poniedziałek, 4 sierpnia 2014

The Walking Dead vol. 12: Life Among Them (Robert Kirkman/Charlie Adlard)


Nowe otwarcie – takie słowa cisną mi się na klawiaturę po lekturze dwunastego tomu ”The Walking Dead”. To właśnie w tej odsłonie cyklu rozpoczyna się historia, która ciągnie się właściwie do dziś i chyba już nieodwracalnie zmieniła tytuł ten z survival horroru w coś, co nie do końca mi się podoba. Możecie się przygotować na to, że z drobnymi wyjątkami, na najbliższe tomy będę mocno zrzędzić. I pomyśleć że wszystko zaczyna się od komiksu, który ocenię całkiem wysoko dlatego, że jest w nim zawarte bardzo dobre zawiązanie fabuły.

Dwunasty tom zombie epopei zaczyna się od wyjawienia sekretu skrywanego przez Eugene’a. Myślę że dla części z Was nie będzie to żadna niespodzianka, lecz o tym napiszę też nieco później. Po tym zdarzeniu, ekipa Ricka przeżywa kolejny szok – pewnego wieczoru staje przez nimi obcy mężczyzna i przyjaznym tonem oferuje dołączenie do społeczności czterdziestu ludzi i wszelkie wygody obecnego świata, w zamian za pracę na rzecz utrzymania zombie z dala od ocalałych. Chociaż początkowo mocno nieufni, nasi bohaterowie decydują się przyjąć ofertę i trafiają do miejsca, które przyjmuje ich z otwartymi rękoma. Czy jednak na pewno wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka?

Skoro znacie poprzednie odsłony tej serii, to odpowiedź ostatnie pytanie nie powinna być niczym szczególnie trudnym. Chociaż początkowo wszyscy mieszkańcy napotkanej przez grupę Ricka wspólnoty wydają się być miłymi i pracowitymi ludźmi, także i tutaj szybko na jaw wychodzi fakt, że mają swoje sekrety. Jakie? Tego dowiemy się w kolejnych tomach, ponieważ praktycznie całe ”Życie pośród nich” skupia się na totalnym odwróceniu statusu quo w serii. Najpierw Robert Kirkman w kilka stron kończy trwającą od dziewiątego tomu wędrówkę w stronę Waszyngtonu, do czego jeszcze wrócę, by dać bohaterom zupełnie nowe miejsce, w którym mogą zamieszkać. Można przyczepić się do tego, że podobnie było z więzieniem i seria ”The Walking Dead” zatoczyła pełne koło, lecz z drugiej strony trzeba przyznać, że wtedy do obsady nie dołączyło aż czterdzieści osób. Oczywiście nie poznajemy ich wszystkich, lecz z imienia przedstawionych zostaje tyle nowych postaci, że czytelnik może mieć kłopot z zapamiętaniem ich wszystkich. Piszę to z własnego doświadczenia, ponieważ nierzadko przy lekturze kolejnych tomów serii łapałem się na tym, że nie do końca wiedziałem o jakiej postaci jest mowa, przynajmniej aż do momentu w którym ją zobaczyłem.

To co wydaje mi się najlepszą częścią fabuły dwunastego tomu ”The Walking Dead”, to przedstawienie naszych bohaterów jako tych w pewnym sensie złych. Scenarzysta wyraźnie chce pokazać, że po doświadczeniach z Gubernatorem czy Łowcami, Rick i jego ekipa są tak bardzo nieufni w stosunku do społeczności do której dołączyli, że w ”Życiu pośród nich” to właśnie oni knują i spiskują przeciwko ludziom, którzy dali im schronienie, nakarmili, napoili i w pewnym sensie dali nowy cel w życiu. Bardzo podoba mi się taka zmiana w postępowaniu poszczególnych postaci, ponieważ jest ona zdecydowanie wiarygodna, a dodatkowo pokazana w przekonywujący i jak najbardziej konsekwentny sposób.

I chociaż cała druga połowa recenzowanego dziś tomu serii trzyma w napięciu, chociaż właściwie nic konkretnego się tam nie dzieje, to jednak nie mogę nie mieć czegoś negatywnego do napisania. Teoretycznie powinienem pogratulować Robertowi Kirkmanowi za to, w jaki sposób zakończył wątek eskorty genialnego Eugene’a do Waszyngtonu, to jednak ten ciągnący się od dziewiątego tomu fragment fabuły od samego początku był... no kurde, napiszę wprost – głupi. No bo jak niby mam uwierzyć w to, że jeden z najtęższych umysłów na świecie (tak chyba sam Eugene się przedstawił) i jednocześnie totalna i nieporadna życiowo pierdoła nie tylko nie dał się zjeść zombiakom, ale jeszcze także przemierza kraj w towarzystwie rednecka i jego dziewczyny, zamiast grupy jak nie agentów rządowych to chociaż kogoś z wojskowych? To od początku zbyt mocno śmierdziało, a dodatkowe i częste zapewnienia Kirkmana, że nie będzie wyjaśniał powodów epidemii żywych trupów, tylko to pogłębiały. Tak więc dobrze, że scenarzysta wątek ten zakończył, ale szkoda, że od samego początku był on naciągany i nie powodował właściwie żadnych emocji.

Jak przy każdej recenzji kolejnych tomów ”The Walking Dead”, tak i tym razem właściwie nie ma się co rozpisywać ani nad rysunkami – bo te są jakie są i Charlie Adlard ani nie ewoluuje, ani nie cofa się w rozwoju – ani także nad dodatkami zawartymi w komiksie, bo tych najzwyczajniej w świecie nie ma. Polskie wydanie od Taurusa wyróżnia się jedynie solidnym wykonaniem i wciąż niewysoką ceną. I w przeciwieństwie do większości poprzednio opisywanych tomów, dwunastą odsłonę ”The Walking Dead” można jeszcze kupić w kilku miejscach w pierwszym wydaniu :)

Podsumowując, uważam dwunasty tom serii opowiadającej o Ricku Grimesie i jego towarzyszach za jedną z ciekawszych odsłon cyklu. Potrafi ona przykuć uwagę czytelnika, nie korzystając przy tym z nadmiernej przemocy, jak miało to miejsce ostatnim razem. Dlatego też ocena będzie identyczna jak w przypadku poprzedniej recenzji i wyniesie 4+/6

SDCC 2014: Panel Top Cow

To już ostatni news w tegorocznego San Diego Comic Conu, a przynajmniej tak sądzę. Wpis ten będzie poświęcony studiu Top Cow, które pomimo moich obaw wcale nie wydaje się powoli odchodzić w zapomnienie. Na własnym panelu ogłoszono bowiem kilka ciekawych pomysłów oraz jeden, bardzo konkretny projekt - Top Cow Discover.
Pod tą nazwą kryje się zupełnie nowy imprint studia, skierowany dla debiutantów. Projekt ten jest jest niejako spadkobiercą programu "Talent Hunters" i w jego ramach wydawane mają być komiksy autorstwa młodych, debiutujących twórców, którzy nierzadko nie mają odpowiedniej ilości środków na samodzielną publikację komiksu. Kandydaci do publikacji zbierani będą do końca września tego roku, a pierwsze komiksu ukażą się w lutym 2015 roku. Będą wśród nich na pewno takie tytuły jak "The Tithe" nieznanych autorów oraz "The Daily Gorb". Ten drugi tytuł to nie komiks, lecz szkicownik autorstwa Marca Silvestriego. Ma być to jedyny tytuł autorstwa kogoś tak doświadczonego w ofercie Top Cow Discover.

Ponadto na panelu ogłoszono kilka nowych projektów. Pierwszym z nich jest "Genius" Marca Bernardina opowiadający o największym geniuszu militarnym naszego pokolenia.W lutym przyszłego roku powróci "Magdalena", ponownie autorstwa Rona Marza. 2015 rok to także czas debiutów takich tytułów jak "American Legends", które opowiadać ma o przygodach Lewisa i Clark, lecz seria ta nie będzie mieć nic wspólnego z "Manifest Destiny" z Image Skybound.

Zdradzono również, że z okazji dwudziestolecia istnienia serii "Wichblade", fani bohaterki dostaną w swoje ręce crossover pomiędzy tą serią a "The Darkness". Jest to o tyle intrygująca informacja, że ten drugi tytuł obecnie nie jest publikowany. Czyżby jednocześnie zapowiedziano powrót solowej serii Jackiego Estacado? Tego dowiemy się w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

SDCC 2014: Vaughan i Staples o swojej pracy

Ten post potraktujcie jako zbiór ciekawostek. Po tym jak drugi rok z rzędu twórcy "Sagi" triumfowali w poszczególnych kategoriach nagród imienia Willa Eisnera, wiadomym było że znów znajdą się w centrum wydarzeń. Podczas trwania San Diego Comic Conu zarówno Brian K. Vaughan oraz Fiona Staples mieli swoje panele, na którym padło naprawdę mnóstwo informacji o sposobie pracy obojga twórców. Streszczenie ich obu zajęłoby mi mnóstwo czasu i miejsca, lecz tak naprawdę nie ma to większego sensu, ponieważ o samym Image nie padło zbyt wiele informacji. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ oraz TUTAJ, a bardziej zniecierpliwionych zapraszam do dalszej części wpisu.
Vaughan zdradził, że przy powstawaniu "Sagi" inspirował się własnym dzieckiem. Zabrzmiało to nieco dziwnie, więc scenarzysta pociągnął temat i zdradził, że chciał po prostu zrobić historię o rodzicielstwie w świecie pełnym niebezpieczeństw. Z czasem koncepcja ta ewoluowała w rozbudowaną i wielowątkową historię, a kolejne zwariowane postacie jak np Prince Robot czy Lying Cat powstawały po prostu na wzór rzeczy i istot, które można napotkać w domu. Kot, notabene, inspirowany był... psem państwa Vaughanów, który według słów scenarzysty, ma mnóstwo kocich cech.

W listopadzie tego roku pojawi się pierwszy tom twardookładkowego wydania "Sagi". Składać się on będzie z osiemnastu numerów serii oraz całej masy dodatków. Vaughan zdradza, że znajdą się tam między innymi zapiski rozmów między nim a Fioną Staples, a także felieton o tym, jak wyglądałaby ta historia, gdyby twórcy kurczowo trzymali się swoich pierwotnych planów.

"Saga" ma już zaplanowane zakończenie. Vaughan podkreślił, że gdy zaczyna robić jakiś autorski komiks, zawsze ma w głowie ostatnią scenę i ostatni dymek z tekstem. Scenarzysta wie już, jak zakończy swoją serię, lecz to kiedy to nastąpi wciąż jest dla niego zagadką. Popularność tytułu jest tak duża, że szkoda by było zamykać go na np 24 zeszycie. Z drugiej strony zaś, Vaughan na pewno nie będzie przeciągać na siłę żywot "Sagi".

Według słów scenarzysty, największą fanką "Sagi" jest Fiona Staples, która domaga się od Vaughana tego, by ten przysyłał jej scenariusze pełnych zeszytów. Podobno rysowniczka czyta je jednym tchem, a twórcę bawi to, jak reaguje na nie jego współpracownica. Na swoim panelu Staples dodała, że nie zaczyna czytać nowego scenariusza, zanim nie skończy rysować poprzedzającego go numeru. Czyżby właśnie wyjaśniła się tajemnica częstotliwości wydawania "Sagi"? :)

Na zakończenie swojego panelu, Vaughan zdradził że pracuje nad dwiema nowymi seriami komiksowymi. Nie ujawnił jednak czy dla Image Comics.

Wystąpienie Fiona Staples właściwie nie zawierało wielu ciekawych informacji, może po za tym, że rysowniczka bardzo często sama pozuje do zdjęć, na podstawie których później rysuje poszczególne kadry komiksu. Dotyczy to zarówno takich scen, jak tych zawierających śmierć oraz... seks. Rysowniczka zapewniła jednak, że zdjęcia te nigdy nie ujrzą światła dziennego.

niedziela, 3 sierpnia 2014

SDCC 2014: Joe Kelly wznawia "Bad Dog"

"Bad Dog" to komiks, którego istnienie mogło Wam umknąć z prostego powodu. Była to raptem sześcioczęściowa miniseria, która chociaż ciepło została przyjęta przez czytelników, to jednak czekała aż sześć lat na wydanie w formie zbiorczej. Ostatecznie udało się to podczas tegorocznego San Diego Comic Conu.
"Bad Dog" to historia wilkołaka, który postanawia zniszczyć ludzkość oraz ścigającego go byłego wielebnego. Tyle tylko, że gdy ta dwójka już się spotyka, to z reguły kończy się to wielką popijawą w barze. Jeden z nich jest bowiem zbyt miękki by zabijać niewinnych, a drugi zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli pozbędzie się swojego przeciwnika to straci jedyny cel w życiu. Wkrótce obaj wpadną w potężne kłopoty, które mogą zmienić ich sposób postrzegania świata.

Joe Kelly obiecuje wynagrodzić fanom długi okres czekania na wydanie zbiorcze. W komiksie pojawiają się materiały dodatkowe w tym także historia powstania serii. Ponadto okazuje się, że część stron została narysowana na nowo, lecz w żaden sposób nie zmieniało to scenariusza.

Opóźnienie wydania zbiorczego "Bad Dog" wynikało z tego, że Joe Kelly zdecydowanie przesadził z ilością zobowiązań.wobec grupy Man of Action (zbierającej kilku ciekawych twórców pracujących zarówno dla kina, telewizji jak i komiksu). Przez to zarówno dziś wspominany komiks jak i "Four Eyes" zostały zawieszone. Lecz Joe Kelly zapewnia, że teraz ma dużo więcej wolnego czasu i wraca do obu swoich tytułów i tym razem nie powtórzy swoich błędów. Kontynuacje obu komiksów wydane zostaną dopiero wtedy, gdy twórcy skończą całe drugie historie, by te mogły ukazywać się bez opóźnień. Prawdopodobnie nastąpi to dopiero w 2015 roku.

SDCC 2014: Amy Reeder o "Rocket Girl" i całej swojej karierze

Coroczny San Diego Comic Con to nie tylko okazja do spotkania swoich ulubionych twórców na oficjalnych panelach. Amy Reeder, współscenarzystka oraz rysowniczka ciepło przyjętej serii "Rocket Girl", przyłapana została na jednym z korytarzy i z chęcią poświęciła nieco swojego czasu na rozmowę z serwisem Comic Alliance, gdzie zdradziła sporo ciekawostek na temat swojej obecnie tworzonej serii.
Reeder znana jest z tego, że pracowała dla całej gamy wydawców komiksowych. Jej ilustracje można znaleźć zarówno w ofercie DC Comics jak i malutkiego Tokyopop. Twórczyni bardzo lubiła swoją pracę, a pokochała ją w momencie pracy nad "Rocket Girl" dla Image Comics. Kobieta poleca wszystkim komiksowym twórcom chociaż raz spróbować jak smakuje swoboda oferowana w standardzie przez to wydawnictwo.

Pomysł na "Rocket Girl" wziął się z czystego przypadku. Reeder oraz Brandon Montclare szukali pomysłu na kolejny wspólny projekt, lecz nic nie przychodziło im do głowy. Według rysowniczki, jej towarzysz w końcu powiedział zdanie "teraz jedyne co potrafię wymyślić to jakiś odlotowy tytuł, jak na przykład Rocket Girl". Gdy Reeder to usłyszała, praktycznie od razu zaczęła kiełkować jej w głowie idea, która po kilku miesiącach przerodziła się w pełnoprawny komiks. To nie był jednak koniec kłopotów, ponieważ na wydanie "Rocket Girl" potrzebne były pieniądze. Te na szczęście znalazły się dzięki zbiórce na portalu crowdfundingowym Kickstarter.

Reeder potrafi bezbłędnie odnaleźć się w różnych komiksach. Na swoim koncie ma już ona tytuły fantasy czy syperhero, a obecnie świetnie odnajduje się w konwencji science-fiction. Rysowniczka uważa, że to dzięki konkretnym scenarzystom z którymi lubi pracować, ponieważ ci wiedzą jak do niej dotrzeć i zachęcić do bardziej wytężonej pracy. Jako największe źródło swojej inspiracji, artystka podaje prace Rossa Campbella, który obecnie tworzy różne projekty dla IDW.

"Rocket Girl" powstało dzięki zbiórce na Kickstarterze. Reeder przyznaje, że korzystała już wcześniej z tego typu pozyskiwania środków, lecz odzew na wydawany obecnie przez Image komiks był zaskakująco duży. Dzięki temu artystka ma jeszcze więcej siły i zaparcia dla tworzenia kolejnych numerów. Nie wiadomo jednak jeszcze na ile zeszytów rozplanowano "Rocket Girl".

Reeder została zapytana o to, jakie komiksy obecnie czyta. Twórczyni wymieniła cztery tytuły: "Saga", "Flash Gordon" (Dynamite), "Ms.Marvel" oraz "Ghost Rider" (oba naturalnie z Marvela), chociaż dodała że jest tego znacznie więcej.

Okładka tygodnia #31

Całkiem niedawno wspominałem, że ostatnio gdy wybieram okładki do coniedzielnej rubryki, to bardzo często okazuje się, że mają one jakiś wspólny motyw. Przez chwilę wydawało mi się, że dziś też będę mógł tak napisać, lecz zwycięzca najnowszego zestawienia nieco zepsuł tę koncepcję. Dlatego też dzisiejsza "Okładka tygodnia" może zostać opisana jako zwierzę-zwierzę-robot. Zobaczcie sami.
3. Mice Templar IV: Legends #12 (cover A - Oeming) - okładka tego numeru nie spodobała mi się tak bardzo jak poprzednich odsłon, lecz i tak załapuje się do czołowej trójki. Oeming w bardzo kolorowy sposób przełamał stereotyp sowy, która w tego typu opowieściach zazwyczaj występuje jako leśny mędrzec. Sowy polują na myszy i się nimi żywią, więc w "Mice Templar" nie mogło być inaczej. Patrząc na ten cover wiemy kto jest postacią pozytywną, a kto negatywną. Ponadto Oeming jak zwykle bardzo przyjemnie pokolorował cover ten akwarelami, co zawsze bardzo lubiłem. Stąd też trzecie miejsce.
2. Chew: Warrior Chicken Poyo #1 - gdybym wyróżniał tu najbardziej zwariowaną okładkę, to ten komiks wygrałby bezapelacyjnie. Drugie miejsce w dzisiejszym zestawieniu za atak śmiechu jakiego dostałem na sam jej widok. Specjalnie nie śledziłem zbyt mocno informacji na temat tego one-shota, by dać się zaskoczyć. I to udało się już dzięki samej okładce, prezentującej majestatycznego, potężnego... kurczaka dosiadającego swojego konia.Czy naprawdę trzeba większej zachęty by sięgnąć po ten komiks?
1. Low #1 - Rick Remender ma już dwie całkiem przyjemne serie w ofercie Image Comics, a teraz zadebiutowała kolejna, co do której mam największe oczekiwania. Ale nie o tym tu mowa. Okładkę wyróżniam za coś, co uważam za dość dziwne uczucie. Mianowicie chociaż na coverze widzimy wielkiego robota oraz małą dziewczynkę, trudno nie zauważyć czegoś w rodzaju rodzicielskiej więzi między nimi. Ponadto Greg Tocchini nie tylko narysował, ale także pokolorował swoje dzieło, tak umiejętnie dobierając barwy, że jednocześnie czuć z niego trochę sielankowych klimatów jak i otaczającego bohaterów codzienne niebezpieczeństwo. Bardzo dobre, solidne rzemiosło zwycięża w dzisiejszym zestawieniu.

piątek, 1 sierpnia 2014

Wyniki konkursu!

Nie ukrywam że jestem pozytywnie zaskoczony ilością zgłoszeń na wspólny konkurs bloga oraz sklepu ATOM Comics. Przyszło ich aż 19, chociaż jedna osoba najprawdopodobniej nie doczytała prawidłowo pytania konkursowego ;) Reszcie z Was nie sprawiło ono żadnych kłopotów i wszyscy dobrze odpowiedzieli, że główny bohater komiksu "Outcast" nazywa się Kyle Barnes.

W losowaniu głównej nagrody najwięcej szczęścia uśmiechnęło się do Piotra Rutkowskiego, który już został poinformowany o swojej wygranej. Przypuszczam, że otrzyma on swoją nagrodę wraz z kolejną wysyłką.

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i jednocześnie zapewniam, że postaram się by na blogu pojawiały się kolejne. Najbliższa okazja ku temu może być szybciej niż sądzicie ;)

SDCC 2014: Drugi panel Skybound

Jeszcze do niedawna zastanawiałem się dlaczego niedawno opisywany przeze mnie panel studia Skybound poświęcony był niemal wyłącznie "The Walking Dead". Odpowiedź na to pytanie przyszła kilkanaście godzin później, gdy odbył się... drugi panel. Tym razem poświęcony już całej reszcie wydawanych oraz zapowiedzianych tytułów.
Największą gwiazdą panelu był Joshua Williamson, który niedawno zapowiedział start serii "Birthright" opowiadającej o rodzinie, która najpierw musi poradzić sobie ze stratą dziecka, a później z jego zmartwychwstaniem. Scenarzysta chce skupić się zwłaszcza na traumie u każdego z bohaterów, ponieważ jak zauważa, tematyka ta jest bardzo często pomijana lub też traktowana po macoszemu. Williamson zdradził, że każdy mail jaki wymienia z rysownikiem Andrei Bressonem kończy się zwrotem "Rock the F*ck", który ma zachęcić ich obu do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Ujawniono, że "Birthright" powinno spodobać się fanom twórczości Tolkiena.

Następnie na tapecie pojawił się "Tech Jacket". Scenarzysta Joe Keatinge nie zdradził za dużo informacji. Podzielił się jedynie przemyśleniami na temat rysownika serii. Otóż twórca jest pod ogromnym wrażeniem jego umiejętności, ponieważ już kilka razy złapał się na tym, że pisząc swoje scenariusze stwierdził, że nie ma pojęcia jak Khary Randolph poradzi sobie z rysowaniem konkretnych sekwencji.

Od szesnastego numeru "Clone" jeszcze mocniej przyspiesza. Główny bohater serii - Luke, zacznie odnajdywać się jako dowódca grupy klonów i zacznie starać się utrzymać ich przy życiu. Chłopak odkryje, że wśród nich są jednostki tak ważne, że nieraz będzie musiał dokonywać bardzo trudnych wyborów. Być może nawet kosztem jego żony i córki.

Jeśli chodzi o "Invincible", to trwający obecnie story-arc w którym trup ściele się gęsto, potrwa do numeru 114. Kolejny będzie pojedynczą historią, na łamach której powróci Battle Beast. W #113 pojawi się nowa, bardzo ważna dla dalszej fabuły postać.

Na koniec pojawiła się informacja, że zapowiedziana jakiś czas temu powieść graficzna "Passenger" autorstwa Roberta Kirkmana i Charliego Adlarda w końcu się ukaże. Nowa data premiery nie jest jeszcze dokładnie ustalona, ale ma to się stać w przyszłym roku. Fabuła skupić ma się na ogromnym tankowcu, który wracać będzie z przestrzeni kosmicznej na Ziemię. Podróż będzie utrudniona, ponieważ na drodze załogi statku stanie grupa piratów oraz pewien bardzo niebezpieczny kosmita.

SDCC2014: Panele twórców

Podczas tegorocznej edycji San Diego Comic Conu nie zabrakło paneli poświęconych twórcom komiksów z logo Image na okładce. Z reguły nie obfitują one w wiele interesujących informacji, a służą głownie daniu fanom możliwości spotkania swoich ulubionych twórców. W tym roku odbyły się dwa takie panele, które zbiorczo wrzucam w jeden post. Poniżej znajdziecie wszystko to, co można uznać za ciekawostkę.
To co widzicie powyżej, to zaprezentowana na jednym z paneli finalna wersja okładki do "Chew #45". Jak łatwo się domyśleć, numer ten będzie jedną z najbardziej zwariowanych odsłon serii.

Jeśli jeszcze tego nie wiecie, to Matt Fraction oraz Kelly Sue DeConnick są małżeństwem. Jedno z pytań do nich dotyczyło tego, czy podglądają się wzajemnie podczas tworzenia scenariuszy do swoich komiksów. Oboje zgodnie stwierdzili, że starają się oddzielać pracę od wspólnego życia i jeśli już rozmawiają na ten temat, to raczej opowiadają sobie o swoich planach na najbliższą i nieco dalszą przyszłość.

Fraction dodatkowo zdradził, że być może w "Sex Criminals" pojawi się wariant okładki autorstwa Alexa Rossa i jeśli się to uda, to fani mogą być jeszcze mocniej zdziwieni niż niedawnym photocoverem. Ponadto na początku trzeciego story-arcu pojawić ma się wariant Scotty'ego Younga, przeznaczony tylko dla dorosłych i opakowany w gustowną, różową folię.

"Chew" pierwotnie miało ukazywać się w DC Vertigo, lecz szefowie tego imprintu nie byli przekonani co do pomysłu na serię i konsekwentnie odmawiali Johnowi Laymanowi. Scenarzysta zdradził także, że prace nad animacją jego komiksu są na etapie castingów do odtwórców głównych ról.

Jednym z ciekawszych momentów obu paneli, było potwierdzenie powrotu Briana Michaela Bendisa do Image Comics... tak jakby. Otóż scenarzysta ten pojawi się jako postać w jednym z najbliższych numerów "Nailbiter", ponieważ jeden z bohaterów tego komiksu jest jego wielkim fanem. Joshua Williamson zdradził, że było to dla niego straszne doświadczenie, chociaż początkowo uważał że wplecenie w fabułę kolegę po fachu będzie dość łatwym zadaniem.

"I Kill Giants" Joe Kelly'ego oraz "Saga" Briana Vaughana narodziły się w momencie, gdy wymienieni twórcy zostali ojcami. Tyle tylko że ten drugi scenarzysta nie ma zamiaru pokazywać własnej serii swojemu dziecku, zanim te nie osiągnie odpowiedniego wieku. Vaughan dodatkowo stwierdził, że niedawno przekonał się na własnej skórze, że Image jest jedynym wydawcą na rynku, które nie domaga się nawet jednego procenta zysków ze sprzedaży praw do ekranizacji danego komiksu. Nie zdradził jednak, czy chodzi o "Sagę".

Na koniec wspomnę jeszcze, że Scott Snyder uznaje "Batmana" za projekt autorski i w taki sposób tworzy kolejne przygody Mrocznego Rycerza. Co dokładnie ma na myśli niestety nie dowiadujemy się.

środa, 30 lipca 2014

SDCC 2014: Bogowie muszą być szaleni

Nie jestem do końca pewien czy tak powinno oddawać się hołd legendzie komiksu. Joe Casey oraz Paul Maybury podczas tegorocznego San Diego Comic Con ogłosili że pracują nad autorską serią "Valhalla Mad", w której scenarzysta wzorować będzie się na sposobie pisania Jacka Kirby'ego. Co z tego wyniknie? Najprawdopodobniej seria komediowa, którą o oryginalność trudno podejrzewać.
Fabuła "Valhalla Mad" skupiać się ma na widocznych powyżej trzech bogach, którzy zeszli na Ziemię by poimprezować. Wszyscy trzech, po latach prowadzenia bojów, są po prostu zmęczeni i chcą odpocząć. Gdy dowiadują się, że ludzie wymyślili mnóstwo sposobów na umilanie sobie życia, postanawiają ich wypróbować. Okazuje się jednak, że XXI wiek nie jest do końca taki, jakiego się spodziewali. Dokonał się ogromny postęp technologiczny, którego bogowie nie rozumieją. Dopiero dociera do nich, że teraz rozpoczyna się ich największe wyzwanie - odnaleźć się w świecie, którego w ogóle nie rozumieją.

Jak już wspomniałem, "Valhalla Mad" ma stanowić hołd dla Jacka Kirby'ego. Joe Casey podkreśla, że najmocniej wzorował się na jednym komiksie. Był nim "Thor" z końcówki lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, w którym to Kirby wprowadził kilka wówczas zupełnie nowych rozwiązań w prowadzeniu historii. Były to np plansze składające się z jednej ilustracji.

Chociaż styl opowiadania historii oraz technika wykonywania rysunków ma być bardzo klasyczna, to jednak szczegóły fabuły będą już typowo współczesne. Casey podkreśla jednocześnie, że "Valhalla Mad" to nie jest komiks dla każdego czytelnika. Codziennie bowiem można spotkać fanów komiksów, którzy mimo wszystko polegli w starciu z seriami z czasów silver age. "Valhalla Mad" ma być serią ongoing, której pierwszy numer ukaże się w przyszłym roku i są to wszystkie informacje, jakich w wywiadzie udzielił Joe Casey.