Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kelly fitzpatrick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kelly fitzpatrick. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2018

Snowfall (Joe Harris/Martin Morazzo/Kelly Fitzpatrick)

Nie jest to może moja ulubiona tematyka komiksów, ale od czasu do czasu lubię sięgnąć po coś, co oprócz przedstawienia czytelnikom fikcyjnej opowieści zwraca uwagę na bardzo aktualne problemy, zaś twórca dzieła nie boi się przekazać, ale nie chamsko narzucać w nim swojej osobistej opinii. Takim komiksem było właśnie ”Great Pacific” autorstwa duetu Joe Harris/Martin Morazzo. Ta licząca trzy tomy opowieść skupiała się na powstaniu i rozwoju fikcyjnego państwa, które powstało na terenie ogromnej, pływającej góry śmieci. Z jednego strony był to całkiem przyjemny tytuł osadzony w klimatach political-fiction z elementami akcji oraz nawet science-fiction. Z drugiej zaś była to totalna krytyka naszych nawyków, przez które otaczający nas świat każdego dnia staje się coraz większym śmietniskiem. ”Great Pacific” nawet spodobało mi się – z recenzjach niżej oceniłem tylko drugi tom – i stąd kredyt zaufania dla wspomnianego zespołu twórców. Ci po jakimś czasie zapowiedzieli ”Snowfall” i już po opisach można było wywnioskować, że tym razem wezmą na tapet temat globalnego ocieplenia. Niezależnie od tego, czy uważacie zjawisko to za prawdę czy też spisek ludzi-jaszczurów, warto zajrzeć do dalszej części tekstu ;)

wtorek, 5 września 2017

Bitch Planet vol. 2: President Bitch (Kelly Sue DeConnick/Valentine De Landro/Taki Soma/Kelly Fitzpatrick)

Bitch Planet od samego początku uważałem za tytuł wyższego ryzyka wydawniczego. Kelly Sue DeConnick swoim ”Pretty Deadly” pokazała, że potrafi zrobić świetny, autorski komiks, ale trzymanie się pierwotnych terminów wydań do jej mocnych stron nie należy. Jasne, w przypadku tego drugiego można było przyczyn opóźnień upatrywać w odpowiedzialnej za rysunki Emmie Rios. Ale gdy poślizgów zaczęły dostawać także tytuły Matta Fractiona, prywatnie zresztą męża DeConnick, Bitch Planet” niejako z automatu zacząłem uznawać za tytuł, z którym z chęcią będę się zapoznawać w formie wydań zbiorczych, które na pewno nie będą publikowane co 8-9 miesięcy. No i się nie pomyliłem zupełnie.