poniedziałek, 12 lutego 2018

Chew #8: Przepisy rodzinne (John Layman/Rob Guillory)

Jeśli chodzi o naszą rodzimą edycję serii ”Chew”, to zawsze towarzyszyło mi przy niej sporo obaw. Wydawnictwo Mucha Comics bowiem nigdy wcześniej nie opublikowała niczego, co miałoby więcej niż pięć tomów, a tymczasem zapowiadają serię składającą się z aż dwunastu odsłon. Ponadto jest to komiks bardzo specyficzny i daleki od czegokolwiek amerykańskiego, co dotychczas można było spotkać na naszym rynku. Nie pomagało także bardzo mieszane przyjęcie serii wśród recenzentów – jedni wychwalali każdy aspekt historii, inni wręcz przeciwnie i (z nielicznymi wyjątkami) szybko żegnali się z przygodami Tony’ego Chu i jego najbliższych. Jednakże żadne moje czarne scenariusze się nie sprawdziły i chociaż ”Chew” nie jest największym hitem w ofercie Muchy – tym jest i jeszcze długo będzie ”Saga” – to jednak właśnie dotarliśmy do dwóch trzecich całości opowieści. I chociaż lekturę tomu jak zwykle ocenię całkiem nieźle, szczegóły w dalszej części tekstu, to jednak nie bawiłem się AŻ TAK dobrze, jak chociażby przy poprzedniej odsłonie.

Tony Chu jest w żałobie po tym, jak jego siostra Toni została zamordowana. Musi jednak wziąć się w garść i rozwiązać zagadkę jej zgonu, w czym zmarła bliźniaczka ma zamiar mu pomóc. Wszystko dzięki odciętemu paluchowi, który ma pomóc cybopacie dopaść mordercę. Tylko czy Toni w swoich ostatnich chwilach na pewno chciała, aby jej brat rozwiązał tylko jedną sprawę? I czy materiału pod postacią palucha wystarczy, aby rozwiązać wszystkie zagadki? Gdy nadzieja wydaje się być ponownie stracona, do akcji wkraczają Amelia i Oliwka. Tymczasem Savoy jest w więzieniu i niemal nikt nie, że tak naprawdę jest to tylko kolejny etap jego planu.

Jeśli czytacie serię ”Chew” od samego początku, zauważyliście już pewnie, iż John Layman nie poświęca każdego tomu na intensywne rozwijanie najważniejszych wątków swojej fabuły. We wcześniejszych siedmiu odsłonach cyklu można wskazać co najmniej dwie, a część z Was pewnie powie iż trzy, które stanowiły odskocznię od wątku tajemniczego wampira. ”Przepisy rodzinne” od samego początku sugerują, że wypełnienie ostatniej woli Toni będzie okazją ku temu, by wiele elementów fabuły mocno ruszyło do przodu, a tymczasem… tak się nie dzieje. I chociaż na łamach komiksu dzieje się dość sporo, a Layman kolejny raz daje nam popis swojej, wydawać by się mogło, nieskończenie dużej wyobraźni, delikatne wrażenie rozczarowania towarzyszyło mi w zasadzie do finałowych stron.

Wątek Toni, ale także i Savoy’a bazuje w tym tomie na niedopowiedzeniach. Widzimy i jesteśmy świadkami momentów, w których Tony, Amelia, Oliwka czy wspomniany przed chwilą były agent FDA dowiadują się czegoś. I gdy wszystko zmierza w stronę finału, w którym spodziewamy się ujawnienia przynajmniej części tych wszystkich rewelacji, dostajemy… no niemal nic. Bo dodanie  pewnego elementu do układanki dotyczącej tajemniczych napisów z jednego z poprzednich tomów to rozczarowująco mało. Apetyt rósł w miarę jedzenia, a tymczasem po zakończeniu lektury można się poczuć, jakby w restauracji kucharz pokazywał nam dania, lecz koniec końców nie dawał ich próbować. I chociaż to wszystko przykrywane było zabawnymi i pomysłowymi opowieściami, lektura ”Przepisów rodzinnych” pozostawia nas z pewnym niedosytem.

No ale właśnie, nie można powiedzieć, by ten tom ”Chew” pozbawiony był zalet. Co to, to nie! Gdy już przełkniemy gorzki smak braku momentów zdecydowanie popychających fabułę do przodu, znajdziemy na łamach ”Przepisów rodzinnych” sporo dobrego. I tak oto kolejny raz Layman i Guillory upychają w każdy możliwy kąt mnóstwo smaczków i żarcików, których odkrywanie daje mnóstwo frajdy. Jednym z moich ulubionych jest podany na butelce detergentu do ubikacji skład produktu (”kwas do baterii i dużo gniewu”). Poznajemy także, nawet jeśli tylko na jednym kadrze, kolejnych ludzi obdarowanych naprawdę pomysłowymi i nietypowymi mocami. Tutaj szacunek oddać trzeba nie tylko wyobraźni scenarzysty, ale także wysiłkom tłumacza, Roberta Lipskiego, który w większości przypadków bardzo fajnie przekłada zakręcone nazwy na język polski. Mój faworyt z tego tomu to zdecydowanie „Gazobrzuchobuch”. Wreszcie, całość stanowi bardzo udany moim zdaniem miks komedii i dramatu. ”Chew” nie jest jednostajnie komediowym komiksem – są tu momenty, w których atmosfera gęstnieje, robi się bardzo poważnie, a także i smutnawo. Bardzo podoba mi się to, że taka wyraźnie poważniejsza scena działa i nie sprawia wrażenia nienaturalnej, nawet jeśli następuje zaraz po narkotycznym ataku Tony’ego i Colby’ego na wytwórnię poduszek, w trakcie której obu wydaje się, że są zwierzętami. Bez szczegółów, poczytacie to będziecie wiedzieć co dokładnie miałem na myśli pisząc to zdanie :)

Rysunki Roba Guillory’ego stoją na poziomie znanym z poprzednich odsłon serii ”Chew”, co oznacza nic innego jak mocno cartoonowe i ocierające się wręcz o przesadzone ilustracje. Fajnie, że scenarzysta dał mu się wyszaleć także w nieco innym stylu niż zazwyczaj, jak przy okazji wspomnianej przeróbki bohaterów na zwierzęta, lecz nie sądzę, by poziom warstwy graficznej Was w jakimś stopniu mógł zaskoczyć. Jak zwykle dopiszę, że nie potrafię patrzeć na rysowane przez Guillory’ego kobiety, lecz całą resztę niezmiennie lubię.

Na końcu znajdziecie garść dodatków. Jest tego raptem parę stron, lecz jak zwykle z zaciekawieniem czytałem biografie twórców. Te zmieniają się w każdym tomie i niezmiennie powodują u mnie spory uśmiech. Nic nie zmieniło się, jeśli chodzi o jakość wydania. Mucha Comics oferuje tytuł ten w twardej oprawie i standardowym formacie. Ta sama jest również cena okładkowa, wynosząca dokładnie 49 złotych.

”Przepisy rodzinne” w ogólnym rozrachunku nieco mnie zawiodły. Ale i tak czytało mi się tom ten lepiej, niż cała masę innych komiksów, z którymi miałem ostatnio do czynienia. Nie wiem więc jak to bardziej odpowiednio ująć i napiszę tak: nie nastawiajcie się na fabularnego kopa, to z pewnością wyniesiecie z lektury mnóstwo satysfakcji.
                       
-------------------------------------------------------------------------
                  
Dziękuję wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
"Chew #8: Przepisy rodzinne" do kupienia w sklepie Mucha Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza