sobota, 15 czerwca 2019

Palcojad #2 (Joshua Williamson/Mike Henderson/Adam Guzowski)

Oj, ciężko zasiadało mi się do tego tekstu. Nie tylko z powodu panujących obecnie w naszym kraju upałów, lecz także z powodu tego, że ”Palcojad” jest nie tylko jednym z wielu tytułów, które zdążyłem już poznać w oryginale, ale też jednym z nielicznych których zwyczajnie nie znoszę. Problem jednak w tym, że gdy seria ukazywała się w USA i czytałem ja sobie na bieżąco, generalnie uznawałem ją za głupawego miejscami średniaka, ale z na tyle intrygującą tajemnicą, że śledziło się to do końca. I wszystko co najgorsze, wydarzyło się na samym końcu. Stanąłem wiec przed zadaniem – jak zniechęcić was do serii ”Palcojad” już teraz, byście nawet nie musieli przeżywać podobnego rozczarowania co ja, gdy doczytacie finał? Na szczęście (?) powtórna lektura tego komiksu po latach, dała mi jasno do zrozumienia, że nie muszę się nawet odwoływać do przyszłych wydarzeń, bo tutaj też jest zwykły kupsztal.

Palcojad” opowiada historię mocno nietypowych mieszkańców miasteczka Buckaroo, które jest znane z tego, że wydało na świat rekordową ilość seryjnych morderców. Jednym z nich jest tytułowy Palcojad – Edward Warren, który po uniewinnieniu swojej osoby od wszystkich zarzutów, wrócił do rodzinnego miejsca zamieszkania. W tym samym czasie do Buckaroo trafia agent Carroll, odkrywa największą tajemnicę miasteczka i… znika. Tu do akcji wchodzi były agent Nicolas Finch, wywalony z FBI za pobicie na śmierć przesłuchiwanego przestępcy i jedyny kumpel Carrolla. By odnaleźć przyjaciela i dowiedzieć się tego samego, co wspomniany agent, Finch łączy siły z lokalną panią szeryf oraz oczywiście – z Warrenem. Jeśli zastanawiacie się dlaczego w tekście o drugim tomie ”Palcojada” piszę na temat fabuły pierwszego, to wyjaśniam – tu w zasadzie nic nowego się nie dzieje. Ot, dodano wątki pewnej agentki FBI i paru mieszkańców Buckaroo, którzy (podobnie jak wszyscy wokół) mają trochę nierówno pod sufitem.

Czy wyolbrzymiam? Trochę tak. W końcu niemożliwością jest, by na łamach liczącego nieco ponad 300 stron tomiszcza fabuła nie ruszyła ani trochę do przodu. Coś tam w tym Buckaroo faktycznie się dzieje: a to pojawiają się kolejne wątki w sprawie tajemnicy morderców z tego miasteczka, a to dowiadujemy się nieco więcej o nich samych (a są to nietypowe indywidualności), a to Williamson stara się jakoś te swoje drewniane i wypełnione kliszami postacie jakoś rozwinąć. Niemniej powtórna lektura ”Palcojada” pokazała mi, jak wiele durnot wyparłem z pamięci, co pozwolę sobie zrzucić na fakt czytania tej serii w formie zeszytów co miesiąc. Łyknięcie dziesięciu jednocześnie to zupełnie inna para kaloszy.
Czytając serię w miesięcznych odstępach nie widziałem na przykład tego, że Williamson praktycznie co drugi zeszyt robi tę samą zagrywkę i nijak nie sprawia wrażenia tego, by ta powtarzalność mu jakoś przeszkadzała. W efekcie co kilkanaście stron dostajemy taką scenę: jest ktoś, kto wie coś na temat głównego wątku i chce to zdradzić głównym bohaterom, ale dopiero za chwilkę. I oczywiście zanim zdąży coś powiedzieć ginie, zostaje ranny, znika lub <tu wstaw dowolny powód dalszego kręcenia się fabuły w kółko>. Pal licho, gdybyśmy mieli z tą zagrywką do czynienia raz lub dwa razy. Nie, to się dzieje nieustannie i z taką częstotliwością, że w końcu staje się zwyczajnie nudne, a podczas lektury nie zadajemy sobie pytania ”co się teraz wyjaśni” tylko raczej ”dlaczego nic się nie wyjaśni”. Drugi tom ”Palcojada” jest tak skonstruowany, że po lekturze tych mniej więcej 220 stron komiksu niby coś tam wiemy więcej, niby zbliżamy się do rozwiązania zagadki, ale w sumie można ten tom wywalić do kosza, kupić trzeci i zauważyć, że w sumie niewiele się straciło.

Trudno nie porównać chociaż trochę serii ”Palcojad” do ”Odrodzenia” od Non Stop Comics. Tu i tam mamy do czynienia z małym miasteczkiem, które jest świadkiem bardzo dziwnych wydarzeń, a główni bohaterowie starają się wyjaśnić daną tajemnicę. Pierwszy z wymienionych tytułów – 30 numerów, drugi – 47. I jednak jakimś cudem to ten znacznie dłuższy tytuł autorstwa Tima Seeley’a i Mike’a Nortona jest nieporównywalnie lepiej przemyślany i prowadzony (przy okazji – kupujcie śmiało, warto). ”Palcojad” Williamsona zaś kręci się w kółko, łudząc nas co moment zwrotami akcji, z których najczęściej nie wynika zupełnie nic lub prawie nic, a znacznie częściej ocierają się o kuriozum (tu sobie pozwolę wymienić kwestię ujawnienia rodziców postaci o imieniu Alice, gdzie jakby sobie tak odrobinkę pomyśleć, to jest to ”ździebko” mało logiczne) i dodaje do tego postacie o konstrukcyjnej głębi kałuży w upalne lato. Bo niestety, tutaj też niewiele się zmieniło. Główny bohater to niezmiennie porywczy dupek, który najchętniej wszystko by wytłukł z podejrzanych. Pani policjantka to ta bardziej rozsądna ale z sekretami, a tytułowy Palcojad to ten nieprzewidywalny gość ale z zasadami. Rozwoju – zero. Do tego w tym tomie doszła nieco bardziej wysunięta na pierwszy plan agentka FBI, której trochę w głowie się miesza, co jest sygnalizowane tak subtelnie, że dzięki temu końcowy twist jest równie zaskakujący, co efekt wizyty słonia w magazynie szkła.

Niemniej przyznam, że jest tu kilka rzeczy, które jednak mi się podobały. Duet Henderson/Guzowski, a więc ci panowie od warstwy graficznej, pokazali się z bardzo dobrej strony. Lekko skręcający w stronę kreskówkowości styl tego pierwszego ”siadł” mi naprawdę nieźle, a sprawnie nałożone kolory przez Guzowskiego (swoją drogą, mało o nim informacji w necie, a jestem bardzo ciekaw kwestii jego polskobrzmiących personaliów) fajnie podkreślają to co istotne na danych planszach. Okładka tomu jest bardzo klimatyczna i przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż ta z pierwszej odsłony. Na plus także spora ilość dodatków, na które składają się między innymi galeria okładek wariantowych, scenariusz do jednego z zeszytów wchodzących w skład tomu czy też etapy powstawania plansz. Jako zwolennik takiej formy wydawania komiksów, to znaczy opartych na amerykańskich wydaniach deluxe, cieszy mnie zawsze masa fajnych do pooglądania jak i poczytania dodatków.

Ale koniec końców i tak odradzam sięganie po ”Palcojada”. To nie jest jakiś wybitnie dobry komiks, wręcz powiedziałbym iż są to niskie stany średnie. W tej cenie jest masa lepszych pozycji, a trzeci tom… ojejku, już się ”cieszę” na myśl o napisaniu recki na jego temat.
     
----------------------------------------------
     
"Palcojad #2" do kupienia w sklepach Egmontu oraz ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza