Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brian holguin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brian holguin. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 lipca 2017

SDCC 2017: Średniowieczny Spawn powraca!

Zdarzają się czasem takie dziwne sytuacje, gdy podczas dużych imprez pokroju San Diego Comic Conu, w magiczny sposób wszystkim umykają jakieś newsy. O tym, o czym napiszę poniżej, wszystkim przypomniało się właściwie dopiero w dniu wczorajszym. Tymczasem otrzymaliśmy zapowiedź projektu, w którym wrócą średniowieczne wersje Spawna oraz Witchblade.
Pod koniec tego roku pojawi się kolejna miniseria z udziałem wspomnianych przed chwilą bohaterów. Ma być to kontynuacja komiksu z 1996 (o którym to i owo napisałem TUTAJ), a odpowiedzialni za niego będą dwaj weterani, znani z początkowych lat istnienia wydawnictwa Image, a konkretnie Brian Haberlin oraz Brian Holguin.

Mnie przede wszystkim ciekawi to, jak twórcy rozwiążą pewien mały problem. Mianowicie w finale miniserii sprzed ponad dwudziestu lat doszło do czegoś, co dość jednoznacznie wykluczało kontynuację i związana z tym była należąca obecnie do Marvela Angela. Czyżby reboot? Tego dowiemy się za kilka miesięcy.

Źródło: CBR

sobota, 10 stycznia 2015

Image Expo 2015: McFarlane o najbliższej przyszłości

Jak na razie to Todd McFarlane wydaje się być najbardziej aktywnym twórcą podczas tegorocznego Image Expo. Po tym jak na panelu głównym ogłoszono jego nowy projekt "Savior" oraz zdradzono, że nowym scenarzystą "Spawna" będzie Paul Jenkins, McFarlane otrzymał jeszcze swoje własne pięć minut, gdzie zdradził nieco więcej na temat najbliższych miesięcy.
Co prawda początkowa część panelu to duża ilość wspomnień z przeszłości McFarlane'a, zwłaszcza tych z okresu początków kariery, to jednak w końcu przyszedł czas na konkrety dotyczące jego obecnych planów. Twórca twierdzi, że plany Paula Jenkinsa wobec postaci "Spawna" zmuszą czytelników do zadania sobie pytania dlaczego McFarlane tak długo zwlekał z oddaniem scenariuszy innym twórcom. Rysownikiem będzie tak jak wcześniej ogłaszano Jonboy Meyers. Być może pojawią się pewne nieduże opóźnienia w publikacji "Spawna" ze względu na zawirowania wobec zmiany twórców, ale czytelnicy nie będą zawiedzeni finalnym produktem.

Od siebie dodam, że Paul Jenkins dla mnie wcale nie gwarantuje tego, że nowe numery jednej z najdłużej ukazujących się serii od Image będą znacznie lepsze od tego, co dotychczas otrzymywaliśmy. Twórca ten miał już okres współpracy z Image Comics, który przypadł na końcówkę XX wieku i w tym z czym zdążyłem się zapoznać, nie ma nic godnego polecenia.

Fanów cyfrowych wersji komiksów z pewnością ucieszy fakt, że jeszcze w tym miesiącu na Comixology ukazać ma się komplet 250 numerów "Spawna". McFarlane długo wzbraniał się przed tą formą publikowania komiksów, lecz jak twierdzi - robi to na wyraźne prośby fanów.

Twórca powiedział także parę zdań o planowanym filmie ze swoim bohaterem. Co prawda ma być on stosunkowo tani, ponieważ McFarlane usiłuje zebrać budżet w okolicach dziesięciu milionów dolarów, to jednak problematyczne jest to, że chce on zrobić film w kategorii R (czyli raczej nie dla dzieci), a także sam go napisać i wyreżyserować. Dla większości wytwórni takie warunki są nie do przyjęcia. Stąd też można dojść do wniosku, że prędko filmowego "Spawna" się nie doczekamy.

wtorek, 16 września 2014

Spawn: Godslayer vol. 1 (Brian Holguin/Jay Anacleto/Brian Haberlin)

Być może nie podzielicie mojego zdania, ale bardzo, naprawdę bardzo nie lubię mieszania w originach postaci komiksowych. Tymczasem taki trend jest bardzo modny w Marvelu czy DC, a żeby daleko nie szukać podam przykład niedawnych rewelacji z jednej z serii z Iron Manem, gdzie główny bohater dowiaduje się że... ha! No coś tam odkrywa :) Czasami zmiany te stają się wymuszone. Wyrokami sądowymi przykładowo. Pamiętacie pewnie, że nieraz wspominałem o zatargu między Neilem Gaimanem i Toddem McFarlane. Jednym z jego efektów było także wycofanie z istnienia postaci Mediewal Spawna, która bardzo fajnie dopełniała rozbudowaną już mitologię serii. Aż do 2008 roku trzeba było czekać na wypełnienie tej pustki, ponieważ właśnie w tym roku ukazał się one-shot ”Spawn: Godslayer vol. 1”, nad którym dziś się skupię.

Na samym początku muszę zaznaczyć to co mi się podobało w warstwie fabularnej komiksu. ”Spawn: Godslayer vol. 1” nie jest osadzony w oficjalnym i obecnie bardzo poszarpanym timeline, lecz daje nim historię w alternatywnym świecie. Jednocześnie niejako przywraca postać Spawna osadzonego w okresie magii i miecza, ale także nie miesza jeszcze mocniej w kontinuum, chociaż McFarlane mógł bez mrugnięcia okiem to zrobić. W końcu to jego marka i on decyduje co może z nią zrobić. No ale wróćmy do warstwy fabularnej. ”Spawn: Godslayer vol. 1” przedstawia nam miejsce noszące nazwę Endra-La. Jego mieszkańcy przypominają klasyczny lud średniowiecznego świata z domieszką magii. Nie ma w nim podziału na Niebo i Piekło, a wszelacy Bogowie to ludzie, którzy zarządzają konkretnymi królestwami. Pewnego dnia do Endra-La zaczyna zbliżać się nieznana postać, której nie sposób zatrzymać. Jest nią Spawn – Rzeźnik Bogów.

W przeciwieństwie do opisywanego jakiś czas temu ”Spawn: Architects of Fear vol. 1”, ten komiks w znacznym stopniu przypadł mi do gustu. Generalnie jest to lektura niezobowiązująca i w sumie krótka, ale mimo wszystko nie powiedziałbym że niepotrzebna. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu Todd McFarlane właściwie nie brał udziału przy powstawaniu historii ze Spawnem i to od razu czuć. Dlaczego? Ponieważ ”Spawn: Godslayer vol. 1” zdecydowanie wyróżnia się sposobem opowiadanej historii. Nie dajcie się zwieść pozorom, sam tytułowy bohater gra tu raczej drugoplanową rolę, która polega na chodzeniu i niszczeniu. Ten komiks przede wszystkim ukazuje mieszkańców Endra-La, którzy stają w obliczu zagłady z ręki niepowstrzymanej siły, a także opowiada o uczuciu dwójki ludzi, które do tych zniszczeń doprowadziło.

Początek ”Spawn: Godslayer vol. 1” jest jeszcze typowy. Widzimy bowiem miasto pełne przepychu i zdeprawowania oraz niejako instynktownie trzymamy kciuki za to, by Spawn z tego świata załatwił wszystkich możliwie w jak najbardziej bolesny sposób. Mniej więcej w połowie scenarzysta Brian Holguin sprawia, że sytuacja się odwraca. Wtedy też poznajemy przeszłość zarówno tytułowego bohatera jak i ”bogini” opiekującej się atakowanym miastem, a kolejne wydarzenia doprowadziły do tego, że zacząłem trzymać kciuki za to, by chociaż garstka mieszkańców wyspy przetrwałą. Scenarzyści jednoznacznie odróżnili tego Spawna od chociażby Ala Simmonsa, robiąc z niego postać niemal jednoznacznie złą i podporządkowaną piekielnym mocom. Było to dość zaskakujące i chociaż wydaje się, że w ”Spawn: Godslayer vol. 1” dało to niezły rezultat, to już próba wycofania się z tego w kontynuacji tego one-shotu sprawiła, że seria szybko została skasowana.

Wadą opisywanego dziś komiksu jest to, że twórcy musieli zamknąć się w 64 stronach i mieli mnóstwo miejsca na rozpisanie fajnej historii, a tak naprawdę momentami czuć straszne dłużyzny. Właśnie we wspomnianej wyżej połowie komiksu kończy się jakiekolwiek podłoże fabularne i rozpoczyna regularna masakra. Wydaje mi się, że służy ona głównie temu, by pokazać kunszt rysownika Jaya Anacleto, co stanowi podobieństwo do przywołanego już ”Spawn: Architects of Fear vol. 1”. Tyle tylko, że w przypadku tamtego komiks była to zaleta, bo rysunki sprawiały iż chciało się przedzierać przez cienką fabułę, tu jest już na odwrót. Nie zrozumcie mnie źle, Anacleto to kolejny piekielnie uzdolniony artysta, który pokazał się ze świetnej strony podczas tworzenia ilustracji do ”Spawn: Godslayer vol. 1”, ale równie dobrze spisywał się w momentach, gdy Holguin bardziej starał się przy scenariuszu. Gdy dano mu wolną rękę przy rysowaniu jednej, wielkiej rozwałki, prace Anacleto nie stały się nagle lepsze. Dlatego też zaryzykuje stwierdzenie, że gdyby Holguinowi bardziej się chciało i w pewnym momencie nie odpuściłby on zawiązywania całkiem niezłej fabuły, to i końcowa ocena tego komiksu byłaby z cała pewnością wyższa.

W komiksie znalazło się miejsce dla ośmiu stron dodatków, które w rzeczywistości są po prostu galerią szkiców wzbogaconą o fajnie przedstawiony proces powstawania najbardziej charakterystycznych plansz. Spodobała mi się taka drobnostka jak to, że te cztery kartki są wydrukowane na innej jakości papierze, zdecydowanie bardziej pasującym do tego typu bonusów. Plus dla wydawcy za umieszczenie materiałów dodatkowych, minus za to, że było ich tak niedużo. Niewielki, ale jednak :)

”Spawn: Godslayer vol. 1” kosztował mnie niecałe 25zł i uważam, że nie wyrzuciłem pieniędzy w błoto. Widać wyraźnie, że komiksu mógłby być zdecydowanie lepszy, ale jako że sam całkiem niedawno wylewałem pomyje na znacznie gorszy one-shot ze Spawnem, to jednak cieszę się, że w tym przypadku jest nieco pomysłowości. Dla fanów postaci rzecz obowiązkowa, reszta może lecz nie musi. 3.5/6