Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wildstorm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wildstorm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2019

Z archiwum Image #71 - Gen13/Generation X

Crossovery międzywydawnicze to w świecie komiksów nic nadzwyczajnego. Bawił się w to chyba każdy, a i dziś takie DC Comics nie boi się wysłać Ligę Sprawiedliwości do starcia z Power Ranwers czy uczynić z Batmana dobrego ziomka Wojowniczych Żółwi Ninja. Oczywiście spotkania z herosami z innych wydawnictw zdarzało się również w historii Image Comics, czego mieliśmy okazję być świadkami w marcu 2006 roku, gdy nieistniejąca już Mandragora wydała w naszym kraju komiks ”Spawn/Batman” Franka Millera i Todda McFarlane’a. Oczywiście takich akcji było więcej. Studio Top Cow wysyłało Witchblade czy The Darkness do uniwersum Marvela czy na spotkania z Red Sonją, zaś Invincible Roberta Kirkmana spotkał na swej drodze między innymi Spider-Mana, a Savage Dragon ścierał się z Megaton Manem. W latach dziewięćdziesiątych było także niezwykle głośno o crossoverze ”Deathmate”, gdzie postacie z Extreme Studios oraz WildStormu spotykały bohaterów z Valiant Comics i przyłożyły dużą cegiełkę do bankructwa ostatniego z wymienionych. O tym może jednak wspomnę kiedy indziej. Dziś rzucimy okiem na rok 1997 i jeden z wielu przykładów współpracy Image z Marvelem.

czwartek, 28 lutego 2019

Deviacje #65

Koniec miesiąca, a więc czas na nowe "Deviacje". Dawno nie było jakiegoś polskiego akcentu w "Deviacjach", więc dzisiaj są dwa. Oprócz tego zaglądamy do fan-artów z serialowego wcielenia "The Walking Dead" oraz przypomnę o pewnej fajnej postaci z WildStormu.

czwartek, 8 marca 2018

Z archiwum Image #51 - Zealot

Jeśli przyjrzycie się bliżej pierwszym komiksom publikowanym przez wydawnictwo Image, z pewnością zauważycie, że znakomita większość z nich jest przeładowana testosteronem. Spawn, Savage Dragon i ShadowHawk to faceci, zaś panie w ich seriach stanowiły raczej drugi plan. Grupa Youngblood pełna była najróżniejszych postaci, ale tak na dobrą sprawę tylko faceci z tej ekipy potrafili jakoś na dłużej zapaść w pamięć, przynajmniej do pojawienia się w składzie Glory. Tak na dobrą sprawę, tylko Marc Silvestri wiedział, że warto dać paniom znacznie bardziej wyrazistą rolę, dzięki czemu w ”Cyber Force” od samego początku Cyblade, Velocity czy Ballistic zapadały w pamięć nie tylko dzięki względom wizualnym. No i jest jeszcze WildStorm, które podchodziło do sprawy najczęściej bardzo źle. Dziś, z okazji Dnia Kobiet, przyjrzymy się nieco bliżej jednej z pan wykreowanych przez Jima Lee i Brandona Choia.

sobota, 30 września 2017

Deviacje #48

Za nami kolejny miesiąc, więc nadszedł czas na nową odsłonę "Deviacji". Dość przypadkowo odkryłem pewną grupę na serwisie DeviantArt, której zasoby pozwolą mi utrzymać tę rubrykę jeszcze przez kilka dobrych odsłon, więc "pięćdziesiątka" w chwili obecnej jest totalnie niezagrożona. Tymczasem dzisiaj jeszcze tradycyjne źródła, zaś zacznę od kolejnego dzieła Pana Kulki.

niedziela, 19 lutego 2017

Z archiwum Image #38

Dzisiaj zrobię małe odstępstwo od zasad rządzących rubryką ”Z archiwum Image”. Generalnie staram się pisać tu o premierowych numerach poszczególnych serii lub miniserii, wspominając o ich całości i okolicznościach ich powstawania. Dzisiaj skupię się na antologii, której pierwszego numeru… po prostu nie posiadam :) Jednakże jako iż kilka dni temu DC Comics zrestartowało imprint WildStorm, wraz z pierwszym numerem serii zatytułowanej, nomen omen, ”The Wild Storm”, postanowiłem wyciągnąć ze swojej sterty komiksów trzy zeszyty tytułu, który w 1995 roku rozwijał uniwersum studia założonego przez Jima Lee.

piątek, 8 lipca 2016

Z archiwum Image #31

Myślę, że nie ma się co oszukiwać. Superman jest taką postacią, którą chciałoby mieć u siebie każde wydawnictwo komiksowe w USA. Ponieważ DC ani myśli pozbywać się jednej ze swoich najjaśniejszych gwiazd, konkurencja musi obejść się smakiem i tworzyć swoje wariacje na temat tej postaci. Tych uzbierało się już całkiem sporo, wystarczy dobrze poszperać w ofercie Marvela, Image czy nawet nieco mniejszych wydawnictw jak Boom! Studios. W latach 90-tych, twórcy pracujący dla Image prześcigali się wręcz w tworzeniu niby-klonów Supermana. Wymienić można choćby Apollo, Mr. Majestica czy Supreme. No i był jeszcze Union, któremu poświęcę dzisiejszą odsłonę ”Z archiwum Image”.

czwartek, 21 stycznia 2016

Z archiwum Image #25

Jubileuszowa odsłona "Z archiwum Image" stanowić będzie domknięcie rozpoczętego już jakiś czas temu tryptyku, który poświęcony jest WildStormowej serii "StormWatch vol. 1". Po fali narzekań, nadszedł czas na...
Dziś mamy takie twory jak ”Marvel Now” czy ”DC You”. Tego typu ruchy to nie pierwszyzna i, co warte podkreślenia, nie zdarzała się tylko wśród największych wydawnictw. Przełom lat 1996-1997 to w Image start przeprowadzonej przez studio należące do Jima Lee inicjatywy ”WildStorm New Horizons”. Co prawda nie przeprowadzono wówczas restartu wszystkich serii, ale do poszczególnych przypisano nowe duety twórców. I chociaż wtedy jeszcze tego nie wiedziano, w efekcie doprowadzono do upadku dwóch sztandarowych komiksów. Zmianom oparło się jedynie ”StormWatch”, lecz tylko dlatego, bo nowy zespół odpowiadający za przygody tej ekipy pojawił się na pokładzie parę miesięcy wcześniej i w kilka chwil uczynił z serii hit. Wszystko zaczęło się od 37 zeszytu.

wtorek, 15 grudnia 2015

Z archiwum Image #23

Na dobry początek mały spoiler dotyczący kolejnych dwóch odsłon tej rubryki. Otóż teoretycznie miałem jedynie omawiać w niej pierwsze numery poszczególnych, klasycznych tytułów z Image. Jednakże tytuł, o którym będzie mowa dzisiaj, zasługuje na uczynienie z niego wyjątku. Są w nim bowiem jeszcze dwa numery warte poświęcenia większej ilości miejsca. I właśnie one będą bohaterami 24 i 25 odsłony "Z archiwum Image". O jakim komiksie mowa?
Uniwersum studia WildStorm oparte było zawsze na drużynach. Nic w tym dziwnego, skoro w całej historii dziecka Jima Lee pojawiło się tylko dwóch bohaterów, którzy potrafili utrzymać swój solowy ongoing dłużej niż przez rok i byli to nieco zapomniany już Backlash oraz wciąż mocno rozpoznawalny Deathblow. Nawet znany i lubiany Grifter miał pecha i za czasów dwukrotnie doczekał się kasacji po upływie roku. ”StormWatch” spośród wszystkich drużynówek z WildStormu było komiksem najmniej popularnym, jednakże z punktu widzenia całości uniwersum – zdecydowanie najważniejsze.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Z archiwum Image #21

Halloween na szczęście już dawno za nami, ale szukając komiksu do dzisiejszej odsłony ”Z archiwum Image” pomyślałem, że może warto nawiązać do tego coraz bardziej popularnego po za terenem USA dnia. Zwłaszcza, że całkiem niedawno wpadł mi w ręce komiks od Image, który nawiązywał właśnie do Halloween. Jednocześnie należał on do linii bardziej ekskluzywnych zeszytów od WildStormu, a więc przy okazji mam także małe nawiązanie do poprzedniej, bardzo wśród Was popularnej, odsłony tej rubryki.

poniedziałek, 9 marca 2015

Z archiwum Image #12

Marka ”WildC.A.T.S.” stworzona przez Jima Lee to jeden z największych jego sukcesów. Przez osiemnaście lat swojego istnienia, czytelnicy mieli okazję zapoznać się z pięcioma seriami (noooo dobra, czwarty wolumin liczył tylko jeden numer), spora ilością miniserii i spin-offów. Chwaliłem się tym już nieraz, ale większość z tego wszystkiego już mam. W marce zakochałem się kompletnie nie dzięki dziś opisywanemu numerowi, lecz niezwykłemu runowi Joe Casey’a – tego samego, którego tak bardzo krytykuję za ”Sex”. To jednak nie były już czasy publikacji w Image Comics, więc wróćmy na właściwe tory i przyjrzyjmy się papierowemu debiutowi Dzikich Kotów.

piątek, 19 grudnia 2014

Z archiwum Image #9

Początkowe odsłony ”Z archiwum Image” w swojej nowej odsłonie zdominowane będą przez ”jedynki” z WildStormu, których po prostu posiadam najwięcej. Zapewniam, że w najbliższym czasie trafi do mnie kilka zeszytów z innych studiów początkującego Image Comics, lecz najwcześniej po nowym roku. Dziś początkowo planowałem wziąć na tapetę premierowy numer pierwszego woluminu ”WildC.A.T.S.”, lecz przekopując szufladę w jego poszukiwaniu mignęła mi okładka innego komiksu. Widzicie ją powyżej, a należy ona do początkowej odsłony serii ”Backlash”, który to zeszyt mógłbym określić jako ”wesołe przygody ucznia Jima Lee”.

piątek, 4 lipca 2014

Z archiwum Image #4 (z 10)

Zawsze lubiłem antologie. Co prawda dzisiaj opisywany komiks nie jest podręcznikową definicją tego słowa, lecz sam jej twórca tak właśnie określa swój cykl. Tytuł ten pojawił się na sklepowych półkach w 1995 roku, a w trakcie swojego istnienia przewinął się przez tyle różnych studiów, że czytelnikowi nieraz ciężko było nadążyć. Image Comics, Homage Studios, WildStorm Signature Series, WildStorm, Vertigo. Który cykl przebył taką drogę? “Astro City” Kurta Busieka.
To że Kurt Busiek w ogóle zgodził się pisać dla Image Comics takie chłamy jak np. miniseria ”Spartan: Warrior Spirit” spowodowane było obietnicą tego, iż w stosunkowo młodym wówczas wydawnictwie będzie mógł swobodnie wydawać własną, autorską serię. Jak już wspomniałem powyżej, pierwszy numer “Astro City” pojawił się na sklepowych półkach w 1995 roku i tytuł ten właściwie jest antologią. Nie oznacza to jednak, że każdy numer składał się z kilku oddzielnych historii osadzonych w tytułowym mieście. Nie, seria przybrała formę dość niekonwencjonalną, ponieważ na początku jej istnienia jedynym spoiwem tytułu było właśnie Astro City. Pierwszy wolumin cyklu składał się z sześciu numerów i każdy z nich opowiadał historię osobnego herosa. Opowieści te nie były ze sobą zbyt wyraźnie powiązane. Czasami bohater jednego numeru pojawiał się gdzieś w tle innego, a jedyną cechą wspólną było właśnie tytułowe miasto, ponieważ to w nim osadzone były wszystkie historie. Busiek odniósł spory sukces, głównie dlatego bo pokazał, że początkujące Image Comics może publikować tytuł ambitny, stojący na wysokim poziomie i nie prezentujący czytelnikom kupy mięśni i przerośniętych biustów. Ponadto scenarzysta legendarnej miniserii ”Marvels”, chociaż trzymał się konwencji superhero, generalnie operował różnymi stylami.

Sukces pierwszej odsłony “Astro City” właśnie na tym się opierał. Wśród składających się na niego sześć zeszytów znajdziemy zarówno najbardziej typową, superbohaterską nawalankę, ale także opowieść zdecydowanie mroczniejszą, albo bogato korzystającą z motywów mitologicznych. Także zupełnie nieprzypadkowe są podobieństwa do znanych i lubianych. Busiek chciał, by pisani przez niego herosi przypominali czytelnikom Supermana czy Batmana, lecz jednocześnie manewrował fabuła tak, by historia wnosiła sporo świeżości. Stąd też pojawiają się, znane ze wspomnianego już ”Marvels” historie opowiadane z punktu widzenia tak zwanego everymana. Uderzyć może także człowieczeństwo pisanych przez Busieka herosów. Niektórzy z nich mają widoczne wady, lecz scenarzysta nie ma zamiaru sprawiać, by po kilku stronach postać przezwyciężyła swoją słabość i przypominała ideał. Wszystko to sprawia, że chociaż czytamy historię o superbohaterach, to jednak trudno nie nazwać jej realistyczną. Warto dodatkowo wspomnieć, że bohaterami niektórych rozdziałów “Astro City” byli także złoczyńcy.
Pierwsza miniseria odniosła sukces, o czym już wspomniałem. Po kilku miesiącach pojawił się drugi wolumin “Astro City”, który na okładce nosił już logo Homage Studios – imprintu studia WildStorm, w którym twórcy prezentowali autorskie dokonania. Tym razem była to już seria ongoing, która prezentowała czytelnikom także i dłuższe fabuły. Całość zachowała jednak podstawy, u których została zbudowana. Chociaż niektóre postacie otrzymywały na swój użytek po trzy-cztery, a nawet sześć numerów, to jednak po zakończeniu jednej historii przeskakiwaliśmy do zupełnie innej dzielnicy, a działający tam bohaterowie mogli wcale nie pojawiać się we wcześniejszych numerach lub też zaliczyć występ na jednej-dwóch stronach.

To, co bardzo podobało mi się podczas lektury kolejnych numerów “Astro City”, to fakt że pomimo tego iż mamy do czynienia z jednym wielkim miastem, można odnieść wrażenie, że jego dzielnice nazywają się Metropolis, Gotham czy Themyscira. Busiekowi udało się na łamach jednego tytułu zbudować całe rozległe uniwersum, które wciąż jest de facto jedną lokalizacją. Jestem przekonany, że nie każdy scenarzysta dałby radę podołać czemuś podobnemu.

Astro City vol. 2” ukazywało się do 1998 roku, po czym cała marka zniknęła na kilka lat. Powróciła dopiero w 2003 w WildStorm Signature Series jako cykl miniserii ”Local Heroes”, a później ”Dark Ages”, których kolejne numery ukazywały się bardzo nieregularnie. Publikacja dwudziestu dwóch numerów zajęła WildStormowi siedem lat, co daje niewiele ponad trzy zeszyty rocznie. 2011 rok to wydanie sześciu odsłon cyklu podzielonych na dwa two-shoty oraz dwa one-shoty, a po zamknięciu WildStormu seria w 2013 zadebiutowała już w Vertigo, gdzie ukazuje się do dziś.

Astro City” zasłynęło także faktem, że jako jedna z niewielu pozycji wczesnego Image była zbierana w trendach. Gdy WildStorm przeniósł się ze struktur Image do DC, pojawiły się wznowienia wszystkich dotąd opublikowanych wydań zbiorczych i bez problemu można je dostać także dziś i to zarówno w wersji softcover jak i hardcover. Generalnie zachęcam Was do sięgnięcia po pierwszą odsłonę serii, a więc ”Life in the Big City” i sprawdzenia czy styl opowiadanej historii Wam pasuje. Jeśli tak, śmiało sięgajcie po kolejne tomy, do czego serdecznie zachęcam.

środa, 6 listopada 2013

Historia Image Comics część druga: WildStorm

Drugi dubel dziś. Tekst ten powstał na potrzeby mojego jednorazowego zlecenia dla KZetu. Wersja tu opublikowana jest delikatnie zmieniona i zaktualizowana w listopadzie 2019 roku.

Jest druga połowa września 2010 roku, gdy Dan DiDio, szef wydawnictwa DC Comics, ogłasza, że wraz z końcem roku przestaje istnieć WildStorm Productions. Tym samym kończy się historia imprintu, który przeżył dokładnie 18 lat i wydał pod swoim szyldem wiele ciekawych komiksów. A to, że te niemal dwie dekady obfitowały w wiele dobrych tytułów i udanych inicjatyw, postaram się udowodnić opowiadając historię Wildstormu.

Lata w Image

Omawiane wydawnictwo zostaje zamknięte przez szefa DC, ale do życia powołano go wraz z uruchomieniem pięciu innych studiów, wchodzących w skład Image Comics – nowego gracza na komiksowym rynku. Za jego powstanie odpowiedzialny jest zwłaszcza jeden człowiek: Jim Lee – wówczas świetny rysownik, który do dziś dzierży rekord sprzedanych egzemplarzy pojedynczego komiksu. Skłócony z poprzednim szefostwem, Lee przyjął ofertę Todda McFarlane’a oraz kilku innych uznanych twórców i rozpoczął pracę polegającą na stworzeniem nowych postaci, które mogłyby konkurować z tytułami wydawanymi przez amerykańską wydawniczą „wielką dwójkę”. Jim Lee ochoczo zabrał się do pracy, a ponieważ miał także talent do wyszukiwania młodych i uzdolnionych komiksowych twórców, jego ekipa zaczęła się rozrastać. W końcu Lee nawiązał bliską współpracę z takimi osobami jak Brandon Choi, Scott Campbell czy niedoszły właściciel własnego studia w Image – Whilce Portacio. To właśnie oni stoją za wielkim sukcesem, który wkrótce potem odniosły tytuły z Wildstormu.

Za oficjalny początek życia Wildstormu należy uznać rok 1992, gdy na półki sklepowe trafiły pierwsze numery „WildC.A.T.S. v1” i „Gen13 v1”. Były to pierwsze, ale jednocześnie najważniejsze wyniki współpracy Jima Lee i Brandona Choia. Oba te tytuły odniosły sukces, ale także oba wywołały spory szum. Kontrowersje dotyczyły przede wszystkim zawartych w komiksach postaci kobiecych. Rysowane przez Jima Lee bohaterki „WildC.A.T.S.” charakteryzowały się tym, iż były możliwie minimalnie odziane i prezentowane były w pozach, które eksponowały najbardziej ich „atuty”. Niemal te same oskarżenia dotykały serię „Gen13”, lecz tu sprawa była znacznie poważniejsza. Tytuł ten opowiadał o grupie kilkunastolatków obdarzonych supermocami, a tymczasem kolejni rysownicy uparcie odbierali im kolejne części garderoby. Oberwało się również Choiowi, który napisał do jednego z zeszytów dość „mocną” jak na ówczesny komiks dla nastolatków, scenę miłosną pomiędzy dwoma dziewczynami.