niedziela, 29 grudnia 2019

Gideon Falls #2: Grzechy pierworodne (Jeff Lemire/Andrea Sorrentino/Dave Stewart)

Rok 2019 był w na polskim rynku komiksowym okresem całkowitego panowania Jeffa Lemire. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, dzięki wspólnym wysiłkom wydawnictw Mucha Comics, Non Stop Comics, Egmont oraz KBOOM, dostaliśmy aż dwadzieścia pięć albumów w jego nazwiskiem na okładce plus krótki udział w ”Batman: Metal #3”. Oczywiście nie wszystkie te tytuły były godne uwagi, ponieważ obok naprawdę fajnych komiksów jak ”Czarny Młot” lub ”Green Arrow”, potrafiły pojawić się również takie pozycje jak bardzo przeciętne ”Extraordinary X-Men” czy też w mojej ocenie zaledwie poprawny ”Bloodshot: Odrodzenie”. Co ciekawe, aż przy siedmiu tomach spośród wspomnianej dwudziestki piątki, Lemire współpracował z tym samym rysownikiem, którym jest Andrea Sorrentino. Ich najnowsze wspólne dzieło otrzymało w tym roku Eisnera w kategorii ”najlepsza nowa seria” i jest to oczywiście ”Gideon Falls”, którego drugi tom niedawno pojawił się w Polsce, dzięki wydawnictwu Mucha Comics.

Jak to niejednokrotnie wspominałem tu przy okazji wcześniejszych recenzji, także i ”Gideon Falls” to komiks, którego część zdążyłem najpierw poznać w wersji oryginalnej. Lekturę tej serii zawiesiłem w momencie ogłoszenia zapowiedzi przez Muchę i miało to miejsce w chwili, gdy byłem na szóstym zeszycie. I nie ukrywam, że tytuł ten nie był moim faworytem do zgarnięcia tegorocznego Eisnera, lecz gdzieś tam w kuluarach dało się słyszeć, że materiał zawarty w drugim tomie owej serii jest znacząco lepszy niż jej otwarcie, które i tak oceniłem bardzo wysoko. Podczas niedawnych świąt postanowiłem osobiście to sprawdzić.

Tajemnica nieustannie goni tajemnicę. Po wydarzeniach z końcówki pierwszego tomu, Norton jest jeszcze mocniej zdecydowany, by odkryć sekrety Czarnej Stodoły i wydaje mu się, że został wybrany do tego, by ją odbudować. Jednakże ktoś ma zamiar pokrzyżować plany chłopaka i pomagającej mu terapeutki Angie, przez co Norton ponownie trafia do szpitala psychiatrycznego. Tymczasem ojciec Fred coraz mocniej angażuje się w sprawę morderstw na terenie parafii, na którą niedawno został zesłany. Ich działania ostatecznie doprowadzą do tego, że drogi tej dwójki zostaną skrzyżowane.

Finał pierwszego tomu serii ”Gideon Falls” mocno mnie zaskoczył i byłem niesamowicie ciekawy tego jak Jeff Lemire pociągnie dalej zaprezentowane wydarzenia. Nie miałem jednak obaw co do tego, że dokona tego co najmniej w dobrym stylu, ponieważ nie jest to komiks wydany przez Marvela lub DC, a znane porzekadło mówi, iż scenarzysta ten najczęściej u „wielkiej dwójki” po prostu chałturzy. Z paroma wyjątkami od reguły, rzecz jasna. Omawiany dzisiaj komiks tylko potwierdził to porzekadło, chociaż osobiście nie zgadzam się z tym, co usłyszałem jakiś czas temu. Drugi tom ”Gideon Falls” nie jest lepszy od pierwszego – jest tak samo solidny i dobry. Lemire sprawnie rozwija wykreowany przez siebie świat i co dla mnie najważniejsze – nie skąpi odpowiedzi na postawione pytania. Już po dwóch tomach nasza wiedza o tajemniczej Czarnej Stodole jest dość spora, ale jednocześnie wciąż niekompletna i zagadkowa. Scenarzysta prowadzi przy tym opowieść w sposób na tyle interesujący, bym czuł ekscytację na samą myśl o tym, że zapewne za kilka miesięcy otrzymamy kolejną odsłonę. Tym samym ”Gideon Falls” odróżnia się zdecydowanie chociażby od w pewnym sensie podobnych pod kątem konstrukcji fabuły ”Odrodzenia” czy ”Palcojada”, których scenarzyści strasznie ”męczyli bułę” w niektórych tomach, byle tylko nie udzielić odpowiedzi na jakiekolwiek istotniejsze pytania. Tu tego nie ma, a dodatkowo klimat komiksu znakomicie mi leży. Co prawda na widok obecnego na tyle okładki kolejnego porównania z ”Miasteczkiem Twin Peaks” przewracam nieco oczami, to jednak tym razem… coś w tym jest. Tyle tylko, że przy komiksie Jeffa Lemire nie musimy tak często zastanawiać się co autor mógł mieć na myśli :)
Podoba mi się także to, jak Lemire prowadzi obu głównych bohaterów. Po lekturze obu tomów ”Gideon Falls” mogę śmiało powiedzieć, że obu… nie lubię. No, może to nie do końca odpowiednie określenie. Norton mnie odrobinę przeraża, Fred zaś irytuje. Ale zarazem obaj mocno fascynują i jestem ciekawy jak potoczą się ich dalsze losy.

Pewnie już wspominałem o tym przy innych okazjach, lecz wspomnę raz jeszcze, że jestem dużym fanem talentu Andrea Sorrentino. Śledziłem jego postępy zapewne zanim większość z Was w ogóle usłyszała to nazwisko, ponieważ charakterystyczny styl tego twórcy wpadł mi w oko już w 2010 roku (notabene przy jego debiucie) w miniserii ”God of War”, wówczas franszyzy znajdującej się w rękach DC WildStorm. Jednakże w moich oczach rozwinął skrzydła dopiero przy swoim drugim, komiksowym projekcie, jakim było mało znane ”I, Vampire” zrealizowane w ramach linii New52 od DC. Przez jakiś czas, a konkretniej w momencie gdy artysta ten osiadł w Marvelu, myślałem, że Sorrentino niczym mnie już nie zaskoczy. Tymczasem ”Gideon Falls” raz za razem powoduje u mnie opad szczeny. Absolutnie uwielbiam wszystkie momenty najmocniej związane z tajemniczą stodołą, ponieważ to tutaj rysownik totalnie popuszcza wodze fantazji i zachwyca pomysłowością oraz niesamowitym wykonaniem rozkładówek. Jak zwykle świetnie uzupełnia go kolorysta Dave Stewart, no ale co klasa to klasa. Nie umiem sobie przypomnieć chociaż jednego komiksu z barwami nałożonymi przez tego artystę, który nie przypadłby mi do gustu.

W drugim tomie cyklu ”Gideon Falls” dodatków w zasadzie nie ma. Ograniczają się one do ściśniętej na raptem dwóch stronach galerii okładek wariantowych. Całość tradycyjnie opakowana jest w twardą okładkę i ma nieco powiększony format. Ze względu na mniejszą ilość stron, cena okładkowa również spadła i w tym przypadku wynosi 59 złotych. Czy warto? Pierwszy tom wymieniłem w ósemce najlepszych komiksów Image wydanych w Polsce w 2019 roku. O drugim mam mniej więcej tę samą opinię, więc odpowiedź jest jasna jak słońce.
    
"Gideon Falls #2: Grzechy pierworodne" do kupienia w sklepach Mucha Comics oraz ATOM Comics.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza