poniedziałek, 9 września 2019

Lazarus #5: Odstrzał (Greg Rucka/Michael Lark/Santi Arcas)

Myślałem że było tego trochę mniej, ale jednak szybki rzut oka tu i ówdzie potwierdza – pomiędzy wydaniem 4 i 5 tomu serii ”Lazarus” dostaliśmy liczącą 34 miesiące przerwę, spowodowaną, jeśli wierzyć wersji podawanej przez Taurus Media, brakiem komunikacji pomiędzy wydawnictwem i osobą z Image Comics odpowiedzialną za sprzedaż licencji. Tajemnicą poliszynela jest to, że polska strona postanowiła wybadać możliwości kontynuowania swoich serii z Image z pominięciem centrali, co w przypadku ”Żywych Trupów” i ”Black Science” okazuje się, przynajmniej jak dotąd, niemożliwe. Ale z ”Lazarusem” wreszcie się udało i po blisko trzech latach przerwy otrzymaliśmy wreszcie piąty tom, a ponoć i kolejny jest już w przygotowaniu (będzie to miniseria ”X+66). Osobiście jestem ciekaw, czy Taurus planuje lub zdecyduje się na wydanie tomu zbierające trzy pierwsze sourcebooki (co byłoby chyba debiutem takiego formatu w Polsce, poprawcie mnie jeśli się mylę), ale nie to jest dziś najważniejsze. Przyjrzyjmy się temu, co otrzymaliśmy na łamach ”Odstrzału”.

Wojna pomiędzy poszczególnymi Rodzinami trwa w najlepsze. Carlyle znaleźli się w trudnej sytuacji, ponieważ Forever odniosła poważne rany podczas ostatnich walk i tymczasowo nie może wrócić na pole bitwy. Co więcej, jest już ona świadoma tego czym jest i nie potrafi sobie z tym poradzić. Jej ”Rodzina” także delikatnie zaczyna się dzielić. Johanna, która stoi u władzy, ma swoją wizję dalszego prowadzenia walk oraz tego jak użyć do tego swoją ”siostrę”. Nieco inaczej widzi te sprawy jej powracający do zdrowia ojciec Malcolm. Rozbita fizycznie i psychicznie Forever nie wie komu może ufać, a z czasem dowie się także kolejnych szokujących faktów. Tymczasem Eve trenowana na kolejnego Łazarza rodziny Carlyle jest coraz mocniej ciekawa otaczającego ją świata. Zaś na horyzoncie pojawia się kolejne wielkie zagrożenie – Smok, potężny Łazarz rodziny Vassalovka włącza się do działań wojennych.

Na łamach piątego tomu serii jest odczuwalnie mniej akcji niż w poprzedniej odsłonie. Fakt, że Forever jest czasowo niezdolna do walki Greg Rucka wykorzystuje na to, by pogłębić zarówno portret psychologiczny swojej bohaterki, ale także kolejny raz z lubością oddać się rodzinnym zawieruchom, knuciem, kłamstwom i zdradom. Zagubiona w tym wszystkim Forever rozpisana jest tak, że przez dłuższy czas czytelnikowi jest jej autentycznie żal. To zawsze była mocna strona Grega Rucki, który od lat słynie z tego, że gdy pisze komiks z kobietą w roli głównej, to dostajemy kawałek rewelacyjnie rozpisanej postaci. Ale nie tylko główna bohaterka przedstawione jest w brawurowy sposób. Kolejny raz bowiem wyraźnie wzrasta rola Johanny Carlyle, która dla mnie jest największą gwiazdą tego tomu. Nie mająca aż tak mocnej pozycji jak myślała kobieta, która poczuła jaką potęgą jest kierowanie całą rodziną robi teraz co może, by ”ustawić” Forever u swojej strony. Swoje kilka minut ma także Sonja Bittner, która z tomu na tom staje się coraz bardziej charakterna i tylko czekać, jak Rucka rozwinie jej wątek w kolejnych rozdziałach. I w końcu cały czas gdzieś tam w tle rozwija się wątek Eve, czyli kolejnej wersji Forever. Na razie dość niemrawo, ale jestem przekonany, że w końcu zobaczymy spotkanie obu pań i nie mogę się tego doczekać.

Fałsz i obłuda, która jest wszechobecna w domenie Carlyle mocno kontrastuje z tymi paroma postaciami, które uważają iż pewne granice zostały przekroczone, ale są zbyt nisko w hierarchii, by móc cokolwiek z tym zrobić. Jest także Malcolm, co do którego trudno mi uwierzyć w to, że nie widzi knucia uprawianego przez Johannę. I zauważcie, że cały czas wspominam tylko o tym, co dzieje się w domenie rodziny Carlyle, a przecież nie tylko tam znajdziemy się podczas lektury. Czeka tu na nas także wprowadzenie kolejnego, dużego zagrożenia, a więc Smoka, a także brawurowo przedstawione starcie pomiędzy aż pięcioma Łazarzami. Na łamach piątego tomu serii ”Lazarus” dzieje się dużo i przede wszystkim, kolejny raz otrzymujemy niesamowicie dobrze rozpisany scenariusz i po lekturze aż chce się wiedzieć co będzie dalej.

Ale przecież to komiks, więc są też rysunki. Swego czasu dość często w sieci czytałem opinie o tym, że Michael Lark nie umie w choreografię. No nie wiem, czytałem masę rysowanych przez niego komiksów i nie potrafię się z tym zgodzić. Zwłaszcza, że w ”Odstrzale” dostajemy kolejne dwie sekwencje walk, podczas których trudno się zgubić, a ja osobiście jestem zachwycony tym, jak Lark i kolorysta Santi Arras wykonują swoją robotę. Co prawda jako osoba, która cały czas zbiera serię ”Lazarus” także w zeszytowych wydaniach oryginalnych mam (jak sadzę) pełne prawo ponarzekać na tempo publikowania kolejnych odsłon, no ale hej – kolejne odsłony nie wychodzą raz na trzy lata, więc nie jest tak źle :) Niemniej jako fan tego, co Lark wyczynia jako rysownik, złego słowa i na ten aspekt komiksu nie powiem.

Czy jest więc w ogóle coś, na co można kręcić nosem? Trochę tak, lecz nie ma w tym winy Taurusa, ponieważ dostaliśmy od nich komiks 1:1 przełożony względem wersji z USA. I niestety nie ma w nim dzieł autorstwa Erica Trautmanna, który jest głównym… ”projektantem” (?) serii. No w sensie takim, że obecne w zeszytowych wydaniach plakaty propagandowe, logotypy czy udawane artykuły z gazet, które najczęściej wyglądają przerażająco prawdziwie, nie znajdują się w wydaniach zbiorczych. By je obejrzeć, sięgajcie po zeszyty lub wersje deluxe. W ”Odstrzale” dostajemy tylko i aż wstęp oraz spis postaci, zaś na końcu mapę świata oraz parę pojedynczych grafik. Całość jest zapakowana w miękką okładkę, lecz jej jakość jest wyraźnie lepsza, niż komiksów z Egmontu czy Non Stop Comics. Także i papier wydaje się być odczuwalnie lepszej jakości. Tom kupicie w cenie okładkowej w wysokości 60 złotych minus rabaty.

Czy warto? Głupie pytanie. ”Lazarusa” warto mieć i znać w każdej możliwej formie. Wszak to jedna z najlepszych serii, jaką w ostatniej dekadzie wydało na świat Image Comics.
     
--------------------------------------------------
    
"Lazarus #5: Odstrzał" do kupienia w sklepie Centrum Komiksu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz