Pokazywanie postów oznaczonych etykietą występ gościnny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą występ gościnny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2020

Gościniec: O korzyściach z tępienia reguł

Autorem poniższego tekstu jest Michał Czajkowski, którego możecie, a wręcz powinniście kojarzyć z bloga Wejście w kadr i fan-paga na Facebooku o tej samej nazwie.
Kiedy kilka tygodni temu odebrałem z poczty dwa tomy komiksu "Bitch Planet", nie spodziewałem się, jak będzie wyglądał świat, kiedy wreszcie zacznę o nim pisać. Nie pamiętam już, jaki miałem pomysł na świeżo po lekturze, zresztą nie ma to teraz większego znaczenia. Historia osadzona w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której kobiety zamyka się w tytułowym więzieniu za niedopasowanie się do rygorystycznych norm narzucanych przez fundamentalistów nagle stała się aktualna jak nigdy. Przejrzałem całość po raz drugi i uderzyło mnie, jak bardzo osobisty stanie się planowany tekst. Musiało się wydarzyć tych kilka tygodni, żebym uświadomił sobie, że opisana w serii dystopia dzieje się tu i teraz bardziej niż kiedykolwiek.
 

niedziela, 13 listopada 2016

Gościniec: Jedno wielkie WTF, czyli "Saga" Briana K. Vaughana

Autorem poniższego tekstu jest Marcin Chrapiec, który od czasu do czasu pisze bardzo fajne rzeczy dla DCManiaka oraz Panteonu. Tak jak poprzednim razem, częściowo się z nim zgadzam, a częściowo nie. Wasze opinie wyraźcie w komentarzach.
Zastanawialiście się kiedyś, co powstałoby z połączenia Gry o Tron z Gwiezdnymi Wojnami? (tak, tak, jestem kolejny, który porównuje "Sagę" do tych dwóch marek. No ale co może być lepszą reklamą?) Brian K. Vaughan i Fiona Staples postanowili odpowiedzieć na to pytanie. Do tego dodajcie sobie seks, przemoc i czarną komedię. I tak oto powstała "Saga". Przygotujcie się na szaloną przygodę bez trzymanki.

niedziela, 16 października 2016

Gościniec: Jeden wściekły głos w sprawie "The Walking Dead"

Autorem poniższego tekstu jest Marcin Chrapiec, który od czasu do czasu pisze bardzo fajne rzeczy dla DCManiaka oraz Panteonu. Częściowo się z nim zgadzam, częściowo nie. Wasze opinie wyraźcie w komentarzach.
Październik 2003 może dla Was to kolejna nic nieznacząca data. A dla świata komiksów? Jest jedną z najważniejszych. Zresztą nie tylko dla komiksów. To, co się wtedy stało, miało ogromny wpływ na całą popkulturę. Odcisnęło swoje piętno na wszystkich jej dziedzinach. Brzmi jakbym mówił co najmniej o kolejnym wystąpieniu prezydenta USA? Niestety muszę Was rozczarować. Jedyne co się w tym dniu wydarzyło to to, że na półki sklepów komiksowych trafiła jedna szczególna pozycja. 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Gościniec: Sex Criminals vol. 1: One Weird Trick (Matt Fraction/Chip Zdarsky)

UWAGA: Autorem poniższej recenzji jest Wojtek Rozmus z bloga "Rodzyn Pisze".

Na potrzeby tej recenzji sięgnąłem po pierwszy tom "Sex Criminals" już po raz czwarty, by dokładniej sobie przypomnieć, co wcześniej tak bardzo podobało mi się w tym komiksie. Czytając go po raz kolejny nie czułem się znudzony i tak jak przy poprzednich lekturach bardzo dobrze się bawiłem.

wtorek, 14 lipca 2015

Gościniec: Three vol. 1 (Kieron Gillen/Ryan Kelly)

Autorka recenzji jest Izabela Julke, która prowadzi bloga o jakże przyjemnej nazwie Uber Nerd Chick, do zaglądania na który serdecznie zachęcam. Tekst ten możecie także porównać sobie z jeszcze całkiem świeżą, moją opinią.

niedziela, 24 maja 2015

Gościniec: Tommysaurus Rex vol. 1 (Doug TenNapel)

Dawno nie było na Image Comics Journal tekstu gościnnego. Jakież było moje zdziwienie gdy takowy na swojej skrzynce mailowej znalazłem. Paweł Gregorczyk z bloga Thousand Hi-Fives pokusił się o recenzję komiksu tyleż niezwykłego, co wydaje mi się że dziś zapomnianego. Tak więc Paweł przypomni :)
Do czytania tego komiksu będziesz potrzebować:
- komiksu
- cebuli
- noża
- opcjonalnie chusteczek

wtorek, 17 lutego 2015

Gościniec/Felieton: Piękny umysł, czyli design w komiksach Jonathana Hickmana

Kolejny gościnny tekst ląduje na łamach Image Comics Journal. Tym razem gościmy Pawła Gregorczyka z bloga "Thousand Hi-Fives", który wziął na tapetę komiksowe projekty chyba najbardziej gorącego obecnie nazwiska na rynku w USA. Zachęcam do lektury i komentowania, a ja już nie przynudzam i oddaję głos Pawłowi.
Z zawodu architekt. Z zamiłowania architekt komiksowych uniwersów. Jonathan Hickman, jest obecnie persona grata Marvela i Image Comics, a jego runy w "Avengers", "New Avengers" czy "East of West" robią wokół siebie odpowiednio dużo szumu.  Ale nim został niszczycielem światów, zajmował się designem i pracował w reklamie. Stąd pewnie jego upodobanie do minimalistycznych logo, wykresów i wszelkiej maści infografik. W wieku 33 lat podjął zawodową i osobistą decyzję by zająć się komiksem w jakiejkolwiek formie i dał sobie dwuletni deadline, by to zrobić. Tak zaczęła się jego przygoda z medium.

piątek, 30 stycznia 2015

Gościniec/Felieton: Southern Bastards - Budford Pusser w Faulknerowskim Jefferson, czyli dlaczego Jason Aaron to taki komiksowy odpowiednik braci Coen?

Drugi i niestety ostatni w styczniu tekst gościnny trafia na łamy Image Comics Journal. Jego autorem jest Jakub Górecki z Pulp Warsaw, który wziął na tapetę najnowszą serię Jasona Aarona. Ale w dość nietypowym sensie. Zresztą, oddaję głos autorowi.
----------------------------------------------
Komiksy Aarona (głównie te autorskie, ale i w pracach na zlecenie da się to wyczuć) są jednym z tych współczesnych tworów komiksowych, które są wdzięcznym tematem do szukania inspiracji i dialogów z rozmaitymi tekstami kultury. W nie mniejszym stopniu niż serwuje nam to obecnie Ed Brubaker uparcie tkwi w swoim pościgu za powiedzeniem kilku słów w każdej noir niszy jaka istnieje. Tak jak The Other Side rozliczało się z traumą Wietnamu przez pryzmat jego kulturowego i literackiego dorobku (do tego komiksu wrócimy kiedyś w oddzielnym wpisie), tak Scalped było historią, która na raz brała na siebie problem akceptowania własnej tożsamości, wymieszanej z trybutem dla twórczości Jamesa Ellroya i przede wszystkim Elmore'a Leonarda... Wszystko oczywiście podlane specyficzną dozą brutalności i niewybrednego języka, przez który Jason Aaron, trochę niesłusznie, dorobił się przydomku "nowego Gartha Ennisa".

I tak przechodzimy do Southern Bastards.

niedziela, 25 stycznia 2015

Gościniec: Black Science #1: Zasada nieskończonego spadania (Rick Remender/Matteo Scalera)

Pierwszy w wielu (mam nadzieję) występów gościnnych na łamach Image Comics Journal to tekst Tomka Kabzy z DCManiaka i chyba pierwsza negatywna recenzja "Black Science" na jaką natrafiłem. Zgadzacie się z poniższą opinią?
Zanim przejdę do właściwej recenzji, najpierw może przedstawię krótki rys historyczny. Otóż jeszcze do niedawna nie miałem za wiele wspólnego z komiksami wydawnictwa Image. Nie licząc "Spawna" w czasach TM-Semica, jedynymi rzeczami jakie z niego czytałem były "Żywe Trupy" oraz tomy "Savage Dragon Archives". To właśnie dzięki Krzyśkowi tak mniej więcej rok temu zacząłem sięgać po kolejne tytuły i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Image błyskawicznie stało się także i moim ulubionym wydawnictwem. Każdy kolejny komiks z ich logo na okładce jaki kupowałem okazywał się przynajmniej bardzo dobrą lekturą, a nieraz dołączał nawet do grona moich faworytów. Niestety każda passa musi się kiedyś skończyć. Tak też stało się i w tym przypadku.

wtorek, 7 października 2014

Wasze #18

Po cichu liczyłem, że po MFKiG w Łodzi ktoś z czytelników bloga się zreflektuje i ożywi tę nieco zapomnianą już kolumnę. Tak się stało, a "Wasze" osiąga pełnoletniość dzięki Undercikowi - redaktorowi naczelnemu serwisu Avalon Marvel Comics. Kiedyś prowadził on swojego bloga, na którym kilka razy wspomniał o Image Comics, lecz twór ten zniknął z blogosfery. Dziś okazuje się, że jego kolekcja potężnie wzrosła. Zresztą, zobaczcie sami. Oddaję głos Undercikowi.
Dziewięć wydań zbiorczych. "Manhattan Projects" x2, "Happy", "Rat Queens", "The Fuse", "Southern Bastards", "Revival", "Zero", "Scene of the Crime". Większość upolowana/odebrana na tegorocznym MFKiG. Dlatego też nie wiem jeszcze które serie będę kontynuował a które nie. Jeżeli "Manhattan Projects vol. 2" będzie tak dobry jak vol. 1, to pewnie skusze się na kolejny tom. "Zero vol. 2" pewnie znajdzie się w jakiejś paczce w najbliższej przyszłości. "Revival" sobie odpuszczam. Mimo, że komiks ma kilka interesujących wątków, to jednak nie jest to pozycja dla mnie. Czas zobaczyć jak wypadnie reszta.
"Guarding the Globe" upolowałem rok temu po taniości w licytacjach Atomu na Allegro. Szkoda tylko, że brakuje pierwszego numeru. Kiedyś postaram się go upolować i zabiorę się za czytanie. "Cyber Force" także jest w mojej przez fakt, że był strasznie tani. Niestety był też strasznie słaby i nawet nie sięgnąłem po #5
"East of West", czyli pierwszy komiks Hickmana, który mnie zanudził. Zdołałem przeczytać tylko 3 numery. Co robi w mojej kolekcji podwójny #5? Atom wysłał mi go w dwóch przesyłkach, a kiedy to zgłosiłem, stwierdzili, że mogę sobie zachować jedną kopię i nie muszę odsyłać, za co duży plus. Powyżej "Jupiter's Legacy", który został zabity przez opóźnienia, przez co piąty numer na pewno nie znajdzie się w kolekcji. No chyba, że kiedyś znajdę go za jakiejś grosze.
"Great Pacific #1-12". Strasznie nierówna seria. Pierwsza historia miała świetna końcówkę, przez co zdecydowałem się na kolejne sześć numerów. Niestety nie przekonały mnie one do siebie.
"Clone #1-20". Nie ogarniam tego. To przeciętna seria, ale na tyle wciągająca, że z rozpędu mam u siebie dwadzieścia numerów. Sam nie wiem jak to się stało. Przede mną lektura ostatniego numeru, po którym miałem przestać kupować, ale widzę, że nie ma nawet w zapowiedziach kolejnych zeszytów.
"Lazarus #1-11". Chyba najlepszy komiks Image jaki mam na półce. Co prawda ma swoje wady, ale jeśli miałbym polecać jedną serię ze swojej kolekcji, byłaby to na pewno ta seria
"Velvet #1-7". Duet odpowiedzialny za świetnego Kapitana Amerykę, więc musiałem zainteresować się tą serią, ale muszę przyznać, że na razie miałem czas na przeczytanie tylko dwóch numerów
Takie niedobitki. Trzy razy Image Firsts: "Rat Queens", "Zero" i "Deadly Class", które kupiłem na Komiksowej Warszawie. Jak wcześniej widzieliście, zaowocowało to kupnem dwóch wydań zbiorczych. "Deadly Class" czeka jeszcze na lekturę, ale jakoś nie mogę się zabrać. Oprócz tego "Undertow #1" i "The Field #2" z tegorocznych licytacji Atomu na Allegro. Jedynkę tego pierwszego czytałem na stoisku Atomu w maju, więc stwierdziłem, że można by zajrzeć go dwójki. Szczególnie, że nie musiałem wyłożyć za dużo pieniędzy.

Od Undercika to tyle. Chyba czas na Was. Jak zwykle obiecuję że opublikuję wszystko co mi wyślecie na adres ktymczynski [małpka] gmail.com. Otwarte 24/7 :)

niedziela, 28 września 2014

Okładka tygodnia #39 - edycja specjalna

Jak już zasygnalizowałem jakiś czas temu, dzisiejsza odsłona "Okładki tygodnia" jest wyjątkowa, ponieważ pierwszy raz to nie ja ją napisałem. Zrobiła to Beata - prywatnie moja dziewczyna, która jest komiksowym laikiem, ale lubi właśnie tę rubrykę i podjęła się zadania wytypowania swojej trójki. W przeciwieństwie do mnie, nie ograniczyła się jedynie do zeszytów opublikowanych w zeszłą środę, lecz wybierała także spośród wydań zbiorczych i wznowień. Jeśli Wam się spodoba dzisiejsze notowanie, dajcie znać w komentarzach. Tymczasem nie przedłużam już, każde kolejne słowo jest już jej autorstwa :)
3- Chronicles of Hate HC - Trzecie miejsce w dzisiejszym zestawieniu przypadło okładce Adriana Smitha. W centrum znajduje się tajemniczy humanoidalny stwór, który sprawia (łagodnie ujmując) dość niesympatyczne wrażenie. Już on sam pozostawiony na jednolitym tle byłby wystarczającym "creepy" elementem, aby stworzyć przykuwającą wzrok grafikę, jednak przekaz został wzmocniony ciągnącymi się aż po horyzont czaszkami osadzonymi na palach oraz wojownikiem będącym częścią wielkiego napisu tytułowego. Wszystkie te składowe doskonale pełnią swoją funkcję, każda z nich dodatkowo pogłębia uczucie niepokoju. Stylem przypomina mi ona "Rebel Blood", chociaż tym co podoba mi się tutaj o wiele bardziej jest właśnie podkreślenie tytułu (przyznam bez bicia, że tytuł "Rebel..." musiałam sobie wygooglać, natomiast nazwy "Chronicles...", dzięki ogromnemu, czerwonemu HATE raczej nie zapomnę).
2. Drumhellar #9 - Drugą pozycję w rankingu zajmuje okładka dziewiątego numeru "Drumhellar" Riley'a Rossmo. Połączenie dziecięcego rowerka ze śladami ciągnącej się za nim krwi i topiącego się w niej człowieka jest dość intrygujące. Dodatkowo im dłużej na nią patrzę tym intensywniej zastanawiam się nad tym czy przedstawiona postać ostatecznie zginie przez utonięcie, uduszenie liną czy może zostanie przejechana przez ten mały rowerek ze skutkiem śmiertelnym. Hmm... a może będzie to jakieś szalone combo (teraz pewnie myślicie, że jestem dziwna :D)? A tak na poważnie, wielki plus za pomysł, kompozycję i pozostawienie dużej części okładki w kolorze białym, absolutnie nic nie odwraca uwagi od walczącego o życie mężczyzny i tak zapewne miało być.
1. Low #3 - Na pierwszym miejscu ląduje grafika autorstwa Grega Tocchiniego zdobiąca trzeci numer "Low", komiksu opowiadającego o ratowaniu ludzkiego gatunku kryjącego się dotychczas na dnie oceanu.Widnieje na niej kobieca postać w kombinezonie, która otoczona przez morskie stworzenia, wydaje się być bardziej z nimi zespolona niż znajdować się w niebezpieczeństwie, mimo dość krwiożerczego wyglądu istot pływających wokoło. Właściwie podoba mi się w niej wszystko. Od harmonijnie dobranej kolorystyki, przez kompozycję, aż po detale i płynnie przenikające się plany. Razem tworzą bardzo klimatyczną okładkę, której można z przyjemnością przyglądać się dłużej niż minutę i wciąż dostrzegać kolejne smaczki świadczące o kunszcie autora. Dodatkowo niejasna sytuacja w jakiej znajduje się bohaterka (może jednak jest zagrożona?) powoduje że chce się sięgnąć po komiks i jak najszybciej rozwiać wątpliwości. Innymi słowy: czytałabym!

niedziela, 17 sierpnia 2014

Revival vol. 2: Live Like You Mean It (Tim Seeley/Mike Norton)

Może ktoś z Was pamięta jeszcze moją niedawną recenzję pierwszego tomu "Revival"? Recenzje dodajmy całkiem pozytywną. Dziś przyszedł czas na omówienie odsłony drugiej i kilka nowych opinii o komiksie Seeley`a i Nortona.

Jedna rzecz na pewno nie uległa zmianie – dalej jestem zadowolony z lektury serii. Wszystko, co było zaletą poprzedniej odsłony (dobrze pisana obsada, idealne lawirowanie między makabrą, dramatem rodzinnym, a bardziej satyrycznymi momentami) zostaje utrzymane też w tomie drugim.

Tim Seeley sprawnie kontynuuje wątki, które otworzył w pierwszym tomie, dodając do nich całą masę nowych. Dalej obserwujemy społeczność Ameryki radzącą sobie z „cudem” zwanym „Revival Day”. Widzimy mieszkańców, którzy mimo kwarantanny próbują w miarę normalnie funkcjonować. Sprawy kryminalne zaczęte w premierowym albumie rozwijają się w kolejnych rozdziałach, pojawiają się nowe zagadki. Do tego scenarzysta jeszcze większy nacisk kładzie na aspekty satyryczne i społeczne, prezentując przy tym coraz większe spektrum charakterów uwiązanych w losy tego małego miasteczka w Wisconsin.

Odrobina prowincjonalnego rasizmu objawiająca się w nawet najbardziej prozaicznych aspektach życia? Jest. Polityczne gierki i zbijanie kapitału wokół punktu zapalnego, jakim stał się „Revival Day”? Jest. Komentarz odnośnie rozwarstwienia poglądów wewnątrz amerykańskiego społeczeństwa? O, jak najbardziej. Religijne radykalizmy? No jakże miało by ich nie być! A pomyśleć, że to miała być historia dwóch sióstr, które radzą sobie z faktem, że jedna z nich została zamordowana... i wróciła do życia.

"Revival" ma w pewnym sensie strukturę podobną do choćby „Miasteczka Twin Peaks” (ale proszę spokojnie odbierać te porównanie!). Mimo że historia posiada głównych bohaterów, to przedstawia nam obsadę drugoplanową jak równorzędne postaci. Podążając za postaciami, które widzimy na okładkach, tak naprawdę historia rozwija się w taki sposób, że głównym bohaterem opowieści (a przynajmniej w tym momencie) jest miasteczko Wasau.

Pod tym względem traktuję "Revival" jak idealny tasiemcowaty komiks, którego historię twórcy mogą zamknąć spokojnie w 20, 50 czy 200 zeszytach bez obawy, że zaczną zjadać własny ogon. Mieszając kryminał z wątkiem nadnaturalnym już stworzono samograj, z którego można wyciskać pomysły w nieskończoność (no chyba, że mamy problem z konwencją). Szeroka obsada pozwala nam dowolnie zmieniać perspektywy i popychać bohaterów w przeróżnych kierunkach. To trochę tak, jakby Seeley z Nortonem stworzyli idealny pomysł na serial telewizyjny, ale całe szczęście przedstawili go w formie komiksu.

"Revival" serwuje nam rozrywkę, której moim zdaniem ciągle brak w należytych ilościach w komiksowym medium. Historia z potencjałem na naprawdę długi run, nie starająca się nas przyciągnąć do siebie usilną oryginalnością, a bardziej rzetelną pracą w obrębie wybranych konwencji (nie ignorujmy faktu, że konwencje te są też ciągle popularne). "Revival" dalej nie stara się być lekturą wybitną, ale na pewno jest świetną rozrywką wartą zainwestowanych w tomy (zeszyty) pieniędzy.

Autorem powyższego tekstu jest Jakub Górecki, a więcej tekstów jego autorstwa znajdziecie na stronie Pulp Warsaw.

niedziela, 20 lipca 2014

Revival vol. 1: You're Among Friends (Tim Seeley/Mike Norton)

Trzecia (z czterech) lipcowych recenzji to występ gościnny. Autorem poniższego tekstu jest Jakub Górecki, a jego pierwotna wersja ukazał się na jego stronie Pulp Warsaw.

Moje pierwsze spotkanie z „Revival” miało miejsce przy okazji zeszłorocznego Free Comic Book Day, gdy w ręce wpadł mi darmowy zeszyt z logo Image Comics na okładce. Cokolwiek interesujący wydał mi się właśnie short do „Revival” i „It, Girl” Mike`a Allreda. Oczywiście nie na tyle, aby z miejsca zamawiać preorder regularnej serii, ale nazwa w pamięci została. Do komiksu Tima Seeley`a (scenariusz) i Mike`a Nortona (rysunki) wróciłem w momencie, gdy wyszedł premierowy TPB z pięcioma pierwszymi odcinkami.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Lazarus #7 (Greg Rucka/Michael Lark)

Siódmy zeszyt „Lazarusa” Grega Rucki (scenariusz) i Michaela Larka (rysunki) jest trzecią częścią historii „Lift”. Tytułowe wyniesienie oznacza w świecie „Lazarusa” awans społeczny, w ramach którego nędzarze z tłumu „odrzuconych” – czy wręcz „śmieci” (ang. waste) – mogą zostać wasalami (serfs) rządzącej elity. W #7 wyniesienie przewija się w dwóch spośród trzech obecnych w komiksie wątków – jest nadzieją na poprawę losu, przez którą cała rodzina Barretów podjęła niebezpieczną wyprawę, oraz kuszącą ofertą, która ma skłonić pewną buntowniczkę do wydania swoich przyjaciół. Trzecim wątkiem jest Forever Carlyle – jej współczesne działania, jak i kontynuacja retrospekcji z jej dziecięcych lat. I choć ten wgląd w przeszłość znowu dostarcza nam nowych informacji o Forever, to i tak główna bohaterka serii zeszła w tym zeszycie na dalszy plan.

Na pierwszym planie są Barretowie. Twórcy „Lazarusa” pamiętają, że okładka może być integralną częścią opowiadanej historii, a nie tylko reklamówką mającą przyciągnąć oko potencjalnego nabywcy. W tym wypadku mamy do czynienia z prostą kompozycją – trzy sylwetki stoją, jedna klęczy nad ciałem piątej osoby. Wszyscy są skąpani w deszczu, strugi wody zmywają krew – jedyną plamę żywszego koloru. Prosty, sugestywny obraz, który pozostaje w głowie przez całą lekturę. Barretowie będą kogoś opłakiwać (piszę „kogoś”, ale sylwetki – choć są ukrytymi w cieniu konturami – są na tyle szczegółowe, że można dojść do tego, kim jest ofiara). Kiedy widzimy ich po raz pierwszy, Michael Lark serią pozbawionych tekstu, panoramicznych kadrów prezentuje ich wędrówkę przez pustkowia Wyoming. Na następnej stronie zatrzymają się na popas. Są w dobrych humorach, nic nie zwiastuje nadciągającej katastrofy – i tylko my, czytelnicy, wiemy, że za moment coś się wydarzy, bo ta okładka nie daje nam spokoju. Jest to popisowy przykład suspensu – o tyle ciekawy, że opierający się wyłącznie na okładce. Nic w konstrukcji sceny nie zapowiada tragedii.

O ile w rodzinie Barretów są jeszcze jakieś parytety, to resztę zeszytu dominują kobiety. W retrospekcji widzimy kolejne epizody ze szkolenia Forever pod okiem Marisol. W tych scenach Michael Lark prezentuje się z najlepszej strony. Relacja Forever i Marisol jest wypisana na ich twarzach wyraźniej niż w dialogach. Największe wrażenie robi mimika kilkuletniej Forever – z jednego z kadrów wprost bije dziecięca determinacja. Fantastyczna robota.

Podobne znaczenie mają zbliżenia na twarze bohaterek w dwóch sekwencjach przesłuchania buntowniczki Emmy – najpierw przez samą Forever, potem wspieraną przez swoją siostrę Johannę w roli dobrej policjantki. Przygnębienie, wściekłość, rezygnacja, a nawet nadzieja – Lark oddaje je po mistrzowsku. Drugie przesłuchanie jest również okazją, by czytelnicy mogli poznać kolejną stronę Johanny Carlyle – właśnie tę dobrą policjantkę, łagodną twarz reżimu Carlyle’ów. Niecierpliwie wyczekuję kolejnych numerów, by przekonać się, co w jej zachowaniu jest grą i do czego ona tak właściwie dąży.

Greg Rucka od wielu lat jest znany – może nawet: zaszufladkowany – jako autor stawiający postaci kobiece na pierwszym planie. Carrie Stetko z „Whiteout: Zamieć”, Tara Chace z „Queen & Country”, nowa Batwoman czy wkład, jaki Rucka miał w rozwój Renee Montoyi na łamach „No Man’s Land” i „Gotham Central” mówią same za siebie. Rucka ma bardzo dobrą rękę do tworzenia wielowymiarowych, złożonych bohaterek i do prowadzenia ich w wiarygodny sposób. I nawet, jeśli polega przy tym na pewnych sprawdzonych wzorcach, jeśli przyjął tę łatkę i rozgościł się w tej szufladce – cóż, są dużo gorsze szufladki, w których mógł się znaleźć. I tak długo, jak popkultura pełna jest płaskich, traktowanych przedmiotowo postaci kobiecych, tak długo będę cenił pracę Grega Rucki.

Co powiedziawszy, w tym momencie na kartach „Lazarusa” przewija się kilka postaci ciekawszych od Forever. Główna bohaterka tak naprawdę nie zaczęła jeszcze zadawać pytań, które mogą przyczynić się do rozwoju jej charakteru – na razie daje się ponosić wydarzeniom.

Nie do końca postapokaliptyczny świat „Lazarusa”, w którym dziki kapitalizm doprowadził do renesansu feudalizmu, nie jest szczególnie oryginalny – wszystkie jego elementy są znajome, choć może nikt wcześniej nie łączył ich w ten konkretny sposób. Nie zmienia to jednak tego, że Rucka i Lark są w stanie przedstawić go w przygnębiająco realistyczny sposób, i zaludnić żywymi postaciami, których losy chce się śledzić. Ten zeszyt może być tylko kolejną cegiełką budującą świat, ale wydaje mi się, że za kilka lat wciąż będziemy go pamiętać ze względu na przedstawioną w nim podróż rodziny Barretów.

I za tę okładkę.

Krzysiek „Krzycer” Ceran