Studio Top Cow na początku swojego
istnienia miało jeden projekt sztandarowy i było to oczywiście ”Cyber Force” Marca Silvestriego.
Dopiero później do głosu doszły takie marki jak ”Witchblade” czy ”The
Darkness”, z którymi studio to po dziś dzień jest zdecydowanie najmocniej
kojarzone. Jasne, dorzućmy jeszcze do tego ówczesną inkarnację ”Tomb Raider”. Ale jednak oprócz tych
czterech wymienionych serii, no i może jeszcze ”Rising Stars” Straczynskiego, Top Cow w szalonych latach
dziewięćdziesiątych praktycznie nie wydało na świat niczego, co dałoby radę
utrzymać się na rynku dłużej, niż przez kilka miesięcy. Takim swoistym,
chlubnym wyjątkiem (i chyba jednym z raptem… dwóch) okazała się miniseria ”Weapon Zero”, która spodobała się
czytelnikom na tyle mocno, że doczekała się liczącej piętnaście numerów
kontynuacji. I właśnie o niej, chociaż pierwszy numer gdzieś mi się kurde
zapodział, dzisiaj co nieco Wam napiszę.
