla nich lepiej zacząć od #23).
Oryginalna seria opowiadała o piątce rządowych agentów, którzy giną podczas akcji. Jednakże dzięki specjalnym technologiom, mogą oni być wskrzeszani, co czyni z nich niemal niepowstrzymane maszyny do zabijania. Fiffe czytał oryginalną serię i zauważał, jak wiele wątków nie doczekało się jakichkolwiek zakończeń. Rozpisywał sobie własne pomysły na ich wykorzystanie i któregoś dnia postanowił nawiązać kontakt z Robem Liefeldem. Tak właśnie narodziło się "Bloodstrike: Brutalists". Projekt ma liczyć trzy numery.
Umowa Fiffe z Liefeldem polega na całkowitej wolności twórczej. Artysta może więc kierować postaciami w całkowicie dowolny sposób.
Skład ekipy jest totalnie klasyczny. Na łamach "Bloodstrike: Brutalists" zobaczymy w akcji Cabbota, Fourplay, Tag, Deadlocka i Shoguna. Fiffe zapewnia, że jego komiks nie jest żadnym elseworldem i raz za razem nawiązywać będzie do poprzednich przygód ekipy.
Dlaczego komiks nazywa się "Bloodstrike: Brutalists"? Bo taki tytuł brzmi fajnie :)
Źródło: CBR
piątek, 16 marca 2018
Jim Towe opuszcza "Youngblood"
Zaplanowany na kwiecień zeszyt "Youngblood #11" będzie ostatnim, jaki wyjdzie spod ręki całkiem niezłego rysownika, jakim jest Jim Towe.
Jak poinformował na swoim Twitterze Rob Liefeld, kwietniowa odsłona serii jest zarazem ostatnim zeszytem, który zilustruje Towe. Następnie artysta ten przejdzie do Marvela, gdzie ma zajmować się ilustrowaniem nienazwanego jeszcze projektu. Od #12 na pokładzie pojawi się nowy, regularny artysta i według słów Liefelda, najprawdopodobniej ma być to kolejny debiutant. Jak dotad jednak w oficjalnych zapowiedziach dwunastego numeru "Youngblood" wciąż widnieje nazwisko Jima Towe.
Źródło: Newsarama
poniedziałek, 12 marca 2018
Netflix podpisał umowę z Extreme Studios Roba Liefelda
Lata dziewięćdziesiąte atakują ponownie! Po tym, jak Rob Liefeld ogłosił jakiś czas temu, że stworzone przez niego postacie mają pojawić się na wielkim ekranie, teraz także podbijać ma on te mniejsze. Jako założyciel Extreme Studios podpisał on umowę z Netflixem, która obejmuje dziewięć tytułów i blisko setkę postaci.
Netflix chyba lubi podpisywać "niepełne" umowy. Najpierw ich deal z Markiem Millarem obejmował większość jego tytułów, ale bez "Kick-Assa". Teraz zaś umowa z Liefeldem nie obejmuje takich tytułów jak "Youngblood", "Glory" czy "Supreme". Gdy sprawdzicie sobie w linku źródłowym, to przekonacie się iż oprócz ekipy Brigade czy Bloodstrike'a, ciężko skojarzyć wymienione postacie, które zostały ujęte w umowie.
Jak podaje Liefeld, podpisana umowa obejmuje zarówno produkcję seriali jak i filmów telewizyjnych. Nie znamy żadnych konkretnych dat. Możemy się tylko... obawiać :D
Źródło: CBR
sobota, 14 października 2017
"Bloodstrike" wróci... znowu ;)
Całkiem niedawno pisałem o tym, że rozpoczęta i urwana po dwóch numerach seria "Bloodstrike" zostanie dokończona na łamach "Youngblood". Tymczasem okazuje się, że to nie ostatnie słowo w przypadku tego tytułu. Wygląda bowiem na to, że w przyszłym roku zostanie on ponownie zrestartowany.
Taką bowiem ilustrację na swoim koncie na Twitterze umieścił Michel Fiffe, twórca niezależnej, lecz cieszącej się sporą renomą serii "COPRA". Jakiś czas później potwierdził ją Rob Liefeld, lecz nie zdradzono jak dotąd żadnych szczegółów oprócz tego, że komiks szykowany jest na przyszły rok. Kto wie, być może w zapowiedziach na styczeń znajdziemy już wzmiankę o pierwszym numerze nowego woluminu "Bloodstrike"?
Źródło: Bleeding Cool
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















