Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peter doherty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peter doherty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 listopada 2018

Jupiter's Legacy: Dziedzictwo Jowisza #2 (Mark Millar/Frank Quitely/Peter Doherty)

W tekście pojawia się jeden, delikatny spoiler, ale na wszelki wypadek ostrzegam, żeby nie było.

Na początek małe przypomnienie, chociaż stali bywalcy bloga wiedzą o tym już doskonale – Marka Millara i mnie łączy baaaardzo szorstka przyjaźń. Na tyle, bym uważał go za bodaj najbardziej przereklamowanego twórcę komiksów, który cały czas tworzy nowe tytuły. I dlatego lektura ”Jupiter’s Legacy: Dziedzictwo Jowisza #2” było dla mnie sporą niespodzianką. Oto bowiem wreszcie dostałem coś autorstwa Millara, do czego w zasadzie nie mam o co się przyczepić. Ale dla równowagi wspomnę, że i powodów do zachwytów wielu nie widać.

czwartek, 11 stycznia 2018

Jupiter's Legacy: Dziedzictwo Jowisza #1 (Mark Millar/Frank Quitely/Peter Doherty)


”Jupiter’s Legacy: Dziedzictwo Jowisza” to tytuł, którego ocena jest dla mnie trudna z dwóch powodów. Po pierwsze, jestem jasno zadeklarowanym przeciwnikiem komiksów Marka Millara, którego uważam za nieco lepszą wersję Roba Liefelda. Facet ma niebywały talent do prowadzenia biznesu oraz ”złotomówstwa” (paskudne słowo, mam nadzieję iż wiecie co mam na myśli), dzięki czemu jego moim zdaniem nieszczególnie oryginalne scenariusze filmowe… przepraszam, komiksowe, cieszą się niegasnącą popularnością. Po drugie zaś, gdy przeniósł on swoje manatki do Image i rozpoczął publikowanie właśnie tego komiksu, postanowiłem raz jeszcze dać mu szansę zdobycia uznania w moich oczach. Efekt? Dwa zeszyty w terminie, a potem blisko roczna obsuwa kolejnych, a także regularna zmiana kształtu miniserii (najpierw miało być sześć, potem siedem, a ostatecznie zakończono na pięciu zeszytach). Na tyle było to denerwujące, że ostatniego rozdziału nawet nie przeczytałem. Niemniej obiecuję, że w tym tekście postarałem się zachować jak najwięcej chłodnej głowy i nie krytykować Millara za to, że jest Millarem. Niemniej w tekście pojawia się kilka niedużych spoilerów.