Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marat mychaels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marat mychaels. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2019

Z archiwum Image #67 - Brigade vol. 2

Wierzcie w to lub nie, ale Rob Liefeld swego czasu mógł naprawdę być numerem jeden na amerykańskim rynku komiksowym. Współtwórca wszystkiego tego, co najgorsze w komiksach z lat dziewięćdziesiątych miał taki moment w swoim życiu, w którym mógł zrobić absolutnie wszystko i wygrać znacznie więcej niż wygrał, gdyby tylko podszedł do wszystkiego z rozmysłem i trzeźwą głową. Był rok 1992, wydawnictwo Image startuje, Liefeld sprzedaje ponad milion kopii ”Youngblood”, każdy kolejny jego projekt spotyka się z ciepłymi reakcjami, sprzedaż dopisuje… Przenosimy się do roku 2019. Liefeld dla wielu to zwyczajne pośmiewisko – stracił prawa do wykreowanych przez siebie postaci bo nie przeczytał podpisanej umowy, ma na swoim koncie dziesiątki nieskończonych projektów komiksowych, oszukał ludzi na Kickstarterze i nieustannie kąpie się w świetle współtworzonego przez siebie Deadpoola, którego dzisiejsza ogromna popularność to w żadnym stopniu jego zasługa. Jasne, znajdzie się zaraz ktoś, kto powie że ”ale hajsu ma jak lodu i co rusz ktoś go zatrudnia”. Odpowiadam za to, że Uwe Boll też nieustannie kręci filmy i jest obrzydliwie bogaty, ale jakoś mało kto chciałby iść jego drogą. Dziś przyjrzę się nieco komiksowi, który rozpoczyna jedną ze sztandarowych produkcji Liefelda, a więc głupiej jak but i ostatecznie utopionej w komiksowym limbo.

wtorek, 15 maja 2018

Z archiwum Image #53 - Brigade

Obliczenia nie mogą się mylić, od mojego ostatniego nabijania się z komiksów Roba Liefelda na łamach tej rubryki minął niemal dokładnie rok, gdy 8 maja 2017 robiłem sobie jaja z tego, co ten legendarny twórca wyczyniał na łamach pierwszego numeru solowej serii ”Glory”. Dziś co nieco o komiksie, który co roku wala się w sporych ilościach w pudłach ze starymi zeszytówkami na kolejnych odsłonach MFKiG i jakoś mało kto jest zainteresowany jego kupnem. Panie i panowie, oto ”Brigade #1”. Czy kogoś brak zainteresowania w zasadzie dziwi? No nie powinien, ale i tak nie ma co się krępować i zajrzyjmy do tego, co oferuje ten komiks.

niedziela, 7 lutego 2016

Z archiwum Image #26

Lata dziewięćdziesiąte to w komiksie amerykańskim okres szalony. Wtedy ukazać mogło się praktycznie wszystko, dzięki czemu taki tytuł jak ”Knightmare” nie tylko doczekał się swojej premiery, ale także dożył pięciu numerów. Gdyby komiks ten miał ukazać się dziś, mógłby posłużyć wszystkim jako przykład. Bo gdy sądzisz, że przeczytałeś/łaś już wszystkie głupie historie, twórcy tego dzieła udowodnią Ci, że jesteś w błędzie.