Nie jest to może moja ulubiona tematyka
komiksów, ale od czasu do czasu lubię sięgnąć po coś, co oprócz przedstawienia
czytelnikom fikcyjnej opowieści zwraca uwagę na bardzo aktualne problemy, zaś
twórca dzieła nie boi się przekazać, ale nie chamsko narzucać w nim swojej
osobistej opinii. Takim komiksem było właśnie ”Great Pacific” autorstwa duetu Joe Harris/Martin Morazzo. Ta
licząca trzy tomy opowieść skupiała się na powstaniu i rozwoju fikcyjnego
państwa, które powstało na terenie ogromnej, pływającej góry śmieci. Z jednego
strony był to całkiem przyjemny tytuł osadzony w klimatach political-fiction z
elementami akcji oraz nawet science-fiction. Z drugiej zaś była to totalna
krytyka naszych nawyków, przez które otaczający nas świat każdego dnia staje
się coraz większym śmietniskiem. ”Great
Pacific” nawet spodobało mi się – z recenzjach niżej oceniłem tylko drugi
tom – i stąd kredyt zaufania dla wspomnianego zespołu twórców. Ci po jakimś
czasie zapowiedzieli ”Snowfall” i
już po opisach można było wywnioskować, że tym razem wezmą na tapet temat
globalnego ocieplenia. Niezależnie od tego, czy uważacie zjawisko to za prawdę
czy też spisek ludzi-jaszczurów, warto zajrzeć do dalszej części tekstu ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joe harris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joe harris. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 kwietnia 2018
środa, 28 grudnia 2016
Joe Harris opowiada o "Rockstars"
Jedną z mniej głośnych premier grudnia był z pewnością kolejny projekt autorstwa Joe Harrisa. "Rockstars", bo o tym komiksie mowa, zameldował się już jakiś czas temu na sklepowych półkach, a ja przypadkowo trafiłem na wywiad, jaki ponad miesiąc temu Harris udzielił serwisowi CBR na jego temat.
"Rockstars" skupia się na niecodziennym duecie złożonym z wielkiego fana wszelkiej muzyki rockowej oraz cynicznego, oschłego reportera, którzy wspólnie zajmą się śledztwem dotyczącym serii morderstw. Szybko okaże się, że wiele wspólnego z tą sprawą może mieć czarna magia, a kolejne ślady konsekwentnie prowadzą do pewnego bardzo popularnego gitarzysty. Sam komiks ma stanowić przejażdżkę przez dokonania undergroudowego rocka z wątkami nadnaturalnymi w tle.
Najważniejszą osią "Rockstars" będzie relacja między Jackie'em i Dorothy. Bardzo szybko zostają oni partnerami w tym konkretnym śledztwie i od tego czasu nie tylko wspólnie odkrywają coraz to nowsze informacje, ale także wpływają wzajemnie na swoje opinie oraz spojrzenie na rzeczywistość. Megan Hutchison podkreśla przy tym, że zmiany te będą nie tylko domyślne i wynikające z dialogów, lecz także widoczne w warstwie graficznej.
Chociaż nazwy zespołów i nazwiska muzyków są zmyślone, wielu z nich oparto na prawdziwych osobach. Odgrywający ważną rolę w "Rockstars" Jimmy James to komiksowa wersja Jimmy'ego Page'a z Led Zeppelin. Jeśli seria się utrzyma, takich przykładów będzie więcej.
Twórcy mają sporo planów na dalsze numery serii i liczą, że uda im się je zrealizować. W drugim story-arcu wezmą na tapetę metalowe dokonania lat 80-tych i zapowiadają sporą ilość... włosów.
Źródło: CBR
wtorek, 26 stycznia 2016
Harris i Morazzo zachęcają do sięgnięcia po "Snowfall"
Joe Harris i Martin Morazzo zaskoczyli czytelników niekonwencjonalną serią "Great Pacific", którą w całości zrecenzowałem na blogu. Miała ona niezwykle interesujący punkt wyjścia, który z czasem niestety nieco się rozdrobnił, nad czym ubolewam do teraz. Teraz duet ten pracuje nad kolejnym tytułem, którego ogólny zarys fabuły prezentuje się co najmniej nietypowo.
"Snowfall" opowiadać ma o świecie, w którym manipulowanie pogodą stało się ważną bronią. Pierwszy numer serii zaprezentuje nam zachodnie wybrzeże USA, które zostało całkowicie zasypane rekordowymi śniegami. Odpowiedzialną za to osobą jest niejaki White Wizard - tajemniczy osobnik, który poważnie nadepnął na odcisk kierującej światem organizacji. Czy jednak jest od istotą nadludzką, czy też po prostu niezwykle genialnym naukowcem?
Komiks osadzony jest w niedalekiej przyszłości, w której klimat ocieplił się na tyle, że na całym globie zimy praktycznie nie ma. Lodowce się roztopiły, przez co kształt świata uległ znaczącym zmianom. Świat stał się jedną, wielką korporacją, której szefowie nieustannie popełniają przestępstwa, za które nie są jednak pociągani do odpowiedzialności.
Harris zaznacza, że nieprzypadkowo jego ostatnie komiksy dla Image są jednocześnie bardzo mocnym komentarzem na temat zmian klimatycznych oraz trendów środowiskowych. Scenarzysta uważa, że jest to bardzo ważny temat, który trzeba poruszać mocniej na łamach komiksów, zaś on z okazji tej skwapliwie korzysta. Na łamach "Snowfall" zobaczymy świat w takim kształcie, w jakim najprawdopodobniej znajdzie się jeśli klimat nadal będzie się ocieplał.
White Wizard wcale nie musi być najważniejszą postacią komiksu. Sporo informacji o "Snowfall" wciąż pozostaje tajemnicą, by czytelnik, który zdecyduje się sięgnąć po premierowy zeszyt, mógł czuć się jak najmocniej zaskoczony.
Premiera serii zaplanowana jest na 17 lutego.
Źródło: Newsarama
piątek, 20 lutego 2015
Great Pacific vol. 3: Big Game Hunters (Joe Harris/Martin Morazzo)
Ponad rok
przyszło mi oczekiwać na trzeci i zarazem ostatni tom serii ”Great Pacific”.
Joe Harris oraz Martin Morazzo początkowo zauroczyli mnie swoją pokręconą
wizją, która o ile w pierwszym tomie zbiorczym prezentowała się wyśmienicie, o
tyle już w drugiej swojej odsłonie nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Jak
więc wypadła finalna część trylogii o kraju który powstał na wyspie śmieci,
która męczona była potężnymi opóźnieniami. Niestety, nie jest najlepiej.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Great Pacific vol. 2: Nation Building (Joe Harris/Martin Morazzo)
Dzisiejsza
recenzja będzie dość nietypowa, ponieważ pierwszy raz zdarzy mi się opisać
swoje wrażenia na temat komiksu, który opublikowany został miesiąc temu. Taki
jest mój plan, by częściej na blogu prezentować opinie o tomikach wydanych
niedawno, a dopiero w wolnych terminach wracać do pozycji archiwalnych. Dziś
więc przychodzi kolej na drugi tom „Great Pacific”. Jeśli pamiętacie
recenzję z zeszłego miesiąca, premierową odsłonę cyklu oceniłem wysoko. Bardzo
podobał mi się aspekt odkrywczo-podróżniczy komiksu. Dlatego też gdy
dowiedziałem się, że akcja „Nation Building” przenosi się rok do przodu,
byłem nieco zawiedziony. Czy słusznie?
Jak już
wspomniałem, mija dwanaście miesięcy od wydarzeń przedstawionych w „Trashed”.
Nowy Teksas zmienił się nie do poznania: zamieszkuje go już ponad 700 osób,
rozwijają się przemysł oraz usługi, formowany jest rząd, lecz stojący na czele
tego miejsca Chas Worthington bardzo chce doprowadzić do uznania jego kraju
przez ONZ i by do tego doprowadzić, zaczyna pertraktować z przedstawicielami
pewnego Afrykańskiego kraju, który nieoficjalnie rządzony jest przez tyrana i
jego wojskową juntę. Nie będzie to jednak jedyny kłopot mężczyzny. Chociaż Nowy
Teksas nie liczy jeszcze zbyt wielu mieszkańców, Worthington już dorobił się małego
ruchu oporu, który chce pozbawić go życia.
Komiks „Great
Pacific: Nation Building” stworzony został przez ten sam duet twórców co
tom pierwszy. Mimo to praktycznie cały czas czujemy się, jakby było inaczej.
Historia przedstawiona w drugim tomie jest kompletnie inna od tej, którą
czytaliśmy w „Trashed”. Wszystkie motywy oparte na wątku przygodowym
zostały wyparte i zastąpione political-fiction. Tempo opowiadania fabuły
znacznie spadło, lecz mimo wszystko wciąż jest to komiks emocjonujący. Po
prostu robi to w zupełnie inny sposób. Gdy w pierwszym tomie zastanawialiśmy
się jak Chas przetrwa spotkanie z piratami czy ludnością etniczną wyspy śmieci.
„Great Pacific: Nation Building” każe nam zastanowić się raczej w jaki
sposób mężczyzna doprowadzi do realizacji swoich planów, a także z kim się
sprzymierzy lub kogo zdradzi, by dostać się do siedziby ONZ. Przyznać trzeba,
że Joe Harris odnajduje się w rozgrywce politycznej, lecz mim zdaniem
zdecydowanie lepiej wychodziło mu to wszystko, co pokazał w premierowej
odsłonie serii.
Kolejną
rzeczą, która rzuca się w oczy jest także zmiana samego głównego bohatera. Chas
Worthington od samego początku był postacią zdecydowaną, konsekwentną i upartą.
Teraz jednak dodatkowo pokazuje się go jako mężczyznę tak przekonanego o
słuszności własnych opinii, że aż kipi z niego zarozumialstwo. Nie uważam tego
za zmianę na plus, ponieważ główny bohater „Great Pacific: Nation Building”
stracił nieco ze swojego uroku i nie zawaham się napisać, że teraz Chas nie da się
lubić. Nie wydaje mi się, by było dobrym pomysłem obrzydzanie czytelnikowi
najważniejszej postaci serii, a przynajmniej w moim przypadku tak właśnie się stało.
Ok, jest wiele komiksowych pozycji, które opowiadają o tych „złych”, lecz
większość z nich stara się w jakiś sposób sprawić, by czytelnik mimo wszystko
czuł sympatię do danej postaci. Joe Harris zapewne też chciał iść tą drogą,
lecz oglądanie kolejnych scen upokarzania przez Chasa swoich przyjaciół lub
współpracowników nie jest zbyt przyjemne.
W przypadku
warstwy fabularnej „Great Pacific: Nation Building” mam pewien kłopot z
końcową oceną, tak przy rysunkach nie mam żadnych wątpliwości. Podobnie jak w
przypadku poprzedniego tomu, tak i tu za rysunki odpowiedzialny jest Martin
Morazzo. Uważam, że tym razem spisał się lepiej niż za pierwszym razem, a i
szans miał więcej żeby się wykazać. Scenariusz Joe Harrisa wyniósł bohaterów
poza tereny Nowego Teksasu i Morazzo nieźle wykazywał się w nowych
lokalizacjach. Ponownie imponowała ilość szczegółów na niektórych planszach,
ale z drugiej strony ponownie zupełnie nie podobała mi się praca kolorystów
ukrywających się pod nazwą Tiza Studio. Kiepski dobór barw sprawiał, że
niektóre stronice wyglądały wręcz na wyblakłe lub źle zeskanowane. Niestety,
pomimo już przeszło dwustu stron historii, nadal nie jestem w stanie się do
tego przyzwyczaić i zwyczajnie przeszkadza mi to w odbiorze komiksu.
Tym razem
wydawnictwo Image wzbogaciło „Great Pacific: Nation Building” o parę
stron dodatków. Nie łudźcie się jednak, ponieważ są to jedynie pozbawione
komputerowo naniesionych kolorów dwuplanszowe popisy umiejętności Martina Morazzo,
które znajdziecie także w środku komiksu. oprócz tego otrzymujemy galerię
okładek i to nie wszystkich, ponieważ zabrakło wariantów oraz okładek z
dodruków poszczególnych zeszytów.
Podsumowując,
drugi tom „Great Pacific” to wciąż dobre czytadło, lecz już bez tego
niebywałego uroku, który posiadała pierwsza odsłona. Klimat stał się znacznie
bardziej ciężki i chociaż mamy wciąż bardzo dużo zaskakujących zwrotów akcji, to
jednak nie robią one już takiego wrażenia jak za pierwszym razem. Ocena będzie
niższa niż ostatnio i wyniesie 3,5/6
środa, 15 stycznia 2014
Great Pacific vol. 1: Trashed (Joe Harris/Martin Morazzo)
Dziś
pojawia się recenzja komiksu dość szczególnego. „Great Pacific vol. 1:
Trashed” jest bowiem dla mnie kwintesencją historii, którą mogło wydać
jedynie Image Comics. Zalążek fabuły wydaje się być totalnie oderwany od
rzeczywistości, chociaż daje pewne nauki dotyczące także i naszego
współczesnego zachowania. I właśnie na tej dość absurdalnym scenariuszu
budowana zostaje intryga, która wciąga na tyle mocno, że czytelnik chce poznać
dalsze jej rozdziały. O czym jest więc najnowsze dzieło Joe Harrisa?
Chas
Worthington odziedziczył właśnie ogromną fortunę oraz potężną firmę.
Niespodziewanie dla wszystkich, postanawia przeprowadzić się na Wielką
Pacyficzną Plamę Śmieci – ogromną, niesioną przez prądy morskie wyspę złożoną z
odpadów i tak zakłada własne państwo o nazwie Nowy Teksas. Z czasem okazuje
się, że wyspa nie jest do końca tym czego się spodziewał. Nie tylko skrywa ona
tajemnice niektórych, istniejących już państw, ale także jest strzeżona przez
ogromnego stwora. I bynajmniej nie jest on zadowolony z przybycia Chasa.
Przede
wszystkim muszę wspomnieć o jednej ważnej rzeczy – Wielka Pacyficzna Plama
Śmieci istnieje naprawdę. Nie jest to jednak przedstawiona w komiksie dryfująca
wyspa, a raczej pochodzący od plastiku pył i zawiesina. Wydaje się, że Joe
Harris chciał dzięki „Great Pacific vol. 1: Trashed” zwrócić uwagę na
zagrożenie płynące z zaśmiecania naszej planety. Na mnie wizja spotkania
zmutowanej, czteropiętrowej ośmiornicy działa całkiem nieźle. O dziwo jednak,
pierwszy tom serii nie skupia się najmocniej ani na genezie samej wyspy, ani
także na procesie budowania państwa przez Chasa. Generalnie, są to
uwspółcześnione przygody zdobywcy nowego lądu, który na swojej drodze spotyka
nie tylko przeciwności losu związane z otaczającym go „środowiskiem”, ale także
innych ludzi, którym obecność Chasa przeszkadza. Od początku „Great Pacific
vol. 1: Trashed” widać doskonale, że Joe Harris od początku wiedział co
chce przedstawić czytelnikowi i kilkukrotnie udało mu się wyjść poza dość
oklepane schematy. Nie zawsze jednak był to plus komiksu.
Jeden z
utartych schematów mówi, że pierwszy numer serii powinien tak mocno przemówić
do czytelnika, by ten chciał płacić za kolejne. Tymczasem największą bolączką „Great
Pacific vol. 1: Trashed” jest to, że historia tak naprawdę rozkręca się
dopiero na trzecim rozdziale. Pierwszy był nieco przegadany i prowadzony w
nieśpiesznym tempie, z kolei drugi był już po prostu nudny i przekombinowany.
Komiks ten naprawdę był już na mojej osobistej liście tytułów do odstrzału,
lecz wszystko zmieniło się gdy zajrzałem do numeru trzeciego. Tak naprawdę to
od niego zaczyna się cała zabawa w serii i to właśnie dopiero tam scenarzysta
pokazuje pełnie swoich niebagatelnych umiejętności.
Przejawiają
się one tym, że w ciągu kolejnych czterech rozdziałów komiksu „Great Pacific
vol. 1: Trashed”, co najmniej kilka razy dochodzi do zwrotów akcji, których
totalnie się nie spodziewałem. podoba mi się, że scenarzysta postanowił nie
rozwlekać kilku wątków i praktycznie z numeru na numer potrafi w satysfakcjonujący
mnie sposób je rozwiązać. Mimo to zostawia pewne tajemnice, które być może
doczekają się ujawnienia w kolejnym tomie, który już wkrótce powinien trafić w
moje łaknące go łapska.
„Great
Pacific vol. 1: Trashed” jest także popisem Martina Morazzo. Znam tego
rysownika z komiksu „The Network” wydanego przez wydawnictwo Acana i muszę
przyznać, że tu sprawuje się dużo lepiej. nie jest to może artysta, który
aspirowałby do mojego prywatnego topu, lecz z cała pewnością nie mogę odmówić
mu solidnego warsztatu. Świetnie potrafi on ukazać wszystkie lokalizacje na
wyspie śmieci – widać jak mocno przykładał się do niektórych kadrów, nie
kaleczy postaci ludzkich i jedyny problem jaki mam z warstwą graficzną, to
pewne zarzuty do kolorystów z Tiza Studio. Sceny z wyspy umieszczone w „Great
Pacific vol. 1: Trashed” są jak na mój gust zdecydowanie zbyt... brudne. Nie
zrozumcie mnie źle, w końcu to historia umiejscowiona na kupie śmieci. Momentami
jednak postacie wyglądają tak, jakby zdecydowanie przesadziły z wizytami na
solarium, by na kolejnej stronie mieć już karnację jak większość z nas po
długiej zimie.
W każdej
swojej recenzji zwracam uwagę na dodane to tomu bonusy lub też ich brak. W przypadku
„Great Pacific vol. 1: Trashed” niestety muszę zrobić to drugie. Twórcy komiksu
pokusili się jedynie o dodanie standardu pod postacią kompletnej galerii
okładek poszczególnych zeszytów oraz dwustronicowej notki biograficznej
dotyczącej Harrisa oraz Morazzo. W przypadku tego komiksu aż prosi się o
więcej. Może w drugim tomie?
Komiks ten
jest dla mnie jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń minionego roku i chociaż
jego początek może odrzucić, zdecydowanie polecam zapoznać się z „Great
Pacific vol. 1: Trashed”, ponieważ ostatecznie okazuje się, że jest to
wciągająca i bardzo dobra historia, która zasługuje na solidną czwórkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




