piątek, 6 grudnia 2019

Z archiwum Image #71 - Gen13/Generation X

Crossovery międzywydawnicze to w świecie komiksów nic nadzwyczajnego. Bawił się w to chyba każdy, a i dziś takie DC Comics nie boi się wysłać Ligę Sprawiedliwości do starcia z Power Ranwers czy uczynić z Batmana dobrego ziomka Wojowniczych Żółwi Ninja. Oczywiście spotkania z herosami z innych wydawnictw zdarzało się również w historii Image Comics, czego mieliśmy okazję być świadkami w marcu 2006 roku, gdy nieistniejąca już Mandragora wydała w naszym kraju komiks ”Spawn/Batman” Franka Millera i Todda McFarlane’a. Oczywiście takich akcji było więcej. Studio Top Cow wysyłało Witchblade czy The Darkness do uniwersum Marvela czy na spotkania z Red Sonją, zaś Invincible Roberta Kirkmana spotkał na swej drodze między innymi Spider-Mana, a Savage Dragon ścierał się z Megaton Manem. W latach dziewięćdziesiątych było także niezwykle głośno o crossoverze ”Deathmate”, gdzie postacie z Extreme Studios oraz WildStormu spotykały bohaterów z Valiant Comics i przyłożyły dużą cegiełkę do bankructwa ostatniego z wymienionych. O tym może jednak wspomnę kiedy indziej. Dziś rzucimy okiem na rok 1997 i jeden z wielu przykładów współpracy Image z Marvelem.

Jednakże najpierw czuję się w obowiązku wspomnieć o wydarzeniach w roku wcześniejszego, gdy na półkach sklepowych w USA pojawiały się pierwsze crossovery z udziałem postaci z Marvela oraz Image. Warto tu wspomnieć, że szlak przetarło studio Top Cow, które w 1996 roku współtworzyło z Domem pomysłów aż dziewięć one-shotów, w tym takie zeszyty jak ”Wolverine/Witchblade” czy też ”Witchblade/Elektra”. Było to wówczas spore wydarzenie, ale nie jedyne z tego segmentu, ponieważ swoje dołożył także WildStorm (”Spider-Man/Gen13”), Extreme Studios (”X-Force/Youngblood”) oraz Highbrow Entertainment (Savage Dragon pojawia się w ”Spider-Man Team-Up #5”). W 1997 roku była tego typu zeszytów podobna ilość, lecz w zasadzie tylko za sprawą Jima Lee i jego studia. Wyjątkiem była tylko historia ”Spider-Man/Badrock” (dwa numery) oraz mało znany one-shot ”Gladiator/Supreme”. Jeśli zaś chodzi o WildStorm, to właśnie w tym roku do sprzedaży trafił cały cykl ”WildCATS/X-Men”, oprócz tego opublikowano historię ”World War 3” z udziałem postaci z tego studia, a także ”The Incredible Hulk/Pitt” oraz dwa one-shoty przedstawiające spotkania grup Gen13 oraz Generation X. Warto jednak podkreślić, że nic z tego nie byłoby możliwe, gdyby nie fakt, iż Jim Lee, Rob Liefeld czy Marc Silvestri nie stali się twarzami Marvelowskiego projektu "Heroes Reborn".

O ile dobrze pamiętam, w 1997 roku w uniwersum Marvela główne składy mutantów rozjechały się po świecie, zaś w ikonicznej szkole Xaviera stołowali się właśnie członkowie Generation X szkoleni przez Seana Cassidy’ego, pseudonim Banshee. Do ekipy należeli Jubilee, Monet, Chamber, Skin, Synch czy Husk, a więc postacie które z czasem nie doczekały się znacząco większych ról w świecie X-Men. Pamiętam jednak, że była to całkiem fajna seria i sprzedawała się bardzo dobrze. Warto jednak dodać, że ukazywała się ona w czasach, gdy w zasadzie tylko mutanci zapewniali Marvelowi duży i stały zysk. Pozwólcie, że pokażę Wam czołówkę list sprzedaży Diamonda ze stycznia 1997 roku, na dwanaście komiksów Marvela (nie liczę "Elektra/Witchblade") aż osiem pochodzi z linii o mutantach.
Ponieważ marka ”Gen13” była w owych czasach najpopularniejszym tytułem z WildStormu i jedną z trzech najsilniejszych z całego Image (po ”Spawnie” i ”Witchblade”), pomysł na przedstawienie spotkania tych dwóch grup skupiających nastoletnich bohaterów był nie tylko logiczny, ale wręcz obowiązkowy. Powstały dwa zeszyty. Za jeden odpowiedzialna była ekipa Jima Lee, za drugi zaś – Marvel. Ja posiadam pierwszy z wymienionych i za jego powstanie odpowiedzialni byli Brandon Choi (scenariusz) oraz mający wtedy krótki epizod w Image Art Adams (rysunki), który niedługo później powrócił do Marvela i do dziś w jakimś stopniu tam działa. Jeśli w miarę często śledzicie tę rubrykę, to wiecie już mniej więcej jaki mam stosunek do zdolności pisarskich pana Choia. Jeśli nie to wyjaśnię – generalnie poddaję w wątpliwość to, czy on w ogóle jakieś posiadał. Nigdy nie był jakąś szczególnie dużą tajemnicą fakt, że twórca ten był dobrym przyjacielem Jima Lee i dzięki temu w latach dziewięćdziesiątych jego nazwisko można było spotkać na okładkach wielu komiksów z Image. Wraz z końcem tamtej dekady i przenosinami WildStormu do DC Comics, Choi zaczął usuwać się w cień: współtworzył trzy komiksy w latach 1999-2001, żaden z nich nie odniósł sukcesu, jednego z nich nawet nie dokończył i w końcu zniknął z radarów po dziś dzień. ”Gen13/Generation X” to idealny przykład koszmarnie nijakiego komiksu, więc jakoś nie dziwię się szczególnie mocno, że od prawie dwudziestu lat Choi swoich pisarskich zapędów nie kontynuuje.
Podobnie jak w przypadku innych crossoverów pomiędzy WildStormem i Marvelem, tutaj nikt się szczególnie mocno nie przejmuje jakimś wyraźnym zawiązaniem akcji. Ot, po prostu dostajemy elseworld, w którym członkowie obu grup najnormalniej w świecie żyją tuż obok siebie. Gen13 pod wodzą Johna Lyncha wykonują kolejną misje, gdy nagle na miejsce wpada Banshee i jego Generation X. Następnie standardzie – cztery strony tłuczenia się wzajemnie po ryjach, szybkie wyjaśnienie nieporozumienia i połączenie sił w walce z faktycznym przeciwnikiem oraz okazyjne i jakże ”genialne” wykorzystywanie faktu, że niektóre postacie z obu grup są do siebie stosunkowo podobne (no bo wiecie, Monet i Fairchild to te silne i poważne, zaś Jubilee oraz Freefall to te lekko niedojrzałe). Koniec końców, lektura ”Gen13/Generation X” przelatuje szybko i praktycznie nic z niej w głowie potem nie zostaje. No, chyba że to, iż scenariusz jest miałki jak cholera, a i rysownikowi się chyba zbyt mocno nie chciało. Art Adams to zasadniczo bardzo dobry rysownik, tylko po prostu tu tego nie pokazał. Podejrzewam, że goniły go terminy i dlatego plansze, na których jest zauważalnie więcej postaci, robi wrażenie tylko niechlujnością wykonania. Poszczególne postacie losowo tyją i chudną na przestrzeni kolejnych stron, nieraz są także zwyczajnie trudne do rozpoznania. Jest to w sumie momentami zabawne, bo na niektórych kadrach ciężko się połapać czy widzimy na nich Banshee (lidera Generation X) czy Burnouta (młodziana z Gen13). Obaj blondyni z bródką, obaj w czerwonych strojach, więc strzelaj czytelniku, a może ci się uda.

Gen13/Generation X” to pierwszy crossoverowy zeszyt z Image, jaki wpadł w moje ręce. Jest zwyczajnie słaby i teoretycznie nie powinien mnie w jakikolwiek sposób zachęcić do sprawdzenia kolejnych. Na szczęście, tego samego dnia wpadł mi w łapy komiks ”Savage Dragon vs Savage Megaton Man”, który jest dużo, dużo lepszy i właśnie na nim skupię się w styczniowej odsłonie ”Z archiwum Image”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza