Niejednokrotnie
powtarzałem przy różnych okazjach na blogu, że na początku istnienia
wydawnictwa Image, praktycznie każdy kolejny komiks pojawiający się na
sklepowych półkach z miejsca stawał się bestsellerem. Taka sytuacja
doprowadzała do tego, że twórcy-założyciele, a przynajmniej ich część, szybko
nabierała przekonania, że jest w stanie sprzedać każdy crap z ich nazwiskiem na
okładce. Efektem była zafundowana przez WildStorm, Extreme Studios oraz Top Cow
istna powódź tytułów, które negatywnie wyróżniały się nawet na tle tych
tytułów, których jakość można poddawać w ogromną wątpliwość. Większość z nich
szybko umierała, uderzając po kieszeni włodarzy wydawnictwa. Dzisiejsza odsłona
”Z archiwum Image” skupi się na tytule, którego pierwszy numer wpadł w moje ręce
niedawno (dzięki, Joachim!), a jego lektura sprawiła, że śmiałem się do rozpuku
z powodu nagromadzonych tu idiotyzmów. Panie i panowie, przed Wami kilka zdań
na temat <jak sądzę> miniserii ”21” Marca Silvestriego i żywej
legendy komiksowego rynku – Lena Weina.
