Jakiś czas
temu minęła druga rocznica wydarzenia, które wówczas uznałem za chyba najlepszą
wiadomość od Image Comics, jaką tylko mogłem sobie wymarzyć. Wtedy właśnie
jeden z najbardziej lubianych i szanowanych przeze mnie twórców zapowiedział
powrót do tego wydawnictwa oraz restart swojego autorskiego imprintu. W tym
ukazywać miały się oczywiście komiksy tegoż właśnie autora, krótkie, zamknięte
historie rysowane przez bardzo ciekawych artystów. Podjarałem się tym newsem
tak bardzo, że z czasem zacząłem w ciemno zamawiać wszystkie trzy zapowiedziane
tytuły. Mijają dwa lata. Czuję się oszukany, rozczarowany, a gdybym spotkał
gdzieś na ulicy J. Michaela Straczynskiego, myślę że doszłoby do potężnej
kłótni. Bo odrodzenie Joe’s Comics okazało się pod niemal każdym względem
niewypałem.