piątek, 27 stycznia 2017

The Goddamned vol. 1: Before the Flood (Jason Aaron/R.M. Guera/Giulia Brusco)

Jak każde z Was, jestem człowiekiem o określonych poglądach na temat wszystkich najważniejszych i najbardziej aktualnych kwestii. Mam tu oczywiście na myśli politykę, religię, stosunek do osób o odmiennych orientacjach seksualnych czy zwyczajów. Staram się jednak (i jak mi to wychodzi, to już wy musicie ocenić) nie wywalać tego na światło dzienne w swoich tekstach, do absolutnie każdego komiksu podchodząc tak samo, niezależnie od tego, czy jest to, powiedzmy, ”Likwidator” czy ”Jan Hardy” (btw, oba mi się nie podobają). Żyjemy jednak w tych smutnych czasach, gdzie bóldupstwo o naprawdę najmniejszą pierdołę wylewa się w ekranu komputera praktycznie po kilkunastu sekundach po włączeniu Internetu. Zdecydowanie najbardziej nie trawię ludzi, którzy pomimo iż wiedzą, że dany tytuł nie jest dla nich, to i tak go przeczytają, byle tylko wylać wiadro pomyj w imię jakiejś dziwacznej idei. Albo zrobią to bez czytania, lecz to już ociera się o jakiś poważny uraz głowy. Dlaczego to wszystko piszę? Ponieważ jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację w której premierowy tom ”The Goddamned”, o którym chciałbym dzisiaj co nieco napisać, gdyby został wydany w naszym śmiesznym kraju, wywołałby falę shitstormów już samym opisem fabuły.

Jason Aaron pisze tu bowiem alternatywną historię biblijnego Kaina. 1600 lat po upadku Edenu, życie właściwie stało się piekłem na ziemi. Dzika i prowadząca koczowniczy tryb życia ludzkość napędzana jest głównie przez nieokiełznaną, bezsensowną przemoc. Śledzimy losy strudzonego, samotnego wędrowca, którego jedynym pragnieniem jest umrzeć. Jest to bowiem przeklęty przez Boga, nieśmiertelny Kain. Jego karą za zamordowanie Abla jest nieskończona samotność i cierpienie. Pewnego dnia spotyka on kobietę, której syn został uprowadzony przez brutalnego tyrana. Mężczyzna ten jest przekonany o nadejściu wielkiego potopu i wykorzystuje niewolników do budowy ogromnej arki. Zgadliście, jest nim Noe. Wkrótce ścieżki obu mężczyzn przetną się i będzie to bardzo krwawe spotkanie.

Być może odrobinę przesadzam, lecz wydaje mi się, iż w pewnych kręgach komiksowego zakątka naszego kraju ”The Goddamned” mogłoby wywołać nie lada sensację. Wszak już sam pomysł uczynienia Kaina bohaterem właściwie najbliższym określenia go mianem ”pozytywnego” (wrócę do tego jeszcze) i skonfrontować go z ewidentnie złym Noe, wydaje się być dość odważny ze strony Jasona Aarona. Scenarzysta zresztą doskonale zdawał sobie z tego sprawę, o czym świadczą chociażby jego wypowiedzi sprzed premiery pierwszego numeru. Dlatego właśnie tak zacząłem dzisiejszą recenzję. Uważam bowiem, że z lekturą ”The Goddamned” osoby mocno wierzące w Boga mogą mieć spory problem. Trzymam jednak kciuki, bym po prostu był w ogromnym błędzie, tak jak swego czasu przy okazji zapowiedzi premiery ”Sunstone” od Waneko.

Ja od ”The Goddamned” oczekiwałem naprawdę wiele. Jason Aaron ponownie łączący siły z R.M. Guerą, czyli duet ze ”Skalpu” znowu w akcji. Do tego świetne oceny kolejnych numerów i masa zachęcających grafik, przez co nawet liczne opóźnienia premier kolejnych zeszytów nie psuły moich oczekiwań. I cieszę się, że mogę napisać, iż wszystkie one spełniły się w stu procentach.

Miałem nadzieję na mocną, trzymającą w napięciu historię. Jason Aaron stanął na wysokości zadania, tworząc opowieść przytłaczającą, smutną i osadzoną w świecie, gdzie dobro praktycznie nie występuje. Bardzo podobało mi się to, że w ”The Goddamned” tak na dobrą sprawę jest tylko jedna postać, którą można określić mianem dobrej i nie jest to Kain. Chociaż faktycznie ma on swoje momenty, to jednak już po chwili Aaron przypomina nam, że wciąż jest to przeklęty przez Boga grzesznik. Przytłaczające poczucie beznadziei wylewa się z każdej strony tego komiksu i robi to z siłą porównywalną do ”Skalpu” czy ”Bękartów z Południa”, chociaż w znacznie bardziej szokujący, krwawy i brutalny sposób. Jest tu kilka scen, przez które ciary przechodzą po plecach i są kompletnie niespodziewane. Dodatkowym atutem jest także Noe. Chociaż wydaje mi się, że Jason Aaron mógł nieco więcej miejsca poświęcić jego charakterystyce, to i tak otrzymaliśmy postać bardzo wyrazistą, przerażającą i odrażającą. Zdecydowanie jest to ktoś, kto powinien na dłużej zapaść Wam w pamięci, jeśli tylko zdecydujecie się sięgnąć po premierowy ”The Goddamned”. Wydaje mi się także fajnym pomysłem wprowadzenie, nawet jeśli w epizodycznej roli mięsa armatniego, nierealnych stworów jakby nie z tego świata.

Liczyłem także na fajnie wyważony komiks i to również moim zdaniem udało się wykonać. Akcja nie wlecze się tempem żółwia, ale także nie otrzymujemy tutaj historii pędzącej na złamanie karku. Aaron wszystkie akcenty fajnie rozłożył, miejscami zmuszając nas do bardziej uważnej lektury, zaś w innych – na chwilę odpoczynku przy podziwianiu totalnej rozwałki. Dzięki temu wszystkiego przeczytanie ”The Goddamned” trudno rozłożyć na więcej niż jedno podejście. Ja absolutnie nie umiałem się od komiksu oderwać. Jedyny zarzut mam do zdecydowanie zbyt dużej ilości bardzo krwawych scen, chociaż w tej wadzie jest też zdecydowana zaleta.

Rysunki R.M. Guery to po prostu mistrzostwo. Już po pierwszych kilkunastu stronach wybaczyłem Serbowi tak pokaźne opóźnienia kolejnych zeszytów, ponieważ ten swoimi rysunkami doskonale wyjaśnił, skąd się one wzięły. Ilustracje porażają dokładnością i jakością wykonania. Żadna kreska nie została postawiona w przypadkowy i nieprzemyślany sposób. Rysunki są na pierwszy rzut oka nieco niestaranne, lecz jest to celowy zabieg, podobnie zresztą jak w ”Skalpie”. Co więcej, Guera swoimi pracami szokuje, rewelacyjnie ukazując totalne zepsucie ludzkości. Niektóre postacie bardzo sugestywnie przypominają wyglądem neandertalczyków, zaś to, co miało być ukazane niezwykle brutalnie, jest dokładnie takie. Dodatkowo, fanom serii gier komputerowych ”Wiedźmin” z pewnością nie umknie wizualne podobieństwo Kaina do Geralta. Wizualnie, ”The Goddamned” jest w moich oczach majstersztykiem i oczywiście nie można zapomnieć o zasługach Giulii Brusco (także i ona pracowała przy ”Skalpie”). Kolorystka wykazała się bardzo fajnym wyczuciem przy doborze palet barw do poszczególnych scen. Bardzo podobały mi się jej prace zwłaszcza przy scenach dziejących się po zmroku oraz umiejętne nakierowanie kolorami uwagi czytelnika na najważniejsze elementy rysunku,  jednocześnie nie zacierając tego, co znajduje się na drugim planie.

The Goddamned vol. 1” ukazało się w promocyjnej cenie dziesięciu dolarów. Najczęściej w tego typu wydaniach zbiorczych nie ma wielu dodatków, lecz tutaj znalazło się dla nich miejsce aż na siedemnaście stron. Są to biosy twórców, galeria okładek (w tym także alternatywnych) oraz kilka szkiców R.M. Guery. Jest na co popatrzeć, zapewniam :)

Pierwszy tom (w ”Before the Flood” jest zapowiedź kontynuacji) nowej opowieści Jasona Aarona i R.M. Guery to dla mnie lektura szalenie satysfakcjonująca. Bardzo przyjemna, zaskakująca oraz niejednoznaczna historia i rewelacyjna warstwa graficzna – wszystko tutaj jest. Bardzo polecam sięgnięcie po ten komiks, pomimo tego, że na kolejny tom poczekamy pewnie ponad rok. Warto mimo wszystko. Zwłaszcza, że cena jest naprawdę zachęcająca.

5+/6 

"The Goddamned vol. 1: Before the Flood" do kupienia w sklepie ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz