Gdy wydawnictwo Non Stop Comics opublikowało
pierwszy tom serii ”The Black Monday
Murders”, do komiksu tego podchodziłem z dużą dozą nieufności. Jonathan
Hickman bowiem kilkoma swoimi wcześniejszymi pracami zarówno dla Image jak i
Marvela sprawił, że moja wiara w jego umiejętności została mocno nadszarpnięta,
zaś liczne opóźnienia dotykające w zasadzie wszystkich jego publikowanych w
USA komiksów (o całkowitym skasowaniu ”Frontier”
tuż przed premierą pierwszego zeszytu nie wspominając) tylko potęgowały obawy.
Non Stop Comics wchodziło bowiem w serię, której drugi tom opóźnił się w sumie
raptem o sześć miesięcy, zaś przerwa między wydaniem zeszytów #7 i #8 wynosiła
ich pięć. Instynktownie więc rzuciłem owy komiks na samo dno kupki rzeczy do
przeczytania i chociaż dziś obawy nadal są obecne w mojej głowie, to jednak
dotyczą już zupełnie czegoś innego. Pierwszy tom okazał się bowiem jedną z
najlepszych rzeczy z logiem wydawnictwa Image na okładce, jaką miałem okazję
przeczytać w ubiegłym roku. Drugi zaś sprawił, że jeśli publikacja serii
zostanie z jakiegoś powodu przerwana, to osobiście zacznę zbierać fundusze na
mordercę i zlecę mu Jonathana Hickmana. Panie scenarzysta! Nie spieprz Pan
tego!
