W jednej z początkowych odsłon tej
rubryki, dokładnie we wrześniu 2014 roku, pastwiłem się nad pierwszym numerem
legendarnej serii ”Youngblood”.
Wspomniałem tam, że cykl ten z wielkimi trudami (jak to zwykle w tamtych
czasach bywało) dotarł do dziesiątego numeru (między zeszytami 5 i 6 było na
przykład jedenaście miesięcy przerwy), a w pewnym momencie ukazywał się
równolegle z ”Team Youngblood” (i
wrócę jeszcze do tego wątku trochę później). O tej za dużo wtedy nie mogłem
powiedzieć, ponieważ byłem zaznajomiony z całą jedną jej odsłoną – posiadałem
wówczas w zbiorach zeszyt numer 16. Minęło jednak pięć lat, a ponieważ nigdy
nie przestałem szperać na festiwalach komiksowych, w odmętach Allegro i w
innych miejscach, dziś mogę powiedzieć, że posiadam całym siedem numerów owego
cyklu. Podczas tegorocznego MFKiG znalazłem także ten najważniejszy zeszyt,
oznaczony oczywiście jedynką. No i co tu dużo mówić, czas się nieco pośmiać.
