wtorek, 4 czerwca 2019

Odrodzenie #5: Wezbrane wody (Tim Seeley/Mike Norton/Mark Englert)

Miało być przyspieszenie i jest – w 2018 roku wydawnictwo Non Stop Comics opublikowało tylko dwa tomy serii ”Odrodzenie”, a na 2019 zaplanowano… trzy :) No cóż, spodziewaliśmy się jeszcze jednego, ale lepiej tyle niż żaden, prawda? Można domniemywać, że spowolnienie tempa publikowania tej serii oznacza, że jakimś hitem sprzedażowym to ona nie jest, więc moim zakichanym obowiązkiem jest tylko jedna rzecz – nakłaniać, nakłaniać i jeszcze raz nakłaniać, byście wydali pieniądze na ten tytuł. I zrobię to bez cienia zażenowania, ponieważ uważam, że tytuł jest jak najbardziej na to zasługuje.

Jeśli jeszcze nie wiecie z czym macie do czynienia, to już wyjaśniam. ”Odrodzenie” opowiada o małym miasteczku w stanie Wisconsin, na terenie którego dochodzi do niezwykłego wydarzenia – zmarli wracają do życia. Nie chodzi jednak o atak zombie czy coś w ten deseń. Ludzie ci po prostu wrócili i starają się wieść normalne życie. Tyle tylko, że w Wausau jest to już niemożliwe – miasteczko zostaje poddane kwarantannie, a zagadka powrotu zmarłych z każdym kolejnym dniem wydaje się być coraz bardziej skomplikowana. W piątym tomie serii, ”odrodzona” Em zawiązuje niełatwy sojusz, by zwiększyć szanse na znalezienie ojca jej dziecka. Jej starsza siostra Dana dowiaduje się, że ktoś zagrażał jej synkowi i postanawia się na nim zemścić. Tymczasem w ośrodku badającym przyczyny powrotu zmarłych dochodzi do niekoniecznie etycznych czynów, w morderstwem włącznie. Wszystko zaś doprowadza do tego, że przez miasto przetacza się fala protestów Odrodzonych, która w finale doprowadza do ogromnej tragedii.

Odrodzenie” łącznie liczyć będzie w polskiej edycji osiem tomów, zatem właśnie weszliśmy w drugą połowę całości opowieści. Nie macie poprzednich odsłon? Nic straconego, ponieważ wszystkie są dostępne w większości sklepów Internetowych i jak dobrze poszperacie, to za około 120 złotych nabędziecie nówki, a używki nawet taniej. No dobra, ale dlaczego w zasadzie warto sięgnąć po ten tom jak i wszystkie wcześniejsze? Z prostego powodu, ale będziecie musieli uwierzyć mi na słowo.
Na rynku USA jest wiele komiksów, które roztaczają wizję wielkiej tajemnicy, której kolejne szczegóły rozwiązywane będą przez dłuuuugi czas, aż w końcu nastąpi grande finale i wszystko stanie się jasne. Na takiej zasadzie budowano na przykład ”Palcojada”, publikowanego obecnie w naszym kraju przez wydawnictwo Egmont, a możemy śmiało dorzucić do tego inne komiksy – podobne praktyki, chociaż podlane sosem z superbohaterów stosował chociażby Jonathan Hickman w swojej wielkiej epopei z Marvelowskimi Mścicielami w roli głównej. Dostajemy kolejne tomy opowieści, w każdym z nich mniej lub więcej wskazówek dotyczących głównego wątku i jeśli twórca robi to umiejętnie, to nie przeszkadza nam zbytnio to ile tomów ma całość. Czym więc w zasadzie różni się ”Odrodzenie” od tych tytułów i wyróżnia się na tle wielu innych przykładów? No właśnie tym, że od początku do końca dzieło Tima Seeleya i Mike’a Nortona jest przemyślane i nie ma tu miejsca na wątki, które byłyby kompletnie z du… eee… znikąd wzięte.

Trzymając się powyższych przykładów. Dziś, po ukazaniu się całej Hickmanowskiej opowieści trudno znaleźć czytelników, którzy byliby z niej w pełni zadowoleni. Zwłaszcza z ostatniego aktu. ”Palcojad”, to dopiero przed większością z Was, jest podobny. Jeśli czytaliście serię tę w oryginale, to z pewnością przyznacie mi rację, że finał tej serii jest zwyczajnie daremny. Tymczasem ”Odrodzenie” jest serią, którą nie tylko nieźle się czyta tom po tomie, ale spokojnie można dodatkowo ją docenić, gdy otrzyma się już całość. Seeley i Norton nie tylko stworzyli fabułę, która po ujawnieniu wszystkich zagadek naprawdę trzyma się kupy i trudno się do czegoś przyczepić, ale także zaprezentowali nam bohaterów, miejsca i zdarzenia, które śledzi się z ogromnym zainteresowaniem. Poszczególne postacie są ciekawe i praktycznie każda z nich skrywa swoje tajemnice, a ich odkrywanie nierzadko jest zadziwiającym doświadczeniem. Jednocześnie otrzymujemy liczne zwroty akcji (no nie będę ukrywać, finał ”Wezbranych wód” to nie było coś, czego bym się spodziewał po tym komiksie) i nawet pozornie nieistotne wątki, jak w tym tomie ten należący do Em, mogą okazać się ważne dla budowanej misternie mitologii ”Odrodzenia”. Gdy pierwszy raz sięgałem po tę serię, czyli w czasach gdy ukazywała się w USA, do samego końca nie wierzyłem, że twórcom uda się nie rozczarować czytelników finałem ich serii. Tymczasem oni zagrali na moim pesymistycznym nosie i wraz z każdym zeszytem oraz tomem udowadniali, że mają plan, który nie polega na wariackim i nieprzemyślanym zamykaniu wątków (tak, patrzę na ciebie ”Palcojadzie”).

Wszystko to idealnie podkreślają spokojne, dokładne i świetnie pasujące do klaustrofobicznego klimatu komiksu rysunki Mike’a Nortona oraz kolory Marka Englerta. Ale i nastrojowe okładki autorstwa Jenny Frison warte są wspomnienia. Ilustracje zdobiące front i tył każdego z tomów również przykuwają wzrok i pozostaje nam tylko żałować, że w standardowych wydaniach zbiorczych od Image nie mamy okazji przyjrzeć im się w całej okazałości. Kto wie czy dla ”Odrodzenia” w naszym kraju nie byłoby lepiej, gdyby wydawnictwo Non Stop Comics zdecydowało się sięgnąć po czterotomową edycję deluxe?

No ale ok, gdybanie zostawmy sobie na kiedy indziej. Edycja polska to zwykle, miękkookładkowe wydanie zbierające sześć kolejnych zeszytów. Nie ma tu ani okruszka jeśli chodzi o dodatki. Jest za to cena okładkowa w wysokości 42 złotych, lecz jak powszechnie wiadomo, jak się poszpera to znajdzie się znacznie taniej. Czy warto? Jak najbardziej. Dlaczego tej serii jeszcze nie macie w zbiorach? Nie wiem. Zatem sio! Wyjazd! Kupować dobry komiksik!
   
-----------------------------------------------
    
"Odrodzenie #5: Wezbrane wody" do kupienia w sklepach Non Stop Comics oraz ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza