Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szymon kudrański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szymon kudrański. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 grudnia 2017

Z archiwum Image #48 - Tryptyk Spawna 1/3

Odliczanie do pięćdziesiątki tej rubryki, która wypadnie w lutym przyszłego roku, czas zacząć. Zarówno ta, jak i kolejne dwie odsłony ”Z archiwum Image” będą dość nietypowe, chociaż z kompletnie różnych powodów. Dzisiejsza tym różni się od poprzednich, ponieważ sięgam po tytuł, który na sklepowych półkach pojawił się raptem trzy lata temu. 250 numer ”Spawna” zostanie tutaj bardzo pokrótce omówiony, lecz przede wszystkim stanowi także pretekst do tego, by przypomnieć nieco udział Szymona Kudrańskiego w tej serii. Artysta ten ”popełnił” w swoim pierwszym runie pięćdziesiąt kolejnych odsłon tej serii plus zaliczył mały udział w jubileuszowym, 200 zeszycie. I był to okres pełen zawirowań, zarówno w świecie samego tytułowego bohatera, jak i w głowie Todda McFarlane’a. Ale o tym właśnie więcej w rozwinięciu posta. I uwaga: pojawiają się tam spoilery.

sobota, 13 lutego 2016

Zombie Cop vol. 1 (Jeff Mariotte/Szymon Kudrański)

Jest rok 2009. Wciąż jeszcze nieznany szerzej na komiksowym rynku w USA Szymon Kudrański debiutuje w Image z komiksem, który zwraca uwagę samego Todda McFarlane’a. Od tego zdarzenia mija raptem kilka miesięcy i nasz rodak ogłoszony zostaje stałym rysownikiem ”Spawna”. Można by więc pomyśleć, że ”Zombie Cop”, a więc tytuł, który otworzył mu te drzwi, jest dziełem co najmniej bardzo dobrym pod względem graficznym. Dlatego też, gdy zobaczyłem komiks ten w całkiem niezłej cenie na ostatniej edycji MFKiG, postanowiłem go kupić. Niestety, zarówno moja pierwsza jak i druga konfrontacja z nim nie należała jednak do najprzyjemniejszych rzeczy i o tym właśnie chciałbym napisać w dzisiejszej recenzji.

niedziela, 27 lipca 2014

SDCC 2014: Wielkie zmiany u Spawna

W grudniu tego roku seria "Spawn" doczeka się premiery jubileuszowego, 250 numeru. Na tegorocznym San Diego Comic Conie Todd McFarlane skorzystał z okazji, by ogłosić co wtedy stanie się na łamach jego autorskiego tytułu. Ku mojemu zdziwieniu, to co ogłoszono spotkało się z ogromnym entuzjazmem, chociaż dla mnie stało się najsmutniejszą informacją w ostatnich dni.

Co takiego stanie się w zapowiedzianym zeszycie? Otóż "Spawn #250" przyniesie nam dwie wielkie zmiany. Po pierwsze, ponownie wymieniony zostanie główny bohater. Po sześciu latach przyjdzie nam pożegnać intrygującego i ciekawego Jima Downinga, którego zastąpi... Al Simmons. Tak, niestety. Najbardziej użalająca się nad sobą postać w historii komiksów wróci z martwych, by ponownie... no właśnie, co będzie robić nowy/stary Spawn? Według McFarlane'a, Al Simmons powróci jako badass, który jest już w pełni świadomy swoich mocy oraz ich pochodzenia. I to w sumie tyle, co zdradził twórca postaci.

Druga ogłoszona na panelu wiadomość dotyczy bezpośrednio Szymona Kudrańskiego. Otóż 250 numer "Spawna" będzie ostatnim, który nasz rodak zilustruje. McFarlane zdradził, że wkrótce ogłosi nowy zespół twórców jego autorskiej serii i potwierdził, że chodzi zarówno o scenarzystę jak i rysownika. Twórcy ci zadebiutują w epilogu do jubileuszowego zeszytu, a od numeru 251 będą już pracować na pełen etat. Według plotek pochodzących z Bleeding Cool (a więc bardzo często wyssanych z palca), nowym scenarzystą tytułu ma być Grant Morrison.

To co najbardziej dla mnie szokujące, to ogólny entuzjazm na te wieści, jaki można znaleźć w Internecie. Często pojawiają się opinie brzmiące mniej więcej: "wreszcie mam powód by wrócić do czytania tej serii". Dla mnie ogłoszone informacje to raczej powód, by się ze "Spawnem" pożegnać.

piątek, 11 lipca 2014

Repulse vol. 1 (Szymon Kudrański/Jeff Mariotte)

Dzisiaj recenzowany komiks posiadam już w swojej kolekcji od dwóch jak nie trzech lat. Dopiero teraz, gdy akurat nic nowego z Image nie trafia do moich zbiorów, nadarza się okazja bliżej przyjrzeć się komiksowi, który w Polsce przeszedł właściwie bez echa. Niemal, bo przygotowując się do pisania tego tekstu zrobiłem mały research i znalazłem jedną recenzję oraz jedną zapowiedź. Dlaczego mnie to dziwi? To proste. ”Repulse” to komiks wyjątkowy. Nie z powodu wyjątkowo udanej historii, która na stałe wejdzie do klasyki gatunku, ale dlatego że jest to jedna z bardzo niewielu pozycji wydanych w USA, za którą odpowiedzialny jest nasz rodak. Szymon Kudrański, bo o nim właśnie mowa, po sukcesie jakim okazał się dla niego angaż w ”Spawnie”, dorobił się także w Image Comics pozycji, która nie tylko narysował, ale także stworzył do niej scenariusz (z czyjąś drobną pomocą, ale o tym później). Wielki sukces, o którym prawdopodobnie wielu z Was nawet nie ma pojęcia.

Repulse” to składająca się z 72 stron historia osadzona w niedalekiej przyszłości, której głównym bohaterem jest Sam Hagen. Pracuje on w specjalnej jednostce policyjnej, która nazywa się after-crime. Dzięki specjalnej technologii, członkowie tej dywizji nogą podpinać się do mózgów zamordowanych osób i „odtworzyć” moment ich śmierci. Niestety, przy okazji sami odczuwają ból i strach, jaki towarzyszył ofiarom. Sami więc rozumiecie, że Sam Hagen nie jest typem wesołka, ponieważ raz za razem „umiera”. Jego życie prywatne to również katastrofa, gdyż nigdy nie poradził sobie z niewyjaśnioną śmiercią swojego syna, co doprowadziło do jego moralnego upadku i rozwodu z żoną. Hagena poznajemy w momencie, gdy zostaje wezwany na miejsce kolejnego morderstwa i odkrywa, że sprawcą był robot. Tyle tylko, że w tym świecie wszystkie mechaniczne istoty mają wbudowaną blokadę, uniemożliwiającą im krzywdzenie ludzi. W dodatku, zabójca upatrzył sobie policjantów związanych ze śledztwem, które Sam niegdyś prowadził.

Istnieje dość powszechna opinia, że mało który rysownik przy okazji może okazać się dobrym scenarzystą. Szymon Kudrański nawet nie ukrywa, że ”Repulse” nie powstałoby, gdyby nie pomoc Jeffa Mariotte, który przepisał jego pierwotny scenariusz, poprawiając między innymi błędy językowe. Tytuł, który początkowo był planowany na trzyczęściową miniserię ostatecznie wydany został jako jeden one-shot i już na pierwszy rzut oka widać, że scenariusz jest dla Kudrańskiego pretekstem do tego, by poeksperymentować nad stylem rysowania.

Nie zrozumcie mnie teraz źle, fabularnie nie jest bowiem źle. Otrzymujemy stosunkowo prostą historię, w której jednak udaje się sprawnie pokazać charaktery poszczególnych bohaterów, a także przedstawić świat, w którym osadzona jest akcja ”Repulse”. Trudno przy tym nie zauważyć, że wszystko to jest ledwie zarysowane. Przykładowo, szybko dowiadujemy się o futurystycznych wynalazkach oraz robotach służących ludziom, lecz nie oczekujcie odpowiedzi na pytania: jak, kiedy i dlaczego zaszły takie zmiany? Z lektury nie dowiemy się także wielu innych rzeczy, ale za to winię Kudrańskiego, ani zbyt małej ilości stron w komiksie. Historia nigdy nie miała być zbyt rozdmuchana, a główny nacisk, zgodnie z planem, położono na akcję.

Jak wiecie z recenzji obu tomów ”Spawn: New Beginnings”, rysunki Szymona Kudrańskiego naprawdę bardzo mocno lubię. W ”Repulse” zyskał on w moich oczach kilka dodatkowych plusów. Akcja tego one-shotu co prawda osadzona jest w przyszłości, lecz trudno nie wyłapać inspiracji bardzo klasycznymi kryminałami noir. I pod względem graficznym, nie można mieć żadnych wobec tego komiksu żadnych zastrzeżeń. Polak zmienił nieco swój styl na bardziej „brudny” – na każdej stronie jest sporo ciemnych fragmentów czy niby przypadkowych plam. Świetnie udało się mu także zaprojektować miasto. Jest to wielki, żelazny moloch, brudny, smutny i ciasny, przez co niemal czujemy spaliny z ulic miasta, w którym przyszło żyć Hagenowi, nie wspominając już o kręcącym się tu i ówdzie klaustrofobicznym lęku. Uważam jednak, że największą zaletą rysunków jest porzucenie kolorów. To jak Kudrański operuje czernią i bielą sprawiło, że nieco inaczej spojrzałem na jego prace przy serii autorstwa Todda McFarlane’a, gdzie nakładane komputerowo kolory również potęgowały klimat opowiadanej historii (w tym także ich celowa sztuczność), lecz z całą pewnością nie robiły tego tak znakomicie, jak poszczególne strony ”Repulse”.

Największą siłą dzisiaj recenzowanego komiksu jest to, że warstwa graficzna tak mocno kryje średni zaledwie scenariusz, iż wcale nie zwracałem uwagę na jego mielizny i ewentualne nieścisłości. Chociaż z reguły chwalę dodatki, przy okazji ”Repulse” zrobię coś odwrotnego. W komiksie tym bowiem znalazło się miejsce na kilka stron szkiców i projektów postaci, co z jednej strony cieszy, ale z drugiej daje dziwne uczucie, że miejsce to mogło być spożytkowane na chociażby minimalnie lepsze rozpisanie scenariusza.

Z tego co widzę, ”Repulse” nie jest dostępne w ofercie Multiversum czy ATOM Comics. Nie wiem czy to z powodu wyprzedania się komiksu, lecz z całą pewnością mogę Wam polecić przeszperanie różnych zakątków Internetu. Okładkowo, one-shot ten kosztował niecałe 7 dolarów i opublikowany został w miękkiej okładce. Jak szybko przeliczycie, nie jest to żaden majątek, a w zamian możecie otrzymać kawałek świetnego pod względem graficznym komiksu.

Repulse” nie trzeba koniecznie lubić, ale z cała pewnością powinniśmy brać pozycję tę za przykład największego sukcesu naszego rodaka na komiksowym rynku w USA i cieszyć się nim. Oczywiście końcowa ocena nie jest uzależniona od tej radości i ostatecznie wyniesie 4+/6

wtorek, 11 marca 2014

Spawn: New Beginnings vol. 2 (Todd McFarlane/Szymon Kudrański)

Kawał czasu minął od chwili gdy napisałem recenzję pierwszego tomuSpawn: New Beginnings”. Mała w ostatnich kilku dniach ilość newsów z wydawnictwa Image sprawiła, że znalazłem dodatkowy czas na napisanie dzisiaj prezentowanego tekstu. Minuty te wykorzystałem najpierw od lektury obu komiksów, a więc przypomnienia sobie przygód nowego Spawna i chociaż minęło już sporo czasu od ostatniego razu, gdy miałem je w rękach, okazało się, iż opinię o nich mam dokładnie taką samą. Co to oznacza? Dowiecie się w dalszej części tekstu.

Spawn: New Beginnings vol. 2” to bezpośrednia kontynuacja wątków zapoczątkowanych w pierwszym tomie. Nadal śledzimy losy Jima Downinga, który wybudził się ze śpiączki w momencie, gdy Al Simmons ponownie odebrał sobie życie. Mężczyzna stał się nowym „posiadaczem” klątwy Spawna, lecz bycie pionkiem w piekielnej grze to tylko jeden z problemów Downinga. Jim bowiem za wszelką cenę chce dowiedzieć się kim był zanim wylądował w śpiączce, a im więcej dowiaduje się na swój temat, tym większe niebezpieczeństwo ściąga na swoich przyjaciół. Dodatkowo, na jego drodze staje pewien znajomo wyglądający clown.

Zarówno przy recenzji pierwszego tomu „Spawn: New Beginnings” jak i całości „Spawn: Endgame Collection” chwaliłem zespół twórców za odświeżenie postaci tytułowego bohatera. Pod koniec występów Ala Simmonsa seria stworzona przez Todda McFarlane’a była bardzo toporna i momentami bardzo przekombinowana. Wymiana głównego bohatera po niemal 190 numerach była bardzo ryzykownym krokiem, ale niespodziewanie także i dla mnie, całkowicie się opłaciło. Drugi tom „Spawn: New Beginnings” posiada dokładnie te same wady i zalety obu wyżej wymienionych komiksów. Nie posłużę się jednak metodą „kopiuj-wklej” i jakoś doklepię tekst ten do wymaganych przeze mnie rozmiarów :D

Po pierwsze – świeżość. Jim Downing jest zupełnie inny od Ala Simmonsa i jest to zmiana na plus. Zawsze bardziej lub mniej podobała mi się seria opowiadająca o losach Spawna, ale nigdy, powtarzam, nigdy nie lubiłem tego powtarzalnego i niesamowicie irytującego użalania się nad sobą głównego bohatera. Jim otrzymał niejako w darze ludzki wygląd i może pokazywać się wśród ludzi, którzy nie są bezdomnymi z zaułków. Dało to możliwość wprowadzenia do serii nowe postacie i odstawienie na boczny tor tych, których przez ponad dekadę podziwialiśmy. Nawet duet Sam & Twitch w pewien sposób zniknął, lecz twórcy uczynili to z taktem i sensem. Nowy główny bohater, w ogromnej większości nowy drugi plan, ta sama klątwa – oto moim zdaniem bardzo dobry przepis na wprowadzenie powiewu świeżości do cyklu, który odniósł sukces.

Po drugie – fabuła. Nowe postacie nic by nie zdziałały, gdyby nie było niezłej historii z ich udziałem. „Spawn: New Beginnings vol. 2” taką posiada. Todd McFarlane do spółki z Jonem Goffem stworzyli wielowątkową fabułę, której całość nie została odkryta w tym tomie. Co najważniejsze, praktycznie żaden z wątków nie wydaje się być słabszy od pozostałych. Zarówno poznawanie swoich mocy przez Jima, jak i próby poznania szczegółów ze swojej przeszłości są bardzo interesujące. Dodatkowo, ten pierwszy wątek stanowi w tym tomie ostateczne pożegnanie z Alem Simmonsem, które wychodzi bardzo zgrabnie i z pewnością nie było pozbawione szacunku. Ciekawe wydaje się też zestawienie horroru i fantasy z mimo wszystko dość typowym proceduralem, jakim jest część fabuły poświęcona Twitchowi Williamsowi i śledztwu jakie prowadzi.

Po trzecie wreszcie – rysunki. W chwili gdy piszę te słowa, znam już mnóstwo prac Szymona Kudrańskiego. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że niegdzie jego ilustracje nie wyglądały tak dobrze, jak w „Spawnie”. Ten tom stanowi kwintesencję tego, co lubię w Kudrańskim. Realistyczne rysunki, świetne rozplanowanie plansz, zapadające w pamięć pojedyncze kadry i wreszcie NIE-S.A.-MO-WI-TY klimat. Momentami aż ciary przechodzą po plecach na widok jego rysunków i wcale nie oznacza to, że były one słabe. Wręcz przeciwnie, Kudrański może w DC Comics narysować miliony postaci, lecz jestem pewien, że żadna z nich nie będzie wyglądać tak dobrze jak Spawn. „Spawn: New Beginnings vol. 2” tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Wady? W zasadzie tylko jedna. Momentami przytłacza ilość tekstu na jednej stronie komiksu. czytając drugi tom „Spawn: New Beginnings” bardzo często trafiamy na jakąś scenę, w której postaci mówią naprawdę dużo. Kwestią dyskusyjną jest dla mnie to, czy wszystkie dialogi wnoszą coś do fabuły i zważywszy na moje zachwyty nad pracami Kudrańskiego, uważam iż momentami nadmierna ilość dymków z tekstem wręcz oszpeca warstwę graficzną.

Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu „Nowych Początków”, tak i tutaj materiały dodatkowe ograniczają się do galerii okładek z sześciu poszczególnych numerów z których składa się ten tom. Szczerze powiedziawszy nie sądzę, by któraś z nich była szczególnie udana i czekam z niecierpliwością na moment, w którym będę mógł Wam napisać o znacznie lepszych roverach z tej serii. nie wiadomo kiedy to nastąpi, ponieważ do dziś „Spawn: New Beginnings vol. 2” to ostatni wydany przez McFarlane Productions komiks zbierający najnowsze przygody Jima Downinga. Dlatego cieszcie się tym co macie i sięgnijcie zarówno po ten komiks, jak i jego pierwszą odsłonę. Moja ocena to solidna czwórka z plusem.

środa, 20 listopada 2013

Spawn: New Beginnings vol. 1 (Todd McFarlane/Szymon Kudrański)

I wreszcie docieramy do końca dubli. Każda kolejna recenzja będzie już premierowa.

Tytuł zbioru jest nieprzypadkowy. Jeśli czytaliście recenzję SPAWN: ENDGAME COLLECTION, to doskonale już wiecie, że Al Simmons zginął... ponownie. Tym razem jednak wygląda na to, że taki stan rzeczy jest już permanentny. Nowym, nie mniej interesującym Spawnem został niejaki Jim Downing, a ponieważ komiks ma nowego bohatera, całej serii z pewnością przyda się więc zupełnie nowy początek. Taki też tytuł otrzymuje więc pierwszy zbiór, który prezentuje przygody Spawna po historii ENDGAME.

Zanim jeszcze w ogóle rozpoczęto prace nad historią zawartą w SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1, trwały ciężkie boje, by doprowadzić do wydania zeszytów 197-200 comiesięcznej serii. Ciągnęło się to w nieskończoność i zdecydowanie przyćmiło fakt ogłoszenia nazwisk twórców, którzy wraz z 201 zeszytem przygód Spawna rozpoczną swój run. Ci jednak, którym wieść ta nie umknęła, zachodzili w głowę. Po tym, jak przez piętnaście lat serię SPAWN tworzyły same tuzy komiksowego przemysłu, nowym duetem odpowiedzialnym za kolejne przygody Jima Downinga zostali Will Carlton i Szymon Kudrański. Większość fanów zadawała sobie wtedy pytanie: „who the f**k are his guys?”. Oto bowiem Todd McFarlane powierzył swoje największy twór totalnemu debiutantowi (scenarzysta) i niemal anonimowemu artyście z Polski (wcześnie narysował on jedynie HOPE FALLS dla wydawnictwa Markosia). Później okazało się, że Carlton to tak naprawdę McFarlane piszący pod pseudonimem. Co prawda nie jestem na bieżąco z aktualnymi recenzjami comiesięcznej i wreszcie wydawanej bez opóźnień serii, ale po lekturze SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1 uważam, że ten duet w kilka miesięcy zrobił więcej dobrego dla marki tej postaci, niż ktokolwiek przez ostatnie 5-6 lat.

SPAWN: NEW BEGGINING vol. 1 to przede wszystkim komiks o nieco mylącym tytule. To, co rzuca się zdecydowanie w oczy, to fakt, iż bardzo mało w niej samego Spawna. Todd McFarlane stworzył historię spójną i bardzo ciekawą, która dodatkowo zupełnie w niczym nie przypomina nawet ENDGAME. Komiks ten skupia się przede wszystkim na samym Jimie Downingu, który z jednej strony stara się poznać szczegóły swojej niejasnej przeszłości, a z drugiej, wykorzystuje swoje nowo nabyte umiejętności do czynienia dobra. Praktycznie cała historia skupia się jeszcze mocniej, niż wspominane ciągle ENDGAME, na zaznaczaniu wyraźnych różnic między Spawnem-Downingiem, a Spawnem-Simmonsem. Tu zadam pytanie do osób, które znają doskonale losy tego drugiego: czy nie męczyło Was ciągłe i nachalne wręcz użalanie się nad swoim losem, które prezentował Al? W SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1 tego nie uświadczycie. Koniec z pseudofilozoficznymi rozmowami Spawna z bezdomnymi, coraz bardziej absurdalnymi przeciwnikami głównego bohatera i zatapianiem w nonsensie całej mitologii postaci. Jim Downing po prostu jest zupełnie inną postacią.

Należy wspomnieć, że głównymi przeciwnikami nowego Spawna w komiksie jest pewna grupa wampirów. Niezwykle udanym zabiegiem okazał się pomysł, by wątek ten stał się równoważnym z drugim, w którym nowy Spawn stara się poznać prawdę o swojej przeszłości. Ba, czasem nawet krwiopijcy stawali się zaledwie tłem, by po jakimś czasie wyskoczyć ze zdwojoną siłą. To dla mnie kolejny plus SPAWN: NEW BEGGINING vol. 1 – historia jest umiejętnie zbilansowana, a bardzo mocny klimat horroru tylko dodaje jej wartości.

Nie udało się jednak uniknąć twórcy scenariusza pewnej wpadki. SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1 nie jest zbyt przyjazne dla nowego czytelnika, bowiem bez podparcia w postaci ENDGAME, niektóre wątki mogą pozostać niezrozumiałe.

Przejdźmy wreszcie do warstwy graficznej komiksu. Jak już chyba każdy fan komiksów w Polsce wie, odpowiada za nie nasz rodak – Szymon Kudrański. I jego prace są po prostu NIESAMOWITE, co piszę z pełną odpowiedzialnością i nie tylko dlatego, że chwalę Polaka. Być może wynika to z faktu, że Szymon miał mnóstwo czasu na pracę, ponieważ, jak sam kiedyś przyznał, rysował już zeszyt 203, gdy wydawnictwu Image z bólem udało się wydać numer 198. Realistyczne, bardzo szczegółowe i niezwykle klimatyczne ilustracje tchnęły w nieco zatęchły świat Spawna coś na kształt powiewu świeżości (jeśli możemy tak mówić w przypadku historii o generale piekieł). Kilka poszczególnych kadrów, a już na pewno niemal każda okładka autorstwa Kudrańskiego, z całą pewnością nadaje się do powiększenia, wydrukowania i powieszenia na ścianie. Podejrzenia o skrajny satanizm pojawią się na pewno, ale myślę że i tak warto.

SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1 nie zawiera niestety zbyt wielu dodatków. By być dokładnym, dostajemy sześć okładek, pochodzących z poszczególnych zeszytów, a jedną z nich dodatkowo w wersji bez kolorów. Ósmą i zarazem ostatnia stronę dodatków stanowi dość zaawansowany projekt okładki do zeszytu 206, autorstwa Kudrańskiego. Moim skromnym zdaniem, jest ona znacznie lepsza od wersji finalnej, ale bądź co bądź, o gustach podobno się nie dyskutuje. Liczyłem na nieco więcej ze strony Image Comics, chociaż wydawnictwo to nigdy nie słynęło z tego, by raczyć czytelników większą ilością dodatków.

SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1 polecam każdemu, kto czytał przygody Spawna, lecz z jakiegoś powodu zrezygnował. Podkreślę jednak raz jeszcze – bez podbudowy w postaci SPAWN: ENDGAME COLLECTION może być Wam ciężko z załapaniem niektórych wątków. To samo zresztą tyczy się czytelników, którzy zapragną od tego miejsca rozpocząć przygodę ze Spawnem. Mimo wszystko gorąco polecam ten zbiór, chociażby z tego powodu, że to najlepszy komiksowy horror, jaki miałem przyjemność czytać w ostatnich miesiącach. SPAWN: NEW BEGGININGS vol. 1 otrzymuje ode mnie zasłużoną i mocną piątkę. Już zaczynam odliczać dni, gdy w moje łapska trafi kolejne wydanie zbiorcze z przygodami Jima Downinga.