Crossovery międzywydawnicze to w
świecie komiksów nic nadzwyczajnego. Bawił się w to chyba każdy, a i dziś takie
DC Comics nie boi się wysłać Ligę Sprawiedliwości do starcia z Power Ranwers czy
uczynić z Batmana dobrego ziomka Wojowniczych Żółwi Ninja. Oczywiście spotkania
z herosami z innych wydawnictw zdarzało się również w historii Image Comics,
czego mieliśmy okazję być świadkami w marcu 2006 roku, gdy nieistniejąca już
Mandragora wydała w naszym kraju komiks ”Spawn/Batman”
Franka Millera i Todda McFarlane’a. Oczywiście takich akcji było więcej. Studio
Top Cow wysyłało Witchblade czy The Darkness do uniwersum Marvela czy na
spotkania z Red Sonją, zaś Invincible Roberta Kirkmana spotkał na swej drodze
między innymi Spider-Mana, a Savage Dragon ścierał się z Megaton Manem. W
latach dziewięćdziesiątych było także niezwykle głośno o crossoverze ”Deathmate”, gdzie postacie z Extreme
Studios oraz WildStormu spotykały bohaterów z Valiant Comics i przyłożyły dużą
cegiełkę do bankructwa ostatniego z wymienionych. O tym może jednak wspomnę
kiedy indziej. Dziś rzucimy okiem na rok 1997 i jeden z wielu przykładów
współpracy Image z Marvelem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wildstorm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wildstorm. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 grudnia 2019
czwartek, 28 lutego 2019
Deviacje #65
Koniec miesiąca, a więc czas na nowe "Deviacje". Dawno nie było jakiegoś polskiego akcentu w "Deviacjach", więc dzisiaj są dwa. Oprócz tego zaglądamy do fan-artów z serialowego wcielenia "The Walking Dead" oraz przypomnę o pewnej fajnej postaci z WildStormu.
czwartek, 8 marca 2018
Z archiwum Image #51 - Zealot
Jeśli przyjrzycie się bliżej pierwszym komiksom
publikowanym przez wydawnictwo Image, z pewnością zauważycie, że znakomita
większość z nich jest przeładowana testosteronem. Spawn, Savage Dragon i
ShadowHawk to faceci, zaś panie w ich seriach stanowiły raczej drugi plan.
Grupa Youngblood pełna była najróżniejszych postaci, ale tak na dobrą sprawę
tylko faceci z tej ekipy potrafili jakoś na dłużej zapaść w pamięć,
przynajmniej do pojawienia się w składzie Glory. Tak na dobrą sprawę, tylko
Marc Silvestri wiedział, że warto dać paniom znacznie bardziej wyrazistą rolę,
dzięki czemu w ”Cyber Force” od
samego początku Cyblade, Velocity czy Ballistic zapadały w pamięć nie tylko
dzięki względom wizualnym. No i jest jeszcze WildStorm, które podchodziło do
sprawy najczęściej bardzo źle. Dziś, z okazji Dnia Kobiet, przyjrzymy się nieco
bliżej jednej z pan wykreowanych przez Jima Lee i Brandona Choia.
sobota, 30 września 2017
Deviacje #48
Za nami kolejny miesiąc, więc nadszedł czas na nową odsłonę "Deviacji". Dość przypadkowo odkryłem pewną grupę na serwisie DeviantArt, której zasoby pozwolą mi utrzymać tę rubrykę jeszcze przez kilka dobrych odsłon, więc "pięćdziesiątka" w chwili obecnej jest totalnie niezagrożona. Tymczasem dzisiaj jeszcze tradycyjne źródła, zaś zacznę od kolejnego dzieła Pana Kulki.
niedziela, 19 lutego 2017
Z archiwum Image #38
Dzisiaj
zrobię małe odstępstwo od zasad rządzących rubryką ”Z archiwum Image”.
Generalnie staram się pisać tu o premierowych numerach poszczególnych serii lub
miniserii, wspominając o ich całości i okolicznościach ich powstawania. Dzisiaj
skupię się na antologii, której pierwszego numeru… po prostu nie posiadam :)
Jednakże jako iż kilka dni temu DC Comics zrestartowało imprint WildStorm, wraz
z pierwszym numerem serii zatytułowanej, nomen omen, ”The Wild Storm”,
postanowiłem wyciągnąć ze swojej sterty komiksów trzy zeszyty tytułu, który w
1995 roku rozwijał uniwersum studia założonego przez Jima Lee.
piątek, 8 lipca 2016
Z archiwum Image #31
Myślę, że nie ma się co oszukiwać. Superman jest taką postacią, którą chciałoby mieć u siebie każde wydawnictwo komiksowe w USA. Ponieważ DC ani myśli pozbywać się jednej ze swoich najjaśniejszych gwiazd, konkurencja musi obejść się smakiem i tworzyć swoje wariacje na temat tej postaci. Tych uzbierało się już całkiem sporo, wystarczy dobrze poszperać w ofercie Marvela, Image czy nawet nieco mniejszych wydawnictw jak Boom! Studios. W latach 90-tych, twórcy pracujący dla Image prześcigali się wręcz w tworzeniu niby-klonów Supermana. Wymienić można choćby Apollo, Mr. Majestica czy Supreme. No i był jeszcze Union, któremu poświęcę dzisiejszą odsłonę ”Z archiwum Image”.
czwartek, 21 stycznia 2016
Z archiwum Image #25
Jubileuszowa odsłona "Z archiwum Image" stanowić będzie domknięcie rozpoczętego już jakiś czas temu tryptyku, który poświęcony jest WildStormowej serii "StormWatch vol. 1". Po fali narzekań, nadszedł czas na...
Dziś mamy
takie twory jak ”Marvel Now” czy ”DC You”. Tego typu ruchy to nie pierwszyzna
i, co warte podkreślenia, nie zdarzała się tylko wśród największych wydawnictw.
Przełom lat 1996-1997 to w Image start przeprowadzonej przez studio należące do
Jima Lee inicjatywy ”WildStorm New Horizons”. Co prawda nie przeprowadzono
wówczas restartu wszystkich serii, ale do poszczególnych przypisano nowe duety
twórców. I chociaż wtedy jeszcze tego nie wiedziano, w efekcie doprowadzono do
upadku dwóch sztandarowych komiksów. Zmianom oparło się jedynie ”StormWatch”,
lecz tylko dlatego, bo nowy zespół odpowiadający za przygody tej ekipy pojawił
się na pokładzie parę miesięcy wcześniej i w kilka chwil uczynił z serii hit.
Wszystko zaczęło się od 37 zeszytu.
wtorek, 15 grudnia 2015
Z archiwum Image #23
Na dobry początek mały spoiler dotyczący kolejnych dwóch odsłon tej rubryki. Otóż teoretycznie miałem jedynie omawiać w niej pierwsze numery poszczególnych, klasycznych tytułów z Image. Jednakże tytuł, o którym będzie mowa dzisiaj, zasługuje na uczynienie z niego wyjątku. Są w nim bowiem jeszcze dwa numery warte poświęcenia większej ilości miejsca. I właśnie one będą bohaterami 24 i 25 odsłony "Z archiwum Image". O jakim komiksie mowa?
Uniwersum
studia WildStorm oparte było zawsze na drużynach. Nic w tym dziwnego, skoro w
całej historii dziecka Jima Lee pojawiło się tylko dwóch bohaterów, którzy
potrafili utrzymać swój solowy ongoing dłużej niż przez rok i byli to nieco
zapomniany już Backlash oraz wciąż mocno rozpoznawalny Deathblow. Nawet znany i
lubiany Grifter miał pecha i za czasów dwukrotnie doczekał się kasacji po
upływie roku. ”StormWatch” spośród wszystkich drużynówek z WildStormu
było komiksem najmniej popularnym, jednakże z punktu widzenia całości uniwersum
– zdecydowanie najważniejsze.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Z archiwum Image #21
Halloween na
szczęście już dawno za nami, ale szukając komiksu do dzisiejszej odsłony ”Z
archiwum Image” pomyślałem, że może warto nawiązać do tego coraz bardziej
popularnego po za terenem USA dnia. Zwłaszcza, że całkiem niedawno wpadł mi w
ręce komiks od Image, który nawiązywał właśnie do Halloween. Jednocześnie należał
on do linii bardziej ekskluzywnych zeszytów od WildStormu, a więc przy okazji
mam także małe nawiązanie do poprzedniej, bardzo wśród Was popularnej, odsłony
tej rubryki.
poniedziałek, 9 marca 2015
Z archiwum Image #12
Marka ”WildC.A.T.S.”
stworzona przez Jima Lee to jeden z największych jego sukcesów. Przez
osiemnaście lat swojego istnienia, czytelnicy mieli okazję zapoznać się z
pięcioma seriami (noooo dobra, czwarty wolumin liczył tylko jeden numer), spora
ilością miniserii i spin-offów. Chwaliłem się tym już nieraz, ale większość z
tego wszystkiego już mam. W marce zakochałem się kompletnie nie dzięki dziś
opisywanemu numerowi, lecz niezwykłemu runowi Joe Casey’a – tego samego,
którego tak bardzo krytykuję za ”Sex”. To jednak nie były już czasy
publikacji w Image Comics, więc wróćmy na właściwe tory i przyjrzyjmy się
papierowemu debiutowi Dzikich Kotów.
piątek, 19 grudnia 2014
Z archiwum Image #9
Początkowe
odsłony ”Z archiwum Image” w swojej nowej odsłonie zdominowane będą przez
”jedynki” z WildStormu, których po prostu posiadam najwięcej. Zapewniam, że w
najbliższym czasie trafi do mnie kilka zeszytów z innych studiów początkującego
Image Comics, lecz najwcześniej po nowym roku. Dziś początkowo planowałem wziąć
na tapetę premierowy numer pierwszego woluminu ”WildC.A.T.S.”, lecz
przekopując szufladę w jego poszukiwaniu mignęła mi okładka innego komiksu.
Widzicie ją powyżej, a należy ona do początkowej odsłony serii ”Backlash”,
który to zeszyt mógłbym określić jako ”wesołe przygody ucznia Jima Lee”.
piątek, 4 lipca 2014
Z archiwum Image #4 (z 10)
Zawsze
lubiłem antologie. Co prawda dzisiaj opisywany komiks nie jest podręcznikową
definicją tego słowa, lecz sam jej twórca tak właśnie określa swój cykl. Tytuł
ten pojawił się na sklepowych półkach w 1995 roku, a w trakcie swojego
istnienia przewinął się przez tyle różnych studiów, że czytelnikowi nieraz
ciężko było nadążyć. Image Comics, Homage Studios, WildStorm Signature Series,
WildStorm, Vertigo. Który cykl przebył taką drogę? “Astro City” Kurta
Busieka.
To że Kurt
Busiek w ogóle zgodził się pisać dla Image Comics takie chłamy jak np.
miniseria ”Spartan: Warrior Spirit” spowodowane było obietnicą tego, iż
w stosunkowo młodym wówczas wydawnictwie będzie mógł swobodnie wydawać własną,
autorską serię. Jak już wspomniałem powyżej, pierwszy numer “Astro City”
pojawił się na sklepowych półkach w 1995 roku i tytuł ten właściwie jest
antologią. Nie oznacza to jednak, że każdy numer składał się z kilku
oddzielnych historii osadzonych w tytułowym mieście. Nie, seria przybrała formę
dość niekonwencjonalną, ponieważ na początku jej istnienia jedynym spoiwem
tytułu było właśnie Astro City. Pierwszy wolumin cyklu składał się z sześciu
numerów i każdy z nich opowiadał historię osobnego herosa. Opowieści te nie
były ze sobą zbyt wyraźnie powiązane. Czasami bohater jednego numeru pojawiał
się gdzieś w tle innego, a jedyną cechą wspólną było właśnie tytułowe miasto,
ponieważ to w nim osadzone były wszystkie historie. Busiek odniósł spory
sukces, głównie dlatego bo pokazał, że początkujące Image Comics może
publikować tytuł ambitny, stojący na wysokim poziomie i nie prezentujący
czytelnikom kupy mięśni i przerośniętych biustów. Ponadto scenarzysta
legendarnej miniserii ”Marvels”, chociaż trzymał się konwencji superhero,
generalnie operował różnymi stylami.
Sukces pierwszej
odsłony “Astro City” właśnie na tym się opierał. Wśród składających się
na niego sześć zeszytów znajdziemy zarówno najbardziej typową, superbohaterską
nawalankę, ale także opowieść zdecydowanie mroczniejszą, albo bogato
korzystającą z motywów mitologicznych. Także zupełnie nieprzypadkowe są
podobieństwa do znanych i lubianych. Busiek chciał, by pisani przez niego
herosi przypominali czytelnikom Supermana czy Batmana, lecz jednocześnie
manewrował fabuła tak, by historia wnosiła sporo świeżości. Stąd też pojawiają
się, znane ze wspomnianego już ”Marvels” historie opowiadane z punktu widzenia
tak zwanego everymana. Uderzyć może także człowieczeństwo pisanych przez
Busieka herosów. Niektórzy z nich mają widoczne wady, lecz scenarzysta nie ma
zamiaru sprawiać, by po kilku stronach postać przezwyciężyła swoją słabość i
przypominała ideał. Wszystko to sprawia, że chociaż czytamy historię o
superbohaterach, to jednak trudno nie nazwać jej realistyczną. Warto dodatkowo wspomnieć,
że bohaterami niektórych rozdziałów “Astro City” byli także złoczyńcy.
Pierwsza miniseria
odniosła sukces, o czym już wspomniałem. Po kilku miesiącach pojawił się drugi
wolumin “Astro City”, który na okładce nosił już logo Homage Studios –
imprintu studia WildStorm, w którym twórcy prezentowali autorskie dokonania. Tym
razem była to już seria ongoing, która prezentowała czytelnikom także i dłuższe
fabuły. Całość zachowała jednak podstawy, u których została zbudowana. Chociaż niektóre
postacie otrzymywały na swój użytek po trzy-cztery, a nawet sześć numerów, to
jednak po zakończeniu jednej historii przeskakiwaliśmy do zupełnie innej
dzielnicy, a działający tam bohaterowie mogli wcale nie pojawiać się we
wcześniejszych numerach lub też zaliczyć występ na jednej-dwóch stronach.
To, co
bardzo podobało mi się podczas lektury kolejnych numerów “Astro City”,
to fakt że pomimo tego iż mamy do czynienia z jednym wielkim miastem, można
odnieść wrażenie, że jego dzielnice nazywają się Metropolis, Gotham czy Themyscira.
Busiekowi udało się na łamach jednego tytułu zbudować całe rozległe uniwersum,
które wciąż jest de facto jedną lokalizacją. Jestem przekonany, że nie każdy
scenarzysta dałby radę podołać czemuś podobnemu.
“Astro
City vol. 2” ukazywało się do 1998 roku, po czym cała marka zniknęła na
kilka lat. Powróciła dopiero w 2003 w WildStorm Signature Series jako cykl
miniserii ”Local Heroes”, a później ”Dark Ages”, których kolejne
numery ukazywały się bardzo nieregularnie. Publikacja dwudziestu dwóch numerów
zajęła WildStormowi siedem lat, co daje niewiele ponad trzy zeszyty rocznie. 2011
rok to wydanie sześciu odsłon cyklu podzielonych na dwa two-shoty oraz dwa
one-shoty, a po zamknięciu WildStormu seria w 2013 zadebiutowała już w Vertigo,
gdzie ukazuje się do dziś.
“Astro
City” zasłynęło także faktem, że jako jedna z niewielu pozycji wczesnego Image
była zbierana w trendach. Gdy WildStorm przeniósł się ze struktur Image do DC,
pojawiły się wznowienia wszystkich dotąd opublikowanych wydań zbiorczych i bez
problemu można je dostać także dziś i to zarówno w wersji softcover jak i
hardcover. Generalnie zachęcam Was do sięgnięcia po pierwszą odsłonę serii, a
więc ”Life in the Big City” i sprawdzenia czy styl opowiadanej historii
Wam pasuje. Jeśli tak, śmiało sięgajcie po kolejne tomy, do czego serdecznie
zachęcam.
środa, 6 listopada 2013
Historia Image Comics część druga: WildStorm
Drugi dubel dziś. Tekst ten powstał na potrzeby mojego jednorazowego zlecenia dla KZetu. Wersja tu opublikowana jest delikatnie zmieniona i zaktualizowana w listopadzie 2019 roku.
Jest druga
połowa września 2010 roku, gdy Dan DiDio, szef wydawnictwa DC Comics, ogłasza,
że wraz z końcem roku przestaje istnieć WildStorm Productions. Tym samym kończy
się historia imprintu, który przeżył dokładnie 18 lat i wydał pod swoim szyldem
wiele ciekawych komiksów. A to, że te niemal dwie dekady obfitowały w wiele
dobrych tytułów i udanych inicjatyw, postaram się udowodnić opowiadając
historię Wildstormu.
Lata w
Image
Omawiane
wydawnictwo zostaje zamknięte przez szefa DC, ale do życia powołano go wraz z
uruchomieniem pięciu innych studiów, wchodzących w skład Image Comics – nowego
gracza na komiksowym rynku. Za jego powstanie odpowiedzialny jest zwłaszcza
jeden człowiek: Jim Lee – wówczas świetny rysownik, który do dziś dzierży
rekord sprzedanych egzemplarzy pojedynczego komiksu. Skłócony z poprzednim
szefostwem, Lee przyjął ofertę Todda McFarlane’a oraz kilku innych uznanych
twórców i rozpoczął pracę polegającą na stworzeniem nowych postaci, które
mogłyby konkurować z tytułami wydawanymi przez amerykańską wydawniczą „wielką
dwójkę”. Jim Lee ochoczo zabrał się do pracy, a ponieważ miał także talent do
wyszukiwania młodych i uzdolnionych komiksowych twórców, jego ekipa zaczęła się
rozrastać. W końcu Lee nawiązał bliską współpracę z takimi osobami jak Brandon
Choi, Scott Campbell czy niedoszły właściciel własnego studia w Image – Whilce
Portacio. To właśnie oni stoją za wielkim sukcesem, który wkrótce potem
odniosły tytuły z Wildstormu.
Za
oficjalny początek życia Wildstormu należy uznać rok 1992, gdy na półki
sklepowe trafiły pierwsze numery „WildC.A.T.S. v1” i „Gen13 v1”. Były to
pierwsze, ale jednocześnie najważniejsze wyniki współpracy Jima Lee i Brandona
Choia. Oba te tytuły odniosły sukces, ale także oba wywołały spory szum.
Kontrowersje dotyczyły przede wszystkim zawartych w komiksach postaci
kobiecych. Rysowane przez Jima Lee bohaterki „WildC.A.T.S.” charakteryzowały
się tym, iż były możliwie minimalnie odziane i prezentowane były w pozach,
które eksponowały najbardziej ich „atuty”. Niemal te same oskarżenia dotykały
serię „Gen13”, lecz tu sprawa była znacznie poważniejsza. Tytuł ten opowiadał o
grupie kilkunastolatków obdarzonych supermocami, a tymczasem kolejni rysownicy
uparcie odbierali im kolejne części garderoby. Oberwało się również Choiowi,
który napisał do jednego z zeszytów dość „mocną” jak na ówczesny komiks dla
nastolatków, scenę miłosną pomiędzy dwoma dziewczynami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








