Dzień po powrocie z Poznania jakoś szczególnie nie chciało mi się siedzieć przy blogu, dlatego dzisiejsze notki nazwę "trzy szybkie". Nie mogę jednak nie pozwolić sobie na kilka słów komentarza wobec Pyrkonu, ponieważ jestem zachwycony. To był mój pierwszy raz na tej imprezie i chociaż ilość uczestników mnie zupełnie nie zaskoczyła (w przeciwieństwie do organizatorów), to byłem zdumiony ilością atrakcji. Tak bardzo, że mizerna obecność komiksiarzy na giełdzie nawet mi nie przeszkadzała.
To co na pewno mi się podobało to program. Praktycznie cały czas potrafiłem ze swoją dziewczyną znaleźć jakąś atrakcję, na którą z chęcią się wybieraliśmy. Plan podróży do Poznania zawierał między innymi wizytę na tamtejszym rynku, lecz najzwyczajniej w świecie zabrakło nam na to czasu. Zdecydowanie najbardziej zachwyceni byliśmy jednak miejscem, gdzie wystawione były klocki Lego :D Duży plus dla większości cosplayowców, ponieważ niemal wszyscy wyglądali naprawdę profesjonalnie. Myślę że jak już dostanę zdjęcia, które robiliśmy przez weekend, to kilka z nich umieszczę tu na blogu.
Oczywiście nie wszystko udało się tak, jak powinno. Na każdy kroku czuć było, że miejsce w którym odbywał się Pyrkon ma świetną organizację, ale ponad dwadzieścia tysięcy ludzi to już zdecydowanie za dużo jak na tamtejszą pojemność. W salach w których odbywały się prelekcje często brakowało krzeseł i ludzie ubijali się na podłogach, a klimatyzacja nie dawała razy z chłodzeniem pomieszczenia. No i wreszcie organizatorzy trochę pokpili sprawę, ponieważ w sobotę o godzinie 11 rano zabrakło już drukowanych programów festiwalu i smyczy dodawanych do wejściówek.
Zawitaliśmy na kilka prelekcji oraz pokazów zarówno w sobotę jak i w niedzielę. Większość z nich była naprawdę fajna, oprócz dwóch. Na pierwszej, poświęconej Zielonym Latarniom, prowadzący każde, ale to każde zdanie zaczynał od sekundowego "yyy", co w połączeniu z bardzo dobrze działającym nagłośnieniem oraz żenująco reagującą publicznością sprawiło, że po kwadransie opuściliśmy prelekcję. Nie spodobał mi się także panel poświęcony serialowi "Arrow", który w zasadzie nie miał moderacji. Prowadzący przyszli, rozsiedli się i oczekiwali że to zebrana publiczność będzie sama dyskutować, a oni tylko dodawać od siebie "tak, lubię to"/"nie, nie lubię tego". Paradoksalnie najlepszy fragment tego spotkania to ostatnie dziesięć minut, które prowadził już Wojtek - człowiek odpowiedzialny za blok komiksowy na Pyrkonie. Dlaczego prowadzący się zmienili? Ponieważ spieszyli się na pociąg -_-
Swoją własną prelekcję też ocenię. Jak to zwykle mam w zwyczaju, stres zupełnie mnie nie dopadł, ale i tak nie jestem z siebie do końca zadowolony. Mam już nauczkę na przyszłość, mianowicie teraz już wiem żeby nie okrajać swoich prezentacji na dzień przed wystąpieniem, ponieważ po 40 minutach okazuje się iż zbliżam się do końca, a tu jeszcze kwadrans trzeba mówić. Moja prelekcja cierpiała też na to, co dotknęło praktycznie większość wystąpień - temat trzeba było naprawdę mocno streścić. Dopiero po własnym wystąpieniu dotarło do mnie, że żeby nie traktować zagadnienia za bardzo po łebkach, potrzebowałbym minimum dwóch godzin. Tylko kto by tyle ze mną wytrzymał? :D
Niemniej za rok na pewno znów się pojawię. Pyrkon to zdecydowanie wydarzenie, które warto odwiedzać.