Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tony moore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tony moore. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 czerwca 2021

Fear Agent tom 3 (Rick Remender/Tony Moore i Mike Hawthorne)

W 2018 roku Rick Remender postanowił zwinąć swoją autorską serię ”Fear Agent” z wydawnictwa Dark Horse Comics, co zaowocowało wznowieniem całego cyklu już pod banderą Image Comics. Kosmiczne przygody Heatha Houstona zebrano w czterech pogrubionych księgach, aczkolwiek wydany niedawno w Polsce przez Non Stop Comics tom trzeci kończy główną linię fabularną. Czas więc na ocenę jedenastu rozdziałów wieńczących niesamowite przygody ostatniego spośród tytułowych Agentów Strachu.

poniedziałek, 12 października 2020

Rzut oka na "The Walking Dead Deluxe #1"

Kilka dni temu na komiksowym rynku pojawił się pierwszy numer "The Walking Dead Deluxe #1". Co zatem w tym wydaniu takiego ekskluzywnego? Twarda okładka? Większy format? Nic z tych rzeczy, aczkolwiek za te cztery dolce dostajemy całkiem w porządku wydanie. Ja zamawiałem w preorderze, nie wiedząc jeszcze jak będzie wyglądać okładka Charliego Adlarda. Nie podoba mi się ;) Ale już nie zmieniałem zamówienia. Więcej w dalszej części posta.

niedziela, 19 lipca 2020

"Żywe Trupy" powrócą... w kolorowych reedycjach. W USA oczywiście.

Robert Kirkman ogłosił, że jego legendarna seria "Żywe Trupy" powróci na sklepowe półki. Nie chodzi jednak o kontynuację, a wznowienia w wersji "deluxe". Szczegóły poniżej.
Projekt pod tytułem "The Walking Dead Deluxe" będzie niczym innym jak wznowieniem zeszytów w wersji kolorowej. Za ich nakładanie odpowiedzialny jest Dave McCaig. Seria ma ukazywać się dwa razy w miesiącu, począwszy od 7 października. Oprócz barw, tytuł ten także pochwalić będzie się mógł alternatywnymi okładkami znanych autorów (wspomniano o Davidzie Finchu, Arthurze Adamsie czy nowych dziełach Tony'ego Moore'a), a także materiałami dodatkowymi, pod postacią chociażby notatek Kirkmana. "The Walking Dead Deluxe", przynajmniej początkowo, ma nie być zbierane w wydaniach zbiorczych.

Poniżej przykładowa strona z pierwszego numeru.
Seria "Żywe Trupy" zaliczyła łącznie 193 zeszyty. Jeśli wersja kolorowa ma ukazywać się dwa razy miesięcznie, to przed nami raptem kolejnych osiem lat publikowania tego tytułu. Powodzenia ;)

Źródło: 1

poniedziałek, 16 marca 2020

Fear Agent #2 (Rick Remender/Tony Moore, Jerome Opena i Kieron Dwyer)

Długo przyszło nam czekać na komiks będący głównym bohaterem niniejszego tekstu. Ale wreszcie się udało i możemy powiedzieć, że znamy już 2/3 opowieści o Heathu Houstonie (tak, ta edycja cyklu ma łącznie cztery tomy, lecz ostatni z nich to historie poboczne). Co tym razem zaoferowali nam twórcy i czy warto sięgać po tę pozycję? Na te pytania postaram się odpowiedzieć oczywiście w dalszej części tego tekstu.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Robert Kirkman i Tony Moore o finale "Żywych Trupów"

Bardzo głośno zrobiło się ostatnio wokół serii "Żywe Trupy" po tym, jak bardzo nieoczekiwanie okazało się, iż 193 numer cyklu jest zarazem jego finałem. Oryginalni twórcy serii zabrali głos w tej sprawie i o tym co powiedzieli, dowiecie się z rozwinięcia posta. UWAGA na spoilery!

niedziela, 14 kwietnia 2019

Fear Agent #1 (Rick Remender/Tony Moore & Jerome Opena)

Przez jakiś czas zastanawiałem się nad tym, czy takie pozycje jak ”Criminal” oraz ”Fear Agent” recenzować na tym blogu. Wszak nie są to komiksy wydane stricte przez Image Comics, a jedynie przez nie wznowione, zaś w przypadku pierwszego z wymienionych nawet i kontynuowane. Ostatecznie dałem się przekonać w momencie, gdy w łapska wpadł mi potężny i przy tym cholernie tani tom od Non Stop Comics, z którego z dwóch miejsc uśmiechało się do mnie logo mojego ulubionego wydawcy z USA. Do tego paru spośród moich ulubionych autorów w środku komiksu, no i kurde, jak tu nie chcieć napisać o premierowej odsłonie serii ”Fear Agent”. Cyklu, który jednak nie odkrył jeszcze przed nami wszystkiego tego, co w nim najlepsze.

wtorek, 24 października 2017

Fakty i mity o komiksowych "Żywych Trupach"

Z okazji premiery ósmego sezonu serialowego wcielenia "Żywych Trupów", serwis CBR postanowił zebrać kilka ciekawostek dotyczących serii komiksowej autorstwa Roberta Kirkmana. Wśród nich znalazło się miejsce dla dwóch rzeczy, o których nie miałem pojęcia. O wszystkich z nich piszę nieco szerzej w rozwinięciu posta.

piątek, 12 sierpnia 2016

Cynthiana uhonorowała twórców serii "Żywe Trupy"

Niewielkie miasteczko Cynthiana w stanie Kentucky to miejsce, w którym swego czasu mieszkali i pracowali Robert Kirkman oraz Tony Moore. To właśnie tam powstał pomysł oraz pierwsze ilustracje do kultowego już komiksu "Żywe Trupy". Po wielu latach, miasteczko postanowiło uhonorować ten duet i zorganizowało dzień tematyczny, którego kulminacyjnym momentem było odsłonięcie nowych tablic przy wjeździe do Cynthiany.
Głównym pomysłodawcą był Sergie Odeith - autor ogromnego muralu, który zdobi jeden z budynków w Cynthianie. W trakcie tego małego święta ulicami przeszedł marsz zombie, zaś do obchodów na różne sposoby włączały się także okoliczne firmy. Oczywiście gośćmi obchodów byli obaj twórcy serii, którzy przy okazji potwierdzili, że konflikty prawne już dawno za nimi i ponownie są dobrymi kumplami.

Źródło: Comic Alliance

piątek, 11 grudnia 2015

Tony Moore autorem jednej z wariantowych okładek do "The Walking Dead #150"

Wielkimi krokami zbliża się premiera 150 numeru serii "The Walking Dead". Oprócz spodziewanego, bardzo wysokiego wyniku sprzedaży, nietrudno przewidzieć było także, że zeszyt ten pojawi się w wielu wariantach okładkowych. Ujawniono jak dotąd trzy z nich, z czego jedna wydaje się być szczególnie interesująca. Jej autorem jest Tony Moore - rysownik pierwszych sześciu numerów cyklu. Nawiązuje na niej do okładki zdobiącej pierwszy zeszyt "The Walking Dead".

sobota, 17 stycznia 2015

Ujawniono warianty okładek do "Nameless #1", ale nie wszystkie.

Premiera pierwszego numeru miniserii "Nameless" autorstwa duetu Grant Morrison/Chris Burnham zbliża się wielkimi krokami.Twórcy umiejętnie podgrzewają atmosferę przed tym wydarzeniem. Niedawno ujawnili trzy z czterech wariantów okładek do premierowej odsłony komiksu. Ostatnia z nich jest jeszcze tajna, tak samo jak nazwisko jej twórcy.

W rozwinięciu posta ujawnione covery.

piątek, 18 lipca 2014

Top 5 #19 - Subiektywny wybór najlepszych zgonów w "The Walking Dead" (SPOILERY!!!)

Ostatnie dwie odsłony Top 5 zainspirowane były pomysłem Simona, dziś zmodyfikuje lekko jedną z idei Cartera (obu panom dziękuję). Zaproponował on ranking pięciu najlepszych/najfajniejszych/najcokolwiek postaci z serii ”The Walking Dead”. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym posłuchał tej sugestii w 100%. Jako że posiadam na półce komplet serii i jego przewertowanie nie jest dla mnie większym problemem, postanowiłem dzisiaj wybrać pięć zgonów, które najbardziej przypadły mi do gustu. Dlatego tez lojalnie uprzedzam, że dzisiejsza odsłona Top 5 roi się od spoilerów. Czytacie na własną odpowiedzialność.
5. Chris i reszta Łowców
Jak dotąd w serii ”The Walking Dead” pojawiły się dwie postacie o tym imieniu i obu możecie nie pamiętać. Jeden Chris to chłopak córki Tyreese’a (vol. 2-3). Mi chodzi o przywódcę Łowców – grupy kanibali, z którą bohaterowie serii mierzyli się w jedenastym tomie. Po tym jak mocno dali się we znaki Rickowi i jego ekipie, Chris oraz reszta Łowców zbagatelizowała możliwość odwetu ze strony grupy na którą polują. I to się właśnie zemściło. Łowcy zostali otoczeni, a ich żywoty szybko zakończone. Jednak nie klasycznie, poprzez standardową kulę w łeb czy maczetę w czoło. Chris oraz jego towarzysze zostali przez Ricka i spółkę rozczłonkowani, a następnie spaleni. Scena ta jest naprawdę mocna i pokazuje, jak mocno na przestrzeni trwania serii zmienili się bohaterowie serii.
4. Jessie
Jedna z mieszkanek społeczności Alexandrii, mająca problem z agresywnym mężem. Gdy tego zabrakło, kobieta bardzo mocno zbliżyła się do Ricka i wydawało się, że być może zostaną parą. To było zanim szeryf Grimes został lokalnym łamaczem serc. Jessie zginęła pod czas trwania historii „No Way Out”, która znajduje się w czternastym tomie serii. Gdy wraz Rickiem próbowała przedostać się przez hordę zombie została ugryziona. Mimo to wciąż kurczowo trzymała się Grimes, przynajmniej dopóki ten nie chwycił siekiery i nie odciął jej dłoni. Jessie zginęła zjedzona przez wygłodniałe trupy, a scena ta po czasie jest jedyną rzeczą, która sprawia że w ogóle o niej pamiętam. Kobieta nie była zbyt interesującą postacią i wcale za nią nie tęsknie. Ale uczciwie muszę przyznać, że zgon ten zrobił na mnie spore wrażenie, chociaż raczej z powodu zachowania Ricka.
3. Judith Grimes (Lori w sumie też)
Ósmy tom był jedną wielką siekaniną, obfitującą w trupy. W sensie wśród tych, którzy dotąd jeszcze żyli. Najmocniejszą sceną Kirkman zaplanował sobie praktycznie na sam koniec i pewnie dlatego nie umieszczam jej na samym szczycie tego zestawienia. W trakcie lektury ósmego tomu zbiorczego ”The Walking Dead” niemal od samego początku wisiało w powietrzu przeczucie, że rodzina Grimesów nie wyjdzie cało z ostrzału więzienia przez ludzi Gubernatora. W końcu gdy pojawiła się scena, w której Lori i jej mała córeczka musi przemknąć między dwoma punkami w gradzie pocisków, naprawdę trzeba było się natrudzić by nie przewidzieć, że kobieta zaraz zginie. To, że Kirkman zdecyduje się także uśmiercić noworodka jest już jednak mocno zaskakujące, chociażby z tego powodu, że w USA bardzo źle reaguje się na tego typu sceny.
2. Abraham Ford
Zbliżała się publikacja setnego numeru serii ”The Walking Dead”, gdy Robert Kirkman zapowiedział zgony dwóch ważnych postaci. Wszyscy spodziewali się, że oba te zdarzenia pojawią się właśnie w jubileuszowym zeszycie, lecz scenarzysta raz jeszcze pokazał, że potrafi zaskoczyć. Scena wydaje się dość banalna. Skłóceni ze sobą Abraham oraz Eugene wybierają się na wspólny patrol, w trakcie którego wyjaśniają sobie wszystkie nieporozumienia. Co prawda widzimy, że są obserwowani przez grupkę nieznajomych, lecz nikt nie spodziewał się, że Abraham nagle urwie rozmowę w środku zdania, ponieważ ktoś ustrzeli go z kuszy. Bez żadnej zapowiedzi, ostrzeżenia, nic – jedna z najbardziej wyrazistych postaci w ”The Walking Dead” ginie bez żadnych fajerwerków w tle. Kompletnie się tego nie spodziewałem i za to właśnie drugie miejsce.
1. Glenn
Wspomniany już zgon z setnego numeru serii. Robert Kirkman puścił parę i stwierdził, że w zeszycie tym zginie ktoś, kto jest w serii niemal od samego początku. W końcu widzimy scenę konwoju. Wiedząc że Rick i Carl są niemal nietykalni, Andrea pozostała w Alexandrii, a Maggie oraz Michonne pojawiły się odpowiednio w drugim i czwartym tomie ”The Walking Dead”, wiedziałem że to Glenn ma przerąbane. Tak samo jak domyśleć można się było tego, że jego zgon powiązany będzie w pojawieniem się Negana na łamach serii. Ale konia z rzędem temu, kto przewidział że sympatyczny azjata zostanie zmasakrowany tak, że nawet najbardziej wytrwali czytelnicy mogli poczuć się obrzydzeni zastanym widokiem. Robert Kirkman nie mógł w bardziej wyrazisty sposób pokazać, z jak wielkim psychopatą przyjdzie zmierzyć się Rickowi i jego ekipie. No i słowa uznania dla Charciego Adlarda, za naprawdę obrzydliwe rysunki w tej scenie (w pozytywnym znaczeniu tego słowa).

poniedziałek, 24 marca 2014

Co by było gdyby Kirkman w pewnym momencie zmienił zdanie?

Krótka ciekawostka ujawniona przez Roberta Kirkmana i przytoczona na serwisie CBR. W szóstym numerze serii "The Walking Dead" widzimy taką oto scenę:
Jak się teraz dowiadujemy, pierwotnie pomysł na nią był zupełnie inny. Otóż Rick miał w niej zginąć, a Carl być świadkiem śmierci własnego ojca! Gdyby pomysł ten został wprowadzony w życie, chłopiec stałby się głównym bohaterem komiksu, który opowiadałby o jego dorastaniu w świecie opanowanym przez zombie.

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo się cieszę że Kirkman zrezygnował z tego pomysłu.

piątek, 1 listopada 2013

The Walking Dead vol. 1: Days Gone Bye (Robert Kirkman/Tony Moore)


Pierwsza recenzja na tym blogu jest przy okazji przeniesiona z nieistniejącej już strony IndependentComics.pl. Zapewniam jednak, że już wkrótce pojawiać będą się tu także premierowe teksty.

Widzieliśmy to już nie raz w filmach. Główny bohater budzi w szpitalu (28 Dni Później) lub we własnym łóżku (Świt Żywych Trupów) i z przerażeniem odkrywa, że świat zalała plaga zombie. Wraz z nieliczną grupką ocalałych bohater stara się przetrwać, pokonując liczne niebezpieczeństwa, tracąc bliskich, przyjaciół i nadzieję na lepsze jutro. Powód plagi jest nieznany, wojsko i rząd nie istnieją... można by tak wymieniać w nieskończoność, ponieważ jak już wspomniałem – widzieliśmy to już nieraz. Pomimo tego, Robert Kirkman jakimś cudem nakłania szefostwo Image Comics na wydanie komiksu, którego początek jest dokładnie taki sam, jak powyższy opis. I to kropka w kropkę. Wydawnictwo wyraża zgodę, w sklepach pojawiają się pierwsze zeszyty i... seria odnosi pełen sukces. Co? Jak? Dlaczego? Ano dlatego, że brew temu wszystkiemu, Kirkman wniósł do oklepanej, nieco zatęchłej tematyki zombie powiew świeżości. Osiągnął to prostym zabiegiem: w historii o świecie opanowanym przez żywe trupy, zmarginalizował ich rolę do drugiego, a często wręcz trzeciego planu. Skupił się tymczasem na ludziach którzy przetrwali inwazję. I nie przedstawił ich jako herosów z giwerami, którzy gęstym ostrzałem torują sobie drogę z jednego schronienia do drugiego. Pokazał ich jako zwykłych, przestraszonych i próbujących odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie ma tu żołnierzy, naukowców czy polityków. W zamian dostajemy policjanta, dostawcę pizzy, studentki, mężowie, żony, dzieci... I co ciekawe, są oni znacznie bardziej absorbujący od wielu postaci z innych komiksów, właśnie z powodu tego, że są zupełnie normalni.

Ponownie do tego wrócę, ale komiks zaczyna się schematycznie. Po postrzale w trakcie jednej z misji, Rick Grimes budzi się w opuszczonym szpitalu. Wokół niego nie ma lekarzy czy pielęgniarek. No, przynajmniej nie żywych. Gdy mężczyźnie udaje się wydostać z tego miejsca, poznaje okrutną prawdę: świat jaki znał opanowała inwazja żywych trupów. Z małą pomocą, policjant wyrusza do Atlanty, gdzie ma nadzieję znaleźć swoją żonę i syna. I chociaż w końcu udaje mu się, nie oznacza to końca jego kłopotów. Rick dociera do grupy ocalałych i stając się jej nieformalnym liderem, stara się sprawić, by w komplecie przeżyli kolejny dzień.

Krótki opis pierwszego tomu The Walking Dead nie rzuca na kolana. Każdy wielbiciel horroru może powiedzieć, że zna takie historie na pamięć. W tym momencie popełni niewybaczalny błąd. Komiks Kirkmana bowiem zaskakuje od samego początku. Autor przestawia w nim grupkę wyrazistych postaci, do większości których nie da się po prostu poczuć sympatii. Przez moment czujemy wręcz piknikowe klimaty, gdy nagle spada na nas grom, a po nim kolejny, jeszcze większy. Scenarzysta od początku nie ukrywa, że nie sprawia mu problemów zabijanie stworzonych przez siebie postaci. Dodajmy do tego fakt, że bardzo dobrze uchwycone zostały społeczne aspekty inwazji zombie (jeśli można to tak nazwać). Mamy tu więc i zdradę współmałżonków, liczne kłamstwa i ich rezultaty, a wszystko to zostało wymieszane w idealnych proporcjach, tworząc coś, co możemy nazwać dramatem społecznym z zombie w tle. Musicie przyznać, że takiego podejścia do tematu żywych trupów jeszcze dotąd nie było. Ja z kolei dodam od siebie, że podoba mi się takowe i śmiało mogę się nazwać wielbicielem cyklu.

Pierwszy tom zbiorczy cyklu w całości narysował Tony Moore. Jego czarno-białe, klimatyczne, bardzo dokładne i wyraziste rysunki idealnie wkomponowały się w bardzo dobry scenariusz. Artysta być może przestawia niekiedy postacie nieco karykaturalnie, ale już zombie jego autorstwa wyglądają po prostu rewelacyjnie. Pozostaje żałować, że to jego jedyny regularny występ w The Walking Dead, a od następnego tomu ołówek przejmuje wyraźnie gorszy Charlie Adlard. Nie umiem oprzeć się wrażeniu, że w komiksie tym Moore wykonał najlepszą pracę w swoim dotychczasowym dorobku. Późniejsze tytuły, które artysta wykonywał chociażby dla Marvel Comics, nie robiły już tak wielkiego wrażenia. Być może to kwestia tego, że pojawiały się tam kolory? Sam nie wiem, ale jestem przekonany, że wielu osobom warstwa graficzna „Days Gone Bye” przypadnie do gustu.

Zbiór został wydany w Polsce przez Taurus Media i doczekał się nawet wznowienia. Oba wydania, tak Amerykańskie jak i nasze rodzime, nie posiadają żadnych dodatkowych materiałów, oprócz krótkiego wstępu autorstwa Roberta Kirkmana. Szkoda, bo chociażby okładki poszczególnych zeszytów, wchodzących w skład wydania zbiorczego, stanowiły by miły dodatek. Pragnę zauważyć, że jak na dzisiejsze standardy, cena polskiego wydania nie jest zbyt wygórowana (43zł – drugie wydanie), a jakość samego produktu może się podobać – matowa okładka, kredowy papier. Naprawdę nie ma na co narzekać.

Jeśli więc jesteś osobą, która lubi dobry horror i jakimś cudem nie zna tego tytułu, koniecznie musisz zajrzeć przynajmniej do pierwszego tomu. Jeśli Cię nie przekona, odpuść sobie dalszą lekturę. Jednak szczerze pisząc, wątpię by coś takiego miało miejsce. Pozycja godna polecenia i dlatego oceniam ją na bardzo mocne 5.